Cywilizacja

Polska Cerkiew nie stoi po stronie Moskwy

Polscy biskupi prawosławni nie są z założenia przeciwni ukraińskiej autokefalii. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „w jaki sposób”? Jak uniknąć nowych podziałów, kolejnej eksplozji nienawiści i gorszących prób przejmowania świątyń? – rozważa prawosławny politolog i filozof.

Komunikaty sygnowane przez biskupów Polskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej (PAKP) – hierarchów drugiego co do wielkości wyznania chrześcijańskiego w Polsce – bardzo rzadko trafiają na czołówki ogólnopolskich, świeckich mediów. Choć ponad półmilionowa społeczność wiernych (licząc tylko tych na stale mieszkających w granicach Polski) posiada swoje czasopisma, portale internetowe, a dzisiaj coraz mocniej obecna jest także w mediach społecznościowych.

Przeciętny odbiorca funkcjonujący w większościowym Kościele rzymskokatolickim lub nawet niezwiązany z jakąkolwiek religią nieczęsto ma pełną świadomość wyzwań i problemów, z jakimi spotykają się wierni Kościoła prawosławnego pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Warto jednak czasem przełamać tę ograniczoną perspektywę, a tym bardziej spojrzeć na sytuację od wewnątrz – oczyma wiernego PAKP, którym jest autor niniejszego tekstu.

Ogłoszony 15 listopada Komunikat Kancelarii Świętego Synodu Biskupów PAKP – bo taką oficjalnie nazwę nosi zgromadzenie, w którego w skład wchodzi prawosławny metropolita Warszawy i Całej Polski Sawa, czterech arcybiskupów oraz czterech biskupów, nie podzielił losu kilkuset wcześniejszych publicznych oświadczeń Cerkwi w Polsce i szybko trafił do mediów. „Polscy prawosławni po stronie Moskwy”, „Biskupi prawosławni przeciwko autokefalii Ukrainy” – to chyba najczęściej pojawiające się nagłówki w tytułach prasowych i portalach internetowych otagowane hasłem „prawosławie” w ostatnich dniach.

Dość jednoznaczna wymowa tych komunikatów oraz ocen wielu komentatorów nie pozostawiała więc większych wątpliwości. Polscy hierarchowie prawosławni jasno opowiedzieli się po stronie Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który w wyniku całej sekwencji decyzji Patriarchatu Ekumenicznego w Konstantynopolu podejmowanych od września br. w sprawie przyszłej autokefalii Ukrainy, najpierw zerwała jedność modlitewną i liturgiczną z patriarchą Bartłomiejem, a następnie, pod koniec października zerwała z nim jedność eucharystyczną.
Prawosławny patriarcha Konstantynopola Barłomiej I błogosławi papieża Franciszka podczas ekumenicznego spotkania w Istambule w listopadzie 2014 r. Fot. REUTERS/Tony Gentile
Czy jednak takie opinie nie stanowią poważnego uproszczenia? Czy rzeczywiście, jak niektórzy sugerują, Cerkiew w Polsce pragnie podążać drogą „schizmy”?

Uniknąć zamętu i zgorszenia

W komunikacie Świętego Synodu PAKP z 15 listopada przeczytać możemy o „otrzymywaniu niepokojących wiadomości z życia cerkiewnego z Ukrainy, często godzące w życie Prawosławia w Polsce”. Dalej, hierarchowie zwracają uwagę na (...) ogólnoprawosławny niepokój (...) Kościołów Lokalnych, wynikający z niestabilności życia cerkiewnego na Ukrainie, który destrukcyjnie wpływa na całokształt życia cerkiewnego Prawosławia”.

Podkreśla się również, iż „osoby pozbawione święceń kapłańskich i biskupich nie mogą być liderami przy wprowadzaniu pokoju w Prawosławnym Kościele Ukraińskim, a ich działania powodują jeszcze większy zamęt i zgorszenie”.

Uchwała nr 341 PAKP wzywa do przestrzegania dogmatyczno-kanonicznych norm Kościoła, które uchronią przed poważnymi konsekwencjami rozłamowymi w prawosławiu na świecie, przypomina o modlitwie polskich hierarchów i wiernych za jedność prawosławia na Ukrainie oraz w kolejnym punkcie, przypomina o istniejącym wciąż zakazie wspólnego odprawiania nabożeństw z duchownymi niekanonicznych do tej pory struktur cerkiewnych na Ukrainie.

