Cywilizacja

Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem

Rosnąca rola szefa rosyjskiego Ministerstwa Obrony Siergieja Szojgu jest widoczna gołym okiem. Podobnie jak to, że dziś ton rosyjskiej dyplomacji nadają twardzi politycy jego pokroju. Nawet obecność Władimira Putina na obchodach święta wywiadu wojskowego, kiedy wiele mówił o „chwalebnych kartach 100-letniej instytucji” i zaproponował powrót do starej nazwy, czyli GRU, można odczytywać jako wyraz zaufania dla kierownictwa resortu obrony.

Jeszcze za czasów komunistycznych ukształtował się w Rosji system władzy, który w swej istocie pozostał, niezmieniony do dziś. Wiadomo było, że stery państwowe dzierżył będzie polityk, który zyska poparcie jednego z trzech wpływowych ośrodków – armii, biurokracji bądź aparatu bezpieczeństwa. Wiadomo, skąd się wywodził Jurij Andropow; dzięki rewelacjom Olega Gordijewskiego, zbiegłego na Zachód oficera KGB, świat wie, że za przyspieszoną karierą Michaiła Gorbaczowa stał sojusz sowieckich służb specjalnych i aparatu partyjnego.

Podobnie z karierą nikomu nieznanego urzędnika municypalnego z Petersburga, która wystrzeliła, kiedy przedstawiciele resortów siłowych (głównie służb specjalnych, armia pozostała z boku) dogadali się z otoczeniem Borysa Jelcyna. Obecnie, w środowisku analityków zajmujących się Rosją dość zgodnie przyjmuje się, że sojusz wojskowych i bezpieki stanowi podporę władzy Władimira Putina.
Na Kubie ma powstać stacja niezbędna dla tworzonego przez Rosjan systemu Glonass będącego odpowiednikiem amerykańskiego GPS. Fot. Oleg Urusov/PAP/ITAR-TASS
Wiele też wskazuje na to, że następcę starzejącego się przywódcy Rosji wskaże armia (niezależnie od tego, czy potwierdzą się zapowiedzi, że obecna kadencja jest jego ostatnią). Jeśli tak będzie, to kolejny rosyjski prezydent może się nazywać Siergiej Szojgu i nie być rdzennym Rosjaninem. Przekazanie władzy w Moskwie nastąpi za kilka lat, jednak już teraz można zaobserwować wzrastające znaczenie wojskowych w sferze zastrzeżonej wyłącznie dla rosyjskiego prezydenta, czyli w polityce zagranicznej. Weźmy pod uwagę tylko kilka ostatnich wydarzeń.

Bazy na Kubie czy w Wenezueli

W ubiegłym tygodniu oficjalną wizytę w Moskwie złożył prezydent Kuby Miguel Dias-Canel. Sporo przy okazji było tradycyjnego wodolejstwa „o zacieśnieniu współpracy”, ale uwadze obserwatorów nie umknęła informacja o tym, że Rosja rozważa możliwość wojskowego powrotu na wyspę i zbudowania tam kilku baz. Rozmowy zresztą już trwają. Tydzień wcześniej w Hawanie przebywał generał Jurij Borisow nadzorujący w rosyjskim rządzie sektor wojskowy. Jednym z efektów negocjacji ma być zakup przez Kubańczyków rosyjskiego uzbrojenia.

Ale to nie jedyny rezultat. Równocześnie Roskosmos, państwowy gigant odpowiadający za politykę Rosji w kosmosie, ogłosił, że w ciągu najbliższego półrocza umieści na Kubie swe instalacje. Wcześniej informowano o budowie na wyspie stacji niezbędnej dla tworzonego przez Rosjan systemu będącego odpowiednikiem amerykańskiego GPS (Glonass). System, oficjalnie, buduje się w celach pokojowych, ale dla analityków nie ulega wątpliwości, że może on mieć również zastosowanie militarne.

Czołgi wroga w ciągu pół godziny dotrą do Braniewa, po dwóch będą w Elblągu

Uzbrojone w ładunki jądrowe rakiety mają w zasięgu każdy region Polski. Stąd nadejdzie atak?

zobacz więcej
Zresztą w rosyjskich mediach można znaleźć sporo opinii, że wzrost zainteresowania Kubą jest odpowiedzią Moskwy na ostatnie deklaracje Waszyngtonu o możliwości wyjścia z porozumienia o rakietach średniego zasięgu. Dotąd przyjmowano, że Waszyngton może dość swobodnie żonglować tego rodzaju deklaracjami, bo rosyjskie pociski tej klasy nie mają możliwości dosięgnięcia celów w Stanach Zjednoczonych. Teraz może się to zmienić.

