Rozmowy

Sekcja rosyjska to było kłębowisko żmij. Ktoś kiedyś nalał koleżance kleju do butów

Unia Lubelska była rezultatem zdroworozsądkowego myślenia. Była koniecznością, ponieważ i Litwa, i Polska widziały niebezpieczeństwo w ekspansji Rosji. Unia mogła ochronić oba państwa, dopóki były razem, stanowiły siłę – mówi litewska poetka Eglė Juodvalkė.

Eglė Juodvalkė. Fot. materiały własne autora
TYGODNIK.TVP.PL: Urodziłaś się w Ameryce, tu się wychowałaś. Pisanie po litewsku w tym kraju to trochę jak bycie Irlandczykiem piszącym po gaelicku…

EGLÉ JUODVALKÉ:
W 1944 roku mój kuzyn Rimvydas spoglądał z balkonu mieszkania swoich rodziców w stronę Žaliasis Tiltas [Mostu Zielonego] nad rzeką Nėris [Wilią]. Kraj był okupowany przez Niemców, nieuchronnie zbliżała się druga okupacja sowiecka.

W 1996 roku z balkonu mojego wynajmowanego mieszkania na drugim piętrze o 3.00 nad ranem krzyczałam „Lietuva! Lietuva!” i machałam do przejeżdżających samochodów z wielkimi litewskimi flagami, a ludzie wychylali się z samochodów odpowiadali mi tym samym okrzykiem: „Lietuva! Lietuva!”
Do wydania 36 tomów Encyklopedii Litewskiej w USA (tzw. Encyklopedii Bostońskiej) przyczyniły się w zasadzie dwie osoby – Juozas Kapočius i Vaclovas Biržiška. Fot. Wikimedia
50 lat, jakie minęły między wydarzeniami na obu balkonach, przyniosło Litwie sowiecką okupację, deportacje na Syberię i za Koło Polarne, dziesięć lat antysowieckiej partyzantki na Litwie, śmierć Stalina, emigrację moich rodziców do Ameryki, moje dorastanie w wolnym kraju.

Miłość moich rodziców do Litwy została we mnie wpisana na zawsze. Litwini, którzy uciekali przed drugą sowiecką okupacją, zbudowali małą Litwę najpierw w obozach dipisów, w których oczekiwali aż Amerykanie ocalą ich kraj. Kiedy to się nie ziściło, zaczęli tworzyć społeczności litewskie w wielu amerykańskich miastach: Nowym Jorku, Cleveland, Detroit, Bostonie, Los Angeles, a także w Australii czy w Europie, na przykład w Anglii i Francji.

Dorastałam w miasteczku oddalonym o 30 mil od Chicago w Indianie. Żyłam w społeczności litewskiej, mieliśmy lekarzy, nauczycieli, litewską parafię św. Franciszka. Przyjaciele moich rodziców byli Litwinami, wszystkie wydarzenia kulturalne w których uczestniczyłam na miejscu i w Chicago były litewskie.

Moi rodzice ograniczyli mi język angielski do szkoły i czytania książek, ale tylko w bibliotece. Moja matka przykazała bibliotekarzowi, żeby nie pożyczał mi angielskich książek do domu. Dom był litewski – panował w nim język i duch Litwy.

A skąd Twoi rodzice brali litewskie książki? Chyba trudno było je zdobyć…

Rodzice ukończyli przed wojną Uniwersytet Litewski w Kownie, dziś znany jako Uniwersytet Witolda Wielkiego, nie mogli żyć bez książek. Kiedy odziedziczyłam ich księgozbiór złożony w y ł ą c z n i e z litewskich książek, mój ojciec poprosił mnie, bym zachowała te, które mi się przydadzą, a resztę wysłała do gimnazjum w Zarasai [Jeziorosach] na Litwie. Tak zrobiłam.

