Rozmowy

Dla Chińczyków liczą się pieniądze, spryt i skuteczność

Chińczycy nie krępują się zadawać dość prywatnych pytań czy zaglądać nam przez ramię, gdy pracujemy lub przejrzeć wszystko na naszym biurku, bo i takie sytuacje się zdarzają. A najbardziej bezpośrednim wyrazem różnic w postrzeganiu prywatności jest brak kabin w publicznych toaletach – mówi Marek Dzikowicz, autor książki „Chiny. O miłości i pieniądzach”.

Wybuch wojny jest bardzo prawdopodobny. Nadchodzi nowe rozdanie

Jacek Bartosiak: Polska musi być czujna, bo świat, jaki znaliśmy po 1989 r. już się załamał.

zobacz więcej
TYGODNIK TVP: Jak zaczęła się pańska przygoda z Chinami?

MAREK DZIKOWICZ:
Chciałem zobaczyć największy kraj świata w momencie szybko zachodzących przemian. Bałem się, że może mi uciec jakiś historyczny moment, Chiny się zmienią i już nie będę miał okazji doświadczyć tego pędu, entuzjazmu i procesu tworzenia. Dlatego postanowiłem, że pojadę do Państwa Środka na kilka miesięcy odbyć staż i podróżować. Życie jednak pisze własne scenariusze i z kilku miesięcy zrobiło się prawie 5 lat. Ten czas pozwolił mi na poznanie niemal wszystkich stron życia w Chinach – zarówno tych bardziej pozytywnych, jak i tych mniej. Miałem okazję pracować w handlu międzynarodowym i z chińskimi inwestorami w nieruchomościach.

Kiedyś rozmawiałem z pewnym Japończykiem współpracującym biznesowo z Polakami. Krytykował on Chińczyków za chamskie zachowanie – arogancję, bezczelność, brak szacunku, a nawet sumienia. Ma pan podobne wrażenia?

Rzeczywiście na pierwszy rzut oka Europejczycy czy inne narody tak mogą odbierać Chińczyków. Część zachowań, które u nas uważa się za aroganckie czy bezczelne, w Państwie Środka traktowane są jako coś naturalnego. Podstawowa różnica, jak sądzę, wynika z języka. W mandaryńskim z zasady używa się mało tzw. magicznych słówek. Większość próśb wyrażana jest w trybie oznajmiającym i bardzo często Chińczycy przenoszą ten wzór na inne języki, jakimi mówią. Już samo ich brzmienie może wydawać się więc nieco niegrzeczne.

Wielu Chińczyków miało dotąd względnie małe obycie międzynarodowe, co oczywiście nie dotyczy najmłodszego pokolenia. To powodowało, że z racji braku znajomości języka lub zasad panujących w nieznanym miejscu unikali kontaktu z innymi. Czasami jest to wynik czystej nieśmiałości, ale może być odebrany jako gburowatość.
Chińczycy łokciami muszą wywalczyć sobie własne miejsce w środkach komunikacji. Na zdjęciu: godziny szczytu w Szanghaju. Fot. Vincent Isore/IP3/Getty Images
Też pan tego doświadczył?

Jeśli chodzi o takie cechy, jak wspomniany brak szacunku czy sumienia to oczywiście trudno generalizować i przypisywać je całemu narodowi. Jednak rzeczywiście, w niektórych sytuacjach ma się poczucie, że w bardzo odmienny sposób rozumiemy zasady etyki czy savoir vivre’u.

Trzeba pamiętać, że Chiny to taki dziwny hybrydowy twór. Państwo jest z nazwy komunistyczne, ale już do realizowania założeń tej ideologii mu daleko. Chiny to zlepek kultur, języków, religii, a co za tym idzie absolutny miks w kwestii wartości. Szybko zachodzące zmiany gospodarcze i kulturowe jeszcze ten chaos powiększają. Dzisiaj na szczycie chińskiego dekalogu stoją pieniądze i skuteczność.

