Cywilizacja

Czy Niemcy bez Angeli Merkel będą niebezpieczni dla Europy?

Bezwzględna i pragmatyczna. Ostrożna ryzykantka. Uśpiła swój naród. Teraz odchodzi. To koniec politycznej epoki.

Jeśli po osiągnięciu kompromisu wszyscy mają zły humor, to najwyżej będę się samotnie cieszyła”. Tak o sobie mówiła w jednym z wywiadów w 2013 r. kanclerz Angela Merkel. I w zasadzie można by na tym zakończyć opis stosowanej przez nią w ciągu 14 lat rządów metody politycznej. Dla jednych była to największa zaleta i źródło władzy i popularności Merkel. Dla innych jej największą wadą, która stworzyła grunt polityczny dla populistów i ostatecznie doprowadziła CDU do obecnego poziomu poparcia poniżej 30%.

Dziewczynka Kohla

Zanim jednak uznano, że Merkel doprowadziła sztukę kompromisu do doskonałości była ona uważana za bezwzględnego polityka, który nie zważając na okoliczności dąży do władzy, choć równocześnie potrafi płynąć zdecydowanie pod prąd oczekiwań społecznych – na przykład popierając wojnę w Iraku.

Wielka kariera „dziewczynki Kohla”, jak prześmiewczo nazywano, zupełnie niepasującą do bońskiego establishmentu fizyk z Berlina Wschodniego, zaczęła się od ojcobójstwa. W 1999 r. CDU, po utracie władzy w 1998 r. na rzecz SPD, zmagała się z największym skandalem politycznym w swojej powojennej historii.
Angela Merkel z Helmutem Kohlem, kwiecień 1995 r. Fot. REUTERS/Michael Urman
Okazało się, że polecenie i za zgodą Helmuta Kohla przez kilkadziesiąt lat pieniądze od donatorów nie wpływały na oficjalne konta partii, ale na czarne konta, które pozostały poza nadzorem Bundestagu. Kohl, który do dzisiaj jest w CDU legendą na miarę założyciela chadecji i pierwszego kanclerza Konrada Adenauera, za nic nie chciał ujawnić nazwiska darczyńców i okoliczności całego procederu.

W tej sytuacji Merkel, wówczas z nominacji ówczesnego szefa partii Wolfganga Schäublego sekretarz generalna partii, zdecydowała się opublikować 22 grudnia 1999 r. bez konsultacji z prezydium otwarty list we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, w którym zarzuciła Kohlowi, że w sposób nieodwracalny i fundamentalny zaszkodził partii i powinien zrezygnować z honorowego przewodnictwa partii.

Ponadto stwierdziła, że z funkcji partyjnych powinni zrezygnować także ci, którzy mogli mieć wiedzę o czarnych kontach. Tym samym zaatakowała także Schäublego, który przez ponad 20 lat był najbliższym współpracownikiem Kohla (później się okazało, że nigdy nie był wtajemniczony w cały proceder).

W partii zawrzało, ale CDU jednocześnie odczuwała potrzebę uwolnienia się od swojego „Übervatera” Kohla i oczyszczenia się. Dzięki temu Merkel została na zjeździe partii w kwietniu 2000 r. wybrana na nową przewodniczącą partii z rekordowym wynikiem 95% poparcia.

„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”

Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.

zobacz więcej
Ile widzimy we mgle

Jednak na tym nie kończą się „mordy” polityczne Merkel. Konsekwentnie wypychała na margines polityczny lub nawet poza politykę swoich kolejnych konkurentów, którzy mogli jej władzy zagrozić. Począwszy od Edmunda Stoibera (premiera Bawarii), przez Rolanda Kocha (premiera Hesji), Christiana Wulffa (premiera Dolnej Saksonii), a skończywszy na Friedrichu Merzu. Ten ostatni nie tylko jako pierwszy poparł Merkel, po ogłoszeniu jej listu w „FAZ”, ale w tandemie z nią przejął w 2000 r. władzę w partii, zostając przewodniczącym frakcji (klubu poselskiego) CDU/CSU w Bundestagu.

