Cywilizacja

Mordercy, złodzieje, prostytutki, tragicznie zmarłe dzieci. Pogańscy święci

Kanonizowani przez lud, a nie przez Kościół. Na terenie Chile może być nawet 5 tys. kapliczek zwanych animitas, gdzie otacza się ich kultem i zanosi do nich prośby.

W służbie cara, Hitlera i Pinocheta. Byle bić bolszewików

Chilijski generał, potomek Kozaków, płaci słoną cenę za kontynuację walki z komunizmem. Wyrok, który odsiaduje, uważa za zemstę lewicy.

zobacz więcej
W największej w Ameryce Łacińskiej nekropolii – Cmentarzu Generalnym w Santiago de Chile odwiedzających nie brakuje nawet w dzień powszedni. Przychodzą nie tylko bliscy pochowanych tu zmarłych. Spotkać można też uczniów szkół plastycznych, którzy siedzą z brulionami na ławeczkach czy krawężnikach i pracowicie szkicują wzniesione przy szerokich cmentarnych alejach rodzinne grobowce, przypominające niekiedy niewielkie pałace.

Wycieczki turystów zwykle idą prosto do mauzoleum Salvadora Allende, byłego lewicowego prezydenta Chile, który zginął podczas wojskowego zamachu stanu Augusto Pinocheta w 1973 r. Starsi spacerowicze, którzy uciekli z ruchliwych ulic chilijskiej metropolii niespiesznie przechadzają się między zacienionymi przez palmy kolumbariami.

Miejsca gdzie pochowane są dzieci upstrzone są zabawkami, balonikami, wiatraczkami. – W Chile obecny jest animizm. Wierzymy, że dusze zmarłych są bliżej Boga, a grób jest swego rodzaju okienkiem, które łączy niebo i ziemię – opowiada student jednego z uniwersytetów w Santiago, który w dni wolne od zajęć oprowadza kilkuosobowe grupy przybyszów po stolicy Chile. – Dzieciom przynosimy zabawki, a ich groby zawsze są obok siebie, by mogły się ze sobą bawić – tłumaczy. I zaraz prowadzi nas do niepozornego kolumbarium, które obczepione jest tabliczkami z podziękowaniami.
Cmentarz Generalny w Santiago de Chile. Fot. Flickr/Robin Fernandes
Są nie tylko kwiaty i świeczki, ale i pozostawione listy, zabawki, flagi. To miejsce poświęcone Romualdito – pogańskiemu świętemu kanonizowanemu nie przez Kościół, a przez ludzi. Tu nikt nie sprawdza heroiczności cnót takich ludowych świętych. Do tego grona mogą dołączyć złodzieje, prostytutki czy mordercy.

Nikt dokładnie nie wie, ilu Chilijczycy mogą mieć takich świętych. Badaczka tego zjawiska Karen Plath Müller Turina szacuje, że na terenie Chile jest blisko 5 tys. miejsc kultu pogańskich świętych. Spontanicznie stawiane przez ludzi ku ich czci kapliczki i ołtarzyki zwane przez Chilijczyków animitas, zostały nawet ogłoszone kulturowym dziedzictwem kraju.

Piętnaście metrów podziękowań

Miejsce największego kultu Romualdito to wcale nie Cmentarz Generalny, a mur przy Centralnym Dworcu Kolejowym w Santiago. To tam miał tragiczne zginąć Romualdito, a animitas, jeśli tylko to możliwe, tworzy się właśnie w miejscu śmierci otoczonej kultem osoby, wierząc że to właśnie tam błąka się jej dusza gotowa do spełniania próśb. – Romualdito to było dziecko, dlatego zdrabniamy jego imię. 13 letni sprzedawca uliczny, sierota, bardzo lubiany przez ludzi – opowiada nasz młody przewodnik.– Zginął tragicznie w latach 30. XX wieku – dodaje.

Jednak na ulicach Santiago słyszę też inne opowieści na temat Romualdito. Jedni twierdzą, że był dzieckiem upośledzonym, którego zaatakowali złodzieje. Według innych to człowiek chory na gruźlicę, którego bandyci okradli z ostatnich kilku peso i płaszcza, po czym pchnęli go nożem. Funkcjonuje też hipoteza pisarza i badacza chilijskiego folkloru Oreste Platha, wedle którego Romualdito był niebezpiecznym przestępcą zabitym przez stróżów prawa, ale ta wersja nie jest tą najpopularniejszą.