Przygnębiające.

Proszę pamiętać, że Chińczycy rywalizują ze sobą niemal od kołyski – o miejsce w przedszkolu, w szkole, szpitalu, w pracy. Codziennie rano dosłownie łokciami trzeba się przepychać o swoje miejsce w metrze czy autobusie. Liczy się tylko rezultat, czyli dostanie tego, co się chce. To powoduje, że czasami Chińczycy uciekają się do moralnie wątpliwych wyborów.

Najważniejszy wniosek ze spotkania Trumpa z Kimem? Pekin wyparł Moskwę

Rosja przestaje się liczyć w debacie nad globalnym porządkiem. Biały Dom nawet nie zastanawiał się nad jakąkolwiek konsultacją swoich działań w sprawach koreańskich z Moskwą, co jeszcze ćwierć wieku temu byłoby raczej nie do pomyślenia.

zobacz więcej
Jednocześnie w dużej części społeczeństwa panuje przekonanie, że skuteczne „wpuszczenie kogoś w maliny” jest wyrazem sprytu. Tam trzeba być twardym i walczyć o swoje, inaczej nic się nie osiągnie. Z jednej strony można potępiać taką postawę, ale z drugiej odpowiada ona, według mnie, za dużą część gospodarczego sukcesu Chin.

A kwestia prywatności? Czy Chińczycy rozumieją ją tak samo, jak my?

W Chinach bariera prywatności jest przesunięta nieco dalej niż w Europie. W Polsce cenimy sobie prywatność i dużą częścią swojego życia nie dzielimy się nawet z bliskimi znajomymi. W Chinach cały czas przebywa się w dużej grupie ludzi. Większość Chińczyków wychowywała się w jednej izbie, w której mieszkały trzy pokolenia, a podczas studiów mieszkała w akademiku z kilkoma innymi osobami w pokoju. To powoduje, że prywatna bańka się zmniejsza. Skoro i tak wszystko o sobie wiemy, to nie krępują nas prywatne pytania czy ciągła obecność innych nawet w dość intymnych sytuacjach.

Chińczycy nie krępują się zadawać dość prywatnych (w naszym rozumieniu) pytań czy zaglądać nam przez ramię, gdy pracujemy lub przejrzeć wszystko na naszym biurku, bo i takie sytuacje się zdarzają. Oczywiście najbardziej bezpośrednim wyrazem różnic w postrzeganiu prywatności jest brak kabin i innych przedziałów w publicznych toaletach.
Lekcja etykiety i savoir-vivre’u dla uczennic szkoły podstawowej w Kangzhu. Fot. VCG/VCG via Getty Images
Czy to był pierwszy szok kulturowy, jakiego pan doświadczył?

Ma pan rację. Bardzo niedyskretne pytania kierowane do mnie oraz ludzie dzielący się ze mną informacjami, o których niekoniecznie chciałem słyszeć, jak np. ich problemy żołądkowe. Jednak patrząc z perspektywy czasu, największe zdumienie – w pozytywnym sensie – wzbudziła we mnie przedsiębiorczość i sprawczość Chińczyków. Nie widziałem chyba innego miejsca na świecie, gdzie jeśli podejmie się jakąś decyzję, to natychmiast przystępuje się do jej realizacji. Czasami z pośpiechu kilkakrotnie zmienia się tor postępowania, jednak ta sprawczość i brak myśli, że coś się może nie udać jest motorem napędowym chińskiej gospodarki.

Czy ta postawa jest wrodzona czy Chińczycy uczą się jej w szkołach?

W chińskim systemie edukacji są duże dysproporcje pomiędzy biedniejszymi regionami i dużymi miastami. W Pekinie czy Szanghaju większość szkół stoi na bardzo wysokim poziomie. Co ciekawe czynnikiem, który często najbardziej wpływa na ceny nieruchomości w danej dzielnicy jest jakość szkoły. Większość klasy średniej posyła swoje dzieci do prywatnych szkół, w których czesne jest niebotyczne. Często uczą w nich nauczyciele pochodzący z europejskich krajów czy USA.