Chodzi oczywiście o „Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Kijowskiego”, na której czele stoi Filaret (Denysenko) oraz „Autokefaliczną Cerkiew Prawosławną” kierowaną przez Makarego (Maletycza). Na duchownych tych struktur i skupionych wokół nich wiernych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zostały nałożone przez Rosyjski Kościół Prawosławny kary kościelne, przypominające obowiązujące w Kościele rzymskokatolickim kary suspensy i ekskomuniki (dodatkowo, Filaret został wówczas pozbawiony święceń biskupich i zdegradowany do roli szeregowego mnicha). 11 października tego roku, decyzją Patriarchatu Ekumenicznego w Konstantynopolu, wspomniane powyżej kary zostały zdjęte.

Polscy hierarchowie przypomnieli też o swojej zgłoszonej na początku października propozycji zwołania ogólnoprawosławnej synaksy (spotkania przedstawicieli wszystkich 15 kanonicznych Cerkwi autokefalicznych), która w duchu braterskiej miłości i dialogu miałaby rozsądzić problem ukraińskiej autokefalii. Podobne propozycje składały w ostatnich tygodniach inne Kościoły prawosławne, np. Cerkiew w Bułgarii.

Jak widzimy, w sformułowanym w dość wyważonym stylu komunikacie polskiej Cerkwi nie pojawiają się ani razu terminy „Patriarchat Moskiewski”, „Rosyjski Kościół Prawosławny” ani też nie znajdziemy tam jednoznacznego zanegowania komunikatu Świętego Synodu Patriarchatu Ekumenicznego ogłoszonego 11 października w Konstantynopolu.

Heretycy, słudzy szatana i patriarcha, co nie chciał skończyć w przeręblu. Jak Moskwa „Trzecim Rzymem” się stała

Przekupstwem i siłą. Tak Rosyjska Cerkiew Prawosławna podporządkowała sobie ukraińską Cerkiew.

zobacz więcej
Warto zauważyć, że wspomniany tu komunikat Konstantynopola, obok odwołania kar kościelnych wobec Filareta i Makarego, informował, również w specyficznym języku dyplomatycznym, o „odnowieniu podjętej wcześniej decyzji o procedowaniu autokefalii dla Kościoła na Ukrainie”, odtworzeniu tam stauropigii (niezależnej od miejscowej hierarchii struktury kanonicznej, podległej bezpośrednio Konstantynopolowi – co można w pewien sposób porównać do statusu prałatury personalnej w Kościele rzymskokatolickim, podległej nie lokalnemu biskupowi, lecz bezpośrednio Rzymowi).

Jednocześnie Konstantynopol odwołał oddanie pod koniec XVII wieku terenu kanonicznego Metropolii Kijowskiej pod tymczasową kuratelę Patriarchatu Moskiewskiego oraz wezwał wszystkie działające na Ukrainie jurysdykcje prawosławne do zachowania spokoju, powstrzymania się od jednostronnych aktów, jak chociażby prób przejmowania siłą świątyń.

Nie zamykać furtek

Na co, w tym kontekście, należy zwrócić uwagę w komunikacie polskiego Kościoła Prawosławnego? Przede wszystkim nie ma w nim żadnego jednoznacznego stwierdzenia, jakoby Ukrainie nie należało teraz lub w dalszej przyszłości udzielić autokefalii. Widać raczej wezwanie do dialogu i klasyczne, znane z arsenału dyplomatycznego „nie zamykanie za sobą wszystkich furtek”.

Polscy biskupi prawosławni nie ogłosili również przerwania jedności eucharystycznej z konstantynopolskim Patriarchatem Ekumenicznym, ani tym bardziej nie poszli drogą hierarchów rosyjskich, którzy w odpowiedzi na posunięcia Konstantynopola z 11 października zakazali swoim wiernym przystępowania do sakramentów w cerkwiach znajdujących się pod jego jurysdykcją. Nie ma więc podstaw do mówienia o jakiejkolwiek formie „schizmy” PAKP wobec patriarchy Bartłomieja.

