Historia

Nominowany do Nobla Polak, którego nikt nie zna

Od nominacji doktora Wojciecha „Ala” Krotoskiego do medycznego Nobla minęły trzy dekady, a nie doczekał się on nawet hasła w Wikipedii. Jego odkrycia są dziś wykładane na każdym uniwersytecie medycznym na Ziemi. Choć nikt przy tej okazji nie wymienia jego nazwiska. Tymczasem 23 kwietnia w Afryce zaczęto podawać dzieciom pierwszą na świecie szczepionkę przeciw malarii, której twórcy skorzystali także z prac Polaka.

Bez niego nie byłoby tranzystorów, komputerów, smartfonów... Przywrócona cześć Jana Czochralskiego

1 września 1939 roku okazuje się, że Czochralski nadal jest Niemcem. W dokumentach ma na imię Johann.

zobacz więcej
Czasem mam wrażenie, że popularyzując naukę czegoś czytelników uczę, ale i ja od nich dowiaduję się wielu ważnych rzeczy. Tak było w przypadku moich licznych działań dotyczących malarii i w związku z nimi dostałam pewnego razu list od pani Ewy Waliszewskiej. To bowiem jej wuj, dr Wojciech „Al” Antoni Krotoski odkrył, dlaczego malaria ciągle ma nawroty.

Opowieść o nim wydała mi się piękna i ważna. Zwłaszcza, że ten wybitny uczony i wielki Polak nie ma nawet hasła w Wikipedii. Czyli, z punktu widzenia młodzieży szkolnej, to jakby nigdy nie istniał. A poznanie życia i dzieła tego zmarłego w 2016 roku amerykańskiego uczonego o polskim pochodzeniu i polskim sercu, dałoby im szansę na spotkanie z wyjątkową osobą, której odkrycia są dziś wykładane na każdym uniwersytecie medycznym na naszej planecie. Choć nikt przy tej okazji nie wymienia jego nazwiska.

A tu akurat nadarzałaby się wspaniała okazja. 23 kwietnia 2019 roku bowiem, gdyby Krotoski żył, to z pewnością skakałby z radości i byłby nieocenionym w swej fachowości i przystępności wykładu komentatorem wielkiego, miejmy nadzieję, przełomu w walce z malarią. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) właśnie wtedy rozpoczęła pilotaż „polowy” pierwszej na świecie szczepionki przeciw malarii, dostosowanej dla dzieci. Najpierw jej darmowa dystrybucja odbywa się w Malawi, ale wkrótce będzie już w Ganie i Kenii. Szczepionce mają towarzyszyć również moskitiery i insektycydy, sama bowiem z pewnością nie rozwiąże problemu.
Wydawanie lekarstw pacjentom specjalnej kliniki malarycznej w Sittwe w Birmie, 4 maja 2009 r. Większość leczonych należy do muzułmańskiej mniejszości Rohingya – fizycznie, językowo i kulturowo podobnej do Południowych Azjatów, w szczególności ludu Chittagonian z Bangladeszu. Rząd Birmy wydaje tylko 0,3% produktu krajowego brutto na zdrowie, najmniej na świecie, wynika z badania UNDP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju 2008). Fot. Paula Bronstein/ Getty Images
Szczepionka pochodzi z laboratoriów brytyjskiej firmy farmaceutycznej GSK i jeśli chodzi o skuteczność, niestety daleka jest od ideału. Dla swej 40-procentowej skuteczności ochronnej wymaga aż czterech dawek dla każdego dziecka. W warunkach medycyny afrykańskiej to wielkie wyzwanie i bez WHO w ogóle nie można byłoby myśleć o jego podjęciu. A program pilotażowy ma trwać, jeśli nie będzie wyraźnych przeszkód, cztery lata i objąć 360 tys. dzieci rocznie. W Afryce rokrocznie na malarię umiera ich ćwierć miliona.