Z drugiej strony są szkoły na prowincji, gdzie klasy ciągle mają po 60 - 70 uczniów, a programy nauczania nie zmieniły się od 40 lat. Chiński system edukacji ciągle nastawiony jest na uczenie pamięciowe, a nie kreatywne i raczej na rywalizację niż na współpracę.

Uczniowie mają sporą wiedzę z przedmiotów ścisłych i o samych Chinach. Ale jeśli chodzi o świat, jego historię, to ta wiedza już nie jest tak imponująca. Od kilku lat w Chinach obserwuje się jednak modę na studiowanie za granicą, głównie w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie i Australii. Buduje to prestiż rodziny, ale rodzice zauważają też korzyści płynące z innego podejścia do nauczania ich pociech.
W Chinach cały czas przebywa się w dużej grupie ludzi. Na zdjęciu: Pekińska dzielnica hutongów przed chińskim Nowym Rokiem. Fot. Vincent Isore/IP3/Getty Images
Ciekawym fragmentem pańskiej książki jest ten o kompleksach Chińczyków. Odzywa się tutaj historia wielu lat izolacji. Jak objawiają się chińskie kompleksy?

Cokolwiek mówić to wciąż jest kraj na dorobku, który wspina się po drabinie światowego prestiżu. Chińczycy przez lata byli nauczani o wielkości swego kraju. A gdy otworzyły się dla nich granice i zobaczyli kraje rozwinięte, nastąpił u nich pewnego rodzaju dysonans.

Każdy kraj, który startuje z gorszej pozycji szuka u siebie cech, które dają mu poczucie wyjątkowości. Tak samo jest w Chinach. Gospodarczo dokonały wielkiego skoku, ciągle jednak wiele jest do nadrobienia w ujęciu per capita i jakości życia przeciętnego Chińczyka.


Chiński rząd chcąc wzmocnić poczucie własnej wartości u obywateli, kreuje idee „chińskiego snu”, inwestuje dużo w wydarzenia sportowe czy konkretne dyscypliny takie, jak piłka nożna. To ma pokazać ludziom, że Chiny mogą rywalizować ze światem na każdym polu. Wszelkie sukcesy – sportowe czy inne – celebrowane są przez media w niebywały sposób. A zwłaszcza jeśli Chiny pokonały gdzieś USA. Jednak rozmawiając z przeciętnym Chińczykiem, ma się wrażenie, że idea „amerykańskiego snu” ciągle jest bardziej kusząca.

Jak wygląda życie typowego Chińczyka z klasy średniej?

W Chinach nie ma ścisłego podziału pomiędzy pracę a życie prywatne w naszym rozumieniu. Wszystko się przeplata. Nasi najlepsi partnerzy biznesowi są naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Czas przy posiłkach spędzamy z naszymi potencjalnymi współpracownikami biznesowymi. W Chinach nie ma tradycji prawnej w rozumieniu europejskim. Pewność transakcji i jej przebieg bazuje na wzajemnym zaufaniu, które może być wytworzone tylko poprzez wypracowanie godnej relacji. Podczas posiłków, wspólnej zabawy lepiej można poznać swoich kontrahentów.

Chińczycy potrafią się bawić i tego nie unikają. Zazwyczaj zabawa ma miejsce przy suto zastawionym stole i zakrapianym posiłku. Inne opcje to wspólne śpiewanie karaoke czy masaż stóp.