Patrząc na wzajemne relacje pomiędzy biskupami w Polsce, jak również biskupami innych Kościołów autokefalicznych z Arcybiskupem Konstantynopola-Nowego Rzymu i Patriarchą Ekumenicznym (taki oficjalny tytuł nosi patriarcha Bartłomiej jako pierwszy biskup wymieniany w tzw. dyptyku, czyli ułożonej w honorowej kolejności listy istniejących autokefalicznych Kościołów prawosławnych) warto ustrzec się nasuwających się często obserwatorom w naszym kraju analogii z Kościołem rzymskokatolickim.

Pierwszeństwo Bartłomieja ma charakter w głównej mierze honorowy i ceremonialny. Nie jest on więc „prawosławnym papieżem” i posiada minimalne możliwości ingerowania w wewnętrzne życie pozostałych 14 Kościołów autokefalicznych. Mówiąc jeszcze prościej, nie posiada on formalnych uprawnień do nakazywania lub zakazywania konkretnych działań patriarchom w Bukareszcie, Belgradzie, Sofii, Warszawie lub Moskwie.
Moskwa. Cerkiew Wasyla Błogosławionego i Kreml. Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
Nie może, tak jak biskup Rzymu, ekskomunikować biskupa posługującego w dowolnym zakątku świata lub zawiesić funkcjonowanie konkretnego zgromadzenia zakonnego. W zasadzie, wszelkie decyzje, które podejmuje, nie mogą mieć charakteru jednostronnego i zapadać bez zgody przedstawicieli poszczególnych autokefalii.

Jak było w tym przypadku? Wielu obserwatorów twierdzi, że cała sekwencja działań Konstantynopola podjęta od początku września po zakończonym fiaskiem spotkaniu „ostatniej szansy” pomiędzy metropolitą Cyrylem, a patriarchą Bartłomiejem pod koniec sierpnia ma charakter działań jednostronnych. Nie została o nich bowiem formalnie poinformowana jedyna kanoniczna do tej pory struktura cerkiewna na Ukrainie – Ukraińska Cerkiew Prawosławna z metropolitą kijowskim i całej Ukrainy Onufrym (Berezowskim).

Ta autonomiczna jednostka cerkiewna wchodzi co prawda w skład Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Patriarchatu Moskiewskiego, ale powołana została do życia po rozpadzie ZSRR i ogłoszeniu przez Ukrainę niepodległości. Ma obecnie stosunkowo spory zakres niezależności eklezjalnej i ekonomicznej od Moskwy. Metropolita Onufry, pochodzący z Hucułszczyzny, który objął Cerkiew już po Euromajdanie, słynie raczej z umiarkowanego języka, często wzywając do pojednania narodowego i dialogu.

Liczni kapelani wojskowi autonomicznej Cerkwi posługują w ukraińskich oddziałach zbrojnych biorących udział w walkach z prorosyjskimi separatystami na wschodzie kraju. Co więcej, w opublikowanym kilka dni temu komunikacie, Sobór tej Cerkwi jednoznacznie oświadczył, że popiera ona suwerenność oraz integralność terytorialną Ukrainy, łącznie z Krymem.

Metropolita Filaret nie budzi zaufania

Trzeba więc zwrócić uwagę na to, że ustalenia soborów powszechnych niepodzielonego Kościoła, w tym II Soboru w Konstantynopolu z 553 roku, oraz lokalnych: Soboru in Trullo z 692 r., stanowiącego część III Soboru w Konstantynopolu oraz lokalne sobory w Antiochii i Sardyce zabraniają, aby biskup jednego Kościoła lokalnego lub autokefalii miał ingerować w życie innych Kościołów, a zwłaszcza w kwestiach jurysdykcji i mianowania biskupów.

W ten sposób jednak zachował się we wrześniu 2018 r. Konstantynopol, który bez powiadamiania metropolity Onufrego powołał na początku września dwóch swoich biskupów egzarchami na Ukrainie – specjalnymi wysłannikami Patriarchatu Ekumenicznego. Nawet jeżeli, w generalnie słusznym założeniu, mają oni pełnić funkcję mediatorów próbujących doprowadzić do porozumienia pomiędzy skłóconymi jurysdykcjami ukraińskimi, to z pewnością powołanie ich bez konsultacji z ważną stroną tego sporu było błędne.

