Historia

Broniły Lwowa, Wilna i Warszawy. Nie mogły palić i rozmawiać z mężczyznami. Pierwsze polskie żołnierki

„Z początku było nas bardzo niewiele. Chodziłyśmy na ćwiczenia i było nam bardzo trudno żyć, bo nie miałyśmy jeszcze umundurowania ani prowiantów. A ludzie patrzyli na nas jak na jakieś dziwolągi i wyśmiewali się z nas, kiedy maszerowałyśmy ulicą i nam było bardzo przykro, bo myśmy przecież za nich wszystkich poszły do wojska” – notuje wrażenia z pierwszych dni służby Weronika Ruzgis.

100 lat temu, 28 listopada 1918 roku, kobiety w Polsce uzyskały prawa wyborcze. Paliły się do służby krajowi. Jak Polska odzyskała wolność? Komu ją zawdzięczamy? Jak rodziła się II RP? O tym opowiadamy na niepodlegla.tvp.pl

Od tajnych szkół do zamachu na carskiego jenerała. Siłaczka ciska bombę

W 1908 roku, po wsypie trafia do więzienia. Zwolniona za kaucją przechodzi nielegalnie granicę. W Krakowie organizuje szkołę teatralną, a wieczorami uczęszcza na kurs miotania bomb ręcznych.

zobacz więcej
Spisująca wspomnienia panna Weronika pochodzi „ze wsi Ossowo z ziemi wileńskiej” i ma stopień starszego żołnierza kompanii wartowniczej 2 Ochotniczej Legii Kobiet.

OLK powstaje w Wilnie w kwietniu 1919 roku. Wzorem jest Ochotnicza Legia Kobiet, która powstała dokładnie 100 lat temu we Lwowie, w czasie walk o miasto z Ukraińcami. Była to pierwsza regularna, kobieca formacja w Wojsku Polskim. W latach 1918-1922 przewinęło się przez nią kilka tysięcy młodych kobiet.

Legionistki wyprzedziły swoją epokę. Nigdy też nie doczekały się należnych im honorów. II RP potraktowała je bez sentymentów, a po II wojnie światowej zostały niemal całkowicie zapomniane. Z jednej strony podziw zabrały im młodsze o pokolenie dziewczęta z Armii Krajowej. Z drugiej – z pamięci zbiorowej skutecznie wymazała je PRL-owska cenzura. Pechowo przyszło im bowiem walczyć z Ukraińcami i bolszewikami. Potem z niepamięci wydobywano raczej „panny wyklęte”. Do legionistek nikomu nie starczyło serca.

Nawet rodzime feministki, tak czułe na każdą próbę przebijania szklanego sufitu, wspominają je bez przesadnego entuzjazmu. Cóż, trudno się bierze na genderowe sztandary kogoś, kto w głowie pełno ma ojczyzny, honoru, a nawet Boga.

„Polką jestem, dla Czynu idę”

Wzruszająco naiwne wyrazy przywiązania do kraju można znaleźć w co drugim panieńskim pamiętniku z tamtych lat. „Jestem szczęśliwą, że mogę dopomóc w czymkolwiek naszej ukochanej Polsce” – zapewnia st. żołnierz Weronika Ruzgis z wileńskiej OLK.

A Zofia Lipowicz tak wspomina moment decyzji: „Bez pożegnania idę – ciężko, cóż robić, Polką jestem, dla Idei, dla Czynu idę”. Panna Zofia zostanie oficerem w lwowskiej OLK, od której wszystko się zaczyna.