Oczywiście gdyby Rosjanie próbowali umieścić swe rakiety z głowicami nuklearnymi na Kubie, to mielibyśmy powtórkę z 1962 roku, kiedy o mały włos nie doszło do konfliktu. Tylko, że warto mieć w pamięci to, jak się w Moskwie postrzega kryzys kubański i rokowania Chruszczow- Kennedy.

W Polsce skłonni jesteśmy widzieć w tym wydarzeniu przedsionek nuklearnego Armagedonu. Rosjanie tymczasem postrzegają je jako swój sukces, który doprowadził nie tylko do potwierdzenia ich mocarstwowego statusu, ale również zmusił amerykańskie elity do uruchomienia procesu kontroli zbrojeń nuklearnych i politycznego dialogu.

W środowisku rosyjskich ekspertów od jakiegoś czasu zetknąć się można z poglądem, że dopiero poważny kryzys i przeniesienie rywalizacji na kontynent amerykański mogą skłonić Waszyngton do poważnego traktowania Moskwy. W grę wchodzić może obecność Rosjan nie tylko na Kubie, ale również w Wenezueli czy nadal prorosyjskiej Nikaragui.

Fiński przyczółek

Ale nie tylko o kontynent amerykański chodzi. „New York Times” opisuje zastanawiająca inwestycję nikomu nieznanego biznesmena z Rosji, który wykorzystując cały łańcuszek firm zlokalizowanych w rajach podatkowych kupił wyspę u wybrzeży Finlandii. Nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie skala podjętych przez rosyjskiego nabywcę inwestycji.
Na wyspie zbudowano nie tylko specjalne lądowisko dla helikopterów, ale i szereg budynków, zdolnych pomieścić kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset osób, najnowsze systemy monitoringu i 9 pirsów. I w tym też nie byłoby nic dziwnego (zastanawia jedynie te 9 pirsów, bo nawet najbogatsi nabywcy wysp w Finlandii budują zwykle nie więcej niż 2), gdyby nie to, że kupiona przez Rosjanina wyspa zlokalizowana jest w bezpośrednim sąsiedztwie fińskich instalacji militarnych oraz strategicznie ważnych bałtyckich szlaków komunikacyjnych.

Najciekawsze w związku z rosyjskimi inwestycjami wydarzyło się w październiku, kiedy fińskie służby specjalne wspierane z morza i powietrza przez oddziały komandosów przypuściły istny szturm na kupioną przez Rosjanina wyspę i 16 innych nieruchomości znajdujące się w jego rękach. Oficjalnie rewizje miały związek z podejrzeniami o pranie brudnych pieniędzy, ale skala operacji, użyte siły oraz to, co fińscy komandosi odkryli, skłania do innego poglądu.
Szojgu oskarżał Zachód o wspieranie terroryzmu w Syrii. Na zdjęciu: Syryjczycy cieszą się z zawieszenia broni zawartego między rebeliantami a wojskiem w Homs. Maj 2017 roku. Fot. Omar Sanadiki/Reuters
Na wyspie znaleziono nie tylko najnowocześniejsze centrum łączności, ale również aparaturę zdolną do przechowywania takiej ilości danych, że mogłoby się tam bez problemu zmieścić 50 bibliotek Kongresu.

Niklas Granholm, dyrektor szwedzkiego Instytutu Studiów Strategicznych (FOI) nie ma wątpliwości, że rozmiar inwestycji i to, co na wyspie znaleziono, raczej wskazuje, że Rosjanie, a precyzyjnie rzecz ujmując armia rosyjska i wywiad wojskowy, budowali tam coś w rodzaju swej bazy. Przy czym, jego zdaniem, w realiach wojny hybrydowej nie muszą to być duże instalacje, wystarczy, że stanowić będą przyczółek dla oddziałów desantowych.

Badający sprawę fińscy dziennikarze nie mają wątpliwości, że tajemniczy rosyjski biznesmen z Petersburga to w istocie ekspozytura rosyjskiego wywiadu wojskowego, a „inwestycje” są wojskowymi przyczółkami.