Merz był jednym, z którym Merkel rzeczywiście mogła w partii przegrać. Jednak w 2004 r. znowu postanowiła zaryzykować i zażądała połączenia funkcji przewodniczącego partii i frakcji. Po kilkumiesięcznej wojnie Friedrich Merz się poddał i oddał jej przewodnictwo w grudniu 2004 r. Odszedł w z polityki rozpoczął karierę prawniczą w biznesie.

Swego rodzaju chichotem historii, czy też karą za wypchnięcie z polityki Merza, którego uważano za jednego najzdolniejszych polityków jego pokolenia, jest jego obecna kandydatura na szefa partii po rezygnacji Merkel. Wydawało się, że z zaświatów politycznych, zwłaszcza z biznesu, się nie wraca, ale - jak się okazuje - Friedrich Merz ma realne szanse na wygranie wyborów na tegorocznym grudniowym zjeździe.

Wybór jej dawnego rywala, niegdyś pokonanego i upokorzonego, byłby potwarzą na koniec kariery politycznej dla Merkel. Równie wielką jak niegdyś zmuszenie przez nią „kanclerza zjednoczenia” Helmuta Kohla do rezygnacji z honorowego przewodnictwa w partii.

Warto pamiętać, że Angela Merkel wprawdzie zniszczyła Kohla, ale równocześnie była pilną uczennicą swojego niegdysiejszego protektora, który słynął z tego, że lubi „przesiedzieć” problemy i angażuje się w dany spór tylko wówczas, kiedy to jest nieuniknione. Który uwielbia brylować w roli neutralnego rozjemcy.
Friedrich Merz przegrał starcie z Angelą Merkel i musiał odejść z polityki. Teraz ma realne szanse na wygranie wyborów na tegorocznym grudniowym zjeździe CDU. Na zdjęciu Merz i Merkel jeszcze razem - podczas kongresu partii w Lipsku w paździeniku 2003. Fot. Getty Images/Sean Gallup
Jedyną sytuacją, w której Kohl podjął śmiało i zdecydowanie inicjatywę, i to wbrew wielu zachodnioniemieckim i europejskim politykom, była sprawa zjednoczenia Niemiec, bo jak sam podkreślał „wybiła historyczna godzina”. I historia miała mu przyznać rację.

Angela Merkel, podobnie jak Helmut Kohl, od objęcia funkcji kanclerza w 2005 r. starała się przeczekiwać problemy, nie angażować się w spory lub czynić to dopiero wówczas kiedy się wszyscy inni wykrzyczeli. Wkraczała wtedy i godziła strony będące w sporze. Prowadziła politykę, jak często określali to niemieccy komentatorzy, na zasadzie: „jedziemy tak daleko, jak widzimy we mgle”. Niemniej Merkel podobnie jak Kohl potrafiła dostrzec „historyczne godziny” i historia miała jej więcej dać, niż by sobie sama życzyła. Pierwsza „historyczna godzina” wybiła, kiedy doszło do katastrofy w japońskiej elektrowni atomowej w Fukushimie, kiedy z dnia na dzień zmieniła o 180 stopni niemiecką politykę energetyczną i klimatyczną, narzucając Niemcom projekt o wymiarach zmiany cywilizacyjnej w postaci „Energiewende”.

Działała wtedy niezwykle konsekwentnie, zdecydowanie, a nawet bezwzględnie, bo nie zważała ani na to, że CDU nagle stało się poniekąd konserwatywnym wydaniem Zielonych i nie dbała o interesy wielkich niemieckich koncernów energetycznych.

Kompromis i ostrożność

Kolejna „godzina” wybiła w trakcie kryzysu strefy euro, który wybuchł w konsekwencji wcześniejszego światowego kryzysu finansowego oraz wieloletnich zaniedbań w samej strefie walutowej. Początkowo Merkel próbowała działać reaktywnie, od problemu do problemu.

Święta wojna o reparacje od „monstrum o umyśle dziecka”

Grecy zupełnie nie przejmują się tym, jak ich starania zostaną odebrane w Niemczech i w Europie. Nie mają kompleksów.

zobacz więcej
Jednak podczas jednego z szczytów strefy euro było już wiadomo, że jeśli przywódcy nie dojdą do porozumienia, to wraz z otwarciem sesji na giełdzie w Tokio, może nie być już euro. I to wówczas pani kanclerz zmusiła wszystkich do wielogodzinnych negocjacji i zbudowania funduszy ratunkowych, ryzykując własne stanowisko, bo nie miała żadnej pewności, że jej własna frakcja poprze te rozwiązania.

