Rozmowy

We współczesnym świecie wydaje się obojętne czy uprawiamy seks z żoną, czy z własnym psem

Nie potrafię zrozumieć, że można wytatuować sobie coś na skórze z własnej woli. Podobnie rażą mnie współczesne fryzury. Chcąc być politpoprawny, muszę też tolerować „metroseksualnych” studentów w spodniach rurkach i różowych koszulach. Wyglądają i poruszają się jak kobiety, a dziewczęta nie traktują ich tak, jak mężczyzn – mówi pedagog prof. Aleksander Nalaskowski.

Prof. Aleksander Nalaskowski. Fot. Wikimedia/Jahu123
TYGODNIK.TVP.PL: Czy pamięta pan użyty w ostatnich wyborach samorządowych plakat wyborczy będący przeróbką nazistowskiej grafiki propagandowej z czasów II wojny światowej?

ALEKSANDER NALASKOWSKI:
Pamiętam. Kilka lat temu zdarzyła się podobna sytuacja: reklamę wódki Żytniej Extra zilustrowano zdjęciem mężczyzn niosących kolegę zabitego przez ZOMO w czasie demonstracji w Lubinie w 1982 roku.

Producenci wódki, podobnie jak polityk zamieszczający powyżej wspomniany plakat, tłumaczyli się „nieświadomością”. Widać, moda na patriotyczną odzież nie przekłada się na poziom świadomości historycznej młodszego pokolenia.

Niestety. Z badań CBOS wynika, że 80% nastolatków nie potrafi podać poprawnej daty wprowadzenia stanu wojennego. Tyle że niska świadomość historyczna, o której pani mówi, jest tylko elementem w wielkiej machinie zmian, jakie zachodzą w świecie młodych ludzi.
Rewolucja lat 60-ych XX wieku całkowicie zmieniła seksualność młodego pokolenia, a tym samym wywróciła świat do góry nogami. Fot. Getty Images/Michael Ochs Archives
Tu zaś powstaje pytanie, czy mamy do czynienia ze znanym od lat niegroźnym buntem pokoleń, czyli wpisaną w naszą kulturę różnicę międzypokoleniową, czy też na naszych oczach dokonuje się coś o wiele szerszego.

O czym pan mówi?

Mówię o próbie stopniowego demontażu cywilizacji chrześcijańskiej, która jest podstawą naszego bytu społecznego. Nawiasem mówiąc, demontaż ten trwa od początku chrześcijaństwa, a właściwie od połowy pierwszego tysiąclecia. Chrześcijaństwo zawsze miało wrogów.

Spójrzmy jednak na rewolucję lat 60. XX wieku, która całkowicie zmieniła seksualność młodego pokolenia, a tym samym wywróciła świat do góry nogami. Nie był to przecież typowy „bunt pokoleń”, ale podcinanie korzeni kultury w najszerszym rozumieniu tego słowa. Fragment większej całości polegającej na obalaniu zasad cywilizacji u samych jej podstaw.

Dopiero po latach dowiedzieliśmy się, że ruch ten był ściśle kontrolowany i w dużym stopniu kreowany przez KGB.

Opowiadał o tym były rosyjski agent Jurij Bezmienow. W czasach rewolucji seksualnej przeniknął do komuny hipisowskiej, by przekonywać młodych Amerykanów, że na gruncie wolnej miłości i dobra wspólnego warto propagować rozwiązania rodem z systemu komunistycznego. Rosjanie szacowali, że pierwszy etap podboju USA zwany demoralizacją i dezintegracją potrwa około dekady.

To była druga „zimna wojna” między Rosją a USA. Chodziło o to, by rozbroić od wewnątrz Stany Zjednoczone. Takie były prawdziwe korzenie dzieci kwiatów, musicalu „Hair”, festiwalu w Woodstock, hasła „make love not war” i wielu innych.

Te lewicowe idee są dążeniem do powrotu w czasy pogańskie, do życia „w zgodzie z naturą”, a co najważniejsze, do nie skrępowanej gorsetem narzuconym przez religię chrześcijańską moralności i kondycji człowieka.