Swoje ustalenia ma też chilijska policja. Aspirujący do roli śledczych młodzi funkcjonariusze sięgnęli do archiwów starając się odtworzyć historię Romualdita. Poinformowali, że mieszkańcy Santiago w rzeczywistości czczą Romualdo Ivani Zambelliego – mechanika włoskiego pochodzenia, który zginął 8 sierpnia 1933 r. w wieku 41 lat. Został napadnięty i ugodzony nożem w serce. Na podstawie odnalezionego zdjęcia udało się nawet stworzyć jego portret.

Mur, na którym wiszą podziękowania za wyświadczoną przysługę, cud, uzdrowienie małżonka albo wnuka, poczęcie dziecka, zdany egzamin i wiele innych ma długość prawie 15 metrów. Przy okazji remontu dworca nikt nie odważył się zburzyć go czy przenieść w inne miejsce. – Według ludowych wierzeń ten, kto zniszczy animita może się spodziewać jakiegoś nieszczęścia w życiu. Nic więc dziwnego że nie zdecydowano się na ruszenie muru – tłumaczyła w mediach Karen Plath Müller Turina.

Codziennie palą się tam świece, a odwiedzający zostawiają zarówno pieniądze jak i rozmaite przedmioty: cygara, zabawki, dziecięce buciki, testy ciążowe, własne dyplomy. Na murze wisi też krzyż. W gąszczu rozmaitych przedmiotów i zdjęć można znaleźć obrazki z Matką Boską, czy katolickimi świętymi.

Najbardziej przed Centralny Dworzec Kolejowy przyciągają jednak świadectwa tych, którzy twierdzą, że Romualdito spełnił ich prośby. Yazmín i Jonathan Rodríguez marzyli o rodzinie. Wzięli ślub i starali się o dziecko. Bez efektu. – Lekarz powiedział mi: „Słuchaj, nie będziesz mogła zostać matką”. Kiedy wyszłam z badania czułam się jakby ktoś mnie właśnie zamordował, jakbym była do niczego – opowiadała Yazmín w reportażu stacji Chilevisión.

Selfie z mszą. Pielgrzymowanie zamieniło się w turystykę

Oznaczony pielgrzymimi muszlami automat oferuje nie tylko plastry, ładowarki czy baterie, ale i środki antykoncepcyjne oraz całą gamę gadżetów erotycznych z dmuchaną lalką włącznie.

zobacz więcej
Wracając od lekarza zatrzymała się przy animita poświęconej Romualdito, by prosić o to, co lekarze uznali za niemożliwe. – Trzy miesiące później byłam w ciąży – mówiła Yazmín pokazując zdjęcia z dzieckiem. Z mężem pod mur Romualdito przychodzą co miesiąc i obiecują, że będą tak czynić aż do śmierci.

Są i tacy, którzy przychodzą w bardziej przyziemnych sprawach. Camilo Aburto prosił Romualdita o motor. Nagle zaczęły mu się zdarzać nieprzewidziane dopływy gotówki. Nie minęły dwa miesiące jak stał się dumnym posiadaczem jednośladu.

Góry pluszaków przy autostradzie

Romualdito jest jedną z kilku najbardziej znanych w Chile postaci, wokół których powstał kult. Zwykle ich zasięg jest raczej lokalny, ograniczony do kilkudziesięciu, kilkuset kilometrów, konkretnego regionu. Jak to się dzieje, że jedni zmarli otaczani są kultem, na miejscu ich śmierci powstaje animita, a inni nie?

Kluczową sprawą jest to czy śmierć danej osoby nastąpiła w zagadkowych lub tragicznych okolicznościach. W większości takich przypadków to sąsiedzi, znajomi, naoczni świadkowie zdarzenia, a nie rodzina wznoszą kapliczki i zaczynają lokalny kult.