Putin „mówi Szojgu”

Warto też zwrócić uwagę na to, co niedawno powiedział rosyjski minister Siergiej Szojgu uczestniczący w posiedzeniu kolegiów ministerstw obrony Rosji i Białorusi. Jego zapowiedzi dotyczyły nie tylko planu wspólnych manewrów sił zbrojnych obydwu państw w 2019 roku i sformułowania przez nie „adekwatnej odpowiedzi” wobec narastającej aktywności NATO. W rosyjskich niezależnych kanałach internetowych znaleźć można informacje, że w trakcie spotkania dyskutowano też o rosyjskiej bazie wojsk desantowych zlokalizowanej na Białorusi, ale opłacanej przez Moskwę. Szojgu oskarżał również Zachód o wspieranie terroryzmu w Syrii.

Generałowie pchnęli Putina ku wojnie. Izraelska delegacja nie wpuszczona na Kreml

Przyjazna państwu żydowskiemu polityka Putina od dawna budziła niezadowolenie w rosyjskich kręgach wojskowych i dyplomatycznych, tradycyjnie bardzo proarabskich i antysemickich.

zobacz więcej
Także w tym nie byłoby nic dziwnego, gdyby niedawno z podobnymi oskarżeniami nie wystąpił na corocznym posiedzeniu Klubu Wałdajskiego prezydent Putin. Eksperci już wcześniej zwracali uwagę na to, że minister obrony przeforsował na Kremlu wysłanie do Syrii baterii obrony rakietowej S-300. Krok ten przez lata wstrzymywany był na prośbę Izraela, ale decyzja została podjęta, nawet ryzykując pogorszenie relacji dwustronnych. Tego rodzaju posunięcie dość zgodnie odczytano jako sukces „twardej linii” utożsamianej z wojskowymi i z Szojgu. A teraz Putin zaczął „mówić Szojgu”, opisując sytuację na Bliskim Wschodzie.

Trudno też nie dostrzec wzrastającej dyplomatycznej aktywności rosyjskiego ministra obrony – nie tylko w tandemie z Siergiejem Ławrowem – odwiedzającego szereg ważnych dla Moskwy stolic (Tokio, Seul, Berlin, Kair), ale również prowadzącego dyplomatyczną ofensywę w Azji Środkowej oraz przygotowującego zmianę sekretarza powołanego przez Rosję aliansu wojskowego ODKB.
Władimir Putin na obchodach święta wywiadu wojskowego wiele mówił o „chwalebnych kartach 100-letniej instytucji” i zaproponował powrót do starej nazwy, czyli GRU. Fot. Alexei Druzhinin/ PAP/EPA/SPUTNIK
Wzmocnienie rosyjskich sił w Obwodzie Kaliningradzkim oraz modernizacja tamtejszych instalacji wojskowych (Iskandery, bunkry przeciwatomowe etc.) to również jedna z decyzji rosyjskiego Ministerstwa Obrony, podobnie zresztą jak obsadzenie wojskiem spornych wysp w archipelagu Wysp Kurylskich czy flirt z „mocnym człowiekiem z Libii” generałem Haftarem, nota bene absolwentem rosyjskiej akademii woskowej, co dało zachodnim mediom asumpt do spekulacji, że następnym celem pokojowego zaangażowania Moskwy będzie właśnie Libia (pogłoski o budowie rosyjskich baz wojskowych w Tobruku i Bengazi).


I nawet obecność Władimira Putina na corocznych obchodach święta wywiadu wojskowego, kiedy wiele mówił o „chwalebnych kartach 100-letniej instytucji” i zaproponował powrót do starej nazwy, czyli GRU, można odczytywać jako wyraz zaufania dla kierownictwa resortu obrony, mimo szeregu kompromitujących wpadek, jakie ostatnio wojskowy wywiad zanotował.

Z nizin na szczyt

Ta wzrastająca rola szefa rosyjskiego Ministerstwa Obrony, zwolennika twardej polityki konfrontacji z Zachodem jest widoczna gołym okiem. Ale powody tego awansu nie są już tak oczywiste. Wydaje się, że u jego podłoża leżą, jak można przypuszczać, kwestie wewnętrzne.

Rosja „zgubiła” pocisk z atomowym napędem. Putin buduje nową, cudowną broń czy „latający Czarnobyl”?