Wielką dumą mojego rodzinnego domu było posiadanie 36 tomów Encyklopedii Litewskiej, do której wydania przyczyniły się w zasadzie dwie osoby – Juozas Kapočius i Vaclovas Biržiška. To jednak niezwykłe, w jaki sposób ci i inni imigranci, na co dzień ciężko pracujący w fabrykach, mogli zebrać się i doprowadzić do wydania 36 tomów encyklopedii, ale także do powołania Lithuanian Opera Company w Chicago, które od 1956 roku wystawia opery wyłącznie po litewsku, a co cztery lata organizuje międzynarodowy festiwal litewskiego tańca, który gromadzi ponad 2000 tancerzy.

Jest też Stowarzyszenie Pisarzy Litewskich w Ameryce, do którego należy wielu pisarzy emigracyjnych, także ja (obecnie jestem też w Związku Pisarzy Litewskich działającym na Litwie). To właśnie była Litwa, która stworzyli dla mnie i innych litewskich dzieci moi rodzice i społeczność litewska.

Czy nie mieliście wyidealizowanego obrazu swojego kraju, dalekiego od realiów sowieckiej Litwy?

Celem zawsze była wolność. Wielu Litwinów oczywiście wtopiło się w międzynarodowe tło, ograniczyło swoje kontakty z ojczyzną do niedzielnych mszy lub sobotniej litewskiej szkółki dla dzieci. Ale ja miałam szczęście, że tu w Ameryce spotkałam grupę ludzi, którym nie wystarczał już sielski obraz ojczyzny.

Po polsku w Izraelu. Emigracja pomarcowa chętniej wyrzekała się polskości, niż Żydzi, którzy wyjechali z Polski po 1956 roku

W sobotnie wieczory w polskiej dzielnicy w Tel Awiwie była kiełbasa, wódka i nie rzadko „Góralu, czy ci nie żal”.

zobacz więcej
Chcieliśmy zmierzyć się z realiami Litwy sowieckiej, z całą tą przerażająca rzeczywistością. Dlatego podjęłam pracę w Radiu Wolna Europa z tym właśnie nastawieniem. I wcale nie byłam jedyna.

W 1995 skończyłaś pracę w Radiu Wolna Europa jako wydawca programu. Przez tę rozgłośnie przewinęły się takie postaci jak pisarze Kazimierz Wierzyński czy Sándor Márai. Czym było dla Ciebie to doświadczenie?

Słuchacze Radia Wolna Europa na Litwie i w innych krajach bloku sowieckiego traktowali nas jak Argonautów. Naszym celem, czyli Złotym Runem, był upadek Związku Sowieckiego i ta data – 30 sierpnia 1991 roku – na zawsze pozostanie jednym z najpiękniejszych dni w naszym życiu.

Jednak wielu z nas w radiu wcale nie było Argonautami. Kierownictwo, wydawcy, inni pracownicy rozgłośni w Monachium, ponad tysiąc osób, w większości wcale nie pracowali dla idei. Co trzymało tam takie osoby, jak Vladimir Matusevich, kierownik rosyjskiej Sekcji w latach 1987–1992, a wcześniej redaktor naczelny „Literaturnoj Gaziety” w Moskwie? Czy to był idealizm? Nie, to pieniądze! Radio było szczodre, choć na co dzień, słuchając narzekań pracowników, nie zawsze zdawaliśmy sobie z tego sprawę.

W Radiu było oczywiście wielu idealistów, często wydalonych siłą że swoich krajów. Byli zaskoczeni, że dostają pieniądze za coś, co mogliby robić za darmo. Byli idealistami, byli rzadkością. Ale też zatrudnionych było wielu byłych komunistów, pragmatyków, którzy ukrywali swoje prawdziwe motywacje przed „idealistami”. Pośrodku stali ludzie o zróżnicowanych postawach.

Pracując w Wolnej Europie nie można było narzekać na nudę. Pamiętam, jak kiedyś dwaj koledzy wyciągnęli noże na korytarzu przy kopiarce, bo jeden – w drodze do studia – chciał odbić tekst, a drugi akurat kserował książkę. Trzeba było ich rozdzielać, żeby nie polała się krew.