Historyk Micaela Navarrete zwraca uwagę, że wedle ludowych wierzeń osoba choćby była najgorszym przestępcą, to pozbawiona życia w tragicznych okolicznościach dostępuje oczyszczenia duszy. W efekcie postać ta staje się orędownikiem ludzi przed Bogiem, wielu się do niej modli, zanosi swoje prośby. – Pojawia się bezpośredni dialog z taką duszą: „ja cię proszę, żebyś uzdrowiła moją córkę i ofiaruję ci jej ulubioną lalkę” – tłumaczyła Navarrete w magazynie „Patrimonio de Chile”.

Czczonym zbrodniarzem jest Jorge del Carmen Valenzuela Torres znany jako Chacal de Nahueltoro. To pochodzący z biednej chłopskiej rodziny alkoholik, który w 1960 r. zabił wdowę Rosę Rivas i jej pięcioro dzieci. Za zbrodnię trafił do więzienia, gdzie przeżył przemianę: żałował morderstw, których dokonał, nawrócił się na katolicyzm, nauczył się czytać i pisać, zdobył zawód. Mimo próśb o jego ułaskawienie został rozstrzelany w 1963 r.

Kultem otaczane jest miejsce jego pochówku na cmentarzu w San Carlos. „Zabójca czyniący cuda” mówią o nim ci, którzy przychodzą prosić np. o wyleczenie z alkoholizmu. Twierdzą, że Chacal de Nahueltoro jest w tej sprawie niezwykle skuteczny. Duże znaczenie dla kultu tego pogańskiego świętego miał jednak film fabularny, po którym przybyło pielgrzymujących do San Carlos.

Góry pluszaków piętrzą się na 22 kilometrze autostrady Del Sol łączącej Santiago z wybrzeżem Pacyfiku. Tu w październiku 1998 r. zginęła 18 letnia wówczas Astrid Soto. Jechała motocyklem kiedy uderzyła w nią ciężarówka. Była początkującym kierowcą dlatego w niedużej odległości jechał za nią jej ojciec. Zmarła mu na rękach.

Dziś otoczona jest kultem i znana jako Niña hermosa – piękna dziewczyna. W miejscu jej śmierci przy autostradzie ustawiono jej wielkoformatowe fotografie. Młoda, uśmiechnięta, z długimi kasztanowymi lokami. Ludzie zapalają jej świece, stawiają kwiaty, ale przede wszystkim zostawiają maskotki.
Doris Leiva Maulen pracowała jako striptzerka i była ponoć podobna do znanej rosyjskiej tenististki. Zginęła w wypadku samochodowym. Dziś "cudowna animita chilijskiej Kurnikowej spełnia życzenia wielbicieli". Fot.twitter/printscreen
Kierowcy przejeżdżający obok naciskają klakson na cześć Soto. Bez trudu można tam dotrzeć, bo animita upamiętniająca Niña hermosa jest oznaczona na mapach Google’a. Wedle odwiedzających poświęcone jej miejsce, potrafi leczyć ludzi i zwierzęta, spełnia prośby żon zdesperowanych życiem z mężem alkoholikiem.

Adán Lagos w wypadku stracił nogę i zapadł w śpiączkę. Ze sprawą do kapliczki poświeconej Soto przyszła jego matka. – W moim przypadku zdarzył się cud. Byłem martwy, a dzięki niej żyję – mówił Lagos w Chilevisión dodając, że Niña hermosa uchroniła go także przed kolejnym wypadkiem.

Cristian Niedbalski, który na Cmentarzu Generalnym w Santiago odpowiada za wydarzenia kulturalne i relacje z prasą tłumaczy Tygodnikowi TVP, że prośby przed kapliczkami ludowych świętych zanoszą nie tylko starsi, ale i całkiem młodzi Chilijczycy. – Wybierają tylko animity poświęcone innym osobom. Każdy szuka kogoś, kto jest do niego podobny, jest mu bliski, może zrozumieć jego problemy, cierpienia. Młodzi szukają animity kogoś w ich wieku, starsi przywiążą się do kogoś kto zmarł w starszym wieku, aktorzy będą odwiedzać animite aktora – wyjaśnia.
Pióro anioła na pustyni

W pustynnym regionie Antofagasta na północy Chile specjalistą od cudów i spełnionych życzeń jest Erito zwany Aniołem z Calamy. To właśnie w jego rodzinnej Calamie powstało miejsce kultu – nie grota, ani zbita z desek i blachy kapliczka, ale raczej pawilon przypominający duży kiosk ruchu. Erito, to Erick Guzmán 13 latek, który zginął w wypadku w 2007 r. Szedł właśnie do domu starców gdzie pomagał jako wolontariusz.

