Historia

Pierwszy szef PZPN był ginekologiem, a polską drużynę obrażano, że jest „tak zła, jak wasza waluta”

Trener przemycił na Węgry kosz jedzenia. Podczas postoju w Żylinie reprezentanci zjedli m.in. sznycel z musztardą i jabłkami, co popili herbatą i piwem. Jechali 36 godzin, a potem karoce zabrały ich do eleganckiego hotelu Astoria w Budapeszcie. To w tym mieście biało-czerwoni rozegrali swój pierwszy międzynarodowy mecz po odzyskaniu niepodległości – 18 grudnia 1921 roku. Jak do tego doszło i czy były powody do dumy?

Jak Polska odzyskała wolność? Komu ją zawdzięczamy? Jak rodziła się II RP? O tym opowiadamy na niepodlegla.tvp.pl

Telewizja Polska transmituje mecze Polski w ramach Ligi Narodów – najbliższy, z Portugalią, zostanie rozegrany 20 listopada w Guimaraes. Będzie to już 828. mecz w dziejach naszej reprezentacji.

Piłka spod Wawelu

Wiele z nich zapisało się złotymi zgłoskami nie tylko w historii naszego, ale i światowego futbolu. Polacy zdobywali medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, wygrywali mecze z czempionami Europy i świata, a ich bramki często dodawały otuchy rodakom w trudnych czasach. Ale o meczu, od którego to wszystko się zaczęło, niewielu pamięta.

Polski Związek Piłki Nożnej powstawał 20-21 grudnia 1919 roku, gdy w Warszawie zebrali się delegaci 31 polskich klubów piłkarskich. Niestety, ich pełna lista zaginęła, więc dziś nie ma pewności, które to dokładnie były. Wiadomo jednak, że najbardziej prężnymi w tamtym czasie były te krakowskie – Cracovia i Wisła oraz lwowskie – Pogoń i Czarni.
Luty 1927 roku, władze Polskiego Związku Piłki Nożnej: (od lewej) wiceprezes major Esman, prezes dr Edward Cetnarowski oraz sekretarz generalny Wacław Wojakowski. Fot. NAC/IKC sygn. 1-S-1927
Nie dziwi zatem, że pierwszy statut PZPN stworzyli głównie działacze spod Wawelu: dr Józef Lustgarten (legenda Cracovii, jeden z jej współzałożycieli, pomysłodawca nazwy, piłkarz, a potem ceniony arbiter międzynarodowy – w latach międzywojennych był Polakiem, który poprowadził najwięcej spotkań międzypaństwowych – i wieloletni działacz PZPN) oraz prof. Jan Weyssenhoff (zasłużony piłkarz i działacz Wisły, który grywał też w Cracovii i działał na rzecz zachowań fair play między klubami; poza piłką – ceniony fizyk, który współpracował z samym Albertem Einsteinem), a także przedstawiciel lwowskiej piłki dr Stanisław Polakiewicz.

Działacze mieli nieco ułatwione zadanie, że już wcześniej, od 1911 roku, za zgodą władz austriackich działał Związek Polski Piłki Nożnej, który organizował piłkarskie zmagania w Galicji.

Prezes ginekolog

Klątwa Bońka. Jak upadała polska piłka nożna

Polscy kibice jeszcze zatęsknią za awansami...

zobacz więcej
Pierwszym prezesem nowego PZPN został ówczesny prezes Cracovii dr Edward Cetnarowski, który rządził krakowskim klubem od 1919 aż do 1932 roku, a prywatnie był lekarzem ginekologiem. Polską federacją kierował z kolei do 1928 roku, kiedy to siedzibę związku postanowiono przenieść z Krakowa do Warszawy. Zastąpił go generał Władysław Bończa-Uzdowski, ceniony wojskowy, do września 1939 r. dowódca stołecznej 28 Dywizji Piechoty.

Od początku władze PZPN chciały jak najszybciej rozegrać pierwszy mecz międzypaństwowy. Miał to być znak dla Europy i świata, że Polska istnieje już sportowo i chce rywalizować na międzynarodowej arenie.