Kiedyś ktoś z Sekcji Rosyjskiej nalał koleżance kleju do ocieplanych futrem butów, zresztą ta sekcja była uważana za kłębowisko żmij. Polska Sekcja stała ciut wyżej, podobnie jak Estończycy, Łotysze i Litwini. Pracownicy różnili się między sobą, ale nigdy nie chwytali za noże.

Na Litwie ukazał się Twój tom wierszy „Sakalei nakti nie miega” [Sokoły nocą nie śpią]. Poezja rzadko bywa uwikłana w historię. Twoje poprzednie tomy wierszy taką niepisaną zasadę respektowały. Niewiele osób na świecie wie, że w samym ZSRR do roku 1953 działała antysowiecka partyzantka.

Przywódca litewskiej partyzantki generał Jonas Žemaitis po pojmaniu przez Sowietów był osobiście przesłuchiwany przez Berię i 26 listopada 1954 roku został zamordowany w więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Wcześniej, po wkroczeniu Armii Czerwonej na Litwę ukrywał się w borach, by wkrótce stać się przywódcą Leśnych Braci – jak ich nazywano – walczących z sowieckimi wojskami okupacyjnymi.
Przywódca litewskiej partyzantki generał Jonas Žemaitis 26 listopada 1954 roku został zamordowany w więzieniu na Butyrkach w Moskwie. W roku 2009 roku seimas (sejm) uznał go za czwartego prezydenta Litwy. Na zdjęciu znaczek poczty Litewskiej. Fot. Wikimedia
W grudniu 1951 roku Žemaitis, ukrywający się zimą w bunkrze, miał wylew krwi do mózgu i był częściowo sparaliżowany. Przekazał wtedy przywództwo innym. Udało mu się jednak wydobrzeć na tyle, że w roku 1953 podjął ponownie obowiązki dowódcy.

12 marca 2009 roku, blisko dwadzieścia lat po odzyskaniu przez Litwę niepodległości seimas (sejm) przyjął uchwałę uznającą, że Jonas Žemaitis, znany także pod swym wojennym pseudonimem Vytautas (Witold) będzie odtąd uznawany za czwartego prezydenta Litwy. Wiersze z mojego tomu są poświęcone jemu i jego towarzyszom broni, to mój osobisty wyraz wdzięczności dla litewskich bohaterów.

W autobiograficznej książce „Góra cukru”, ze znaczącym podtytułem „Przygody litewskiego cukrzyka w Ameryce i innych egzotycznych krajach” opisujesz własne przeżycia z chorobą w tle. Wydana w 2000 roku na Litwie stała się bestsellerem, choć wiem, że nie lubisz tego słowa…

W 1961 roku prezydent John F. Kennedy w swoim inauguracyjnym przemówieniu powiedział: „Nie pytaj, co Ameryka może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla Ameryki”.

Wtedy miałam 11 lat i niewiele mnie to obeszło, ale kiedy prezydent Litwy Valdas Adamkus wezwał wszystkich Litwinów, tych z kraju i zza granicy, żeby zrobili wszystko, by pomoc krajowi odżyć po 50 latach sowieckiej okupacji, potraktowałam to osobiście. Nie miałam wielu możliwości działania, wielkich pieniędzy, doświadczenia informatycznego, ani naukowego. Ale miałam możliwości działania, przekonywania, pisałam wiersze i znałam… cukrzyków.

Czy mogłam się na coś przydać? Zaczęłam pisać autobiografię, historię o tym, jak się żyło z tą chorobą, walczyło z nią, wreszcie moje pisanie stało się opowieścią o Litwinach w Ameryce w czasach, gdy dorastałam. Warunki miałam świetne, pisałam wtedy, kiedy w Monachium odwiedzała mnie moja teściowa i spędzała czas ze swym synem (śmiech).

Pisałam po litewsku, jak to jest być Litwinką w Ameryce, jak to jest być wciąż podróżującym cukrzykiem, z tym, że nie pisałam poradnika dla chorych. To był rodzaj mojego pamiętnika z tamtych czasów, po prostu jak to się kiedyś żyło z cukrzycą. Po to, by czytelnik sam potrafił znaleźć swój sposób, jeśli również zmaga się z tą chorobą.

