Historia

Bękart spod Mościsk, którego car Mikołaj II prosił o posłuchanie

Wynalazca kamizelki kuloodpornej, barwnej fotografii i filmu, prekursor telewizji. Przystojny, genialny i szalony. Dla zachwyconego nim Marka Twaina był polskim Edisonem, ale to raczej polski Tesla.

Jak Polska odzyskała wolność? Komu ją zawdzięczamy? Jak rodziła się II RP? O tym opowiadamy na niepodlegla.tvp.pl

Bez niego nie byłoby tranzystorów, komputerów, smartfonów... Przywrócona cześć Jana Czochralskiego

1 września 1939 roku okazuje się, że Czochralski nadal jest Niemcem. W dokumentach ma na imię Johann.

zobacz więcej
Tomasz Edison zasadniczo sam wymyślił jedynie żarówkę. Reszta to ulepszanie cudzych pomysłów. Orał ludźmi w swoich laboratoriach. Okradał ich masowo z zysków, mimo zawieranych ustnie kontraktów z pracownikami, mających ich motywować do jeszcze większego wysiłku intelektualnego. Z tej orki zespołami ludzkimi w super wyposażonych laboratoriach wynikły aż (albo raczej tylko, gdy to podzielić na zaangażowaną w nich realnie liczbę głów) 1093 patenty. Edison umiał skutecznie egzekwować wynikłe z nich prawa, był po prostu biznesmenem i stąd – człowiekiem zamożnym.

A już to, co zrobił Nicolą Teslą, bezczelnie okradając go z należnego honorarium autorskiego w wysokości 50 tys. dolarów USA (to tak, jakby mu dzisiaj zabrał milion), a wiele lat później wspierając Marconiego w wyścigu po radio, woła o pomstę do Nieba. Tesla podsumował to tak: „Właściwie nie to mnie oburza, że ukradł moje pomysły, tylko to, że nigdy nie ma żadnych własnych”.

Dlatego nie! Nie nazywajmy Jana Szczepanika „polskim Edisonem”, jak zrobił to Mark Twain. Bo Szczepanik wymyślał wszystko sam i nikogo nie ograbił. Jeśli już, to można go nazywać „polskim Teslą”. Też był przystojny, genialny i szalony. Niestety, choć obaj urodzili się w jednym, słowiańsko-austrowęgierskim kociołku, nigdy się nie spotkali i nie zaczęli współpracować. Niestety, bo może nadal żaden z nich nie zostałby krezusem, ale świat dziś byłby na pewno innym miejscem.

Sprzedawca, który stworzył największy gobelin świata

Historia Szczepanika zaczęła się w owym słowiańsko-austrowęgierskim kociołku, na jego północno-wschodnich obrzeżach, gdzie do dziś jest wioseczka Rudniki koło Mościsk. Teraz w pobliżu przebiega granica polsko-ukraińska. Tam 13 czerwca 1872 roku panna Marianna Szczepanik, pomoc domowa we Lwowie, lat 45, powiła, podobno w pociągu, swe pierwsze i jedyne dziecko. Chłopca ochrzczono w parafii w Mościskach imieniem Jan.
“Polacy w oczach świata” - Kazimierz Prószyński i Jan Szczepanik
Nie nacieszył się długo mamą, bo zmarła po roku. Trafił w ręce bezdzietnej ciotki, potem dziadków. Nie najlepsze początki, ale przynajmniej posłano go do szkoły. Najpierw podstawowej w Krośnie, później do gimnazjum w Jaśle. Tu świetnie mu szło na matematyce i fizyce, ale z profesorem greki starożytnej doszli do punktu, w którym musieli się rozstać. Wyleciał z hukiem bez świadectwa. Jakimś jednak cudem gimnazjum ukończył w Krakowie jako 19-latek.