Olimpijski debiut?

Wiosną 1920 roku Polski Komitet Olimpijski został przyjęty w poczet członków MKOl, a to otworzyło przed naszymi sportowcami drogę do występu na igrzyskach olimpijskich w belgijskiej Antwerpii. To tam miała zadebiutować piłkarska reprezentacja i wydawało się, że nic temu nie przeszkodzi.

Organizatorzy potwierdzili nawet udział Polski, a nasza drużyna wzięła udział w losowaniu I rundy piłkarskiego turnieju olimpijskiego. 28 sierpnia 1920 mieliśmy zmierzyć się z gospodarzami igrzysk – Belgami.
Defilada artylerii konnej oodczas uroczystości z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej 1920 roku, zwanej „cudem nad Wisłą”. 15 sierpnia 1924 r. Fot. NAC/IKC, Marian Fuks, sygn. 1-P-3350-3
Niestety, jak wszyscy wiemy, plany te przerwała inwazja wojsk sowieckich na naszą ojczyznę. Gdy w Antwerpii płonął już olimpijski znicz, wojska agresora podchodziły pod Warszawę, gdzie miał miejsce słynny Cud nad Wisłą i odparcie wroga.

Z powodu tych wydarzeń odwołano wyjazd na igrzyska, ale też nie dokończono pierwszych mistrzostw Polski, które od wiosny trwały już w pięciu piłkarskich okręgach. Ich mistrzowie mieli jesienią walczyć o tytuł. Na pierwszy mecz kadry i pierwszego mistrza Polski trzeba było poczekać do 1921 roku.

Pod Wawelem

Wydawało się, że historyczny mecz odbędzie się 3 lipca w Krakowie. Pod Wawel przyjechać miała silna i ceniona w Europie reprezentacja Austrii. Obiecał to rok wcześniej prezes tamtejszego związku piłkarskiego, podczas wizyty w Wiedniu zespołu Cracovii.

Gruźlica, romanse, kultura i FIS

W lutym 1939 roku w Zakopanem rozegrano ostatnie przed wojną Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym. Wiele medali zgarnęli reprezentanci Niemiec ze swastykami na piersiach. To był koniec magicznego międzywojnia w sercu Tatr. Jak rodził się czar kurortu pod Giewontem?

zobacz więcej
Tamtejsi działacze długo zwodzili polskich kolegów, aż w końcu ledwie dwa miesiące przed ustalonym terminem, bez podania przyczyny odwołali swój przyjazd i wybrali się do Skandynawii na mecze ze Szwecją i Finlandią. Prasa wskazywała wtedy, że Polska ma za mało argumentów, aby przekonać inną federację do rozegrania meczu. Europa wciąż jeszcze miała złe zdanie o poziomie futbolu nad Wisłą.

Oferta Bratanków

Jednak w tym samym czasie, gdy Austriacy zwodzili Polaków, wiosną 1921 roku, propozycję rozegrania spotkania złożyli nam Węgrzy. Mówiło się wtedy, że Madziarzy nie zapraszają Polaków z powodu ich klasy sportowej, tylko jest to po prostu przyjacielski gest. Był w ich zaproszeniu jednak pewien szkopuł: mecz miałby się odbyć w Budapeszcie w... Boże Narodzenie.

To wprawiło w konsternację działaczy nad Wisłą, którzy natychmiast poprosili, aby mecz przesunąć co najmniej na listopad, a jeśli nie ma takiej możliwości, to na wiosnę 1922 roku. Podnoszono w liście, że sezon jesienny, z uwagi na klimat, kończy się u nas właśnie w listopadzie, a gdyby Węgrzy obstawiali przy Bożym Narodzeniu, „polska drużyna nie mogłaby sportu polskiego godnie reprezentować” – pisał PZPN.
Sesja zdjęciowa polskiej reprezentacji w strojach sprzed kilkudziesięciu lat. Źródło: Facebook/Łączy nas piłka.

