Cywilizacja

Dziesięć rzeczy, których możemy nie zrobić w Toskanii

Na pewno chcesz zobaczyć jelenia-kicz, do którego nie przyznają się nawet jelenie z okolicznych lasów? Pić wino owiane nieistniejącymi legendami? Kupić fiasko? Próbować krwi? Uniknąć wielkiej wody… no w tej sprawie, dla pewności, nie bywam we Florencji w listopadzie.

Dziś mam dla ciebie ranking dziesięciu rzeczy, których możesz nie zrobić w Toskanii. Planujesz majowy weekend we Włoszech? Przeczytaj i bądź oryginalny.

Wypiłem kawę, zjadłem i byłem w niebie

Spaghetti po bolońsku tak naprawdę nie istnieje. Zresztą mitem jest, że trzon kuchni włoskiej to makaron. Tworzy ją zbiór 20 różnych menu regionalnych, stawiających na zupełnie inne smaki. A łączy je bożonarodzeniowa baba, czyli panettone. Tajemnice włoskich potraw zdradza Bartek Kieżun, znany jako Krakowski Makaroniarz.

zobacz więcej
1. Nie wypić ani kieliszka chianti

Choć to najbardziej znane lokalne wino, region ma niesamowitą liczbę innych, wspaniałych (czerwonych) butelek. Trudno gdziekolwiek znaleźć większą różnorodność. Ledwie ósma część tutejszych win to chianti – warto więc spenetrować tę pozostałą. A szkoda towarzyska będzie żadna – i tak nikt ze znajomych nam nie uwierzy, że nie piliśmy chianti.

2. Nie pójść we Florencji do Duomo

Niestety, to właściwie niemożliwe, wielu próbowało. W którą stronę się nie ruszymy, zawsze zahaczymy o plac św. Jana (choćby po to, by wstąpić do Gucciego) i tym samym trafimy pod bazylikę. Nie ma chyba takiego przewodnika ani pieszego GPS-a, który by nam wytyczył inną trasę. To przeznaczenie i nie warto z nim walczyć.

Ale można ją po prostu minąć. Szybkie przejście obok tego budowanego przez 600 lat kościoła zrzuci nam z serca ciężar jego niezobaczenia, poczujemy ulgę i będziemy mogli z czystym sumieniem oddać się dalszemu zwiedzaniu. Także innych kościołów.

3. Nie zwiedzać po japońsku

Liczba zabytków umieszczonych na liście dziedzictwa UNESCO plasuje Toskanię tylko o oczko niżej niż Egipt. W sumie ma ona dziesięć procent całej światowej spuścizny UNESCO we wszystkich kategoriach.

Nie sposób zwiedzić wszystkie zabytki Egiptu w dwa tygodnie – potrafią to tylko turyści z Japonii, a ich program na Toskanię (w jednej z wersji, o jakiej słyszałem) przewiduje na cały region półtora dnia (Piza, Siena, Florencja), z posiłkami i degustacjami. I jeszcze zdążą drugiego dnia wrócić do Rzymu na samolot, np. do Aten, chyba że wygospodarują jeszcze godzinę ekstra, by zwiedzić całą Umbrię (Orvieto, Perugia, Asyż…).
Nam lepiej będzie wrócić do Toskanii ponownie, choćby za kilka lat. I „posmakować” dokładniej tutejszych zabytków i widoków.

4. Nie wysłuchiwać bzdur o winie brunello di montalcinio

Zwykła strata czasu. Niemal każdy na świecie, kto zacznie publikować o włoskim winie, pisze o „legendarnym” brunello di montalcino. Nigdy nie słyszałem żadnej legendy o tym trunku, choć w Montalcino byłem kilkanaście razy. Jedynie zimne fakty o rodzinie Biondi-Santi i o blisko 150-letniej historii stuprocentowego wina z sangiovese. Żadnych duchów ani śpiących rycerzy w niej nie ma.

Wakacyjny deser: magnetyczna Toskania

Od sztuki, architektury po kiczowatą literaturę... Każdy odnajdzie tu coś dla siebie.

zobacz więcej
5. Nie pojechać do San Cassiano in Val di Pesa leżącego 20 kilometrów od Florencji

To „Val di Pesa” jest ważne, bo miejscowości San Cassiano jest więcej. Nic tu nie ma, z wyjątkiem okazałego COOP-u (system spółdzielni konsumenckich, który prowadzi największą sieć supermarketów we Włoszech) obsługującego całą okolicę oraz białego jelenia postawionego bez sensu na fragmencie starych murów. Nikt się do tego kiczu nie przyznaje, nawet jelenie z okolicznych lasów.