Zostając jeszcze przy kwestii egzarchów – termin ten ma na Ukrainie dość jednoznacznie negatywną konotację historyczną. W czasach ZSRR mianem „Egzarchatu Ukraińskiego” nazywano miejscową strukturę cerkiewną, pozbawioną zupełnie wszelkiej autonomii wobec Moskwy.

Święty car, spowiednik Putina i żydowski spisek

Rządząca Rosją kasta weteranów KGB i hierarchowie Cerkwi mają wspólną przeszłość, biznesy, ideologię i wrogów: liberałów, demokratów oraz Zachód. Wygląda na to, że do tej listy dołączyli też Żydów.

zobacz więcej
Na jej czele stał od 1966 roku aż do początków lat dziewięćdziesiątych (czyli od początków epoki Leonida Breżniewa do czasów zaawansowanej pierestrojki) nie kto inny jak arcybiskup Filaret, dzisiejszy lider „Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego”. W dużej mierze odpowiadał on za podporządkowanie ukraińskiej Cerkwi polityce KPZR, zwalczał używanie w niej języka ukraińskiego i wszelkie przejawy emancypacji narodowej i kościelnej.

Zmarły przed rokiem prawosławny arcybiskup łódzko-poznański Szymon wspominał, jak podczas jednej z wizyt hierarchów PAKP w Kijowie w latach siedemdziesiątych, ktoś z polskiej delegacji zaintonował krótką modlitwę w języku ukraińskim. Słysząc te słowa arcybiskup Filaret wprost zbladł ze złości i natychmiast przeszedł na cerkiewnosłowiański i rosyjski.

Istotnie, od połowy lat dziewięćdziesiątych Filaret konsekwentnie zmierzał do autokefalii, niemniej złośliwi przypominają, iż kurs ten obrał dopiero po 1990 roku. Sprawując wówczas funkcję locum tenens (strażnika tronu patriarszego) po śmierci patriarchy Moskwy i Całej Rusi Pimena, bardzo liczył na objęcie najwyższej funkcji w hierarchii Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Gdy to się nie udało, zdecydował się na utworzenie własnej, rozłamowej struktury, której nie poparła żadna z istniejących Cerkwi autokefalicznych.

Zaszłościami historycznymi można więc tłumaczyć, delikatnie mówiąc, sceptycyzm polskich hierarchów wobec Filareta, którego struktura, nawet w świetle decyzji Konstantynopola z 11 października, ma wciąż nieustalony kanonicznie status, i będzie go miała aż do nadania Ukrainie tomosu po planowanym przez patriarchę Bartłomieja soborze zjednoczeniowym.

Wysiłkiem samych Ukraińców

Wydaje się, że w PAKP dominuje dość uzasadniony lęk przed wszelkimi zerojedynkowymi koncepcjami, mającymi doprowadzić do rozwiązania skomplikowanego gordyjskiego węzła ukraińskiego. Konstantynopol postąpił co prawda mądrze nie przyznając w październiku tomosu i wzywając Ukraińców, aby sami osiągnęli porozumienie i jedność, niemniej sztuczne przyśpieszanie tego procesu i pomijanie w nim kanonicznej struktury metropolity Onufrego, budzić może podejrzenia o działania jednostronne i nie przewidujące w przyszłości miejsca dla istniejących wciąż milionów wiernych i tysięcy duchownych związanych z autonomiczną Ukraińską Cerkwią Prawosławną w ramach Patriarchatu Moskiewskiego. A warto przypomnieć, że w jej jurysdykcji znajdują się największe monastery i ośrodki duchowe ukraińskiego prawosławia. m. in.: kijowska Ławra Peczerska oraz ławra w Poczajowie.