Odpowiedź z Budapesztu długo nie nadchodziła i grudniowe spotkanie stanęło pod znakiem zapytania. Wiele zmieniły jednak wydarzenia, które miały miejsce w październiku. Okazało się, że węgierscy działacze celowo zwlekali z ostateczną decyzją, bo chcieli najpierw zobaczyć, jaki poziom prezentują polscy zawodnicy.

Mecze z mistrzami

Okazją był przyjazd do Budapesztu świeżo upieczonego, pierwszego mistrza Polski – Cracovii. Po 24-godzinnej podróży i aż siedmiu przesiadkach krakusi mieli rozegrać nad Dunajem dwa mecze dzień po dniu z dwoma najlepszymi tamtejszymi klubami: Ferencvarosem i MTK.

Żal do Legii, spuchnięty palec i rola jokera. Zapomniane początki kariery Roberta Lewandowskiego

W najbliższy czwartek napastnik Bayernu Monachium wejdzie do najściślejszej elity reprezentacji Polski: będzie jednym z czterech piłkarzy, którzy zagrali w niej sto razy.

zobacz więcej
Obydwa sekcje piłkarskie powołały do życia już w 1901 roku (Cracovia powstała w 1906) i miały za sobą kilkadziesiąt meczów na międzynarodowej arenie. Ferencvaros to obecnie najbardziej utytułowany klub w dziejach Węgier, 29-krotny mistrz kraju. MTK to z kolei drugi z wielkich, 23-krotny czempion, który na przełomie lat 10. i 20. zdominował węgierską piłkę i zostawił rywali daleko z tyłu.

Węgierscy działacze tak mocno nie doceniali klasy sportowej Polaków, że pozwolili sobie nawet na spory afront względem prezesa PZPN. Gdy przed meczami Cracovii zaproszono doktora Cetnarowskiego na spotkanie z przedstawicielami miejscowej federacji, jeden z działaczy miał mu powiedzieć, że „Polacy zdadzą egzamin, czy potrafią grać”. A inny dodał, że „prawdopodobnie egzamin ten wypadnie tak źle, jak zła jest wasza waluta”.

Dawid z Goliatem

Cracovia skazywana była na pożarcie, ale i tu stał się cud. W pierwszym meczu, z Ferencvarosem, nie widać było różnicy klas między obiema drużynami, bo piłkarze rywalizowali jak równy z równym. Goście z Polski zyskali ambitną grą sympatię publiczności. Owacyjnie przyjmowany był m.in. lider gości – legendarny Józef Kałuża, który został kopnięty w głowę przez przeciwnika i musiał grać lekko zamroczony, z bandażem na głowie.
Józef Ignacy Kałuża, piłkarz z klubu sportowego Cracovia. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-S-1843-1
Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, nad boiskiem zapanowały ciemności, bo dzień był już krótki, a stadion nie posiadał oświetlenia. To właśnie przez to bramkarz Pasów, na pięć minut przed końcem, źle obliczył odległość do napastnika, który strzelił gola. Węgierski zespół wygrał 1:0, ale więcej mówiło się o doskonałej postawie Polaków.

Polska sensacja

Jeszcze lepiej było dzień później, z teoretycznie silniejszym rywalem, mistrzem Węgier. Mecz z MTK Budapeszt był także bardzo wyrównany, a w końcówce starcia gospodarze ewidentnie opadli z sił i to Cracovia była bliska strzelenia gola. Remis 0:0 uznano za sensację. MTK pierwszy raz od trzech lat nie wygrał meczu u siebie z zagranicznym rywalem.

Wynik odbił się echem w całej Europie. Gdy austriaccy dziennikarze przekazywali relację ze spotkania do Wiednia, uznano to za żart i domagano się prawdziwego rezultatu.
Miejscowe gazety nie kryły zachwytu. „Polski sport footballowy zaczyna się bardzo szybko rozwijać” – donosił dziennik „Sportlap”. „Gdyby ktoś przed meczem odważył się powiedzieć, że Cracovia uzyska remis, nie tylko by go wyśmiano, ale i uznano za szaleńca. W przyszłości będziemy musieli liczyć się poważnie z polską piłką nożną” – dodawano.