Mieszkańcy Antofagasty twierdzą, że spełnia prośby, na potwierdzenie zostawia im białe piórka – jakby pierze ze skrzydeł anioła. – Zawsze kiedy spełni jakąś moją prośbę pojawia się piórko – opowiadała mediom Janette Olavarría. Mieszkańcy Antofagasty wierzący w orędownictwo Erita twierdzą nawet, że dziecko komunikuje się z nimi, przekazuje wiadomości, objawia się. Poświęcony mu pawilon wypełniają podziękowania, ozdoby, maskotki bohatera lubianej przez chłopca bajki „Sponge Bob”. Na jednej ze ścian wisi nawet ogromny plakat, na którym Chrystus obejmuje nastoletniego Ericka.

Aspirującą animitą jest miejsce poświecone zmarłej w 2014 r. striptizerce Doris Leivi Maulen znanej jako „chilijska Kurnikowa”. Zginęła w wypadku samochodowym na drodze krajowej nr 5 w regionie Valparaíso. Wracała z jednego ze swoich występów.

Blondynka, nieco podobna do rosyjskiej tenisistki Anny Kurnikowej, zwykła występować w obcisły sportowym kostiumie i z tenisową rakietą, z którą zresztą została pochowana. Wielkie zdjęcia w obcisłym tenisowym stroju umieszczono także w kapliczce, którą opiekuje się syn „chilijskiej Kurnikowej” jak i mieszkańcy najbliższego domu, którzy w noc kiedy zdarzył się wypadek próbowali ratować striptizerkę. Do szerszej popularności brakuje tylko świadectw, że potrafi zdziałać cuda. Popularność konkretnych animitas buduje się bowiem na zasadzie marketingu szeptanego. Ktoś odwiedził miejsce poświecone konkretnemu zmarłemu, o coś poprosił, twierdzi że jego prośba została wysłuchana, opowiada o tym sąsiadom i znajomym, umieszcza stosowną tablicę dziękczynną czym przyciąga kolejne osoby, które czekają na niebiańską interwencję.

Liturgia przy pogańskiej kapliczce

Pogańscy święci nie są jedynie chilijską tradycją. W różnej formie tego rodzaju kult istnieje w wielu innych krajach Ameryki Południowej – w Argentynie, Boliwii czy Peru. Wiara w moc tragicznie zmarłych postaci, co do których czasem istnieją wątpliwości czy rzeczywiście istniały, czy może są jedynie legendą, ma swoje korzenie w kulcie zmarłych praktykowanemu przez rdzennych mieszkańców kontynentu w epoce prekolumbijskiej.

Biegactwo, czyli jak zrobić z hobby pseudoreligijny fanatyzm

Polskimi miastami rządzą ludzie, którzy organizowaniem imprez sportowych leczą swoje kompleksy i uważają, że wystarczy maraton, żeby być jak Niu Jork – pisze Łukasz Warzecha.

zobacz więcej
W dokumencie konferencji episkopatu Chile dotyczącym kultu pogańskich świętych ks. Raúl Feres Shalup tłumaczył, że plemię Mapuczów zamieszkujące w epoce prekolumbijskiej tereny dzisiejszego południowego Chile w podobny sposób odnosiło się do swoich zmarłych jak dziś robią to osoby stawiające animitas. – Zmarły przodek Mapuczów zamieniał się w orędownika – tłumaczył ks. Feres Shalup. Dodał, że w czasie chrystianizacji kontynentu prekolumbijskie wierzenia zmieszały się ze szczególną troską w stosunku do dusz czyśćcowych, której nauczali misjonarze.

Taki synkretyzm w postaci wiary w złoczyńców, którzy za podarki spełniają prośby to dziś niemałe wyzwanie dla chilijskiego Kościoła. A jest on w tym kraju w defensywie, więc nie próbuje wchodzić w konflikt z wiernymi otwarcie zwalczając kult animitas.