Na poziomie idei tak jest, ale by zaistnieć, muszą one przykleić się do pewnej rzeczywistości. Widziała pani film „Brat naszego Boga” Krzysztofa Zanussiego z 1997 roku? W jednej ze scen św. brat Albert rozmawia z Leninem. Spotykają się w Krakowie, gdy Lenin ukrywa się przed władzami carskimi. Jest rok 1905.

Miałem kiedyś kolegę, naśmiewaliśmy się z niego, bo na wewnętrznej stronie nadgarstka miał wytatuowany numer. Gdy podrosłem, dowiedziałem się, że było to dziecko Auschwitz. Dlatego dziś nie potrafię zrozumieć, że można wytatuować sobie coś na skórze z własnej woli.

W pewnym momencie przechodzi obok nich manifestacja robotnicza krzycząc: „Chleba i pracy!”. – Trzeba ich nakarmić i dać im pracę – mówi wtedy brat Albert. Lenin zaś na to: – Przeciwnie. Trzeba im zabrać i chleb, i pracę, by wywołać ich gniew. Tylko wtedy rozniosą w pył panujący porządek.

Widzi pani różnicę?

To dwie twarze lewicy.

Lewicowość brata Alberta jest dawaniem wszystkiego za darmo. „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. W tym znaczeniu Chrystus pochylając się nad słabymi i grzesznymi, także był lewicowy. Inaczej w przypadku Lenina, gdzie „lewicowość” była jedynie narzędziem do zdobycia władzy.

Ale przyrównała pani rewolucję seksualną do neopogaństwa, a przecież trudno oceniać, że poganie nie byli np. odpowiedzialni za swoje dzieci czy nie pracowali ciężko. Tymczasem wspólnoty hipisów były jedynie grupami próżniaków grających na fletach i śpiewających: „freedom, freedom”.

W komunach hipisowskich dzieci będące efektem wolnej miłości mnożyły się jak bezpańskie psy. Poganie pozostawili też po sobie całą gamę wytworów kultury, a co pozostało po hipisach?

Dzieci. Pokolenie urodzone w latach 60. rządzi teraz Europą, hołdując wartościom swoich rodziców.

To prawda. Obecnym włodarzom europejskim należałoby do nazwisk dopisywać „Marcuse”, jak w języku rosyjskim wpisuje się otcziestwo (Herbert Marcuse był socjologiem marksistowskim i ideologiem rewolty studenckiej 1968 roku – red.)

Widzi pani teraz, że nie da się rozpatrywać kwestii młodego pokolenia poza strukturą innych problemów. Jest ona bowiem wpisana w szerszy kontekst, którym są próby obalenia podstaw naszego życia i trwania, czyli cywilizacji chrześcijańskiej, o czym już wspomniałem. Młodzież zaś okazuje się teraz jej słabym punktem.
Obecnym eurokratom należałoby do nazwisk dopisywać „Marcuse”, tak jak w języku rosyjskim wpisuje się otcziestwo. Na zdjęciu późniejszy wieloletni eurodeputowany z Partii Zielonych Daniel Cohn-Bendit podczas rewolty studenckiej w Paryżu w kwietniu 1968. Gdy znaleziono przy nim instrukcje produkcji materiałów wybuchowych, został wydalony z Francji. Fot. Getty Images/Interpress Paris / ullstein bild
Dlaczego?

Moim zdaniem przysłużyło się temu całkowite otwarcie granic. Oczywiście nie da się przecenić tego, że jest to wygodne i atrakcyjne turystycznie. Ale są i koszty. Okazuje się bowiem, że tak swobodny przepływ wszystkiego może służyć nie tylko wymianie dóbr (w sferze kultury trudnych dziś dla mnie do nazwania), ale też przerzucaniu śmieci, szybko wchłanianych przez młodzież niezwykle podatną na wpływy.

Po 1989 roku oczekiwałem, że rynek zapełni się literaturą dotąd nielegalną. Zniesiono bowiem cenzurę. I co się stało? Półki pokryły się przede wszystkim pornografią.

To nazywa pan „śmieciami”?