Będzie rewanż

Ton zmienili również węgierscy działacze, którzy od razu zatwierdzili nowy termin meczu z Polską – 18 grudnia. Zaproponowali także rozegranie rewanżu, który miałby się odbyć wiosną w Krakowie.

Można było zatem skupić się na przygotowaniach. PZPN ustalił, że piłkarze spotkają się 11 listopada w Krakowie na zgrupowaniu, a dwa dni później, podzieleni na zespoły „A” i „B”, rozegrają wewnętrzny sparing.

Kto miał wystąpić? Zawodników wybierał Wydział Gier PZPN. Można zatem uznać, że pierwszym selekcjonerem został kpt. Józef Szkolnikowski, przewodniczący Wydziału Gier. Nie był jednak trenerem, bo tę funkcję pełnił w pierwszym meczu Imre Pozsonyi, szkoleniowiec Cracovii, z którą zdobył mistrzostwo. Węgier wyjechał potem do Katalonii i wywalczył Puchar Hiszpanii ze słynną Barceloną.
Drużyna Cracovii, zdobywcy pierwszego mistrzostwa Polski w piłce nożnej. Stoją od prawej: trener Imre Pozsonyi, Adam Kogut, Stanisław Mielech, Leon Sperling, Józef Kałuża, Ludwik Gintel, Zdzisław Styczeń, Stanisław Cikowski, Stefan Popiel. Siedzą: Tadeusz Synowiec, Bolesław Kotapka, Stefan Fryc. 21 sierpnia 1921 r. Fot. NAC/IKC, 1-S-1993
Ostatecznie trening, zaplanowany na 11 listopada, nie doszedł do skutku i piłkarze, reprezentujący drużyny z pięciu różnych okręgów (były to Cracovia, Wisła Kraków, Pogoń Lwów, Polonia Warszawa, Warta Poznań, Jutrzenka Kraków i Makkabi Kraków), pierwszy raz zagrali ze sobą dwa dni później. Wewnętrzny sparing miał służyć poznaniu się i pomóc w wytypowaniu pierwszej jedenastki.

Na oblodzonym i ośnieżonym placu gry nie można było w pełni pokazać swojej techniki, ale w ocenie dziennikarzy wszyscy zaprezentowali się obiecująco. Zespół „A” pokonał 4:1 zespół „B”.

Pierwsi kadrowicze

Ostatecznie 28 listopada Wydział Gier PZPN zatwierdził, że z Węgrami zagra następujący skład: bramkarz Jan Loth (Polonia) – Ludwik Gintel (Cracovia), Artur Marczewski (Polonia) – Zdzisław Styczeń (Cracovia), Stanisław Cikowski (Cracovia), kapitan Tadeusz Synowiec (Cracovia) – Stanisław Mielech (Cracovia), Wacław Kuchar (Pogoń), Józef Kałuża (Cracovia), Marian Einbacher (Warta) i Leon Sperling (Cracovia). Jak widać, w jedenastce znalazło się aż siedmiu graczy „Pasów”.

Syndrom lękowy, panika, nerwowe decyzje.
Ujawniamy sportowe demony, przez które Polska odpadła z mundialu

Jak to możliwe, że piłkarze grający na co dzień w najlepszych europejskich klubach, mający za sobą setki udanych meczów, dziesiątki strzelonych bramek i asyst, nagle stają się bezradni?

zobacz więcej
Zdecydowano także, że na początku grudnia odbędzie się w Krakowie kolejne zgrupowanie. Tu doszło do małego zamieszania, bo aż ośmiu powołanych graczy, m.in. Kałuża, nie stawiło się w wyznaczonym terminie, przez co trzeba było korygować plan zajęć.

