Cywilizacja

Walczą w Syrii, na Ukrainie i w Afryce. Ich straty idą w tysiące. Bunt rosyjskich najemników

Przedstawiciel Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Oficerów twierdzi, że wszystkie działające w Rosji prywatne firmy wojskowe, z tzw. Grupą Wagnera na czele to zwykłe zbrojne bandy, a ich przełożonych i patronów trzeba nazwać po imieniu – to ludzie kierujący zorganizowanymi grupami przestępczymi.

Rosyjskie „psy wojny” podbijają Afrykę. Czy dziennikarzy zastrzelono dlatego, że wiedzieli za dużo?

Pojawiły się informacje, że rosyjscy doradcy wojskowi współpracują z afrykańskimi terrorystami z grup islamistycznych.

zobacz więcej
Stała się rzecz niesłychana, dziwna, niespotykana, a w Polsce prawie niezauważona. Otóż rosyjscy oficerowie wsparli starania najemników, nazywanymi psami wojny i wystąpili do międzynarodowego prokuratora działającego przy sądzie w Hadze z wnioskiem o rozpoczęcie oficjalnego, międzynarodowego śledztwa przeciw organizatorom i patronom rosyjskich prywatnych firm wojskowych, z których najlepiej znana jest tzw. Grupa Wagnera. A nie jest ona wcale jedyną.

Przy czym nie mamy do czynienia ze zwykłą frustracją kilku byłych najemników, że ich pracodawcy przestali o nich pamiętać, lecz z wystąpieniem właściwie całego środowiska weteranów.

Weterani, których nie ma

Pod koniec ubiegłego tygodnia odbyło się zgromadzenie 357 delegatów, reprezentujących 18 organizacji aktywnych w 52 regionach Rosji, zrzeszających rosyjskich weteranów. Wystąpili oni pod hasłem: „Prywatne firmy wojskowe – zguba armii” oraz z szyldem „Nas tu nie ma”. To parafraza formułki używanej przez rosyjskich propagandystów typu rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który w ten sposób zwykł odpowiadać na pytania dziennikarzy o obecność rosyjskich najemników w różnych krajach świata.

Jak informują organizatorzy protestu tylko w ciągu ostatnich trzech lat do organizacji weteranów napłynęły tysiące skarg od rosyjskich żołnierzy i oficerów, którzy zdecydowali się podpisać kontrakty z prywatnymi armiami. Walczyli nie tylko w Syrii i na Ukrainie, ale również w Libii, w obu państwach sudańskich: w Sudanie Północnym i Południowym, w Republice Środkowoafrykańskiej, w Gabonie, w Jemenie i w innych krajach, w których toczą się wojny domowe.
Rosyjscy żołnierze w czasie otwarcia drogi między Homs i Hamą w czerwcu 2018 roku. Ale oprócz żołnierzy w Syrii są też aktywni rosyjscy najemnicy. Fot. Reuters/Omar Sanadiki
Przy czym, jak donoszą rosyjskie media, skarżący się informują, że straty, jakie ich oddziały poniosły na frontach, do których Moskwa się nie przyznaje można liczyć w setki, a nawet tysiące. Co ich tak rozwścieczyło, że postanowili szukać sprawiedliwości w Hadze? Otóż, formalnie najemnicy nie są weteranami, nie dostają od państwa pomocy ani finansowej, ani żadnej innej. Nie mają specjalnych uprawnień, nie korzystają też z bezpłatnej pomocy medycznej i rehabilitacyjnej. Jednym słowem w oficjalnej nomenklaturze ich po prostu nie ma.

Jeszcze w ubiegłym roku zwrócili się do przedstawicieli administracji Władimira Putina, domagając się uchwalenia specjalnej ustawy legalizującej działalność prywatnych firm wojskowych, ale dostali odpowiedź, że przyjęcie takich regulacji byłoby „niekonstytucyjne”.


Rosyjscy najemnicy argumentują jednak, że prywatne armie w rodzaju Grupy Wagnera i powiązane z nimi firmy, takie jak Lobaye Invest w Republice Środkowoafrykańskiej oraz Euro Polis w Syrii to właśnie dzięki aktywności najemników otrzymują lukratywne koncesje wydobywcze (ropa naftowa, złoto, metale rzadkie). Oficjalnie wspiera to rosyjska dyplomacja, a umowy mają charakter porozumień międzypaństwowych. Zatem, zdaniem najemników, ponieważ walczą oni w interesie Rosji, winni mieć normalne – to znaczy takie same – prawa, jak weterani formacji wojskowych.

Co zrobić z prywatnymi armiami

Co ciekawe, inicjatywę poparł Siergiej Kriwienko, jeden z członków powołanej przez Putina Rady ds. Praw Człowieka. Stwierdził, że inicjatywa jest cenna, prywatne firmy rekrutujące najemników powinny zostać zalegalizowane w Rosji, a Rada na najbliższym posiedzeniu zajmie się sprawą i niewykluczone, że ją poprze.