Rezerwa PAKP wobec drogi do autokefalii Ukrainy, którą proponuje Konstantynopol wynika też z licznej obecności Ukraińców w Polsce. W wielu parafiach, szczególnie tych położonych w centralnej Polsce, przyjezdni zza przejść granicznych w Medyce i Hrebennem stają się nieraz dominującym czynnikiem w parafiach.
Spotkanie prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki z patriarchą Filaretem, zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego 11 października 2018 r. Fot. REUTERS/Mykhailo Markiv/Ukrainian Presidential Press Service
W polskich parafiach nikt nie pyta „przy wejściu” o ich przynależność do kanonicznej struktury metropolity Onufrego lub do tej pory niekanonicznych jurysdykcji Filareta lub Makarego. Jeżeli tylko chcą, mogą bez problemu przystępować tu do wszystkich sakramentów, a nawet, w miarę potrzeb, korzystać z duszpasterstwa w ojczystym języku.

Specialite de la Maison PAKP jest więc stworzenie nad Wisłą płaszczyzny porozumienia i pojednania dla podzielonych religijnie w swoim kraju Ukraińców. Przeniesienie do Polski tamtejszych sporów kościelnych poprzez jednostronne poparcie Warszawy dla jurysdykcji Filareta, również doprowadzić by mogło do niedobrych konsekwencji i konfliktów, już w łonie samej Cerkwi w Polsce. Nikt rozsądny tego nie chce. Nie wydaje się więc, aby polscy biskupi prawosławni byli z założenia przeciwni ukraińskiej autokefalii. Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „w jaki sposób”. Jak przy obecnej polaryzacji religijnej, w sytuacji płynących ze wszystkich stron sporu naciskach politycznych oraz wciąż trwającej, choć mającej status „konfliktu zamrożonego” wojnie z Rosją, doprowadzić do jedności kościelnej tak, aby nie stała się ona zarzewiem nowych podziałów, kolejnej eksplozji nienawiści, gorszących prób przejmowania świątyń i zamieniania rzeczywistości Kościoła w arenę walki politycznej?

Uczestnicząc w niedzielnej Boskiej Liturgii regularnie słyszymy naszych kapłanów modlących się za „stradajuszczuju zemlju ukraińskuju” („cierpiącą ziemię ukraińską"). Wierzymy, że Europa i świat potrzebuje dzisiaj mocnego głosu zjednoczonego prawosławia na Ukrainie, duchowości płynącej z tamtejszych ławr i sanktuariów. Warto jednak, aby proces ten dokonał się spokojnie i w duchu chrześcijańskiej miłości, wzajemnego przebaczenia i bez nacisków politycznych, wysiłkiem samych Ukraińców.

– Łukasz Kobeszko

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor, filozof i publicysta specjalizujący się w problematyce historycznej, politycznej i społecznej Europy Środkowej i Wschodniej, jest wiernym Polskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej
20.10.2018
Zdjęcie główne: Prawosławny metropolita warszawski i całej Polski, zwierzchnik polskiego kościoła prawosławnego Sawa (siedzi z prawej) oraz patriarcha aleksandryjski i całej Afryki Teodor II podczas uroczystości przeniesienia z Grodna na Białorusi do Białegostoku relikwii Męczennika Gabriela, świętego Ziemi Białostockiej i patrona prawosławnej młodzieży we wrześniu 2018 r. Fot. PAP/Michał Zieliński
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Włochy zawiodły Kreml. Sankcje przeciw Rosji będą trwały długo
W Europie nawet formacje występujące przeciw Brukseli wolą Biały Dom niż Kreml.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Macron abdykuje. „Żółte kamizelki” tworzą nowy ustrój
Mistrz uroku osobistego, który chciał być „królem” Francji. Okazał się okrutnym narcyzem mszczącym się za brak współczucia po śmierci babci.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tańce ze śmiercią świetnie się sprzedają
Oblodzone stoki, ciasne zakręty, sztuczny śnieg, skoki dochodzące do 80 metrów na wielkiej prędkości potęgują ryzyko.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Grożą śmiercią, korumpują, kompromitują. Pozostają bezkarni
Czy rosyjscy sportowcy stracą prawo uczestniczenia w światowych imprezach, a Rosja nie będzie mogła organizować międzynarodowych zawodów? Dowiemy się za kilka dni.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Terapia „szyta na miarę”
Wszystkie choroby są genetyczne. A każdy z nas to genetyczny unikat. Indywidualnie dobrane kuracje nadchodzą więc wielkimi krokami.