Nie tylko to i nie tylko ja. Jestem osobą staroświecką i politycznie niepoprawną, więc moja niechęć między innymi wobec zewnętrzności młodzieży i jej estetyki, jest skrajna.

Rażą mnie na przykład wytatuowani młodzi ludzie. Miałem kiedyś dużo starszego kolegę. Jako ociężały umysłowo bawił się z dziećmi, na poziomie których pozostał. My zaś naśmiewaliśmy się z niego, bo na wewnętrznej stronie nadgarstka miał wytatuowany numer. Gdy podrosłem, dowiedziałem się, że było to dziecko Auschwitz. Dlatego dziś nie potrafię zrozumieć, że można wytatuować sobie coś na skórze z własnej woli.

Podobnie rażą mnie współczesne fryzury.

Rażą pana modnie wygolone do połowy męskie i damskie głowy ?

Tak. Jest taki film Andrzeja Wajdy z 1983 roku „Miłość w Niemczech” oparty na prawdziwej historii. Młody Polak zesłany na roboty do Bawarii zakochuje się w Niemce. Władze odkrywają ich romans. Zimą na rynku rozbierają ich do naga, zawieszając im na szyjach tabliczki: „Jestem polską świnią”, „Zdrajczyni narodu niemieckiego”. Potem golą ich głowy, zostawiając ośmieszające, zakręcone kosmyki nad czołem, tak modne teraz. W końcu wieszają na szubienicy i podpalają.

Fabryki posłusznych obywateli. Uczniowie piątkowi to idealni szeregowi pracownicy korporacji

Rodzice muszą wiedzieć, że za rozwój ich dzieci wcale nie odpowiada szkoła — mówi Angelika Talaga, neuropedagog i autorka bloga o innowacyjnych metodach edukacji.

zobacz więcej
A w połowie ogolone głowy? Zanim w obozach koncentracyjnych wprowadzono oznaczenia w postaci różowych trójkątów, w niektórych z nich golono w ten sposób homoseksualistów. Ze zgrozą obserwuję, że współcześnie zdobi nas to, co kiedyś ośmieszało i upokarzało.

Może nie jesteśmy w stanie postrzegać świata oczami innych pokoleń.

Oczywiście. Mam świadomość, że współczesna młodzież nie potrafić przeżyć i zrozumieć II wojny światowej tak samo, jak ci, którzy jej doświadczyli. Także ja. Sam nie potrafiłem zwiedzać Auschwitz niczym muzeum. Byłem tam wraz z żoną tylko raz. Po krótkiej modlitwie w celi św. Maksymiliana oboje wyszliśmy. Nie mogłem znieść widoku „zwiedzających” grup i dziewcząt w wulgarnie opiętych na ciele spodniach pstrykających zdjęcia: „Jaka fajna tragedia! Wow!”.

Inna sprawa, że kwestia etyki i estetyki, o której mówię, nie bierze się znikąd, ale ma swoich wytwórców. Podobnie jak język. Proszę zwrócić uwagę, że internet anulował zasady ortografii, gramatyki czy interpunkcji.

Moje dzieci dziwią się, że stosuję znaki diakrytyczne, przestankowe i wielkie litery w smsach i emailach. One już tego nie robią.

Właśnie. Tyle że za 30 lat znaki te zanikną w ogóle. Problem polega na tym, że jeśli zapominamy język, tracimy także zawarte w nim wartości kultury. Jeśli 40% osób mieszkających na Kaszubach nie potrafi czytać po kaszubsku, to o tyle samo mniej szans ma ta kultura na przetrwanie. Kultura to bowiem przede wszystkim rodzaj języka, jakim się porozumiewamy.

Literaturoznawcy już teraz alarmują, że młodzież nie jest w stanie pojąć sensu poezji Zbigniewa Herberta i nie rozumie kultury wysokiej.