Walki ze Lwowie wybuchają nagle w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 roku. Żołnierze armii austro-węgierskiej narodowości ukraińskiej przejmują główne gmachy w mieście i ogłaszają powstanie Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. Przewrót ma duże szanse, gdyż oddziały złożone z Polaków są daleko od Lwowa, a większość legionistów jest jeszcze w obozach internowania.
Obrona Lwowa. Oddział Ochotniczej Legii Kobiet w marszu przez miasto, listopad 1918 r. Fot. NAC/IKS, sygn. 1-H-356-2
Ale do walki stają mieszkańcy. „Kto może, bez różnicy płci i wieku chwyta za broń. Ilość ochotników i ochotniczek, gdyż licznie stawiały się kobiety, rosła z godziny na godzinę. Nie brak było i dzieci 14-letnich” – napisze Wanda Kiedrzyńska w opracowaniu „Zarys historji wojennej O.L.K.”, wydanym w 1931 roku na zlecenie Wojskowego Biura Historycznego.

Córka generała, śpiewaczka, pilot. Jedyna kobieta, która zginęła w Katyniu

Choć Janina Lewandowska nie była żołnierzem, wraz z innymi polskimi oficerami została zamordowana strzałem w tył głowy.

zobacz więcej
W Komitecie Obywatelskim Polek kapitan Aleksandra Zagórska organizuje „z elementów gorętszych i bardziej odważnych” wśród kandydatek na sanitariuszki oddział kurierek. Gdy nie ma jednej linii frontu, a jest za to wiele wyizolowanych punktów oporu, łączniczki są niezastąpione. Przenoszą rozkazy i listy. Pokazują drogę żołnierzom i ochotnikom, kolportują prasę, zbierają informacje.

„Mimo, że były to przeważnie młode dziewczęta z inteligencji, nie obeznane z niebezpieczeństwem i nie przyzwyczajone do trudów, pełniły służbę swą z poświęceniem, nie cofając się przed wykonaniem najniebezpieczniejszych rozkazów i przechodząc wielokrotnie linię bojową (..)”– będzie chwaliła po latach swoje podkomendne Zagórska.

Bojowniczka PPS, matka „orlęcia”

Aleksandra Zagórska, choć ma dopiero 34 lata, jest już postacią pomnikową. Zaczyna jako nastolatka od rozrzucania PPS-owskiej bibuły na pochodach 1-majowych. Wtedy jeszcze rodzicom udaje się poskromić rewolucyjny zapał córki. Ale kiedy 20-letnia panna Ola jedzie na studia do Krakowa, nikt nie jest w stanie jej przeszkodzić.

Trafia do Techniki Organizacji Bojowej. Organizatorem i szefem oddziału jest Ksawery Prauss, przyszły minister w rządzie Jędrzeja Moraczewskiego i senator II RP, dziadek Zofii Romaszewskiej, opozycjonistki w PRL.

Zagórska kursuje między zaborami, przewożąc przez granicę dla towarzyszy z PPS broń i dokumenty. Szybko się jednak nudzi. Zgłasza się do Organizacji Bojowej PPS i zaczyna produkować bomby, od których giną carscy oficjele – i przypadkowi przechodnie. Materiały wybuchowe konstruowane są w skrajnie prymitywnych warunkach.

„Celem zabezpieczenia się od trujących wyziewów na czas roboty zakładaliśmy maski, w których wyglądaliśmy tajemniczo i niesamowicie” – będzie bagatelizowała Zagórska, choć przyzna jednocześnie, że sama uległa ciężkiemu zatruciu. Długo potem choruje.

Ale produkcja bomb też jej nie starcza. Ona chce nimi miotać. Na ochotnika zgłasza się więc do zamachu na generał-gubernatora Georgija Skałona. To w Warszawie postać znienawidzona. W ciągu dwóch lat zdążył on wydać 700 wyroków śmierci, wielu bojowców posłał na Sybir i do więzienia.

Kierownictwo PPS odrzuca kandydaturę Zagórskiej. Za dużo wie. Do akcji wyznaczają trzy inne dziewczyny. Rok później, w lipcu 1907 roku, Zagórska weźmie udział w innym zamachu. W spisanych 20 lat później wspomnieniach nie będzie w stanie przypomnieć sobie, kto miał być celem. A może zresztą wcale jej to nie obchodzi... W rzeczywistości bojowcy planują wysadzenie w powietrze pociągu wojskowego pod miasteczkiem Łapy. Jedzie nim kilkuset carskich żołnierzy. Tyle że lont nie odpala. Miny nie eksplodują.
W 1908 roku zatrzymuje ją ochrana. W domu zostaje jej 4-letni syn, Jurek. Ona jest w ostatnim miesiącu ciąży. Rodzi na Pawiaku i dalej siedzi. Wreszcie z więzienia za łapówkę wyciąga ją Józef Piłsudski.