Preparat nie ma jeszcze licencji, a jedynie opinię Europejskiej Agencji Leków, zaś cały program pilotażowy w warunkach polowych, który następuje po wieloletnich szczegółowych badaniach klinicznych, skonstruowano tak, by odpowiedział na trzy podstawowe pytania. Po pierwsze, czy tę szczepionkę w ogóle da się zastosować w warunkach afrykańskich (logistyka, przechowywanie w schłodzeniu, aż 4 niezbędne dawki podawane w terminach nie skojarzonych z innymi szczepieniami etc). Po drugie, czy pojawią się przy tej okazji – jak stało się to niedawno w przypadku szczepionki przeciw wirusowi denga, testowanej na Filipinach – jakieś niezaobserwowane w badaniach klinicznych problemy z bezpieczeństwem preparatu dla zdrowia i życia. I wreszcie, czy realnie obniża ona śmiertelność dzieci ze względu na malarię. Teoretyczne wyliczenia mówią, że szczepiąc nią 200 dzieci powinniśmy ocalić jedno życie i dużo, dużo zdrowia.

Nad tą pierwszą w historii szczepionką przeciw pasożytowi (pozostałe są przeciw bakteriom i wirusom) pracowano ponad 30 lat. Zaczęto dokładnie wtedy, gdy dr. Krotoskiego nominowano do Nagrody Nobla. Malaria była bowiem wówczas i jest teraz największym wyzwaniem dla współczesnej medycyny chorób zakaźnych.

Jeden z jej pogromców, Wojciech Krotoski przyszedł na świat 20 czerwca 1937 roku w Rydze, gdzie jego ojciec Ludwik był charge d'affaires polskiego konsulatu. Był najmłodszym z trójki rodzeństwa. Cała rodzina w przededniu wojny znalazła się w Polsce, w oczekiwaniu na nową misję dyplomatyczną dla ojca. Gdy na Warszawę już leciały bomby, udało im się zbiec do Londynu, gdzie Ludwik podjął ponownie służbę w polskiej dyplomacji dla Rządu RP na Uchodźstwie.
Konferencja Jałtańska skończyła się dla Krotoskich tym, że w 1949 roku przyjęli obywatelstwo brytyjskie, a potem natychmiast wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie obywatelstwo przyznano im sześć lat później.

Dla przyjaciół: „Al”

Kariera naukowa Wojciecha Krotoskiego, nazywanego „Alem” od czasu jezuickiej szkoły średniej w Los Angeles, zaczęła się bardzo wcześnie. Zdolny „młody Polak” podjął studia na uniwersytecie kalifornijskim (UCLA) już jako 15-latek. W 1960 r. uzyskał licencjat z bakteriologii.

Nobel za lalkę Voodoo znienawidzonego szefa! Przepraszam: Ig Nobel

Prowadzi się badania na pierwszy rzut oka absurdalne. Nie napinajcie się tak, to tylko i aż nauka.

zobacz więcej
Następnie rozpoczął studia medyczne na UCLA, które ukończył w 1968 roku, uzyskując stopień doktora mikrobiologii i immunologii oraz lekarza medycyny. Ze względu na zainteresowanie medycyną tropikalną, zapisał się na staż w Gargas Hospital w Panamie. Gdy powrócił do USA, podjął pracę w Narodowych Instytutach Zdrowia w Chamblee (Georgia) i rozpoczął badania nad malarią.

W 1972 roku, jako jeden ze szpitalnych lekarzy-rezydentów w San Francisco, podjął mający trwać rok staż z medycyny tropikalnej w Południowo-Wschodniej Azji, Indiach i Afryce. Dzięki istniejącemu wikipediowemu hasłu na temat jego córki „Aleks” Krotoski, znanej dziennikarki jednego z wiodących brytyjskich pism „The Guardian”, możemy się dowiedzieć, że to właśnie podczas tej, znacznie przedłużonej podróży badawczej przyszła ona na świat. Dokładnie w Kuala Lumpur. Jej mamą była ówczesna żona (małżeństwo zostało później anulowane przez Stolicę Apostolską) i wieloletnia współpracowniczka badań Wojciecha Krotoskiego, pani Danuta z d. Gwoździowska.