4 grudnia polska drużyna pokonała 3:1 reprezentację Bielska, pięć dni później rozgromiła 9:1 reprezentację Lwowa, a 11 grudnia – 7:1 reprezentację Krakowa. Wydawało się, że Polacy są gotowi na stawienie czoła Węgrom.

Wynik na wystawie

Wiele uznania wśród kibiców zdobył tymczasem trener Pozsoyi. Węgier załatwił w swojej ambasadzie, że kibice udający się na mecz do Budapesztu otrzymają wizy węgierskie z 75-procentowym upustem.

„Przegląd Sportowy” z kolei uspokajał czytelników, że o wyniku powiadomi ich jak najszybciej, dzięki łączom telegraficznym z Węgrami. Rezultat miał pojawić się na wystawie fryzjera, niejakiego pana Figla, przy krakowskim Rynku już o godz. 18. w dniu meczu (ten miał się zacząć o 14). Redakcja uruchomiła także specjalny telefon dla czytelników, pod którym mogli poznać szczegóły spotkania.
Zdjęcie polskich piłkarzy w Budapeszcie z 18 grudnia 1921 r., zamieszczone wówczas na pierwszej stronie świątecznego numeru „Przeglądu Sportowego”. Fot. Piotr Wilczarek/Przegląd Sportowy
A Węgrzy uchodzili wtedy za jedną z najmocniejszych drużyn na Starym Kontynencie. Od 1902 do 1921 roku rozegrali w sumie 84 mecze międzypaństwowe, z czego wygrali aż 46. W Budapeszcie przegrali jedynie 7 razy. Dziennikarze wyliczali, że węgierska drużyna już dwukrotnie pokonała Włochów i Francuzów, a z Niemcami na sześć meczów wygrała trzy i tylko raz przegrała. Jedynie Anglicy byli dla nich za mocni.

Długa wyprawa

Dziś podróż z Warszawy do Budapesztu trwa samolotem półtorej godziny. Inaczej było 97 lat temu. Polacy wyjechali do węgierskiej stolicy już 16 grudnia przed południem. Mieli trochę kłopotów na granicy, bo trener zabrał ze sobą pełen kosz żywności dla piłkarzy i celnicy nie bardzo chcieli go z nim wpuścić. Ostatecznie, po interwencji całej drużyny, przymknęli oko na przewożone jedzenie.

Strajk na boisku, zwycięstwo za cenę oszustwa i show-biznes, gdzie nie liczą się zasady

Mamy sześć kryteriów FIFA w sprawie fair play oraz drużynę, którą nagrodzono za ich złamanie.

zobacz więcej
Podczas postoju w Żylinie reprezentanci zjedli m.in. sznycel z musztardą i jabłkami, co popili herbatą i piwem. A cała podróż trwała w sumie 36 godzin. Na dworcu czekały na piłkarzy specjalne karoce, które zabrały ich do eleganckiego hotelu Astoria. Była już godzina 1 w nocy, a nazajutrz trzeba było rano wstać i przygotować się do meczu. Nastrój w kadrze nie był przez to zbyt dobry.

Kiepskie humory

W południe biało-czerwoni udali się na Wyspę św. Małgorzaty, gdzie leżał stadion Hungaria, na którym swoje mecze rozgrywał MTK. Okazało się, że Kałuża ma gorączkę, a Gintel bóle żołądka.