Potem Zagórska przechodzi przez Związek Walki Czynnej, Związek Strzelecki, organizuje kobiece drużyny Polskiej Organizacji Wojskowej. W czasie I wojny światowej w I Brygadzie Legionów tworzy kobiecy wywiad. W międzyczasie się rozwodzi i drugi raz wychodzi za mąż za lwowskiego lekarza psychiatrę.

Harcerki walczą do końca życia. Wyklęta „Iskierka” o swoich losach

Stanisława Kociełowicz „Iskierka” to jedyna żyjąca bohaterka książki „Dziewczyny wyklęte 2”.

zobacz więcej
W listopadowe dni 1918 roku w domu bywa rzadko. Ale ten jeden pobyt zapamięta na zawsze. „Otworzył mi drzwi mój czternastoletni syn z pierwszego małżeństwa, Jurek Bitschan. Właśnie wstał z łóżka po przebyciu anginy. (...) Na drugi dzień odprowadził mnie do linii frontu, przez którą musiałam przejść. Stał na rogu ulicy Leopolda Sapiehy i patrzał za mną. Ja także oglądałam się, dopóki róg ulicy nie zasłonił mi widoku syna” – wspominała.

Chłopiec w historii zapisał się jako „lwowskie orlę”. Zanim wyszedł z domu, na stole zostawił kartkę. „Kochany Tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę tyle sił, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość sił, a wojska braknie ciągle dla oswobodzenia Lwowa” – pisał do ojczyma. Zginął 21 listopada na Cmentarzu Łyczakowskim.

Następnego dnia siły ukraińskie wycofują się i przechodzą do oblężenia Lwowa (zakończy się 21 maja 1919 roku). Zagórska na pogrzeb syna idzie otumaniona środkami uspokajającymi.

Świadectwo moralności od księdza

Ponieważ cały czas brakuje ochotników, a walki wciąż się toczą, na przełomie listopada i grudnia 1918 roku Zagórska w dowództwie obrony Lwowa przedstawia pomysł powołania Ochotniczej Legii Kobiet. Miałaby to być wojskowa formacja pomocnicza, w której skład weszłyby dziewczyny już walczące w oddziałach męskich i nowe ochotniczki. „Wysłuchano jej propozycji niechętnie i drwiąco” – komentuje Kiedrzyńska.

Zainteresowany jest jedynie kapitan Wit Sulimirski, który właśnie organizuje Miejską Straż Obywatelską. Kobiety mają pomóc w patrolowaniu ulic i w służbie wartowniczej. Zaczynają zgłaszać się nauczycielki, urzędniczki, studentki, gimnazjalistki. A kiedy w marcu 1919 roku Naczelnik Państwa zatwierdzi statut OLK (by go do tego przekonać, Zagórska osobiście jedzie do Warszawy) – do Lwowa zaczynają ciągnąć dziewczyny z całego kraju.

Już w grudniu wojskowe władze ustalają, że legionistki będą składać przysięgę, mieszkać w koszarach, otrzymywać żołd, broń i mundury. Staną się żołnierzami Wojska Polskiego.