Cóż, poezja ma to do siebie, że nie da się na szybko „przewinąć” w internecie. Wraz z językiem tracimy jednak pewne kompetencje na rzecz innych: szybkości czy tempa życia itd. Współczesny nastolatek nie rozumie poezji Herberta, lecz w jednej chwili może za to być w Indiach i w Arktyce.
Homoseksualizmem wiedziony jakąś siłą, z niszy, z wstydliwego, intymnego ludzkiego pożądania wyszedł dziś na ulicę. Na zdjęciu warszawska Parada Równości w maju 2002 roku. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Profesor Zbyszko Melosik, socjolog edukacji z Poznania uważa, że jest to moment przejściowy, gdy w operze stoją już automaty do sprzedaży coca coli, a na stoliku przy łóżku „Super Express” leży obok „Ulissesa”.

Tak też wyglądała ewolucja: obok homo sapiens żył jeszcze neandertalczyk, a może i homo erectus. Teraz obok gatunku człowieka rozumiejącego Herberta żyje już troglodyta, który jako młodszy będzie się reprodukował. To złowieszcze, ale prawdziwe.

Kultura wysoka zawsze była domeną elit.

Problem polega na tym, że elity te znacząco się kurczą. Trudno bowiem oczekiwać, że elitą będą analfabeci. Tu zaś po raz kolejny postawię pytanie, czy jest to naturalna zmiana, czy też kolejny element krucjaty prowadzonej przeciw panującemu obecnie porządkowi?

Zwróćmy też uwagę, jak ewoluują współczesne obyczaje. Co się dzieje z homoseksualizmem? Wiedziony jakąś siłą, z niszy, z wstydliwego, intymnego ludzkiego pożądania wyszedł dziś na ulicę. Po co pytać prof. Ireneusza Krzemińskiego, aktora Jacka Poniedziałka, czy wielu innych, o upodobania seksualne, skoro większość z nas się z nimi nie obnosi?

Obnosi się za to Przemysław Staroń, pedagog wybrany w październiku „nauczycielem roku” w konkursie organizowanym przez pismo „Głos Nauczycielski”. W czasie gali wręczania nagród Staroń dokonał publicznego „wyjścia z szafy”, zapraszając na scenę swojego partnera.

Dochodzi zatem do ujawnienia intymności nie mającej nic wspólnego z uprawianym zawodem czy pełnioną funkcją społeczną. Dlaczego? Bo panuje moda na „coming out”.

Ale mało tego, wygenerowano także nowe rodzaje związków seksualnych. Mamy teraz organizacje LGBT Queer. Wie pani co w języku angielskim znaczy „queer”?

Dziwny, dziwaczny.

Nie tylko. W londyńskim slangu lat 90. pogardliwie znaczyło też „pedzio”. Do LGBT dopisano współcześnie znak „+”. Znaczy to, że istnieje już nie tylko lesbijstwo, pederastia, biseksualność, transseksualność i queer, ale także m.in. interseksualność, czyli obojnactwo czy „orientacja zero”.

Porządek hierarchiczny generował różne problemy, ale określał świat jasno i wyraźnie. Co więcej, czynił człowieka odpowiedzialnym nade wszystko wobec Boga.

„Orientacja zero” to aseksualność. Zdaniem Wikipedii 1% ludzi nie odczuwa popędu seksualnego skierowanego wobec innych ludzi.

Gorzej, że wszystkie te „orientacje” są sobie równe i patrząc na współczesny świat, wydaje się obojętne czy uprawiamy seks z żoną, czy z własnym psem.

Dziś, chcąc być politpoprawny muszę tolerować „metroseksualnych” studentów w spodniach rurkach i różowych koszulach. Wyglądają i poruszają się jak kobiety, a dziewczęta nie traktują ich tak, jak mężczyzn.

Tymczasem człowiek jest zaprogramowany na prokreację. Odczuwamy to jako popęd płciowy, który jest zobowiązaniem wobec gatunku.

Michael Jones w pracy „Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej” dowodzi, że państwo, przejmując kontrolę nad życiem seksualnym obywateli, zyskuje nad nimi władzę w sferze, która jest ich najsłabszym punktem. A kontrola ta jest skuteczna, bo postrzega się ją jako „wolność”.