Piłkarzy nie poderwała też przemowa trenera. „Długo udzielał wskazówek, jak mamy grać. Prosił o postawę ambitną, o grę dżentelmeńską. Przyznaję, że te wskazówki, których było bardzo wiele, i to namawianie do ambitnej gry wzbudziły w drużynie jakiś minorowy nastrój. Wychodziliśmy na boisko ze spuszczonymi głowami” – komentował po latach Wacław Kuchar, cytowany w książce Jacka Bryla.
Mecz piłki nożnej Polska - Szwecja na stadionie 1. FC w Katowicach w lipcu 1928 toku. Kapitanowie drużyn Wacław Kuchar (2. od lewej) i Thure Svensson (2. z prawej) oraz sędzia główny Peter Bauwens (w środku) i sędziowie liniowi. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-S-2289-2
Polacy zaczęli spotkanie chaotycznie i bojaźliwie, Węgrzy z kolei ruszyli do ataków, a prym w tym wiódł Imre Schlosser (gwiazda zespołu – w 69 meczach strzelił 59 bramek; po zakończeniu kariery został trenerem i m.in. w latach 1924–1925 prowadził Wisłę Kraków). Obrona gości wytrzymała tylko 18 minut. Wtedy Jeno Wiener podał piłkę w pole karne, a w tłoku pod bramką Jeno Szabó (dla którego był to pierwszy i jedyny mecz w kadrze) ograł Artura Marczewskiego i z bliska posłał piłkę do siatki. Bramkarz Jan Loth musnął ją jeszcze palcami, ale na nic się to zdało.

Gest fair play

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Niedługo potem Polska mogła wyrównać, jednak wynik nie zmienił się przez zachowanie Wacława Kuchara, które przeszło wręcz do legendy. Polak znalazł się bowiem sam przed bramką rywala, ale gdy mijał bramkarza Károly'ego Zsaka niechcący go uderzył, przez co ten stracił na chwilę przytomność. Gwizdek sędziego milczał, więc napastnik mógł strzelać do pustej bramki. Postanowił jednak zatrzymać się i pomóc rywalowi. Gdy Zsak się ocknął, obrońcy zdążyli wybić piłkę.

Jeszcze przed przerwą powinno być 2:0 dla Węgier, bo gospodarzom przyznano rzut karny. Károly Fogl strzelił jednak nad poprzeczką. A w drugiej połowie Polacy zagrali już odważniej i lepiej. Nie pozwolili już przeciwnikom na strzelenie kolejnych bramek, choć sami też nie pokonali golkipera.

Starcie zakończyło się porażką 0:1, którą okrzyknięto jako spory sukces. Polacy uwierzyli, że mogą rywalizować z najlepszymi jak równy z równym.

Ogółem do wybuchu wojny rozegrali aż 83 spotkania, a okres ten pięknie spiął się klamrą, bo 27 sierpnia 1939 roku zmierzyli się w Warszawie z Węgrami i udało im się ich pokonać pierwszy raz w oficjalnym meczu – 4:2.
Mecz piłki nożnej Polska - Turcja na stadionie ŁKS w Łodzi, 29 czerwca 1924 r. Drużyna reprezentacji Polski, stoją od prawej: sędzia Mihaly Ivancsics, Jan Loth, Józef Adamek, Wawrzyniec Cyl, kapitan Henryk Reyman, Mieczysław Balcer, Emil Goerlitz, Władysław Karasiak, Władysław Kowalski, Jan Durka (rezerwowy). Siedzą od prawej: Marian Spoida, Zygmunt Otto, Karol Hanke. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-S-2290
A jak potoczyły się losy pierwszych reprezentantów? Bramkarz Jan Loth rozegrał w reprezentacji tylko pięć meczów, ale przeszedł do annałów jako jedyny zawodnik, który trzy razy zrobił to jako bramkarz, a dwa... jako napastnik.

Ludwik Gintel zagrał w kadrze 12 razy. Z obrońcy pod koniec kariery stał się napastnikiem i od razu został królem strzelców ligi w 1928 roku, z 28 golami. Przeżył 73 lata, zmarł dramatycznie: śmiertelnie chory wyskoczył przez okno.

Obrońca Artur Marczewski założył koszulkę z orłem tylko raz. Po zakończeniu kariery został cenionym sędzią. Zdzisław Styczeń rozegrał w kadrze pięć meczów, ale był pierwszym, który zrobił to jako gracz dwóch klubów – Cracovii i Wisły.