Zagórska, kiedy już zostanie komendantką główną wszystkich oddziałów OLK, opracuje drakoński regulamin – miks drylu pruskiego z klasztornym. Od 1920 roku do OLK przyjmowane będą wyłącznie ochotniczki wyznania rzymsko-katolickiego, między 18. a 40. rokiem życia, na sześciomiesięczne lub roczne kontrakty. Jak podkreśla Stanisław M. Jankowski w książce „Dziewczęta w maciejówkach”, kandydatki muszą legitymować się „świadectwem moralności” potwierdzonym przez organizacje społeczne, a w najgorszym razie – przez dwie znane im osoby. Mogą się też postarać o pieczątkę na posterunku policji lub u proboszcza.
Jurek Bitschan – harcerz, „lwowskie orlę”. Zginął 21 listopada 1918 roku we Lwowie, majac 14 lat. Fot. Wikimedia Commons/autor nieznany - Panteon Polski. 1925, nr 16 (1 XI 1925), s. 23www.polishclub.org, Domena publiczna
Części dziewczyn walczących w oddziałach męskich nie bardzo się to podoba. Nie chce im się szukać dokumentów. Za nonsens uważają ograniczenie kontaktów z mężczyznami do minimum i to, że za spacer czy prywatną rozmowę z kolegą można na tydzień trafić do aresztu. I nie wolno im palić papierosów!

„Polowali na nas wszyscy”. Dziewczyna „Łupaszki” zdradza ich wspólne losy

96-letnia Lidia Lwow-Eberle była partnerką Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

zobacz więcej
O dziwo, chętnych nie brakuje. Legionistki pełnią służbę wywiadowczą, wartowniczą, pilnują porządku, pracują w biurach, zajmują się zaopatrzeniem. I powoli przekonują do siebie przełożonych. Sypią się awanse, medale, pochwały i podziękowania: za odwagę, oddanie, uczciwość, lojalność...

Najlepszym bodaj dowodem uznania dla ich służby jest to, że wiosną 1919 roku wojsko postanawia utworzyć w Wilnie 2 Ochotniczą Legię Kobiet (a potem kolejne: w Warszawie, Krakowie i Poznaniu).

Romantyczna kariera kobiety oficera

W Wilnie Legią dowodzi porucznik Eugeniusz Olejniczakowski. Jego zastępcą jest podporucznik Wanda Gertz. I to właśnie ona zwróci na siebie uwagę brytyjskiego korespondenta wojennego, który relacjonuje przebieg wojny polsko-bolszewickiej.

Jest lipiec 1920 roku. Bolszewicy w błyskawicznym tempie zbliżają się do Wilna. W korespondencji dla „The Times” dziennikarz opisuje, jak „pociągami oblepionymi tłumem podróżnych, wiszących na schodach, buforach, dachach”, Polacy uciekają z miasta. Zostają obrońcy, a wśród nich 250 ochotniczek.

Ponieważ sytuacja jest dramatycznie zła, a obrońcy nieliczni, dowództwo przekształca OLK w batalion liniowy. Na front idą wartowniczki, biuralistki i dwadzieścia studentek Uniwersytetu Wileńskiego, które do legii wstąpiły w ostatnich dniach. Dostają do obrony odcinek od Nowej Wilejki do miejscowości Pogiry, kilkanaście kilometrów od Wilna.

„Dowodząca oddziałem kobieta oficer ma 25 lat i romantyczną karierę wojskową. W latach 1914-1915, przebrana za chłopca, spędziła osiem miesięcy w oddziale artylerii na froncie galicyjskim pod komendą Piłsudskiego. Jest przystojna i bardzo ładnie się porusza” –chwali Brytyjczyk. Musi być pod wrażeniem. „Ubrana była w obowiązujący mundur batalionu kobiecego, czyli bluzę koloru khaki, niebieską spódnicę, ciasno przylegającą czapkę i buty z cholewami. Niektóre z jej podwładnych były bose...” – dodaje.


Wilno padło, zdobyte przez wyjątkowo złej sławy kawalerię Gaj Chana. Niektóre z legionistek trafiają do niewoli, większości na szczęście udaje się wycofać do Warszawy. Wilnianki zostają przyłączone do batalionu liniowego warszawskiej OLK i wysłane do obrony miasta w okolicach Parku Skaryszewskiego.