Generałowie pchnęli Putina ku wojnie. Izraelska delegacja nie wpuszczona na Kreml

Przyjazna państwu żydowskiemu polityka Putina od dawna budziła niezadowolenie w rosyjskich kręgach wojskowych i dyplomatycznych, tradycyjnie bardzo proarabskich i antysemickich.

zobacz więcej
Przedstawiciel Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Oficerów, organizacji, która poparła protest najemników i która formalnie wystąpiła do sądu w Hadze, Jewgienij Szabajew przyznał w rozmowie z dziennikarką Radia Swoboda, że o potrzebie zalegalizowania prywatnych armii rozmawiają z władzami już wiele lat, a prezydent Putin w 2011 roku obiecał prawne uregulowanie statusu „żołnierzy” podpisujących kontrakt z takimi organizacjami.

Dodał przy tym, że z formalnego punktu widzenia one w Rosji nie istnieją; nawet jeśli są to zarejestrowane firmy, to działalność prowadzą poza granicami kraju, a w Rosji „na papierze” prowadzą zupełnie inną – często niewinną – aktywność.

Przy czym, jego zdaniem, gotowy już projekt ustawy odłożono ad acta, głównie z powodów ekonomicznych, bo środki, które należałoby wyasygnować na pomoc dla wdów i sierot, rehabilitację najemników, zasiłki, lekarzy etc. są na tyle znaczące, że na Kremlu postanowiono zaoszczędzić.
Przedstawiciel Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Oficerów Jewgienij Szabajew. Fot. Reuters/Shamil Zhumatov
Szabajew ujawnił też inną interesującą rzecz. Otóż, jego zdaniem istnieją dwie możliwości rozwiązania problemu – albo zalegalizuje się działalność firm podobnych do Grupy Wagnera i ich właściciele będą musieli ponosić wszystkie koszty związane z zagranicznymi akcjami, albo państwo zacznie zwalczać te organizacje, prowadzenie przez nie werbunku, szkolenia i posyłania najemników do walki. Innej drogi nie ma. Czyli innymi słowy albo walczący po stronie „prywatnych armii” zostaną objęci tymi samymi prawami co inni rosyjscy weterani (wywodzący się zresztą z wielu, nie tylko wojskowych formacji), albo taka działalność zostanie ukrócona.

Zbrojne bandy i „kucharz Kremla”

Armata, którą zdecydowali się wytoczyć rosyjscy oficerowie jest zaiste dużego kalibru. Ich przedstawiciel mówi, że to dlatego zażądali międzynarodowego dochodzenia w Hadze, gdyż chcą przedstawić dokumenty, relacje, zeznania świadków i inne dowody na to, że państwo rosyjskie eksportuje najemników i czerpie z ich działalności korzyści.
Szabajew dodał też, że jego zdaniem wszystkie działające w Rosji prywatne firmy wojskowe, z tzw. Grupą Wagnera to w świetle prawa zwykłe zbrojne bandy, a ich przełożonych i patronów trzeba nazwać po imieniu – to ludzie kierujący zorganizowanymi grupami przestępczymi.

Wystąpienie to, jak na rosyjskie realia dość zadziwiające, jest bezpośrednim uderzeniem w pozycję Jewgenija Prigożina, znanego restauratora, przyjaciela Putina, twórcę fabryki trolli Olgino oraz patrona Grupy Wagnera.

Od kilkunastu dni w rosyjskich mediach trwa istny festiwal artykułów na temat „kucharza Kremla”. Rosjanie mogli przeczytać o jego biznesowych początkach, o tym, jak zastraszaniem, przekupstwem, prowokacjami i eliminowaniem (nieraz i fizycznym) konkurentów zaczął budować swe biznesowe i polityczne imperium.

Autorzy postów w popularnych w Rosji kanałach informacyjnych na platformie Telegram piszą wprost, że trwa już nie rywalizacja, ale bezpardonowa walka o pieniądze i wpływy między kierownictwem rosyjskiej armii a Prigożinem i jego stronnikami.
Jewgenij Prigożin (z lewej) to znany restaurator, przyjaciel Władimira Putina (w środku), twórca fabryki trolli Olgino oraz patron Grupy Wagnera. Fot. Reuters/Misha Japaridze
Czarę goryczy miało przelać ponoć zaproszenie restauratora do rozmów z przebywającym niedawno w Moskwie libijskim „mocnym człowiekiem” feldmarszałkiem Chalifą Haftarem. Oficjalnie rozmowy prowadzili minister obrony Siergiej Szojgu i szef rosyjskiego Sztabu Generalnego Walerij Gierasimow, a Prigożin odpowiadał tylko za obiad i część artystyczną wieczoru, jednak faktycznie uczestniczył ponoć w rozmowach na równych prawach z rosyjskim ministrem obrony. I to miało doprowadzić tego ostatniego do białej gorączki.

Za duży apetyt na afrykańskie koncesje

Również dlatego, że apetyty ambitnego restauratora z Petersburga rosną i zdają się nie mieć końca. Jak ostatnio napisał Bloomberg zbudował on sobie przyczółki w co najmniej 10 krajach Afryki, w których są obecni jego ludzie z prywatnych firm wojskowych, ale również nowy rosyjski towar eksportowy – doradcy polityczni, którzy pomagają miejscowym elitom utrzymać zdobytą władzę.

Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem

W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.

zobacz więcej
Zdaniem dziennikarzy amerykańskiej agencji ludzie Prigożyna działają w Kongu, Sudanie, Libii, na Madagaskarze, w Angoli, Gwinei Bissau, Mozambiku, Zimbabwe i Republice Środkowoafrykańskiej. I we wszystkich tych krajach Prigożin zabiega o koncesje wydobywcze. Nie po to, aby samemu je wykorzystywać, ale aby nimi handlować, sprzedawać rosyjskim wielkim firmom, a przy okazji budować swą polityczną sieć.

Jest to o tyle ważne, że latem przyszłego roku w Moskwie odbędzie się szczyt Rosja – Afryka, do którego Putin (będzie gościł na nim ponad 50 liderów krajów afrykańskich) przywiązuje ponoć bardzo duże znaczenie.

Wracając jednak do kwestii Libii trzeba przypomnieć, że miesiąc temu brytyjski tabloid „The Sun” powołując się na źródła w wywiadzie, napisał, że Rosjanie „po cichu” już budują swe bazy wojskowe w Tobruku i Bengazi. Ponoć w Libii też są już ludzie z kontrolowanej przez Prigożina Grupy Wagnera. Moskwa, zdaniem przywoływanych przez media zachodnich ekspertów, jest zainteresowana zbudowaniem w Libii bazy morskiej, inaczej rzecz nazywając – punktu zaopatrzenia dla rosyjskich okrętów floty bałtyckiej płynącej do bazy w syryjskim Tartus. Wcześniej chcieli bazy morskiej w Czarnogórze, ale kilka lat temu Waszyngton skutecznie ich działania zablokował.
Kiedy w listopadzie feldmarszałk Chalifa Haftar przebywał w Moskwie, oficjalne rozmowy prowadzili z nim minister obrony Siergiej Szojgu i szef rosyjskiego Sztabu Generalnego Walerij Gierasimow. Fot. Reuters/Maxim Shemetov
O tym, że teraz wytyczają nowe szlaki może świadczyć niedawna kurtuazyjna wizyta rosyjskich okrętów wojennych w Hiszpanii (w Polsce chyba niedostrzeżona) i zaostrzające się stanowisko nowego socjalistycznego rządu Hiszpanii w sprawie statusu Gibraltaru.

Silny człowiek Moskwy

Pozycja feldmarszałka Haftara (sam sobie nadał ten tytuł) rośnie, o czym świadczyć może zakończona fiaskiem niedawna konferencja w Palermo, w trakcie której część jej uczestników prowadziła poufne rozmowy z delegacją Haftara, ignorując oficjalną delegację libijskiego rządu. Sam feldmarszałek, który za młodu studiował w Moskwie, jeszcze w ubiegłym roku powiedział, że zakończenie libijskiej wojny domowej będzie możliwe tylko, jeśli Rosja, a jeszcze lepiej Władimir Putin, wejdą do gry.
Rosyjska dyplomacja właśnie zaczęła lansować koncepcję przywrócenia federacyjnego statusu Libii, bo tak ten kraj funkcjonował przed przewrotem Muammara Kaddafiego. Jeśli ten plan się powiedzie, to co najmniej jedna prowincja (z trzech) przypadnie silnemu człowiekowi Moskwy. Tak się składa, że 90 proc. libijskich zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego znajdują się na terenach kontrolowanych przez ugrupowanie Haftara.

Jest zatem o co się bić i o co rywalizować. Wyeliminowanie z gry rosyjskich prywatnych firm wojskowych w rodzaju Grupy Wagnera znacznie osłabiłoby atuty, jakimi dysponuje ich patron, a wówczas wszystkie karty mogliby rozdawać wojskowi.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Święta wojna Rosjan
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
O każdym szczególe meczu polskiej ligi najpierw dowiadują się...
Podczas każdego meczu Ekstraklasy pracuje trzech operatorów. Jeden ma specjalny „pad”, jak do konsoli Playstation i oznacza piłkę. Pilnuje jej posiadania i tego, czy piłka jest w grze, czy poza grą.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Biskupi powinni donosić do organów ścigania na księży pedofilów
Już św. Pius V duchownych winnych homoseksualnych występków nakazywał przekazywać władzom świeckim, by te ich osądziły i ukarały.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
AIDS nadchodzi ze Wschodu
Agencja ONZ ostrzega, że narażona jest cała populacja Rosji.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koniec glutenowej rewolucji?
Wieszanie na glutenie wszystkich możliwych psów było rodzajem skandalu, na którym różni sprytni producenci żywności zarobili mnóstwo pieniędzy.
Cywilizacja wydanie 30.11.2018 – 7.12.2018
Kto płaci za konwoje imigrantów forsujących granice USA?
Ostatnia „karawana uchodźców” przyprowadziła do Meksyku 10 tysięcy ludzi. Akcję, tuż przed wyborami do Kongresu USA, przeprowadzono sprawnie i szybko, a jej koszt mógł przekroczyć 20 milionów dolarów.