Rozmowy

Tu mówi się powszechnie po rosyjsku, a Moskwa jest dla wielu osób centrum świata

Zaskakuje mnie jednak tempo powrotu do dawnych tradycji. Nosząca się „po europejsku” krótkowłosa pani historyk, świetnie wykształcona i znająca Europę, nie wyobraża sobie żeby jej córka nie nosiła włosów bardzo długich, z wplecionymi w nie, tak jak dawniej, ciężkimi ozdobami – mówi Wojciech Górecki, reportażysta, autor książki „Buran. Kirgiz wraca na koń”.

TYGODNIK.TVP.PL: Przemierzanie granic w Azji Centralnej nauczyło pana, że nie przebiegają one do końca między państwami...

WOJCIECH GÓRECKI:
Pojęcie narodu, które znamy, jest europejskie i nie do końca pasuje do opisu sytuacji w tamtym regionie świata. Najogólniej mówiąc, mamy tam do czynienia z potomkami koczowników i z przedstawicielami ludów osiadłych. Z dawnymi nomadami górskimi — Kirgizami, stepowymi – Kazachami oraz pustynnymi — Turkmenami, a z drugiej strony – z Uzbekami i perskojęzycznymi Tadżykami.

Obecne granice, które wytyczono w czasach radzieckich, w latach 30. XX wieku, poszatkowały jednolitą dawniej przestrzeń jak szachownicę. Gdyby ruszyć ze środkowego Tadżykistanu na północ, trzymając się korytarza pomiędzy 70. a 71. południkiem, po drodze cztery razy przejeżdżalibyśmy przez Uzbekistan i cztery razy przez Kirgistan, a także cztery razy wjeżdżali ponownie do Tadżykistanu. Wszystko na odcinku trzystu kilometrów.
Turkmeński weteran Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Guwancz Myratliew przed meczetem poświęconym Turkmenbarszy (pierwszemu prezydentowi Turkmenistanu Saparmyratowi Ataýewiçowi Nyýazowowi) w Aszchabadzie. Fot. REUTERS/Aman Mehinli
Ludzie z różnych grup, żyjący na terenie jednego z państw obok siebie, mają ze sobą często więcej wspólnego niż dalecy rodacy tysiąc kilometrów dalej.

Mam wrażenie, że nawet czytelnik zorientowany w sprawach międzynarodowych nie do końca odróżnia wymienione kraje i ich mieszkańców. W czasach turystyki totalnej, Azja Centralna to nadal biała plama na mapie.

Mieszkańcy tego rejonu świata długo byli dla nas po prostu „Ruskimi”, nawet jeśli mieli skośne oczy i wystające kości policzkowe. To scheda po czasach ZSRR, która dała o sobie znać podczas kontaktów w latach 90. na Jarmarku Europa i innych bazarach.

Dziś mało kto by już tak pewnie powiedział, bo czas robi swoje, ale faktycznie, mamy w Polsce dość małą wiedzę o tym, jak wygląda ten świat i jacy są tamci ludzie. Warto przynajmniej wiedzieć, że Turkmeni, Uzbecy, Kirgizi, a także Kazachowie, należą do wielkiej rodziny ludów tureckich, a Tadżycy – indoeuropejskiej.

I chcą ponownie wsiadać na konia? Podtytuł pana książki jest odwróceniem tytułu cyklu reportaży Ryszarda Kapuścińskiego „Kirgiz schodzi z konia” wydanego w roku 1968.

Ryszard Kapuściński przemierzył tereny od Gruzji po Uzbekistan z okazji 50. rocznicy rewolucji październikowej. Powtarzając strukturę jego książki zaczynam od Kaukazu, ale poświęcam mu krótsze reportaże, bo o Kaukazie napisałem już trzy książki. Skupiam się na państwach poradzieckiej Azji – Turkmenistanie, Tadżykistanie, Kirgistanie oraz Uzbekistanie, zahaczam też o nieopisany przez Kapuścińskiego Kazachstan.

Tytuł „Buran. Kirgiz wraca na koń” sygnalizuje procesy, jakie tam zachodzą – retradycjonalizacji, powrotu do zapomnianych, wydawałoby się, instytucji społecznych czy odradzania się dawnych szlaków komunikacyjnych.