Padli ofiarą najkrwawszego zamachu w historii sportu

Argentyna nie chce z nimi grać przed mundialem. Azjatycka federacja piłkarska ich wyrzuciła. Rywale nie podawali im ręki. Ale poznali też coś gorszego, niż bojkoty i afronty – terrorystów.

zobacz więcej
Stanisław Cikowski dziewięć razy pojawił się w reprezentacji, jest pierwszym wychowankiem Cracovii w kadrze, a do historii Mistrzostw Polski przeszedł jako pierwszy autor gola z rzutu wolnego. Po skończeniu kariery – lekarz ginekolog.

Tadeusz Synowiec był pierwszym kapitanem kadry, w której zagrał osiem razy. Współtworzył „Przegląd Sportowy”, potem był trenerem kadry w 12 meczach oraz cenionym działaczem.

Stanisław Mielech – tylko dwa mecze w kadrze, po zakończeniu kariery wzięty dziennikarz i autor książek.

Wacław Kuchar to legenda polskiego sportu. Rozegrał 23 mecze w kadrze i jako pierwszy osiągnął taką liczbę. Reprezentant Polski w piłce, lekkiej atletyce, hokeju i łyżwiarstwie szybkim. Pierwszy sportowiec roku w Polsce (1926 rok). Zmarł w 1981 roku i do końca życia był fetowany na wszystkich stadionach.

Józef Kałuża to legenda Cracovii, w kadrze zagrał 16 meczów, w dziesięciu jako kapitan. Na igrzyskach wystąpił jako zawodnik i trener. W 454 meczach zdobył 476 goli.

Marian Einbacher wystąpił w kadrze tylko w jednym meczu, czyli tym z Węgrami. Karierę przerwała mu kontuzja kolana. Był dyrektorem banku, zginął w Auschwitz.

Leon Sperling 16 razy grał w reprezentacji kraju, jako pierwszy grał na najwyższym poziomie klubowym w Polsce dłużej niż 10 lat. Zginął w lwowskim getcie.

– Piotr Wilczarek

Pisząc tekst korzystałem z rocznika „Przeglądu Sportowego” oraz Encyklopedii Piłkarskiej FUJI Andrzeja Gowarzewskiego.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Reprezentacja Polski na mecz z Węgrami, rozegrany w Budapeszcie 18 grudnia 1921 roku. Widoczni: Jan Loth (stoi 6. z lewej), Ludwik Gintel (klęczy 1. z prawej), Artur Marczewski, Zdzisław Styczeń, Stanisław Cikowski (klęczy 2. z lewej), Tadeusz Synowiec (klęczy 2. z prawej), Stanisław Mielech (stoi 2. z lewej), Wacław Kuchar (stoi 4. z lewej), Józef Kałuża (stoi 3. z lewej), Marian Einbacher, Leon Sperling. Kraków, grudzień 1921. Fot. NAC/IKC, Tadeusz Cyprian, sygn. 1-S-2293
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje
Sowieckie służby specjalne nie tylko utajniły prawdę o skażeniu. Skutecznie podsuwały też zachodnim dziennikarzom fałszywe dane podmieniając próbki gleby i podstawiając swoich agentów jako zwykłych obywatelki.
Historia Poprzednie wydanie
Laskowikowi nie dali rady. Cenzorzy w Opolu
Agnieszka Osiecka musiała w swoim tekście podwyższyć kwotę zarobków polskiego obywatela. Maryla Rodowicz śpiewając „Był sobie król” rzekomo drwiła z Breżniewa, a „Wielką wodą” – z klęski żywiołowej.
Historia Poprzednie wydanie
Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Jak...
Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.
Historia Poprzednie wydanie
Żałosne indywiduum czy człowiek honoru i bohater?
Nastroje wrogości, podburzanej przez jego przeciwników, groziły linczem Skrzyneckiemu i jego żonie Amelii. Dwie twarze generała.
Historia wydanie 7.06.2019 – 14.06.2019
Szykowali chemiczny atak na Polskę
Wycinali marynarzom w kombinezonach otwory, sprawdzając, jak skóra będzie reagować na zabójcze substancje. Broń testowano w mieście, które dziś słynie z wynalezienia morderczej trucizny: nowiczoka.