Założył największą polską gazetę na świecie. Zasiadał w Reichstagu i w Senacie RP. Pulitzer z Grudziądza

„Gazeta Grudziądzka” rok przed wybuchem I wojny osiągnęła nakład 128 tysięcy egzemplarzy.

zobacz więcej
Przyjął posady nauczyciela w podkarpackich wioskach: Potok koło Jedlicza, Lubatówka koło Iwonicza Zdroju i Korczyna koło Krosna. Dziś by się świetnie nadawał do jakiejś montessoriańskiej szkoły: nie słyszał dzwonka, nie uczył według książki, a na tablicy zamiast kolejnych liter abecadła, sloganów o wielkości i dobroci cesarza Franciszka Józefa oraz tabliczki mnożenia pojawiały się rysunki różnych cudownych wynalazków przyszłości. Dzieciaki były zachwycone.

Kuratorzy mniej. Po 5 latach dał sobie zatem spokój z nauczaniem, w którym nie mógł ani robić kariery, ani tego, co chciał. Pojechał do znanego już sobie Krakowa, choć przecież blisko miał bardziej znaczący w owym czasie ośrodek, jakim był Lwów.

Kawiarnie i salony krakowskie były już wtedy, a mamy rok 1896, otwarte na ludzi spoza. Pospolitowanie się było w modzie, a z filistrów się śmiano. Szczepanik skorzystał zatem z szansy i nawiązał znajomości tak ze środowiskiem naukowym, na przykład znanym językoznawcą i etnografem, prof. Romanem Zawilińskim, jak i osobistościami „frontu walki kulturowej”: Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem i Gabrielą Zapolską.

Miło jest siedzieć w salonie, ale to, co naprawdę przyniosło mu korzyść, to nawiązanie stosunków z Ludwikiem Kleinbergiem, właścicielem sklepu fotograficznego na rogu ulic Floriańskiej i Św. Tomasza. Zgodził się on bowiem finansować wdrażanie wynalazków Szczepanika. Najpierw jednak ów młody przystojniak został sprzedawcą w jego sklepie.

Stamtąd już po roku ruszył do Wiednia. Stolicy Cesarstwa. Na Pragerstrasse i Ungargasse Szczepanik prowadził laboratorium, w którym opracował aż 43 patenty na wynalazki tkackie. Zamiast nietrwałych, perforowanych i ręcznie wkładanych na maszynę kart, wymyślonych 100 lat wcześniej przez Jacquarda, zastosował techniki znane z fotografii.

Patronowanie (odwzorowanie) metodą Szczepanika pozwalało odtwarzać bardzo skomplikowane wzory. Wpadł on na pomysł przeniesienia rysunku na metalową płytę, która została pokryta materiałem izolacyjnym według wzoru. Płyta metalowa, składająca się z pól odsłoniętych i izolowanych, stanowiła patron i sterowała elektryczną maszyną Jacquarda, bezpośrednio tkającą obrazy.

Przykładem tak wykonanej maszynowo pracy jest największy gobelin świata – Jan Szczepanik utkał go w roku 1898 na podstawie obrazu malarza Henryka Rauchingera, przedstawiającego apoteozę 50-lecia panowania Franciszka Józefa I. Miał 148 centymetrów długości i 120 cm szerokości. Jego wykonanie zajęło wynalazcy 6 godzin.

Wylądował w CK kamaszach i hrabiankę pojął za żonę

I o to zawsze chodziło. Znał ciężar pracy fizycznej, pochodził z dołów. Chciał piąć się do góry, ale zależało mu ogromnie, by wymyślać rzeczy, które ulżą ludziom w ich mozolnej pracy. Wyprostują im plecy.
A przy okazji Galicyjskie Towarzystwo Akcyjne, uznając go za kurę znoszącą złote jaja, wyreklamowało Szczepanika z wojska petycją do cesarza. Polak okazał Towarzystwu nietuzinkową wdzięczność, jednocześnie zdobywając rozgłos i zarabiając, jak na swoje skromne biznesowe doświadczenie, mnóstwo pieniędzy. Co nie dziwi, gdyż po zastosowaniu jego innowacji czas wykonania standardowych rozmiarów gobelinu spadł z pięciu tygodniu do pół godziny, a koszty pracy wyliczone w brytyjskich przędzalniach – z 16 funtów do 15 szylingów.