Odwiedza pan wioski, w których żyją Jagnobczycy, ludzie posługujący się językiem najbardziej zbliżonym do tego, który słyszeli Grecy z ust Persów pod Termopilami.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak bogata jest historia tego regionu. A dziś, powtarzając za wybitnym brytyjskim pisarzem i podróżnikiem Colinem Thubronem, który także spotkał się z Jagnobczykami, potomkowie perskich zdobywców są biednymi pasterzami kóz w Pamirze. O naszym wspólnym indoeuropejskim pokrewieństwie mówią jagnobskie liczebniki, na przykład dwa to du, cztery – tfor, a pięć – pandż.
Festiwal pilawu w Duszanbe, stolicy Tadżykistanu. Fot. Nozim Kalandarov/TASS/Getty Images
Turkmenbasza, pierwszy prezydent Turkmenistanu po upadku ZSRR, ze swoim kultem nawiązywał do starożytnych despotów. Władza lubi rozmach, mimo że zwykły obywatel żyje za mniej niż 100 dolarów miesięcznie.

Przepych władzy, która zgromadziła majątki liczące miliardy dolarów jest widoczny, ale niezbyt kłuje ludzi w oczy, największą uwagę zwracają na to zwesternizowani przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego. Tradycje demokratyczne były tam wątłe, a władza – silna i autorytarna. Obecni prezydenci zastąpili pierwszych sekretarzy, sekretarze przyszli na miejsce emirów, a przed emirami byli chanowie.

Pierestrojka i głasnost zainaugurowana w latach 80. przez Gorbaczowa jeszcze się tam nie zakończyły?

To zależy, gdzie. W Kirgistanie na przykład z wolnością słowa nie ma większych problemów, choć trzeba pamiętać, że kraj ten należy w dużym stopniu do rosyjskiej przestrzeni medialnej.

Jest też jedynym państwem Azji Środkowej, w którym od uzyskania niepodległości następowała regularna rotacja prezydentów. Ostatni z nich wygrał wybory, których wynik był do końca otwarty. A poprzedni odszedł, bo skończyła mu się kadencja.

Gdzie indziej pierestrojka nawet się na dobre nie rozwinęła. Zmarły w 2016 roku długoletni autorytarny władca Uzbekistanu Islam Karimow jeszcze w czasach ZSRR, będąc pierwszym sekretarzem tamtejszej partii komunistycznej, wygłosił referat, w którym zapowiadał pluralizm i wolność słowa. Pod koniec, gdy na sali zostali tylko sekretarze obwodowi, powiedział: „Zapomnijcie, o czym mówiłem. To dla prasy. Nie będzie żadnych zabaw w demokrację, macie wziąć ludzi za mordę”.

Cytowana przez pana Kirgizka mówi: „Wychodząc od nas, Rosjanie zabrali ze sobą swój świat. Nagle wróciliśmy do XIX wieku, tyle że mówiliśmy po rosyjsku”.

Radziecki komunizm odcisnął na narodach żyjących w Azji Centralnej głębokie piętno, jego dziedzictwem są na przykład wspomniane na początku rozmowy granice. Ale w sensie kulturowo-cywilizacyjnym jego wpływ szybko przemija.
Mauzoleum pierwszego prezydenta Uzbekistanu Islama Karimowa i meczet Hazrati Khizr w Samarkandzie. Fot. Vadim Savitsky/TASS/Getty Images
Zaskakuje mnie tempo powrotu do dawnych tradycji. Na przykład spotkana przeze mnie, nosząca się „po europejsku” krótkowłosa pani historyk, świetnie wykształcona i znająca Europę, nie wyobraża sobie żeby jej córka nie nosiła włosów bardzo długich, z wplecionymi w nie, tak jak dawniej, ciężkimi ozdobami. Rodzice wybierają dla swoich dzieci współmałżonka, w niektórych miejscach rodzinne rady decydują, jaki zawód będzie wykonywał w przyszłości nowo urodzony niemowlak.

Czytając pana relację z byłych południowych republik ZSRR poznajemy pojęcie kluczowe dla zrozumienia mentalności. „Mankurtyzm”...

To termin z mitologii ludów tureckich, spopularyzowany przez największego kirgiskiego prozaika, Czingiza Ajtmatowa w powieści „Dzień dłuższy niż stulecie”. Mankurt jest człowiekiem, którego w wyniku wymyślnych tortur pozbawiono pamięci i tożsamości. Taki człowiek to marzenie wszystkich dyktatorów. Można go dowolnie urabiać, nigdy nie zaprotestuje, nie zbuntuje się. Idealny niewolnik.

„Sztuka polega na tym, żeby nie wejść władzy w oczy, bo cię zgniotą jak robaka” — mówi panu były kołchozowy inżynier. Rozmawialiście w miejscu, gdzie kiedyś była wioska, którą kazał zburzyć Turkmenbasza, bo psuła mu widok. Metody Czyngis-chana czy Stalina?

Myślę że obu.