Najcięższy życiowy zawód

„Z chwilą, kiedy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, nadzwyczaj prędko zapomniano o wszystkiem, co O.L. K. zrobiła dla Lwowa. Natomiast przypomniano sobie nagle, że to nie wypada, ażeby kobiety pełniły służbę wojskową, chodziły z karabinami, strzelały, stały w nocy na warcie itd. Odbywały się nawet zebrania kobiece, na których mówiono podobno, że to niemoralne i niezdrowo, że tego nigdy na świecie nie było” – oburza się Kiedrzyńska.
odc. 321 Żołnierki niepodległości
Złe języki pewnie dałoby się znieść. Z luką budżetową wojsko nie wygrało. Na żądanie ministra skarbu, 14 lutego 1922 roku gen. Kazimierz Sosnkowski wydaje pożegnalny rozkaz. „Konieczne oszczędności budżetowe zmusiły mię do zlikwidowania organizacji, która w okresie ciężkich bojów o Lwów złożyła dowody męstwa, a potem w walkach o Wilno okryła się chwałą bojową, zaświadczając swoją krwią o polskości obu tych miast” –pisze generał do zwalnianych legionistek.

Starsza siostra noblistki. W Paryżu biegała między muzeami a prosektorium

Z rąk Marii przyjęła ołowianą szkatułkę wartą, według dzisiejszych cen, ponad 15 mln dolarów

zobacz więcej
Kilka miesięcy później legia zostaje pozbawiona wszystkich etatów. Ochotniczka z lwowskiej OLK Maria Wittek, która wiele lat później zostanie pierwszą w Polsce kobietą generałem, wspomniała: „Zwalnianie z wojska legionistek było najcięższym dla nich zawodem życiowym. Niektóre z nich zostały bez środków do życia i w miesiącach zimowych bez dachu nad głową. Odchodziły w poczuciu wielkiej krzywdy, którą, jak uważały, uczyniło im wojsko, któremu oddane były bez reszty....”

To, że państwo polskie źle się obeszło z legionistkami, widzieli i inni. Melchior Wańkowicz w przedmowie wydanej przed wojną książki Ignacego Ziemiańskiego „Praca kobiet w P.O.W. Wschód” pisał z goryczą: „Z chłopców wyrośli mężczyźni i pozajmowali stanowiska. Polska im zapłaciła możnością pracy, możnością rozwijania swych zdolności, możnością tworzenia (…). I jeżeli powiemy sobie, że najwyższą karierą, jaką zrobiła dawna wywiadowczyni jest mąż na stanowisku odpowiedzialnym, który raczy kochać, który raczy dopuszczać żonę do udziału w blasku swej chwały, który nieraz po prostu raczy się pozwolić dyskretnie holować kobiecie, to powiedzmy sobie, że niewiele się zmieniło”.

Okrojony nekrolog

Aleksandra Zagórska z wojska odchodzi w październiku 1921 roku. Na pożegnanie dostaje stopień podpułkownika. Odtąd jest osobą prywatną, ale wciąż przyjaźni się z Piłsudskimi. Marszałek zaprasza ją dwa, trzy razy w tygodniu na „herbatkę”.

Z dawnym Komendantem związana jest też Wanda Gertz. Po przewrocie majowym zostaje osobistą sekretarką Marszałka, potem m.in. kierowniczką sekretariatu Głównego Inspektora Sił Zbrojnych. Będzie też jedną z założycielek Przysposobienia Wojskowego Kobiet i instruktorką tej paramilitarnej organizacji.

Gdy wybuchnie II wojna, dawne legionistki znów pójdą do okopów. Wanda Gertz będzie walczyć w obronie Warszawy, potem w ZWZ i AK. W 1942 roku utworzy Oddział AK „Dysk” (Dywersja i Sabotaż Kobiet) i zostanie jego komendantką. Osobiście weźmie udział w akcji wysadzenia pociągu pod Radomiem i wykona wyrok śmierci na konfidentce gestapo. W Powstaniu Warszawskim razem ze Zgrupowaniem „Radosław” przejdzie przez barykady Woli, Starówki i Śródmieścia.

