Historia

Słońce, które leczy. Zaleszczyki - jak rodził się mit kurortu

Ktokolwiek wpadł na pomysł, by w przeciętnym miasteczku bez morza, gór, jezior, lasów, wód mineralnych sączących się z ziemi i na dodatek bez zabytków założyć modny kurort, był wizjonerem. Sztukmistrzem, który z pustego kapelusza potrafi wyciągnąć żywego królika. Do tego z czerwoną muszką…

Fragment książki „Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Czarne.

„Ach! Przed wojną to było cudowne miasto. Wszystko tam było. To był raj. I przyjeżdżali z całej Polski” – Jadwidze Zappe błyszczą oczy na wspomnienie miejsca, w którym jej rodzina miała pensjonat Słoneczna.

Co zatem w Zaleszczykach jest, skoro niczego nie ma? Podobno temperatura. „Gorąco, gorąco, gorąco!” – entuzjazmuje się „Przegląd Uzdrowiskowo­Turystyczny”. Pięćdziesiąt sześć stopni w cieniu nie pozwala autorowi zdobyć się na suche fakty. „Wszystko mokre. Topi się i paruje, rozlewa i daje nurka w Dniestrze”. Jeśli wierzyć przewodnikom i folderom, sezon zaczyna się tu już w połowie marca, a kończy dopiero w październiku.

Przypominamy sobie o tym, kiedy pod koniec kwietnia docieramy do Zaleszczyk. Jest siedem stopni – jeszcze w Tarnopolu termometr w samochodzie wskazywał dziewięć. Mży zmarznięty deszcz. Zakładamy czapki, szaliki, podpinki do kurtek. Brak rękawic daje się we znaki. Nabieramy lekkiego dystansu do lektur o Zaleszczykach. Zimno, zimno, zimno!
Przed dworcem kolejowym w Zaleszczykach. W pierwszym szeregu od prawej: wojewoda tarnopolski Kazimierz Moszyński, generał Daniel Konarzewski, generał Ferdynand Zarzycki, starosta zaleszczycki Józef Krzyżanowski. Fot. NAC/Baumer M./IKC
Brud, czosnek, zaduch

Przed II wojną światową do Zaleszczyk drogą lądową można się dostać tylko od strony Tarnopola. Zakole, które robi w tym miejscu Dniestr, czyni z miasta półwysep nazywany zaleszczyckim rondlem.

Granica z Rumunią biegnie korytem rzeki. Po I wojnie Rumuni zajmują Bukowinę i południowo­wschodnią część Galicji. Wojsko Polskie wkracza do Galicji Wschodniej. Ponieważ w miastach południowo­wschodniej Galicji mieszka wielu Polaków, Rumuni przekazują te terytoria Polsce.

W sierpniu 1919 roku zapada decyzja, że granica przebiegnie śladem dawnej, wewnątrzaustriackiej – między Bukowiną a Galicją. Na Dniestrze powstaje przejście Zaleszczyki–Crisciatec. Stawia się szlabany, buduje drewniane budki dla strażników. Tyle.

Jeszcze w 1927 roku łódzka dziennikarka o pseudonimie Jotsaw urządza sobie wycieczkę do pięciu coraz bardziej popularnych miejscowości. Odwiedza Worochtę, Żabie, Jaremcze, Kuty i Zaleszczyki. Z urlopu zdaje relację w książce „Z Łodzi do Wschodnich Karpat”. Gwóźdź programu w Jaremczu – wodospad na Prucie – nie robi na niej wielkiego wrażenia. „Ładny, rzeczywiście, choć niewielki”. Hotel w Kutach nieco rozczarowuje: mały pokoik na piętrze, umeblowanie prymitywne, łóżko z siennikiem i umywalnia z dużą, ciężką drewnianą konwią. Wszystko to za cztery złote, ale czysto.

Natomiast Grand Hotel w Zaleszczykach, tańszy o złotówkę, to kwaterunkowa porażka. Jest brudny. „Wszędzie zapach czosnku. Niedobrze mi”. Nazajutrz rano z okna o brzydkich firaneczkach dziennikarkę wita panorama miasta – też brzydka. Na ulicy pył i małomiasteczkowy zaduch.

Jedyne, co robi na niej wrażenie – Jotsaw przyjeżdża wiosną – to wspaniała pogoda i włoskie niebo. Kobieta z uznaniem stwierdza: jest gorąco!

Gorączka

Rzeczywiście, połowa lat dwudziestych to czas, gdy Zaleszczykom co chwila mierzą temperaturę, jak choremu w malignie. Przy Zakładzie Ogrodniczym profesor doktor Edward Stenz, geograf i meteorolog z Gdańska, zakłada stację meteorologiczną. Nie byle jaką, bo wyposażoną w solarymetr – przyrząd do mierzenia promieniowania słonecznego.