Zaproponował „post narodowy”. Odmawiając sobie frykasów, Polacy mieli finansować uzbrojenie

Jego broszurę przeczytał młody Józef Piłsudski tuż po powrocie do Wilna z zesłania na Syberię.

zobacz więcej
Wynalazca zamierzał nawet wybudować wielką fabrykę włókienniczą w Krośnie i uczynić z niego ośrodek tkacki konkurujący z Lyonem. Niestety, tego planu nie udało się zrealizować.

Wtedy wynalazkami Szczepanika zainteresował się przebywający w Wiedniu Mark Twain. Nie tylko opisał Polaka w dwóch opowiadaniach, ale… negocjował w sprawie zakupu patentów, bo zamierzał jego pomysły wprowadzić na rynek USA. Jednak Kleinberg, wspólnik Szczepanika, żądał za dużo i do transakcji nie doszło.

Tej wspomnianej reklamacji z wojska nie na długo starczyło, bo już w 1900 roku CK armia upomniała się o Szczepanika. Ale nie wysłała go daleko, jedynie do Przemyśla, czyli w strony rodzinne. Kto zna Przemyśl, ten wie. Niesamowite forty, wielki garnizon wojskowy, cała elita miejska związana tak czy owak z armią, tygiel ludzki z wszystkich zakątków cesarstwa: Austriacy, Węgrzy, Czesi, Słowacy, Polacy, Chorwaci, Słoweńcy, Żydzi, Ukraińcy… Dziś można go poobserwować jedynie na Cmentarzu Głównym, niestety.

W ramach obowiązków wojskowych w CK kamaszach wynalazca obmyślił materiał kuloodporny, a w ramach obowiązków towarzyskich poznał piękną córkę powiatowego lekarza – Wandę Dzikowską, herbu Doliwa. W 1902 roku wzięli ślub w tarnowskiej katedrze.

W uroczystościach wzięła udział – aby uniknąć skandalu, że hrabianka idzie za bękarta – wyłącznie rodzina panny młodej. Zgromadzone tłumy gapiów mogły zaś podziwiać piękną karetę zaprzężoną w araby ze stadniny księcia Eustachego Stanisława Sanguszki, którą zajechali młodzi.

Narzeczony wprawdzie nie był hrabią, ale za to właśnie został kawalerem Orderu Izabeli Katolickiej, wykazując tym „szlachectwo osobiste”. Ale o pochodzeniu „papy” piątka jego dzieci nigdy od „maman” nie usłyszała. Po raz pierwszy zatem Szczepanikowie-Dzikowscy wżenieni w wyższe sfery i Szczepanikowie spod Krosna spotkali się dopiero w 1972 roku, kiedy to Technikum Włókiennicze w Krośnie otrzymało imię Jana Szczepanika. Tam doszło do wysypania się trupów z rodowej z szafy. Zresztą… jakie ta nieślubność narodzin Jana mogła mieć znaczenie po 70 latach?

Skąd jednak ten wspomniany hiszpański order, co tak zręcznie pomógł Szczepanikowi być niejako przyjętym do herbu? Otrzymał go z rąk króla Hiszpanii Alfonsa XIII Burbona. Dosłownie uratował mu życie tym, że w latach 1901-1902 opracował tkaninę kuloodporną. Świeżo koronowany król dał wynalazcy order, nabył tkaninę i nią, niczym wypukłym dywanem, wybito karetę królewską, dzięki czemu władca Hiszpanii uniknął śmierci w zamachach – w Paryżu w roku 1905 i Madrycie rok później, podczas swych zaślubin.

Ratował królów, cara nie chciał. Na jego filmie mdlały kobiety...