Trafi do niemieckiej niewoli, a potem spotka ją typowy los polskiego uchodźcy. Kobieta, która za obronę Wilna dostała Virtuti Militari i którą cztery razy uhonorowano Krzyżem Walecznych będzie harować w angielskiej fabryce drutu i w restauracji dworcowej w Londynie. Umrze, schorowana, w 1958 roku.
Aleksandra Zagórska po wojnie wróci do Warszawy. Bywa u wnuczki swego dawnego przyjaciela z PPS Ksawerego Praussa. Jak wynika z anegdoty, którą w wywiadzie-rzecze „Romaszewscy” opowiedziała Agnieszka Romaszewska-Guzy, starsza pani do końca nie straci ducha: „Gdy pani Aleksandra Zagórska dowiedziała się o naszym sąsiedztwie z Gomułką, oburzyła się i powiedziała do rodziców: «Macie tak blisko i on ciągle chodzi po świecie? Jeszcze kiedyś ja, stara, wstyd wam zrobię... » ” .

Zofia Romaszewska dodawała: „Pani Zagórska uważała też, że ludzi trzeba kształtować, wychowywać. Ubekom w czasie rewizji robiła całe wykłady, mówiła im, jakie książki powinni przeczytać”.

Kiedy Aleksandra Zagórska umiera 14 kwietnia 1965 roku, PRL-owskie władze nie pozwalają, żeby w gazetach pojawiły się jej nekrologi. Zgodę dostaje tylko – i to dopiero w drugiej połowie maja – „Tygodnik Powszechny”. Może napisać, że Zagórska w II RP działała w Federacji Polskich Związków Obrony Ojczyzny, prowadziła działalność społeczną, w 1939 roku walczyła w obronie Warszawy i w AK. Ale cenzorzy pilnują, żeby nie przemknęło słowo o Ochotniczej Legii Kobiet, walkach z Ukraińcami i bolszewikami.

„TP” może wymienić, że zmarła została odznaczona Krzyżem Niepodległości z Mieczami, Krzyżem Walecznych i orderem Polonia Restituta. Nie może – że dostała odznakę honorową „Orlęta”: orły ułożone w kształcie krzyża z herbem Lwowa i napisem: „Obrońcom Kresów Wschodnich”.

– Beata Zubowicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Korzystałam z publikacji: Stanisław M. Jankowski „Dziewczęta w maciejówkach”; Wanda Kiedrzyńska „Zarys historji wojennej O.L.K.”; Anna Marcinkiewicz-Gołaś „Służba i działalność frontowa warszawskiego oddziału Ochotniczej Legii Kobiet w 1920 roku”
Zdjęcie główne: Aleksandra Zagórska (z tyłu) z członkiniami Ochotniczej Legii Kobiet w 1920 roku. Fot. Wikimedia Commons/ Agence Rol. Agence photographique 1920. - Bibliothèque nationale de France - id: N53053639, Domena publiczna
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Katolickie kina i radio, a na niebie samoloty Milicji...
Jak polski święty stworzył medialne imperium. Alleluja i do przodu?
Historia Najnowsze wydanie
Wyszukana medycyna… troglodytów
Uzdrawiająca moc kamieni i tatuaży. Nasz europejski przodek – Ötzi – 5 tysięcy lat temu ze znawstwem i pieczołowicie dbał o nadwyrężone zdrowie.
Historia Najnowsze wydanie
Prawie jak jeansy, prawie jak Chanel, prawie dostępne...
„Teksasy”, „Paprykarz”, „Frania” czy „Brutal”? Kultowe wyroby PRL.
Historia Najnowsze wydanie
Spóźniony prezent dla Stalina. Jak Finowie Rosjan upokorzyli
Snajper Simo Häyhä zabił 505 sowieckich żołnierzy, zyskując przydomek „Biała Śmierć”.
Historia Najnowsze wydanie
Piłsudczycy w morzu poznańskich endeków
„Liczę serio na Paderewskiego, jest zgodny ze mną prawie we wszystkich punktach, jest nawet bardziej zaciekłym «federalistą» i on będzie Dmowskiego moderował...” – mówił Piłsudski.