Po ukończeniu rezydentury „Al” uzyskał w Szkole Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley stopień magistra epidemiologii. W 1975 r. dostał skierowanie do szpitala w Nowym Orleanie, gdzie miał powołać do życia ośrodek badawczy zajmujący się medycyną tropikalną.

Odbył wiele podróży służbowych w rejony chorób tropikalnych, a karierę naukową zakończył w roku 1995 w Narodowym Centrum Badań nad Trądem w Carwille, gdzie osiągnął pozycję dyrektora ds. medycznych. Piękną karierę naznaczyło autorstwo 55 prac badawczych, współautorstwo publikacji książkowych, niezliczone wykłady, prezentacje naukowe i kursy. A na emeryturze nadal był naukowym konsultantem ds. chorób tropikalnych w Nowym Orleanie i Baton Rouge (Luizjana).

„Za kluczową rolę w odkryciu…”

Badania, za które dr Krotoskiego spotkał w roku 1989 wielki honor nominacji noblowskiej, rozpoczął dziewięć lat wcześniej. Wtedy to – wraz z prof. Percy Cyril Claude Garnhamem i innymi współpracownikami z Imperial College w Londynie – ustalił, że przyczyną nawrotów malarycznych są tzw. hypnozoity. Cóż to takiego?
Rzecz ujmując najprościej, to niejako uśpione, niewykazujące bardzo aktywnego metabolizmu formy zarodźca malarii, które zasiedlają wątrobę chorej osoby. Ich obecność ułatwia malarii przetrwanie leczenia i wznowę zakażenia. Warto przy okazji wrócić na chwilę do cyklu życiowego tego zabójczego pasożyta, którego uczono nas w liceum. Skomplikowanego, wieloetapowego procesu przebiegającego w ciele dwóch różnych żywicieli – komara i człowieka – a pozwalającego zarodźcowi skutecznie zakażać i zabijać miliony ofiar. Cyklu, którego rozszyfrowaniu, obok kilku innych, poświęcił swe życie i polski uczony.

Wielkie oszustwa. Nauka bywa nie tylko areną wiekopomnych odkryć…

Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.

zobacz więcej
W 1989 roku Nagroda Nobla powędrowała po połowie do Johna Michaela Bishopa i do Harolda Elliota Varmusa „za odkrycie komórkowego pochodzenia onkogenów retrowirusowych”. Czyli badania nad molekularnymi przyczynami powstawania raka. Cóż, bywa trochę tak, że Komitet Noblowski częściej troszczy się o medycynę krajów wysoko rozwiniętych, niż o badania w zakresie chorób dziesiątkujących kraje biedne.

Czy to bowiem nie dziwne, że na chorobę opisywaną przez medycynę starożytnego Egiptu a już wcześniej zabijającą, wywoływaną przez znany od ponad wieku czynnik zakaźny – zarodźca z rodzaju Plasmodium, w XXI wieku nadal nie ma skutecznej szczepionki? I pozostaje nam jedynie żywić nadzieję, że właśnie rozpoczęty pilotaż polowy pierwszej na świecie, przeznaczonej dla dzieci szczepionki przeciwpasożytniczej okaże się sukcesem?

Zarodziec jest trudny we wszystkim. Hodowli, pozyskiwaniu białek czy DNA, rozpracowywaniu jego przemian. Zarodziec zmienia skórę (skomplikowana białkowo-tłuszczowa błona, pokrywającą jego jednokomórkowe ciało) dosłownie jak kameleon. Dlatego właśnie nasz układ odporności, biegnąc za nim i próbując go zniszczyć, goni w piętkę. W dodatku, jak odkrył dr Krotoski, zarodziec umie się w naszym organizmie ukryć przed lekami i przyczaić. Każde działanie na Plasmodium to wyzwanie. Dlatego dysponujemy zaledwie (a może aż?) dwiema „szczepionkami”, ale żaden z preparatów nie przekracza skuteczności ochronnej 40 procent, zwłaszcza w przypadku dzieci. A to one są najbardziej zagrożone nie tylko samą chorobą, na którą zapada co roku 200 mln ludzi, ale przede wszystkim śmiercią następującą w jej wyniku.