Turkmenbasza-Nijazow tworzył własną legendę, ale tamtejsze państwa szukają inspiracji przede wszystkim w historii regionu. Tadżycy, potomkowie Ariów odwołują się do postaci Aleksandra Wielkiego.

A Uzbecy przede wszystkim do Tamerlana, który podbił i władał w XIV wieku terytorium od Morza Czarnego aż do Indii. Jego pomniki stoją w Uzbekistanie dosłownie wszędzie, do jego postaci nawiązują też uzbeckie banknoty.

Ten despota, ale też jeden z największych zdobywców w historii świata nie był, co prawda, według współczesnych pojęć Uzbekiem, tylko sturczonym Mongołem, urodził się jednak i został pochowany na terenie obecnego Uzbekistanu.

Viktor Orbán ogląda bezgłowe zwłoki kozła

Premier na tropie pokrewieństwa Węgrów z koczowniczymi ludami Azji Środkowej.

zobacz więcej
Pojęcie narodu jest w Azji Środkowej stosunkowo nowe. Ważną rolę w samoidentyfikacji odgrywał natomiast – i zaczyna odgrywać ponownie – islam.

Komunizm nie zdołał wykorzenić religii?

Walczył z nią, ale bezskutecznie. Wiadomo, że nawet oficjalnie ateistyczny sekretarz lokalnego komitetu partii pojawiał się w meczecie, czy zasięgał rady udawał się po poradę do miejscowego mułły.

Nawet ludzie, deklarujący się jako niewierzący i niechodzący do meczetu, przestrzegali niektórych zasad religijnych, jak obrzezanie, czy ślub z udziałem duchownego.

Islam ma tam różne oblicza?

Zdecydowanie! Narody o przeszłości koczowniczej, jak Kirgizi czy Turkmeni, traktują jego wymogi bardziej liberalnie. Islam ma dla nich znaczenie tyleż religijne, co tożsamościowe. Jeden z polskich badaczy zauważył, że stawiane w Kirgistanie niemal w każdej wiosce meczety są znakiem ich przynależności etnicznej. Choć oczywiście ulega to zmianie i coraz więcej osób uważających się za muzułmanów, regularnie praktykuje.

Wciąż jednak wielu Kirgizów chętnie sięga po alkohol. Jest on wśród nich rozpowszechniony szerzej niż wśród Tadżyków czy Uzbeków, zwłaszcza tych mieszkających w konserwatywnej Kotlinie Fergańskiej.

Wróćmy do Kapuścińskiego, który nad religią specjalnie się nie pochylał, ale przytoczył słowa pewnego Uzbeka, który przekonywał go, że Prorok nie istniał. Zdaniem Kapuścińskiego, w południowych republikach ZSRR miał „powstać nowy typ człowieka, wyzwolonego z nędzy, przesądów, człowieka otwartych horyzontów i przywróconej godności”. Tak kończy się tamta książka...
Zapasy na jakach podczas zawodów w regionie Czongałaj nieopodal jeziora Tulpar-Kul w Kirgistanie. Fot. REUTERS/Vladimir Pirogov
Kapuściński nie mógł opisać wszystkiego. Dobrze wiemy, że jego reportaże musiały przejść przez sito cenzury. Mimo to był w swoim pisarstwie uczciwy.

Nie wypadało mu wspominać, że Turkmeni czy Tadżycy, szczęśliwi w społeczeństwie radzieckim, 20 lat wcześniej w liczbie kilkudziesięciu tysięcy walczyli po stronie Niemiec w II wojnie światowej.

Sprawa udziału w armii hitlerowskiej żołnierzy pochodzących z ZSRR nie jest tak powszechnie znana do dziś. Kapuściński nie mógł też napomknąć, że kraje radzieckiej Azji były terenem zsyłek. W swojej książce, pisanej oczywiście z pozycji zwolennika socjalizmu, puszcza jednak do uważnego czytelnika oko i to kilka razy.

Trudno to zauważyć. Południowe republiki ZSRR u Kapuścińskiego w latach 60. ubiegłego wieku, to świat Pax Sovietica – pokojowego współżycia szczęśliwych narodów radzieckich.

Kapuściński pisząc o Kirgizji kilka razy podejrzanie uparcie wymienia nazwę głównego deptaka tamtejszej stolicy – XXII Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. „Widać tu dużo młodzieży spacerującej w grupach albo parami — para rosyjska, para uzbecka, para kirgiska”. Czy kojarzy pan, co miało miejsce na tym zjeździe?

Chruszczow wzmocnił walkę z kultem jednostki Stalina?

To też, ale ogłoszono na nim powstanie społeczeństwa radzieckiego i zakończenie budowy komunizmu za życia współczesnego pokolenia obywateli ZSRR. A u Kapuścińskiego na ulicy noszącej nazwę tego zjazdu, narody nadal „chodzą pod ramię oddzielnie”.