Oczywiście młodsze pokolenie w większych miastach preferuje nieco inny model spędzania wolnego czasu. Są to bardzo często ludzie wykształceni na Zachodzie, którzy przejęli nasz sposób odpoczynku.
Chińczycy potrafią się bawić i tego nie unikają. Dziesiąta edycja festiwalu Wine & Dine w Hongkongu też była dobrą do tego okazją. Fot. Chung Sung-Jun/Getty Images
Mówi pan, że nasi najlepsi partnerzy biznesowi są naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Czy istnieje więc jakiś chiński savoir vivre biznesowy? Jak wygląda ubijanie interesu? Jak mniemam, nie jest aż tak mocno zakrapiane alkoholem jak u nas…

Tu pana zaskoczę. Kultura chińska to kultura picia. Oczywiście duże korporacje już od tego odchodzą, ale ciągle podczas posiłków z potencjalnymi kontrahentami przelewa się sporo alkoholu.

Na temat kultury robienia interesów w Chinach napisano wiele książek, więc trudno ująć to w kilku zdaniach. Absolutną podstawą jest cierpliwe budowanie relacji i bycie twardym, ale jednocześnie odnoszenie się do drugiej strony z dużym szacunkiem. W Chinach nie ufa się sobie od razu. Proces poznawania się może trwać bardzo długo, co czasami zniechęca europejskich przedsiębiorców. Chińska strona zawsze będzie starała się wywrzeć na nas presję, składając propozycje, które często są nierealne. Trzeba do nich podejść w zdecydowany sposób, bo oni w ten sposób testują stopień uległości drugiej strony.

W Chinach większość komunikacji odbywa się za pomocą krótkich wiadomości, a nie długich opracowań lub e-maili. Trzeba się na ten sposób wymiany informacji przestawić.

O czym powinni pamiętać przedsiębiorcy, którzy chcieliby nawiązać współpracę gospodarczą z Chińczykami?

W wymiarze rządowym niezbędne jest silne wsparcie polskich firm. W Chinach niezwykłe znaczenie ma pojawienie się oficjeli na eventach organizowanych przez firmy. Chińczykom pokazuje to, że firma jest solidna i godna zaufania i że we współpracy nie będzie problemów. Jawne wspieranie konkretnych firm przez rząd jest bardziej wartościowe niż miliony RMB wydane na marketing.
Fabryka torebek w Szenzhen, pierwszej w Chinach specjalnej strefie ekonomicznej. Fot. Frédéric Soltan/Corbis via Getty Images
A jak to wygląda w skali mikro?

Jeśli chodzi o indywidualnych przedsiębiorców, to powiedziałbym, że trzeba być nad wyraz elastycznym i gotowym diametralnie zmienić swój produkt pod gusta klienta chińskiego. Z tym, niestety, wiele polskich firm ma problemy. Na Chiny trzeba patrzeć strategicznie i długoterminowo. Niestety, wejście na rynek chiński wiąże się z ogromnymi kosztami i z racji skali musi być robione z rozwagą.

Ja zawsze polskim przedsiębiorcom polecam wejście na mniej konkurencyjne rynki biedniejszych prowincji. Będzie się to wiązać z mniejszymi kosztami. Damy też sobie czas na nauczenie się Chin. Trzeba pamiętać o skali. Pod względem ilości konsumentów wejście do każdej kolejnej prowincji ze swoją działalnością to niemal jak wejście na rynek nowego europejskiego kraju.

Czy jako człowiek Zachodu żyjący od kilku lat w Chinach miał pan jakiś problem z dostępem do informacji? Mówi się o blokowaniu przez rząd internetu, o cenzurze...

Istnieje oczywiście słynny chiński internetowy Wielki Mur. To znaczy, że przeciętny obywatel Chin ma dostęp do treści, które są nadzorowane przez rząd. Jednak większość młodych ludzi w dużych miastach korzysta z narzędzi, które umożliwiają im dostęp do wszystkiego, co oferuje internet. Oficjalnie tego typu narzędzia są przed rząd zwalczane, w praktyce jednak nie ma problemu z dostępem do nich.