Druga Gdynia czy wielki blef II RP?

Józef Mackiewicz: „Druja wygląda strasznie. Domy są oberwane, jak stare żebraczki. Na rynku stoją gmachy bez okien, dachów, ruiny tutejszego mieszczaństwa. Otóż przyszły port zamienić ma tę Druję w Eldorado handlu”.

zobacz więcej
Z pomiarów wynika, że inne miejscowości nie mogą się równać z Zaleszczykami. Gdy bowiem w Poroninie w lipcu jest średnio 15,3 stopnia Celsjusza, w Wilnie 18,3, a w Poznaniu 18,7, to w Zaleszczykach – całe 21 stopni! W październiku w Poroninie odnotowuje się 6,3 stopnia Celsjusza, w Wilnie 6,2, w Poznaniu 8,2, a w Zaleszczykach – 9,6. Toż to prawie tyle co w Kiszyniowie czy Konstancy!

A dodać należy, że miesiące, w których dokonano pomiarów w roku 1926, były stosunkowo chłodne.

W 1927 roku starostą zaleszczyckim zostaje Józef Krzyżanowski, brat filozofa Juliusza Krzyżanowskiego, wybitny samorządowiec. Był już burmistrzem Trembowli, dyrektorem magistratu w Tarnopolu i starostą powiatowym w Kopyczyńcach.

Postanawia wykorzystać gorączkę wokół Zaleszczyk. Zaczyna lobbing w kołach lekarskich. Już wcześniej z pomocą przychodzi mu urodzony w pobliskich Brzeżanach doktor Antoni Sabatowski, który zna Podole jak własną kieszeń, na dodatek jest balneologiem, pracuje na wydziale klimatologii i hydrologii lekarskiej Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Kwitną sady morelowe

Doktor Antoni, jak go nazywają, o lecznictwie uzdrowiskowym wie wszystko. W 1923 roku pisze pracę „Klimatoterapia oraz hydroterapia ogólna i zdrojowiskowa z opisem polskich uzdrowisk”, dzieło, które przynosi mu habilitację i za które dostaje nagrodę. „Dwie są przyczyny, które mię tłumaczą, że pokusiłem się o skreślenie krótkiego zarysu leczenia klimatycznego i wodolecznictwa ogólnego. Są to z jednej strony ogromne zmiany, które w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zaszły na polu terapii w ogóle, a w szczególności tych sposobów leczenia, a z drugiej strony nowa epoka otwierająca się dla polskiego lecznictwa w odrodzonem naszym państwie” – pisze.

Klimatoterapia daje pracę rzeszom lekarzy i przedsiębiorców, szansę na rozwój lokalnej społeczności, chorym zdrowie lub lepsze samopoczucie. Same zyski. Doktor dużo miejsca poświęca słońcu, które „wywiera przemożny wpływ na bilans wielu pierwiastków w ustroju”.
Zaleszczyki, pochód dożynkowy w październiku 1938. Fot. NAC/"POL"/IKC
Wśród wykazu miejscowości uzdrowiskowych wymienia Zaleszczyki. „Wiosenna i jesienna stacja klimatyczna” – pisze. Opis zachwalający walory miejscowości jest jak wyjęty z przewodnika turystycznego. Że klimat ciepły, że owoce tu nawet południowe, w okolicy wiele jaskiń i zabytków, pałac w Czerwonogrodzie i że najpiękniej tu wiosną, gdy kwitną sady morelowe.

Afryka nad Dniestrem

Łatwo jest o pokoje, aprowizacja też łatwa, kilku lekarzy, apteka, szpital. „Budowanie pensjonatów i will oraz reklama są niezbędne, ale też będą zyskowne” – zachęca doktor. O schorzeniach, które warto tu leczyć, milczy.

Wzmiankę o Zaleszczykach czyni także profesor Ludomił Korczyński w „Charakterystyce i geografii klimatu Polski”, artykuły publikuje doktor Edward Stenz. To wystarczy, by koła lekarskie uznały Zaleszczyki za miejsce, w którym można leczyć siłą usłonecznienia. Kuracji mają się poddawać przede wszystkim gruźlicy.

Powoli wszyscy zaczynają utwierdzać się w przeświadczeniu, że Zaleszczyki zawsze miały widoki na miejscowość klimatyczną, ale monarchia austriacka faworyzowała własne kurorty na południu lub nadmorskie, Meran czy Abację, spychając w kąt te leżące dalej na północy niczym kopciuszka. Aż wreszcie wybiła pełna godzina i kopciuszek został odkryty.