Były to bowiem czasy, gdy do monarchów europejskich ciągle próbowali strzelać różni zapaleńcy. Co dla Europy skończyło się tragicznie, jak pamiętamy – wybuchem I wojny światowej w roku 1914, po zabiciu w Sarajewie następcy tronu Austro-Węgier, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda – a co już wcześniej przyniosło wynalazkowi Szczepanika, także w formie kamizelki kuloodpornej, wielką popularność.
Jak czytamy w protokole sporządzonym przez inż. Ludwika Sippela, nadzorującego krakowskie próby kamizelki, był to: „kuloodporny pancerz kształtu zwyczajnej męskiej kamizelki zapinanej z boku, w kolorze białym, o wadze 90 dag. Na kamizelce dokonano wielu prób bronią palną i białą. Potwierdziły one odporność materiału, z którego wykonana była kamizelka na strzały z rewolweru 9 mm z odległości 2 metrów oraz ciosy bronią sieczną i kolną […] przy użyciu możliwie największej siły ludzkiej i umyślnie w tym celu wyostrzonej broni”.

W Pruszkowie obraz, w Sulejówku dźwięk

Wydarzenie sprzed 80 lat pozwoliło Polsce wejść do telewizyjnej elity, w której podówczas było niespełna 10 państw.

zobacz więcej
Także car Mikołaj II poprosił Szczepanika, by mógł go poznać osobiście, licząc na otrzymanie tak wspaniałej ochrony z rąk samego geniusza. Posłał nawet wspaniałe dary: złoty zegarek na złotym łańcuszku z cesarską koroną wysadzaną brylantami, a dla jeszcze wtedy narzeczonej geniusza złotą broszę ozdobioną czterema brylantami i dwoma szafirami.

Przyznał mu także Order Św. Anny. Szczepanik prezenty wziął, ale orderu, z prostego polskiego patriotyzmu, nie przyjął. Grzecznie dając przy tym carowi do zrozumienia, że zupełnie co innego cesarz Franciszek Józef, który w Wiedniu wynalazcę odwiedził, a co innego Imperator Wszechrusi.

Zanim jednak 28 czerwca 1914 roku padły strzały w Sarajewie (kamizelki na nic by się zdały, arcyksiążę dostał w szyję, a jego małżonka w podbrzusze, świat zatem musiał się pogrążyć w nadchodzącej hekatombie), rodzina Szczepaników opuściła Tarnów niemal zaraz po ślubie i zamieszkała na 4 lata w Wiedniu. Tu Jan pracował głównie nad wynalazkami z zakresu fotografii barwnej, filmu i telewizji (sic!). Obmyślił bowiem już w roku 1897, a teraz udoskonalał telektroskop, czyli aparat zdolny powielać obrazy w naturalnej barwie, na odległość, dzięki elektryczności. Towarzyszący obrazom dźwięk miał być przekazywany przez mikrofon ze stacji nadawczej, a odbierany przez słuchawkę w stacji odbiorczej.

Dla filmu barwnego stworzył kamerę ze skomplikowanym układem optycznym, która pozwalała na rejestrację kolorów na specjalnie opracowanej pod względem chemicznym taśmie. Całościowy system (kamera, projektor i taśma) opatentował dopiero tuż po wojnie, w roku 1918.

Na jego pierwszym filmie barwnym mdlały kobiety, gdyż dokumentował operację chirurgiczną, przeprowadzoną w jednym z berlińskich szpitali. Otwarta autentyczna jama brzuszna w zbliżeniu… to by chyba w dzisiejszym kinie nie przeszło.


Z technologii Szczepanika w zakresie fotografii barwnej, nad którymi usilnie pracował aż do tragicznego utonięcia pierworodnego syna Andrzeja w roku 1907, skorzystały takie firmy, jak Kodak i Agfa. Niestety, kompletnie nie miał on smykałki do interesów. Jego wynalazki były drogie. Na przykład kina musiałyby kupić całkiem nowe projektory i przebudować sale, żeby z nich skorzystać. Dlatego Polak przegrał w tym wyścigu ze znacznie tańszym i gorszym jakościowo Technicolorem.