Otóż to. Jednak fundamentalnym uderzeniem w podstawy naszego bytu społecznego jest obecna niejednoznaczność aborcji. Dla mnie jest to wystąpienie przeciwko przykazaniu „nie zabijaj”. Nasza chrześcijańska cywilizacja jest porządkiem tomistycznym czyli hierarchicznym, wynikającym z praw naturalnych.

Przypomnijmy, że tomizm jest systemem filozoficznym opartym na naukach św. Tomasza z Akwinu i jego szkoły zakładającym m.in, że każde istnienie ma swoje miejsce na drabinie bytów, władza świecka zaś pochodzi od Boga.

Fakt, że porządek hierarchiczny generował różne problemy, ale określał świat jasno i wyraźnie. Co więcej, czynił człowieka odpowiedzialnym nade wszystko wobec Boga. Niestety, nasza znajomość średniowiecza kończy się dziś na budowlach czy innych wytworach kultury. Nie potrafimy zaś poczuć czy nawet wyobrazić sobie, jak funkcjonował duchowo średniowieczny człowiek.
Jan Jakub Rousseau przekonywał, że role społeczne są wyłącznie kwestią umowy, gdyż w istocie wszyscy jesteśmy równi. Umowę społeczną zaś, jak każda inną, można wypowiedzieć. Na zdjęciu portret filozofa. Fot. Culture Club/Getty Images
To nie takie trudne. Jeśli życie po śmierci uczynimy aksjomatem, czyli absolutną pewnością, automatycznie zmieni się nasz punkt odniesienia, a wszelkie ziemskie sprawy utracą swoją wartość. Mówi o tym Wanda Półtawska m.in. w książce Pawła Zastrzeżyńskiego „Jeden Pokój”.

To dobre wytłumaczenie, choć amatorsko to pani ujęła. Ja zaś miałem na myśli, że dziś trudno nam sobie wyobrazić duchowość i relacje międzyludzkie w społeczeństwie, gdzie imperatywem wewnętrznym większości było pójście na mszę świętą i zbawienie wieczne. W średniowieczu bowiem wszyscy chodzili do kościoła, a dziś tylko 30% z nas. W samym Toruniu funkcjonowało wtedy aż siedem świątyń, które musiały obsłużyć 25 tys. wiernych.

Wróćmy jednak do porządku tomistycznego, czyli myślenia kategoriami: wiara, nadzieja i miłość, który konstruowały nasz kontynent. A była to Europa najlepszych czasów: Dante Alighieri, Leonardo da Vinci, Mikołaj Kopernik, Galileusz…

Coś się jednak popsuło…

Niestety. W 1762 roku Jan Jakub Rousseau, kryptoateista, cynik i moralny potwór opublikował książkę „O umowie społecznej”. Przekonywał w niej, że role społeczne, czyli kto jest panem, kto sługą itd. są wyłącznie kwestią umowy, gdyż w istocie wszyscy jesteśmy równi. Umowę społeczną zaś, jak każda inną, można wypowiedzieć.

W tym samym roku dołożył jeszcze poemat dydaktyczny „Emil, czyli o wychowaniu”. Głosił w nim, że jeśli stworzono ludzi na podobieństwo Boże, to lepiej zostawić nas naturze, niż kształtować przez wychowanie. Czy wychowuje się bowiem Boga?

Okazuje się, że jego filozofia wróciła potem w edukacji alternatywnej XX wieku, a także u hipisów.

Za kilka lat wiersze Herberta, Miłosza i Szymborskiej nie będą zrozumiałe

Czy Polacy staną się masą etniczną pozbawioną elit? Ambitna literatura jest na straconej pozycji.

zobacz więcej
Sam Rousseau także nie wychowywał potomstwa. Pięcioro dzieci spłodzonych z Teresą Levasseur oddał do sierocińca.

Otóż to. Racjonalizm i ideały oświeceniowe wywróciły jednak porządek Europy do góry nogami. Na fali tej urodziło się hasło, które zmiotło dotychczasowy porządek europejski: wolność, równość, braterstwo. Wolność jednak okazała się w istocie swawolą, równość unicestwiła hierarchię, odbierając władcy status boskiego pomazańca. Nic nie liczyło się już tak mocno, jak więzy plemienne, będące niczym mafijne „braterstwo”.