Sporadyczni letnicy powtarzają anegdotę o tym, jak generał Mieczysław Norwid­Neugebauer, inspektor armii, przyjechał do Zaleszczyk na zakończenie roku w szkole podoficerów. Usmażony naddniestrzańskim słońcem, miał zawołać: „Ależ u was Afryka!”.

Płatne urlopy

Wniosek o uznanie Zaleszczyk za uzdrowisko, złożony jeszcze zapewne w 1927 roku przez władze miasta, trafia na podatny grunt. Czas po I wojnie w całej Europie sprzyja rozwojowi turystyki. Rośnie także popularność sportu. Fizyczną krzepę buduje ruch. Górskie wycieczki, żeglarstwo, pływanie, tenis, siatkówka, taniec. Najprzyjemniej to robić tam, gdzie jest pięknie, można zwiedzać zabytki i zawierać nowe znajomości.

Winne dożynki w Zaleszczykach

W czasach II RP na Kresach kwitło polskie winiarstwo.

zobacz więcej
Na dodatek od 1922 roku Polska ma jedną z pierwszych w Europie i jedną z nowocześniejszych ustawę o płatnych urlopach. Zatrudnieni w przemyśle i handlu mają prawo do ośmiu dni wypoczynku, a po trzech latach pracy – do piętnastu. Tyle pracownikom umysłowym przysługuje już po pół roku pracy. Po roku mają miesiąc wolnego. Na wyjazd może więc sobie pozwolić nie tylko arystokracja i bogate mieszczaństwo, ale także inteligencja, a nawet rzemieślnicy.

Władze II RP odkrywają zalety modnej na Zachodzie turystyki. Jej krajową specyfiką jest to, że podróże mają integrować naród, który dopiero co wyzwolił się spod trzech zaborów. Polacy mają poznawać nieznane rejony własnego kraju, tę część Polski, która do tej pory była dla nich za-granicą.

Na jednej liście z Zakopanem

W 1922 roku Sejm przyjmuje ustawę o uzdrowiskach. Za uzdrowisko uznaje miejscowości posiadające cieplice lub zdroje lecznicze, stacje klimatyczne, kąpieliska morskie. O tym, komu zostanie przyznany taki status, decyduje rząd na wniosek ministra zdrowia.

Gra o nazwę uzdrowiska dla Zaleszczyk okazuje się mistrzowskim posunięciem. Być na jednej liście z tradycyjnymi kurortami – to jest coś!

Niekwestionowaną pozycję numer jeden ma Zakopane. Popularne zarówno w lecie, jak i w zimie. Pensjonaty, hotele, schroniska rozbudowują się tam już od XIX wieku, kiedy to miejsce uczynili modnym młodopolscy artyści. W Zakopanem bywają wszyscy. „Szlagony z kresów lub z Poznańskiego, aferzyści. Radziwiłłowie, zwodowi taternicy. Boy z Makuszyńskim, przemysł i handel, inteligencja, studenteria, suchotnicy, górale – wszystko mieszało się na Krupówkach”– pisze Witold Gombrowicz.

W Zakopanem są Witkacy, widok na Giewont, droga do Morskiego Oka i lokal brydżowy u Trzaski. Tu przesiaduje Marian Dąbrowski, poseł na Sejm, magnat prasowy, właściciel „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, odznaczony wraz z Kornelem Makuszyńskim za zasługi dla propagowania Tatr. Tu przygrywa do tańca jazzband.

Piękna Włoszka Rita Sacchetto tańczy w lokalach, a zakochany rzeźbiarz August Zamoyski usidla ją postrzałem w nogę. Twierdzi, że pistolet wypalił przypadkowo. Rita wybacza, zostaje jego żoną, zakłada w uzdrowisku szkołę tańca. Latem Zakopane organizuje wyścigi samochodowe do Morskiego Oka.
Zaleszczyki, fragment "plaży słonecznej" nad Dniestrem, pierwsza połowa lat 30. XX wieku. Fot.NAC/M. Baumer, Zakład Fotograficzny w Zaleszczykach/IKC
Swoboda, góry, lasy

Są też wyścigi konne: „Kobiety piękne, w bogatych futrach zarzuconych na ramionach, stały na mokrych ławkach i klaskały mocno, gdy jakiś ułan przelatywał im przed nosem. Dąbrowski w beżowym płaszczu, czasem Dobija z cygarem w zębach, Jamontt, prezes Związku Właścicieli Hoteli i Pensjonatów, burmistrz i inni wielcy obijacze mieszali się z tłumem pomniejszych widzów”.

Standard pokoi w odnowionym hotelu Morskie Oko to: bieżąca woda, telefony w pokojach, wykwintna kuchnia, orkiestra w sali obiadowej i dwie orkiestry popołudniami. Oraz sala brydżowa. „Takiej zabawy, jaka czasem wybuchała nad ranem w zakopiańskich lokalach, nie zdarzyło mi się nigdy oglądać gdzie indziej” – wspomina Gombrowicz.