Dla ówczesnego społeczeństwa jego wynalazki były raczej fajerwerkami niż życiowo niezbędnymi, solidnymi przedmiotami. Taki np. fotosculptor, czyli „każdy może zostać rzeźbiarzem” – komu to potrzebne? Pomysły Szczepanika nie zawsze przynosiły więc finansowe korzyści, a ich promocja sporo kosztowała.

Na dodatek rodzina dużo podróżowała i żyła w Wiedniu ponad stan. Musiała zatem w końcu, w roku 1906, wrócić do Tarnowa, co więcej, zamieszkać przy teściach.
Tarnów
Tam przyszły na świat kolejne dzieci, tam w twórczym amoku pracował nad kolejnymi wynalazkami, palił jak smok i całymi tygodniami nosił ten sam surdut, choć miał szafy pełne rzeczy, jak wspominała po latach córka Maria. Tam też zastała Szczepaników wojna. Znowu wyjechali więc do Wiednia, by jak najbardziej odsunąć się od frontu.

Po wojnie Szczepanik nie wrócił z żoną do Polski. Mimo że w latach 1921-22 na spółkę z przyjacielem kupił złoża naftowe na Podkarpaciu, mieszkał głównie w Berlinie. Wtedy było to wesołe miasto, a geniusza dopadał chyba kryzys wieku średniego. Dopiero konającego żona sprowadziła do Tarnowa, gdzie Jan Szczepanik umarł na raka wątroby następnego dnia, 18 kwietnia 1926 roku i tu został pochowany w grobowcu Dzikowskich.

Odszedł jako autor 96 patentów, prekursor telewizji, wynalazca barwnej fotografii i filmu, ojciec Zbigniewa Szczepanika-Dzikowskiego, znanego kinooperatora. I najbardziej znany na świecie polski wynalazca. O nazwisku, którego nikt tam nie umie poprawnie wymówić.

– Magdalena Kawalec-Segond,
biolog molekularny i mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Zdjęcie główne: Jan Szczepanik w swoim laboratorium. Fot.:Ilustracya Polska Redakcya Kraków, własność Ullstein bild/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Spaleni w stodole. „Odpowiedzialność ponoszą wszyscy Niemcy”
16-letni esesman uśmiechnął się szyderczo, po czym zapalił kilka zapałek i rzucił je prosto w nasączoną słomę. Następnie chłopcy z Hitlerjugend zatrzasnęli i zabarykadowali ogromne drzwi.
Historia wydanie 5.04.2019 – 12.04.2019
Policjanci i złodzieje w okupowanej Warszawie
Okoliczne miejscowości miały swoje specjalizacje. Karczew był od mięsa i przetworów, Jabłonna alkoholu, choć bimber na wsi pędzono wszędzie, a Rembertów od tytoniu.
Historia wydanie 29.03.2019 – 5.04.2019
Byli topieni w kloace, szczuci psami, przed śmiercią gwałceni…
Maks Ring kazał obciąć piersi dwóm czternastoletnim dziewczynkom, a chłopcom pod karą śmierci zlizywać spływającą z nich krew. Zapomniane zbrodnie w malowniczej okolicy.
Historia wydanie 22.03.2019 – 29.03.2019
Jak powstała granica polsko-węgierska. Historia Karpato-Ukrainy
Szefem sztabu Siczy Karpackiej został Roman Szuchewycz, późniejszy twórca UPA, a jej dowódcą Mychajło Kołodziński, jeden z nielicznych, którzy myśl o eksterminacji Polaków na Wołyniu podnieśli do rangi ideologii.
Historia wydanie 22.03.2019 – 29.03.2019
Polskie superagentki – śmierć przychodzi od „swoich”
To Muszkieterowie pierwsi przesłali na Zachód meldunki o zbrodniach niemieckich na Polakach i Żydach, zdobywali fotografie tajnych doków dla U- Botów i plany operacji Barbarossa (ataku na ZSRR). Niestety, wprawiali dowództwo ZWZ w irytację.