Odrzucono Boga, zdając się na ludzki umysł, co z dzisiejszej perspektywy było chybione. Współczesna nauka bowiem wbrew pozorom zostawia dla Boga dużo miejsca.

Dzięki nowym technologiom odkrywamy kosmos, ale nie udaje się nam przywracać zmarłych do życia ani nawet ustalić, co dzieje się z nami po śmierci.

Wiemy, dlaczego woda płynie w dół, nie potrafimy jednak zawrócić wodospadu. Innymi słowy, do pewnego stopnia potrafimy wyjaśnić niektóre tajemnice natury, ale nie jesteśmy w stanie zmienić jej praw.

Proszę zauważyć, że instytucją, która zawsze stała w obronie nauk św. Tomasza był Kościół. Tyle że z jednej strony popularność racjonalizmu sprawiała, iż stawał się coraz bardziej passe, z drugiej zaś trwały celowe próby anihilacji Kościoła jako gwaranta transmisji starego porządku zgodnie z zasadą: „Chcesz otworzyć więzienie, pozbądź się strażnika”.

Jakie to próby?

Proszę zwrócić uwagę, że wszelkie rewolucje, lewicowe i prawicowe, często zaczynały się od zwalczania duchownych. Hiszpańska wojna domowa z 1936 roku wygnała z kraju, w którym prześladowano wówczas kapłanów, Josemaríę Escrivę de Balaguera, twórcę Opus Dei. Niedługo potem Adolf Hitler wysyłał księży do Dachau. A czy pamięta pani z historii, co z osobami duchownymi robił Józef Stalin i UB?
Wolność okazała się w istocie swawolą, równość unicestwiła hierarchię odbierając władcy status boskiego pomazańca. Nic nie liczyło się już tak mocno, jak więzy plemienne, będące niczym mafijne „braterstwo”. Fot. Time Life Pictures/ Mansell/ The LIFE Picture Collection/Getty Images
Okazało się jednak, że księży nie da się wytępić ani pokonać np. przez kompromitację, bo, przynajmniej na gruncie polskim, istnieje oddolna potrzeba istnienia Kościoła. Wtedy więc podjęto szeroko zakrojone starania, by odebrać mu wiernych czyli „klientelę”.

Rozpoczęła się wojna podjazdowa, która wciąż trwa, zgodnie z taktyką: pojawimy się tam, gdzie się nie spodziewacie, przenikniemy i rozbroimy was waszymi własnymi grzechami. Powiedziemy na zatracenie mnożąc pokusy, polejemy wam ulicę grzechem, by nieuchronnym było w niego wdepnąć. I to się dzieje.

Pan usprawiedliwia grzechy stanu duchownego.

Absolutnie nie. Mówię jedynie o celowej, masowej produkcji okazji do grzechu: od pornografii czy narkomanii poprzez jasełkowy, popkulturowy satanizm w stylu muzyki Nergala, aż po kwestie poważniejsze. Mówiłem już o homoseksualizmie, który chce się zrównać z małżeństwem. Pamięta pani „Tęczowy piątek” w szkołach kilka tygodni temu?

Przypomnę: chodziło o promocję równości osób LGBT, podobnie jak kilka miesięcy temu w akcji „Tęczowe ZHP”.

To jednak nie wszystko. Niezdecydowanym trzeba jeszcze pozwolić wybrać sobie płeć. Tymczasem możliwość wyboru płci najlepiej widać na oddziałach porodowych. Okazuje się tam, że nawet te panie, które wybrały męską płeć, nie wiedzieć czemu, rodzą jednak niczym kobiety. Albo uderza się w nas historią.

W jaki sposób?

Choćby wmawiając nam winę za mordowanie Żydów. Widzi pani, moja żona pochodzi z Białostocczyzny. Gdy zaczęła się II wojna światowa i weszli tam Rosjanie, wielu lokalnych Żydów współpracowało z nimi, wskazując m.in., kto i gdzie ukrył żywność, kto jest „kułakiem”. Potem zaś wkroczyli Niemcy i wymordowali ich.