Nie tylko niemiecki establishment, ale także społeczeństwo nie było gotowe zapłacić za „błędy i zaniedbania” południa Europy. Jednakże Merkel wiedziała, że ratuje nie tylko euro, ale także przyszłość niemieckiej gospodarki, która jest największym beneficjentem wspólnoty.

Ostatnia, i chyba najtrudniejsza próba historyczna, przyszła wraz z kryzysem migracyjnym, kiedy Merkel zdecydowała o złamaniu umowy Dublin II (rozporządzenia UE z 2003 roku na temat rozpatrywania wniosku o azyl przez państwa członkowskie Unii) i o wpuszczeniu do Niemiec fali uchodźców. Dzisiaj możemy oczywiście dyskutować o tym, czy zrobiła słusznie, ale imigranci wtedy albo już koczowali na Węgrzech, albo byli w drodze do Niemiec.

Wydawało się, że i tym razem Merkel podjęła decyzję słuszną, bo pierwsza reakcja Niemców była niezwykle pozytywna. Obywatele RFN tłumnie witali i pomagali uchodźcom, a pani kanckerz osiągała po raz kolejny szczyty popularności.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Jednak z każdą kolejną falą migrantów, z każdym kolejnym miesiącem i incydentem z udziałem migrantów, entuzjazm Niemców słabł i co więcej stworzył grunt pod nacjonalistyczne inicjatywy w postaci Pegidy (organizacji sprzeciwiającej się islamizacji Niemiec), ale także pozwoliło prawie już nieistniejącej eurosceptycznej partii AfD (Aternatywa dla Niemiec) ponownie odżyć.

AfD potrafiła zagospodarować wyborców niezadowolonych z polityki migracyjnej Merkel i nie tylko odżyła, ale wprowadziła do Bundestagu i wszystkich landtagów swoich przedstawicieli.
Angela Merkel nie zważała na to, że CDU w pewnym momencie stało się konserwatywnym wydaniem Zielonych. Fot. Getty Images/Sean Gallup
Dzisiaj, u końca ery Merkel, zarzuca się jej nie tylko błędy podczas kryzysu migracyjnego, ale także obwiania się ją za to, co było pomiędzy „historycznymi godzinami”, a mianowicie o kompromisowość i ostrożność. I zauważmy, że zarzuty te padają wobec szefa rządu państwa, które ma najniższe bezrobocie od wielu lat, nadwyżkę budżetową i jest największym światowym eksporterem.

Najwyraźniej obywatele Niemiec jak i jej własna partia mają dosyć metody Angeli Merkel, która była balansowaniem pomiędzy hiperostrożnościową i kompromisową polityką małych kroczków, a śmiałym i zdecydowaniem działaniem w tych historycznych chwilach.

Niemcy się budzą

Last but not least należy także zauważyć, że pani kanclerz skutecznie ukołysała swój naród do błogiego snu, z którego teraz Niemcy się budzą. Czy, gdy zabraknie pani kanclerz, jej przebudzony naród będzie teraz gotowy przyjąć do wiadomości, jak wygląda rzeczywistość? I – to może jeszcze ważniejsze pytanie - czy świat jest przygotowany na wybudzonych Niemców?

Zdaje się, że metoda Merkel nie była najgorszą metodą polityczną.

– Tomasz Krawczyk
01.07.2018
Zdjęcie główne: Angela Merkel w Kijowie 1 listopada 2018. Fot. Getty Images/Mykhailo Markiv/TASS
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem
W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyzwolenie na przemoc wobec białych
– Nasi pragną swojej ziemi! – elita polityczna RPA otwarcie zachęca do wywłaszczania białych farmerów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wielkie oszustwa. Nauka to nie tylko arena wiekopomnych odkryć…
Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką
Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!
Cywilizacja wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Fochy naiwnego ojkofoba. Peryferia kontra metropolie
To widać najlepiej w czasie wyborów. Miasta są heroiczne, odważne i prawe. Zaś gbur ze wsi, nie wiadomo, czy więcej braków ma w edukacji, czy w uzębieniu.