Reporter dość odważnie pisał o emocjach buzujących pod zadekretowaną „przyjaźnią narodów” i umiał zrobić to tak, aby tekst przepuściła cenzura. Diagnoza Kapuścińskiego dotycząca Kaukazu sprawdziła się dwie dekady później, gdy wybuch konflikt azerbejdżańsko-ormiański.

Węgrzy, obcy w Europie. Czy Viktor Orbán jest uczniem rosyjskiego „faszysty”?

Polacy, którzy zachwycają się premierem Węgier, powinni pamiętać, że rechrystianizacja Europy nie wiedzie przez afirmację kulturowego dziedzictwa Wielkiego Stepu.

zobacz więcej
ZSRR traktowało południowe republiki jak kolonię.

I dziś możemy patrzeć na nie jako na Azję postkolonialną. Język rosyjski jest nadal dość powszechnie znany, a ludzie posiadający lepsze wykształcenie posługują się nim biegle. W przeciwieństwie do takich krajów, jak Polska, gdzie rosyjskiego uczono w szkole jako języka obcego, tam większość przedmiotów była po rosyjsku, a od pewnego etapu edukacji po rosyjsku było już wszystko.

Moskwa dla wielu osób nadal jest centrum świata, a Rosja – synonimem pojęcia „Europa”. Około połowy PKB Tadżykistanu pochodzi od migrantów pracujących w Rosji. Przebieg rosyjskich wyborów interesuje wielu ludzi bardziej niż lokalna polityka.

A jak będzie wyglądało to za kolejnych 50 lat, gdy wspomniane tereny odwiedzi kolejny kontynuator śladami tym razem Kapuścińskiego i Góreckiego?

Gdy spojrzymy na mapę zobaczymy, że rozmawiamy o miejscu, które leży pomiędzy Rosją, Chinami a muzułmańskim Południem. Przyszłość regionu zależy od układu sił pomiędzy nimi a szeroko rozumianym Zachodem.

Znaczenie Azji Centralnej może wzrosnąć wraz z rozwojem eurazjatyckich szlaków transportowych, nawiązujących do słynnego Jedwabnego Szlaku, przy którym wyrosły takie słynne miasta, jak Chiwa, Buchara, Samarkanda. Świat coraz bardziej się globalizuje i dotyczy to także Azji Centralnej.

– rozmawiał Cezary Korycki
Książka "Buran. Kirgiz wraca na koń" Wojciecha Góreckiego jest w księgarniach od 31 października 2018 roku. Fot. arch
Wojciech Górecki jest dziennikarzem, reportażystą i pisarzem zajmującym się przede wszystkim Azją Centralną. Publikował w licznych czasopismach m.in. w „Życiu Warszawy”, „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Wyborczej”, „Wprost” i „Tygodniku Powszechnym”, wykładał na wydziałach dziennikarstwa (na Uniwersytecie Warszawskim, w Collegium Civitas i w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza), był ekspertem m.in. Ośrodka Studiów Wschodnich, a także dyplomatą: pełnił funkcję I sekretarza, a następnie radcy Ambasady RP w Azerbejdżanie. Opublikował książki reportażowe „Łódź przeżyła katharsis” (1998), „Planeta Kaukaz” (2002), „Toast za przodków” ( 2010), „Abchazja” (2013) i „Buran. Kirgiz wraca na koń” (2018).
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Już 40-latkowie to geriatryczny odrzut
Natasza Socha, pisarka: Każdy kiedyś sądził, iż wszystko mu wolno, bo przecież jest piękny i młody.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Czy Polacy potrafią być niepodlegli
Stanisław Wyspiański, dzięki dogłębnej znajomości i fascynacji polskim dziedzictwem pokazał, że jest ono nie balastem, ale źródłem siły cywilizacyjnej Polaków, często na przekór im samym – mówi Andrzej Szczerski, historyk sztuki, były wicedyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Czy amerykańskie roboty będą chciały umierać za Suwałki?
Mamy do czynienia z geniuszami bez emocji, zdrowego rozsądku, cierpienia.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Ewangelizacja poprzez aplikację
O. Szulczyk: Księża nie mają już takiego autorytetu, jak kiedyś. Stąd coraz większa rola świeckich i obecność w internecie.
Rozmowy wydanie 4.01.2019 – 11.01.2019
Cyfrowa inwigilacja jest wszędzie tam, gdzie internet
Nadchodzi system oceny obywateli. Ten, kto znajdzie się na czarnej liście, nie będzie mógł kupić biletu na pociąg i samolot.