Proces dydaktyczny pozoruje się tylko, aby szkołę rozsadzić od wewnątrz. Zaprasza się „coachów”, „uświadamiaczy”, „nauczycieli tolerancji”…

Wie pani, co najbardziej dziwiło miejscowych ludzi? Że sami Żydzi nie buntowali się ani nie bronili. W morderstwie tykocińskim niemiecki oddział liczący ok. 70 żołnierzy jednego dnia wymordował 2,5 tys. Żydów. Tymczasem biorąc pod uwagę przewagę liczebną (70 skazańców na jednego żołnierza) Żydzi mogli po prostu rozdeptać oprawców, a zginęłoby ich może stu. Tymczasem, powtórzę, nawet się nie bronili. Czy kogokolwiek miałoby to zachęcać, by stanąć w ich obronie?

Albo z rotmistrza Witolda Pileckiego próbowano kiedyś zrobić przestępcę. Pytała pani wszak o świadomość historyczną młodych ludzi…

Jasne, w pańskiej teorii spiskowej młode pokolenie jest narzędziem rozbrajania chrześcijańskiego systemu. Cóż, agent Jurij Bezmienow, o którym wspomniałam uczył, że aby opanować kraj, trzeba wychować co najmniej jedno pokolenie.

I to się dzieje. Nikt z moich 130 studentów nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, skąd wzięły się imieniny. A elementem rozszczelniania systemu jest także psucie szkoły. Europejska szkoła jako instytucja hierarchiczna jest wymysłem kościelnym, trzeba ją więc zdemontować. Problem polega na tym, że nie da się pozbawić ludzi pracy, trzeba więc pozorować proces dydaktyczny, a szkołę rozsadzić od wewnątrz. Zaprosić „coachów”, „uświadamiaczy”, „nauczycieli tolerancji”. Wprowadzić nieistniejące przedmioty nauczania typu: „wiedza o mediach” albo dziwaczne profile typu „klasa prawno-policyjna”. Zwiększyć rolę rodziców, dopuszczając w szkole rządy niefachowców.

To obraża wielu rodziców.

Nie miałem takiego zamiaru. Podkreślam jedynie, że obok wpływu mądrych rodziców do szkoły przenikają w ten sposób także oddziaływania tych drugich.

Jako rodzic obserwuję, że autorytet nauczyciela upada. Młodzież bez skrępowania rzuca w stronę pedagogów cytatami z oglądanych na You Tube filmików typu: „Jak zgasić nauczyciela”. Gdy we wrześniu doświadczony pedagog Jan R. z Głogowa nie wytrzymał i spoliczkował wulgarnego nastolatka, błyskawicznie spadła na niego lawina służbowych konsekwencji. To odwrócenie ról, które ostatecznie uderza także w autorytet rodziców.
Z rotmistrza Witolda Pileckiego próbowano zrobić przestępcę... Na zdjęciu z marca 1948 oskarżony o współpracę z wywiadem obcego mocarstwa rotmistrz zeznaje podczas procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Skład sędziowski pod przewodnictwem ppłk. Jana Hryckowiana skazał Pileckiego na karę śmierci, wyrok wykonano. Fot. PAP
Niestety. Tyle, że arogancja uczniów wyzwala się pod wpływem panującego przyzwolenia. Wystarczy uchwalić odpowiednio chroniące nas prawa, a zawsze znajdzie się ktoś, kto z nich skorzysta. Tyle że w przypadku szkoły nie da się stworzyć rozwiązania satysfakcjonującego wszystkich. Szkoła pełni dziś bowiem funkcję jedynie dozorcowską.

Co to znaczy?