Ks. Raúl Feres Shalup w swoim dokumencie zwraca uwagę, że zjawisko należy wykorzystać do ewangelizacji. Podaje jednak dość karkołomny przykład działania: przywołuje parafię, której proboszcz, gdy wzniesiono na jego terenie kapliczkę ku czci zmarłej tragicznie osoby, po prostu udał się na miejsce by odprawić tam liturgię i pobłogosławić to miejsce jak i rodzinę zmarłego.

W dyskusji na temat relacji między katolicyzmem, a wiarą w moc próśb zanoszonych do animitas często przywołuje się słowa nieżyjącego już jezuity o. José Donoso: „Animitas nie zdziałają cudów, tego może dokonać tylko Bóg. To Ojciec w niebie wysłuchuje naszych błagań i jest obecny kiedy ludzie je zanoszą stojąc przed zapalona świecą. Kościół Katolicki ma szacunek do tych wierzeń, ale jednocześnie uznaje, że powinny być one kierowane na dobrą ścieżkę wiary. Zostać przejechanym czy zasztyletowanym przez przestępcę, to nie to samo co oddać życie za Jezusa”.

Zdaniem Cristiana Niedbalskiego kult ludowych świętych nie zaniknie. – To trwa od wieków. Już rdzenni mieszkańcy zanosili modły do Pachamamy, czyli matki ziemi o powodzenie, udane zbiory. Animitas są popularne, bo człowiek ma nieustannie wiele potrzeb, snów – mówi nam. Dodaje jednak, że zjawisko wiary w skuteczność animitas, to kwestia psychologii.

– To nie animitas mają moc rozwiązywania ludzkich problemów i czynienia cudów. To kwestia tego jak bardzo ktoś wierzy w to, że animita mu pomaga. Jeśli jest o tym przekonany od razu bardziej pozytywnie nastawia się do życia, robi wszystko co w jego mocy by rozwiązać swoje problemy, albo pozyskać to czego pragnie. A gdy już to osiąga uznaje, że to dzięki prośbom zanoszonym przed animitą – mówi Niedbalski.
Ołtarzyk Carmencity Cañas na cmentarzu w Santiago. Wedle ludowych opowieści była była dziewięcioletnią dziewczynką, zgwałconą i brutalnie zamordowaną roku albo 15-latką, która z miłości popełniła samobójstwo. W rzeczywystości Carmen była prostytutką, która w wieku 37 lat zmarła w 1949 roku. Fot. Wikimedia/leo! from Goiânia, Brasil
Z okazji wszystkich świętych choć Chilijczycy odwiedzają swoich bliskich na cmentarzach, to więcej jest także tych przychodzących do animitas. – Tego dnia raczej nie przychodzą z prośbami, ale po drodze na groby bliskich zostawiają im kwiaty, różne drobiazgi – mówi Cristian Niedbalski.

Na Cmentarzu Generalnym znajduje się nie tylko grób Romualdito, ale także animita Carmencity Cañas. Według podań była 15 letnią dziewczyną zakochaną w chłopaku ze wsi. Wzięła z nim potajemny ślub, a kiedy jej rodzina nakazała zakończyć znajomość Carmencita powiesił się na cmentarzu w miejscu gdzie dziś znajduje się jej grób.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tyle mówi legenda. W rzeczywistości była prostytutką, która w wieku 37 lat zachorowała i zmarła w szpitalu. – Jest odwiedzana przez cały rok przez panny młode, studentów, przez osoby które wracają z pobliskiego szpitala i chcą prosić o zdrowie swoje czy kogoś z bliskich – opowiada Niedbalski. – W dniu wszystkich świętych ci którzy przychodzą odwiedzić groby bliskich zwykle zaglądają także do Carmencity. Tak będzie pewnie i w tym roku.

– Agnieszka Niewińska
Valparaiso
Zdjęcie główne: Miejsce kultu Romualdito. Fot. Shutterstock/Gubin Yury
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem
W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyzwolenie na przemoc wobec białych
– Nasi pragną swojej ziemi! – elita polityczna RPA otwarcie zachęca do wywłaszczania białych farmerów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wielkie oszustwa. Nauka to nie tylko arena wiekopomnych odkryć…
Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką
Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!
Cywilizacja wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy Niemcy bez Angeli Merkel będą niebezpieczni dla Europy?
Zamordowała ojca. Uśpiła Niemców. Metoda polityczna Angeli Merkel