Ta ogromna liczba zachorowań to także skutek tego, że wspomniane preparaty są drogie i nie są powszechnie dostępne dla ludzi zamieszkujących Afrykę czy te części Azji, w których szaleje malaria. Szczepionki zaś, nad którymi bezskutecznie pracuje się od kilkudziesięciu lat, muszą działać w warunkach medycyny niemalże polowej.

Pewien brytyjski profesor, wykształcony w owym współpracującym z Wojciechem Krotoskim laboratorium w Imperial College w Londynie, powiedział mi kiedyś na jakiejś gigantycznej konferencji epidemiologicznej, że gdybyśmy wydali 1 funta dziennie na każdego chorego na malarię, to ta choroba już dawno by nie istniała. Bardzo być może.

Będą zabijać 10 milionów ludzi rocznie. Odporne na leki Czerwone Królowe – superbakterie

Antybiotyk musi być cudowny jak woda z Lichenia, a skuteczny jak piorun kulisty. Nadużywając go, gotujemy sobie los dinozaurów. Niebawem zabraknie skrótów na określenie dziadostwa, które możemy „złapać”, a którego nie będzie czym zabić.

zobacz więcej
Może do tego potrzeba czegoś więcej – takiego serca i zaangażowania, jakie miał profesor Krotoski, by badać malarię i trąd. Choroby dalekich i biednych rejonów świata.

Jak napisała w liście Pani Ewa, „mimo wieloletniego życia na emigracji i małżeństwa z Amerykanką, wuj świetnie mówił po polsku i ilekroć bywał w Europie, zawsze przyjeżdżał do Polski. Gdy zmarł w 2016 roku, przekonaliśmy się, jak niezwykle skromną był osobą. Dopiero z listu nadesłanego nam wówczas przez amerykańską rodzinę, dowiedzieliśmy się o jego nominacji do Nagrody Nobla z Medycyny i Fizjologii w roku 1989”.

Oddany katolik, zaangażował się z wielką mocą w działania organizacji obrońców życia, gdzie był liderem na poziomie stanowym, w Luizjanie. Służył także w swej parafii jako nadzwyczajny szafarz Eucharystii. Działał w organizacjach polonijnych i materialnie wspierał ich prace.

Często w swoich tekstach na temat malarii zadaję pytanie: czy za prace nad zwalczaniem tej zabójczej choroby będzie wreszcie Nagroda Nobla? Okazuje się, że była taka szansa. I że byłby to Nobel polski.

– Magdalena Kawalec-Segond,
biolog molekularny i mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Źródła: nekrolog Wojciecha Krotoskiego oraz artykuły Malaria po polsku i Rozpoczyna się kluczowy test eksperymentalnej szczepionki przeciw malarii
Zdjęcie główne: Artysta Luke Jerram przygląda się klejnotowej rzeźbie zarodźca malarii na wystawie Glass Microbiology w centrum nauki At-Bristol, 3 lutego, 2017 roku, Anglia. Fot.: Matt Cardy/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od cebulek tulipanów po kredyty hipoteczne
Czy po 90 latach od Czarnego Czwartku świat czeka kolejny krach finansowy? Dziś wywołać go mogą kryptowaluty.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Kuroń stał się dowódcą armii pacyfikującej społeczny bunt
Słyszałam, że wziął kartkę i rysował strzałki, kierunki natarcia policji, rozlokowanie sił, które miały rozpędzić strajkujących – wspominała Janina Paradowska.
Historia Poprzednie wydanie
Bardziej Polak niż komunista – Gomułka w październiku ‘56
Jedyna w PRL radziecka interwencja zbrojna rozpoczęła się ćwierć wieku przed grudniem 1981 r.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała
Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Tydzień solidarnego głodowania
Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.