Media tradycyjne są w pełni kontrolowane przez rząd. Mam jednak wrażenie, że jeśli ktoś chce dotrzeć do krytycznych wiadomości o rządzie, to nie ma z tym większego problemu.
Industria, przemysł, gospodarka
Swego czasu głośno było o tym, że w Chinach zakazano emisji filmu o Kubusiu Puchatku, ponieważ jego wizerunek został kilkakrotnie użyty dla satyrycznego przedstawienia prezydenta Chin. Czy zetknął się pan z podobnymi, równie groteskowymi sytuacjami?

Rzeczywiście coś takiego miało miejsce. Wcześniej zresztą zakazano Świnki Pepy znanej z kreskówek, bo stała się ona symbolem społeczeństwa obywatelskiego w Chinach i zaczęła pojawiać się na różnego rodzaju gadżetach i koszulkach. Ostatnimi czasy też niechętnie spogląda się na alpaki, które są symbolem wolnego internetu.

Koreańczycy też mają swoje „Korony królów”

Społeczeństwo południowokoreańskie przeszło długą drogę od niskiej samooceny do dumy narodowej.

zobacz więcej
Jaką widzi pan przyszłość dla Chin w perspektywie 5, 10 lat?

Trudno o takie przewidywania w dzisiejszym, nieprzewidywalnym świecie. Pomyślność Chin zależy od tego, czy uda się im przestawić z gospodarki opartej na taniej sile roboczej i byciu na bakier z prawami własności intelektualnej oraz środowiskiem na gospodarkę kreatywną i innowacyjną. Dużo zależy też od tego, jak rząd podejdzie do sprawy podnoszenia jakości życia Chińczyków. Na razie panuje dytkat utrzymania wzrostu PKB. Osobiście jestem sceptyczny co do tego, że Chiny będą rosły w podobnym tempie jak dotąd. Jest to spowodowane dość sporym zadłużeniem, niekorzystną strukturą demograficzną i wieloma problemami wewnętrznymi. Nie sądzę też, żeby zmienił się model polityczny Chin, myślę, że będzie się on raczej cementował, niż liberalizował.

Państwo Środka będzie bardziej aktywne na scenie międzynarodowej, ale skupi się zapewne raczej na obszarze Azji i Pacyfiku. Chiny zasadniczo patrzą na świat z perspektywy wspólnych interesów, a nie wspólnych wartości, dlatego sądzę, że nie będą formowały ponadnarodowych sojuszy, a jedynie doraźne „związki” w celu osiągnięcia konkretnego celu.

– rozmawiał Michał Chudoliński

Marek Dzikowicz jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Swoją karierę związał z nieruchomościami. Przez kilka lat pracował w Chinach dla jednego z zamkniętych funduszy inwestycji w nieruchomościach, realizując projekty w takich krajach jak Portugalia, Hiszpania, Cypr, Irlandia.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Chiny idą po świat
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Międzynarodowa pomoc humanitarna rujnuje
Antony Loewenstein: Pomoc humanitarna jest jednym z elementów neokolonializmu. W obecnej formie uzależnia odbiorców od darczyńców.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Ksiądz jest jak samolot
Kościół to szpital, w którym leczą chorzy lekarze – cytuje papieża ks. dr Bogusław Nagel, krajowy duszpasterz Apostolatu Modlitwy za Kapłanów Margaretka.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Do UE wchodzi się na zasadach Brukseli i wychodzi na jej zasadach
Dariusz Rosiak: Ponieważ Polaków można było obrażać bez posądzenia o rasizm, sporo wycierpieli. Stali się symbolem zagrożenia falą imigrantów z Europy Wschodniej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Zaczęliśmy się wstydzić smutku i cierpienia
Jan Jakub Kolski: UB trzy razy wykopywało wuja z grobu, żeby sprawdzić, czy na pewno nie żyje. Dziadkowie musieli na to wszystko patrzeć.
Rozmowy wydanie 30.11.2018 – 7.12.2018
Zjadał płazy, gady, larwy owadów i padlinę
Marek Konarzewski, biolog: Nadal gustujemy w wędlinach tzw. dojrzewających, gdzie pracują enzymy uruchamiane po śmierci organizmu zwierzęcego.