Na co poszły setki milionów dolarów, które Roskosmos zarobił przez 20 lat na handlu z amerykańską Agencją Kosmiczną?

zobacz więcej
Ostatnie badania Centrum Lewady wskazują na znaczące pogorszenie się wizerunku wszystkich rosyjskich instytucji władzy; jedynym wyjątkiem jest armia, która cieszy się dziś zaufaniem 66 proc. Rosjan, podczas gdy prezydent może liczyć na 58 proc., a służby specjalne na 50 proc. Przekłada się to na popularność szefa resortu obrony, który jest drugim (ex-aequo z Władimirem Żirinowskim) pod względem popularności rosyjskim politykiem.

Rosjanie bez większych zastrzeżeń wierzą w oficjalną narrację, że ich siły zbrojne bez problemu zdolne są obronić suwerenność państwa. Tego rodzaju przekonanie żywi dziś 84 proc. ankietowanych i jest to najlepszy wynik od początku badań. Przy czym w Rosji nadal mocna jest wiara, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest znalezienie „silnego przywódcy”.

Czy będzie to Szojgu nie wiadomo, ale na jego korzyść przemawia kilka dość istotnych argumentów. Po pierwsze jest on człowiekiem nie wykazującym osobistych, politycznych ambicji i zawsze, od początku swej kariery, kiedy na początku lat 90. stanął na czele Komitetu, a później Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, był lojalny wobec kremlowskiej elity. Ma też wizerunek self made mana, człowieka z nizin, który dzięki samozaparciu, pracowitości i talentom organizacyjnym, wydźwignął się na sam szczyt. To ważne atuty, zwłaszcza w perspektywie roku 2024, kiedy Władimir Putin ma odejść ze stanowiska, ale jego prawdopodobny następca będzie musiał współpracować z „ojcem narodu”.
Szojgu zawsze był lojalny wobec kremlowskiej elity i Władimira Putina. Fot.Fot. Alexander Zemlianichenko/PAP/EPA
Szojgu jest też tuwińcem, przedstawicielem małego (264 tys. osób) narodu zamieszkującego południową Syberię. Narodu tak małego, że jego separatyzm nie stanowi zagrożenia dla współczesnej Rosji. Zarazem jego kariera może być widoczną ilustracją, na czym polegać ma patriotyzm w wieloetnicznej Rosji XXI wieku, o zwrocie w stronę Syberii nie wspominając. Może dlatego ostatnio Putin tak mocno, co zaskoczyło wielu obserwatorów, akcentować zaczął to, że Rosja jest państwem – domem wielu narodów i rosyjska specyfika musi ten fakt uwzględniać.

Dziś jeszcze jest zbyt wcześnie, aby oceniać, czy scenariusz wywyższenia rosyjskiego ministra obrony, choć prawdopodobny, się ziści. Ważniejsze jest co innego. Dziś ton rosyjskiej polityce zagranicznej nadają twardzi politycy jego pokroju. I niezależnie od tego, jak będzie się nazywał następca rosyjskiego przywódcy ta linia może ulec co najwyżej niewielkim korektom.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Przesłanie prezydenta Władimira Putina do uczestników dorocznego forum wojskowo-technicznego „Armia”, które w sierpniu 2018 roku odbywało się w podmoskiewskim centrum wystawowym. Fot. Reuters/ Maxim Shemetov
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
O każdym szczególe meczu polskiej ligi najpierw dowiadują się...
Podczas każdego meczu Ekstraklasy pracuje trzech operatorów. Jeden ma specjalny „pad”, jak do konsoli Playstation i oznacza piłkę. Pilnuje jej posiadania i tego, czy piłka jest w grze, czy poza grą.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Biskupi powinni donosić do organów ścigania na księży pedofilów
Już św. Pius V duchownych winnych homoseksualnych występków nakazywał przekazywać władzom świeckim, by te ich osądziły i ukarały.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
AIDS nadchodzi ze Wschodu
Agencja ONZ ostrzega, że narażona jest cała populacja Rosji.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koniec glutenowej rewolucji?
Wieszanie na glutenie wszystkich możliwych psów było rodzajem skandalu, na którym różni sprytni producenci żywności zarobili mnóstwo pieniędzy.
Cywilizacja wydanie 30.11.2018 – 7.12.2018
Kto płaci za konwoje imigrantów forsujących granice USA?
Ostatnia „karawana uchodźców” przyprowadziła do Meksyku 10 tysięcy ludzi. Akcję, tuż przed wyborami do Kongresu USA, przeprowadzono sprawnie i szybko, a jej koszt mógł przekroczyć 20 milionów dolarów.