Znaczy to, że dzięki istnieniu darmowej instytucji, do której można odesłać dziecko, rodzice mogą pracować. Nie rozlicza się jednak szkoły z wyników nauczania. Nie ma znaczenia, że opuszczający ją absolwenci są półanalfabetami słabo znającymi historię.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Szkoda, że nauczyciel w zasadzie nie odpowiada za wyniki swojej pracy. A jego odpowiedzialność kończy się na nienaruszalności cielesnej dziecka. Tylko jeśli ją naruszy, czekają go sankcje. Sprawia to, że ambitne osoby unikają pracy w takiej instytucji. Do stanu nauczycielskiego trafia zaś coraz gorszy narybek, idący tam zwykle z trzech powodów.

Jakich?

Pierwszym jest stała i pewna budżetowa pensja, drugim – obfity pakiet socjalny zawierający m.in. roczne urlopy, trzecim – trzy miesiące wakacji (wliczając w ten okres ferie i wszelkie wolne dni). Czy znajdzie pani na wolnym rynku podobną ofertę?

Inna sprawa, że sprowadzenie szkoły do roli przymusowej zabawialni dzieci ludzi pracy, mocno sprzyja tym, którym przeszkadza jej hierarchiczna struktura. W ramach zajęć można bowiem pokazać uczniom, że świat nie jest ani czarny, ani biały, ale różowy. Wmówić, że Boga nie ma, jest za to ewolucja. Drwić z księży, bo w obowiązkach mają miłosierdzie, itd.

Czy widzi pan na to jakieś antidotum?

Nowoczesność „uśmierciła” Boga i przetarła ludzkości szlak ku (samo)zagładzie

Doskonalimy technologie wojenne i wynajdujemy ideologie, które uzasadniają pozbywanie się dzieci (aborcja) i starców (eutanazja), żeby poszerzyć „przestrzeń życiową”.

zobacz więcej
Nie znam takiego. Ewentualna próba zaprowadzenia w szkole porządku międzywojennego niczym z powieści Wiktora Gomulickiego „Wspomnienia niebieskiego mundurka”, niechybnie doprowadziłaby wśród uczniów do wybuchu epidemii modnej obecnie „depresji”.

Mamy zatem odkształcenie trwałe. Zakończę jednak optymistyczną myślą, że dobrą szkołę zrobimy po końcu świata. To już niedługo.

– rozmawiała Ewelina Pietryga

Prof. Aleksander Nalaskowski jest pedagogiem związanym z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. W latach 1998–2007 był członkiem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Specjalizuje się w teorii szkoły oraz teoriach rozwoju człowieka ze szczególnym uwzględnieniem dzieciństwa. W latach 1989-2014 kierował stworzonym przez siebie eksperymentalnym liceum ogólnokształcącym „Szkoła Laboratorium” w Toruniu. Od października 2015 jest członkiem powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę Narodowej Rady Rozwoju,, a w 2016 wszedł do Rady Narodowego Kongresu Nauki.
odc. 5
Zdjęcie główne: Sylvain, francuski nauczyciel - i model - pozuje podczas festiwalu tatuażu w Paryżu w marcu 2018. Fot. REUTERS/Benoit Tessier
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Międzynarodowa pomoc humanitarna rujnuje
Antony Loewenstein: Pomoc humanitarna jest jednym z elementów neokolonializmu. W obecnej formie uzależnia odbiorców od darczyńców.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Ksiądz jest jak samolot
Kościół to szpital, w którym leczą chorzy lekarze – cytuje papieża ks. dr Bogusław Nagel, krajowy duszpasterz Apostolatu Modlitwy za Kapłanów Margaretka.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Liczą się pieniądze, spryt i skuteczność
Marek Dzikowicz: Ważny jest tylko rezultat, więc czasami Chińczycy uciekają się do moralnie wątpliwych wyborów.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Do UE wchodzi się na zasadach Brukseli i wychodzi na jej zasadach
Dariusz Rosiak: Ponieważ Polaków można było obrażać bez posądzenia o rasizm, sporo wycierpieli. Stali się symbolem zagrożenia falą imigrantów z Europy Wschodniej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Zaczęliśmy się wstydzić smutku i cierpienia
Jan Jakub Kolski: UB trzy razy wykopywało wuja z grobu, żeby sprawdzić, czy na pewno nie żyje. Dziadkowie musieli na to wszystko patrzeć.