Najelegantszą salę dancingową ma Bristol. Przed hotelem stoją rzeźby lodowe. Książę Bernhard von Lippe­Biesterfeld i księżna Juliana, następczyni holenderskiego tronu, spędzają tu podróż poślubną. W Bristolu odbywa się urządzany przez Mariana Dąbrowskiego bal prasy, na który zjeżdża elita z Warszawy i Krakowa.

Gruźlica, romanse, kultura i FIS

W lutym 1939 roku w Zakopanem rozegrano ostatnie przed wojną Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym. Wiele medali zgarnęli reprezentanci Niemiec ze swastykami na piersiach. To był koniec magicznego międzywojnia w sercu Tatr. Jak rodził się czar kurortu pod Giewontem?

zobacz więcej
Z Zakopanem konkuruje Krynica – uzdrowisko z tradycją również sięgającą XIX wieku, mające do zaoferowania wody mineralne prawie na każdą dolegliwość. Państwo polskie inwestuje tu w skocznię narciarską na Krzyżowej Górze, lodowisko do hokeja i tor saneczkowy. Rozbudowuje się Stary Dom Zdrojowy, wznosi kamienne bulwary nad malowniczą Muszynką.

Od 1928 roku miasto ma kanalizację i oczyszczalnię ścieków. Krynica oferuje „pierwszorzędne leczenie, życie towarzyskie, przyjemności, a równocześnie swobodę, góry i lasy”.

Fifki nad morzem

Posmak nowości mają też kurorty nad Bałtykiem – małe miejscowości z Zatoki Puckiej, takie jak Hel, Jastarnia, Hallerowo, czyli Władysławowo, mające dostęp do morza. Jastrzębia Góra jest kurortem eleganckim. Niemiecki Sopot pozostaje w granicach Wolnego Miasta Gdańska.

W 1928 roku żydowski przedsiębiorca Mojżesz Lewin zakłada spółkę Uzdrowisko Jurata i czyni z tego miejsca raj dla bogatych. W latach trzydziestych „Jurata była wówczas najelegantszą, ale też najbardziej snobistyczną miejscowością na Bałtykiem”.

A Lido w Juracie – najelegantszym i najdroższym lokalem całego wybrzeża. Tu bawią się Eugeniusz Bodo, Tola Mankiewiczówna i Jadwiga Smosarska. Panie noszą modne spodnie z rozszerzanymi nogawkami. Prowadzą konwersacje, dymiąc przy tym papierosami trzymanymi w długich bursztynowych fifkach.

Jednak luksusowych miejsc wypoczynku jest w Polsce mało. Dąbrowski utyskuje na pensjonaty, które mają do zaoferowania wygodę jak na więziennej pryczy. Maja i Jan Łozińscy, autorzy książki o przedwojennych kurortach, piszą: „Powszechny był brak toalet i łazienek, higienicznie prowadzonej kuchni, fachowej obsługi”.

Z tej szansy skorzystają Zaleszczyki.

– Agnieszka Rybak, Anna Smółka
„Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP”, wyd. Czarne 2018.
Powyższy tekst to fragment książki „Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP” autorstwa Agnieszki Rybak i Anny Smółki, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Czarne. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
Zdjęcie główne: Zaleszczyki, rok 1939, fragment "plaży cienistej" nad Dniestrem. Po lewej stronie duży termometr. Fot. NAC/Fot-Pol Zaleszczyki/IKC
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje
Sowieckie służby specjalne nie tylko utajniły prawdę o skażeniu. Skutecznie podsuwały też zachodnim dziennikarzom fałszywe dane podmieniając próbki gleby i podstawiając swoich agentów jako zwykłych obywatelki.
Historia Poprzednie wydanie
Laskowikowi nie dali rady. Cenzorzy w Opolu
Agnieszka Osiecka musiała w swoim tekście podwyższyć kwotę zarobków polskiego obywatela. Maryla Rodowicz śpiewając „Był sobie król” rzekomo drwiła z Breżniewa, a „Wielką wodą” – z klęski żywiołowej.
Historia Poprzednie wydanie
Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Jak...
Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.
Historia Poprzednie wydanie
Żałosne indywiduum czy człowiek honoru i bohater?
Nastroje wrogości, podburzanej przez jego przeciwników, groziły linczem Skrzyneckiemu i jego żonie Amelii. Dwie twarze generała.
Historia wydanie 7.06.2019 – 14.06.2019
Szykowali chemiczny atak na Polskę
Wycinali marynarzom w kombinezonach otwory, sprawdzając, jak skóra będzie reagować na zabójcze substancje. Broń testowano w mieście, które dziś słynie z wynalezienia morderczej trucizny: nowiczoka.