Książka ukazała się w Wilnie w 2000, wydał ją Związek Pisarzy Litewskich. Na początku rzeczywiście znalazła się na liście bestsellerów w Wilnie, ale potem sprzedawała się jeszcze przez 10 lat. Dowiedziałam się, że czytelnicy na prowincji pożyczali ją sobie, była dla nich przydatna, ale prawa ekonomii były nieubłagane – dla wielu była za droga.

Kiedy Litwa była gościem Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie w 2002 roku, zaprezentowano Twój tom wierszy „Veidrodis ir Tatuma”/”The Mirror and the Void” [Lustro i otchłań]. Książka składa się z wierszy pisanych i po litewsku, i po angielsku. To jednak nie są tłumaczenia. Czy nie tłumaczysz własnych wierszy?

Nie znalibyśmy Homera, Rilkego czy Szekspira gdyby nie tłumaczenia, to oczywiste. Przez stulecia znamy ich dzięki przekładom polskim, litewskim, francuskim. Nie możemy sądzić, czy są „dobre”, bo języki to żyjące światy, każdy ma swą własną duszę.

Klasówka z polnych duchów? Neopoganie jak katolicy

Będą mogli prowadzić zajęcia z religii w szkołach państwowych i udzielać ślubów. Mogą też liczyć na ulgi podatkowe oraz przyznanie czasu antenowego w telewizji.

zobacz więcej
Jako osoba dwujęzyczna obawiam się, że moje tłumaczenia byłyby nieodpowiednie. Litewski jest językiem melodyjnym z dużą liczbą zdrobnień, angielski jest pragmatyczny, zwięzły.

Tłumacze wielkich poetów skupiają się albo na dosłownym albo na poetyckim przekładzie, niektóre tłumaczenia to dobre wiersze, ale niekoniecznie takie same, które napisał poeta. Inne są dosłowne, ale z kolei poetycko słabe, choć przynajmniej – na ile jest to możliwe – przekazują, co naprawdę chciał powiedzieć autor.

Bardzo rzadko tłumaczę poezję. Jeśli chodzi o moje utwory, wolę je adaptować na potrzeby innego języka – czasem piszę po prostu na nowo po angielsku wiersz, który napisałam już po litewsku. I odwrotnie. To pozwala mi na zmianę słów i myśli w zależności od języka, którym się posługuję.

Wiersze we wspomnianym tomie były pisane po angielsku i po litewsku, niektóre z nich są adaptowane do jednego lub drugiego języka.

Unia z Polską przyniosła państwu polsko-litewskiemu określoną pozycję w Europie. Ale miłość obu narodów nie była od pierwszego wejrzenia. Co z tej przedrozbiorowej perspektywy dziś można ocalić?

Mówi się, że Litwini płakali w 1569 roku w Lublinie, kiedy podpisywali dokument tak silnie związujący oba państwa. Mówi się też, że Polacy zgrzytali zębami na niektóre ustalenia unii, a więc obawy były po obu stronach.

A jednak jasne strony unii przeważyły. Była rezultatem zdroworozsądkowego myślenia. Była koniecznością, ponieważ i Litwa, i Polska widziały niebezpieczeństwo w ekspansji Rosji. Unia mogła ochronić oba państwa, dopóki były razem, stanowiły siłę.

Przetrwała ponad 200 lat, Litwa dała Polsce królewską dynastię, Jagiellonów, czyli Jogailačiai, z której wywodzi się jedyny litewski święty – Kazimierz, oba państwa pomyślnie się rozwijały.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Czterokrotnie, podczas tych dwustu lat nasze narody, mniej więcej co 60 lat, umacniały swe więzy. Czyli my, Litwini i Polacy, potrafiliśmy zawiązywać unię nie gorszą niż dzisiejsza Unia Europejska.

Powstanie styczniowe z 1863 roku jest kluczowe dla zrozumienia wspólnej przeszłości. Mija półtora wieku od tamtych wydarzeń.