Rzeczka Pesa jest wielkości większego strumienia i nie wnosi wiele do krajobrazu, za to okolice miasteczka to ważna siedziba producentów chianti colli fiorentini i chianti classico (ale możemy je kupić także we Florencji). Jest tu pięknie, zielono i pagórkowato, ale gdzie w Toskanii tak nie jest (OK, w Bolgheri tak nie jest…), więc nie ma sensu jechać tam specjalnie.

Tutejszy święty Kasjan, choć nie jest patronem piszących, może być dla nich przestrogą – zginął w IV wieku męczeńską śmiercią, zakłuty rylcami do pisania przez swoich uczniów, sposobiących się do… sztuki pisania.

6. Nie kupić butelki chianti w słomkowej oplotce, czyli fiasco

Jeśli jeszcze nie mamy takiej butelki, służącej nam jako świecznik, pewnie nie będziemy jej mieli, bo złote lata świetności i takiego jej wykorzystania dawno już minęły. Do dziś nie wiadomo za to, skąd ta nazwa się wzięła.


Po włosku fiasco to butelka z dłuższą lub wydłużoną szyjką. Stąd fiaschetteria – knajpa, w której gęsto krążą między bywalcami takie flaszki (z wyjątkiem Caffé Fiaschetteria w Montalcinio – to dziś jeden z najlepszych adresów w miasteczku, kawiarnia w stylu triesteńsko-secesyjnym).

Tymczasem w różnych językach europejskich pochodzące z włoskiego słowo fiasco oznacza po prostu „fiasko”, czyli „klapę jakiegoś przedsięwzięcia”. Nie da się dowiedzieć, czemu tak postanowiono, choć da się znaleźć dziś związek między naszym wyborem chianti i totalną klapą.

7. Uniknąć wielkiej wody we Florencji

Nic prostszego. Miasto nawiedziły dwie gigantyczne powodzie – czwartego listopada 1333 roku oraz czwartego listopada 1966. Domyślam się, że nie trafimy do Florencji za 633 lata. Ale dla pewności – początek listopada spędzajmy gdzie indziej.

8. Nie zjeść bistecca alla fiorentina, czyli florenckiego steka

Niekoniecznie we Florencji – podają go w całej Toskanii (także we „wrogiej” Sienie) i innych miejscach na świecie.
1 listopada 1966 roku. Dawid (z tyłu, w centrum) i inne rzeźby Michała Anioła we florenckiej galerii Accademia po powodzi. Fot.: David Lees / The LIFE Picture Collection / Getty Images
Dla wielu Polaków może to być trudne, bo raz – że o tym „przysmaku” będziemy słyszeć przez cały pobyt w Toskanii, dwa – że wielu i u nas oddaje się barbarzyńskiej „sztuce” jedzenia surowego mięsa z surowym jajkiem. „Na rany Chrystusa!” – wołał Kmicic do Oleńki. Czyliż wieki cywilizacji i osiągnięć umysłu racjonalnego nic nie znaczą? – dodam. Ale kto chce, niech popróbuje krwi zwierzęcej w surowym mięsie.

Uliczne, zaskakujące włoskie pyszności. Co jeść na wakacjach, żeby nie zbankrutować?

„Cibo di strada” sprzedaje się z wózków, przenośnych stoisk, okienek.

zobacz więcej
9. Pogadać sobie po włosku

Włoski to język „martwy” – wszyscy go znają, piszą w nim, oglądają filmy, ale nikt nim nie mówi na co dzień. Każdy mówi po swojemu, chyba że ktoś go nie rozumie.

Włoski wywodzi się z dialektu toskańskiego, tyle że toskański dialekt istnieje sobie nadal. Jednym z pierwszych, który pisał po łacinie, a gdy mu się znudziło, pod koniec życia, po toskańsku, był Dante Alighieri. Ale „literacki” toskański był wówczas mieszanką sycylijskiego, prowansalskiego (oksytańskiego lub katalońskiego – zależy od badacza) i czegoś miejscowego. Dante fragment „Boskiej komedii” w ogóle napisał po prowansalsku. W każdym razie Toskańczyk dziś by się raczej nie dogadał po swojemu z Sycylijczykiem lub Katalończykiem.

10. W ogóle nie pojechać do… Toskanii

Warto przynajmniej zastanowić się nad faktami. Florencję odwiedza rocznie około 10 milionów turystów, Kraków – 9,5 miliona. I coś w tym jest – we Florencji zjemy prawdziwego, oryginalnego, orientalnego kebaba, ale miejsca, gdzie go podają, trzeba poszukać. W Krakowie zjemy kebaba wszędzie, nawet nad ranem. Więc, po co wyjeżdżać…

– Wojciech Gogoliński
redaktor magazynu „Czas Wina” i współautor książki „Wiedza o winie”.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Toskański krajobraz koło Pienzy wiosną. Fot. Education Images/UIG via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.