Nowoczesna Litwa dopiero po odzyskaniu niepodległości zaczęła odkrywać „stracone” stulecia: siedemnaste, osiemnaste… Litewski barok. Dwie książki Kristiny Sabaliauskaitė „Silva rerum” z 2008 roku i kolejna część „Silva rerum II” z 2011 zostały książkami roku na Litwie [Zostały też wydane w Polsce, kolejno w roku 2015 i we wrześniu 2018 roku – przyp. WCh]. Autorka przywraca XVII i XVIII-wieczne Wilno świadomości młodych Litwinów, którzy nie wychowali się pod sowiecką okupacją.

Przez 50 lat okupacji zainteresowanie dziejami polsko-litewskiej Rzeczypospolitej było na Litwie źle widziane przez sowieckich decydentów. To był temat tabu, może nawet bardziej niż polskie powstania narodowe. Komuniści fałszowali oczywiście także obraz powstań, ludzkie losy, udział szlachty, to wszystko było pokazywane w negatywnym świetle.
"Draugas" ("Przyjaciel") to dziennik wydawany od 1909 roku przez litewską społeczność w USA. Obecnie ukazuje się trzy razy w tygodniu, zaś w soboty wychodzi magazyn "Kultūra". Fot. printscreen
Kilka pokoleń na Litwie wychowało się z sowiecką wizją tych dziejów, dopiero od niedawna właśnie takie wydarzenia jak powstanie styczniowe, w którym przecież wzięło udział wielu Litwinów, zaczyna być uważane także za nasze powstanie, naszą historię. Na Litwie ma miejsce Wielkie Przebudzenie historyków, ale też litewskiego społeczeństwa.

– rozmawiał i spolszczył Wojciech Chmielewski

Eglė Juodvalkė, ur. w 1950 w East Chicago w stanie Indiana, w rodzinie litewskich imigrantów. Poetka, ukończyła studia na University of Chicago, a następnie przez 20 lat pracowała jako korespondent Radia Wolna Europa w Monachium i po roku 1991 w Wilnie, gdzie była świadkiem rozpadającego się Związku Radzieckiego. Jej tomik poezji „The Mirror and the Void” prezentowany był na Targach Książki we Frankfurcie w roku 2002. Jest też autorką wydanej w USA autobiografii The Sugar Mountain z ironicznym podtytułem “My Life and Misadventures as a Lithuanian Diabetic in America and Other Exotic Places”. Mieszka z mężem, pisarzem Henrykiem Skwarczyńskim, na przedmieściu Chicago w La Grange.

Wojciech Chmielewski , ur. 1969 w Warszawie, prozaik. Ostatnio wydał powieść „Belweder gryzie w rękę”. Laureat Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego.
Polska polityka zagraniczna po 1935 r.
Zdjęcie główne: Parada amerykańskich Litwinów w West Pullman w Chicago z okazji Dnia Niepodległości 4 lipca, ok. roku 1950. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kradł, bił, był liderem gangu. W więzieniu spotkał „duchowego...
Najdłuższa rozmowa jaką przeprowadziłem z moim z ojcem, była na jego grobie. Trwała 40 minut – opowiada Grzegorz Czerwicki, który 12 lat spędził w zakładzie karnym.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Tu się mówi po rosyjsku, a Moskwa jest dla wielu centrum świata
Jednak w sensie kulturowo-cywilizacyjnym wpływ komunizmu szybko przemija.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Krewny Piłsudskiego, który chciał być polskim Banksym
Pierwszy mural podpisał: „Dla Ciebie mamo”. A jeden z ostatnich: „Upadek Kościoła 2018”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nawet posłowie antyklerykalnej lewicy śpiewali „Te Deum”
Paweł Skibiński, historyk: Większość księży angażowało się po stronie prawicy. Ale byli też kapłani w ruchu ludowym, a nawet po lewej stronie sceny politycznej.
Rozmowy wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Stare nieżyjące krokodyle
Andrzej Krauze: Nie mógłbym być, jak mój zmarły brat, reżyserem. To praca jednego człowieka z setką ludzi, a dla mnie już dwie osoby, z którymi miałbym stale współpracować to tłum.