Kultura

Anatomia zbrodni. Dwa spojrzenia na diabelskie systemy

Autor jednego z najważniejszych dramatów Polski Ludowej kontra pisarz dający świadectwo o zbrodniach czerwonego totalitaryzmu. Komunistyczny polityk kontra opozycjonista i emigrant. Przejmujący portret ludzi wciąganych w wir nazizmu i szczegółowe, reporterskie opisy Gułagu.

Leon Kruczkowski i Gustaw Herling-Grudziński zmierzą się ze sobą w kolejnym odcinku „Pojedynków stulecia”. W czwartek 1 listopada o godz. 22.25 na antenie TVP Kultura.

Partyzant i opryszek. Kto okazał się obrońcą zasad w PRL

O Romanie Bratnym nikt już nie pamięta. Marek Nowakowski jest odkrywany na nowo.

zobacz więcej
Nic nie zapowiadało wielkiej literackiej kariery Leona Kruczkowskiego. Syn krakowskiego introligatora spędził kilka lat w służbie wojskowej. Ukończył chemię i wraz z żoną zatrudnili się jako para nauczycieli w Sosnowcu.

Życie nim miotało. Raz pracował w rafinerii naftowej w Limanowej, żeby zaraz później wylądować w cementowni w Łazach. Ale zawsze gdzieś w pobliżu leżały książki Stefana Żeromskiego.

Po śmierci autora „Popiołów” Leon Kruczkowski oddał poetycki hołd swojemu mistrzowi. „Cezarego Baryki elegia na śmierć Stefana Żeromskiego” kończyła się słowami: „Lecz jutro – wiem – będę miał serce niechwiejne/ Hetmanie!/ Na grobie Twym legła chorągiew, którą podejmę”. Te słowa zostały usunięte z debiutanckiego tomiku po interwencji sanacyjnej cenzury upatrującej we frazie: „legła chorągiew, którą podejmę"... przejaw sympatyzowania z komunistami.

Polemika z romantyzmem

Zaraz później, w 1932 roku ukazała się pierwsza powieść Kruczkowskiego – „Kordian i cham”.

Nawiązuje ona (nie tylko tytułem) do „Kordiana” Juliusza Słowackiego, choć polemizuje z tymi wątkami romantyzmu, które afirmując naród pomijały targające nim konflikty społeczne. Utwór przedstawia losy Kazimierza Deczyńskiego, wiejskiego nauczyciela, uczestnika powstania listopadowego i jednego z działaczy emigracyjnej lewicy. Deczyński jest autorem autobiograficznej książeczki „Opis życia wieśniaka polskiego”. Spadła na niego za nią lawina krytyki ze strony emigracji polskiej we Francji. I to zainspirowało Kruczkowskiego.

W jego powieści mamy zderzenie „dwóch równoległych światów”: szlacheckiego i chłopskiego. Jak sam to tłumaczył Kruczkowski w polemicznym artykule „Bronię Kordiana i chama”: „pisarz współczesny sięgający w przeszłość Polski z punktu widzenia jej mas pracujących (…) zmierzyć się musi nie tylko z treścią dziejów, nabrzmiałą od krzywdy tych mas, nie tylko przebić się przez sieć legend, zakłamań i przemilczeń oficjalnej historii, ale ponadto przeciwstawić się (…) wielkim i świetnym sugestiom literatury romantycznej, co sama w sobie genialna i świetna [...] zbyt anielskie miała skrzydła, aby udźwignąć na nich ciężar tej najczarniejszej niewoli, niewoli istotnej, niewoli społecznej trzech czwartych ówczesnego narodu polskiego”.
Leon Kruczkowski jako wiceminister kultury i sztuki podczas uroczystości 30-lecia Związku Artystów i Kompozytorów Scenicznych (ZAiKS). Warszawa, 20 marca 1948 r. Fot. PAP/CAF
Konstrukcja „Kordiana i chama” w dużej mierze oparta była na rozmowach poszczególnych postaci. Tym samym ujawniała się miłość, jaką twórca „Rodziny Sonnenbrucków” obdarzył teatr. Zresztą Leon Schiller, inny zaangażowany twórca i jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów XX wieku namówił Kruczkowskiego do przerobienia powieści na przedstawienie. W ten sposób „Kordian i cham” okazał się też egzemplifikacją teatru politycznego, wzorowanego na twórczości dwóch niemieckich reżyserów: Bertolda Brechta i Erwina Piscatora.

Do wybuchu II wojny światowej powieść Kruczkowskiego zdobyła olbrzymią popularność, miała cztery wznowienia. Doczekała się również kilku bardzo pozytywnych recenzji (m.in. Karola Irzykowskiego, Tadeusza Boy-Żeleńskiego, Kazimierza Wyki).

W latach 30. Kruczkowski – zatwardziały krytyk każdej dyktatury – wyszydzał i obśmiewał III Rzeszę. Wystawił też antynazistowską sztukę zatytułowaną „Bohater naszych czasów”. Nie odbiła się ona jednak na tyle szerokim echem, by Niemcy po wkroczeniu do Polski byli zainteresowani jej autorem tak, jak choćby Melchiorem Wańkowiczem z powodu powieści „Na tropach smętka”.

Jako uczestnik kampanii wrześniowej Kruczkowski trafił do obozu jenieckiego. Tam organizował więzienny teatr. Przyglądał się też z bliska Niemcom.

Gestapowiec też człowiek

I właśnie „Niemcy” to tytuł najsłynniejszego dramatu Leona Kruczkowskiego. Jego opus magnum, dzięki któremu na lata został autorem lektury szkolnej, ukazało się w 1949 roku najpierw jako „Niemcy są ludźmi”. Z tego tytułu zrezygnował jednak sam autor. Ale nie dlatego, że porzucił swą pierwotną koncepcję i chciał coś w dramacie zmienić. Po prostu uznał, że zwięzły tytuł będzie lepszy i bardziej czytelny.

Fraza „Niemcy są ludźmi” doskonale wyrażała intencje Kruczkowskiego przerażonego falą dehumanizującej antygermańskiej nagonki, która – co zrozumiałe – przetoczyła się przez Polskę zaraz po wojnie.

„Literacki obraz Niemca – pisał Kruczkowski – w naszych współczesnych powieściach, nowelach, dramatach i filmach na tematy okupacyjne był obrazem o bardzo nikłej lub zgoła żadnej wartości poznawczej, mówił o gestach i minach, o funkcjach i uczynkach – nic jednak albo prawie nic o motywach działania, o mechanizmie wewnętrznym »funkcjonariuszy zbrodni«, tym mechanizmie, na którym hitlerowski imperializm grał swoje potworne »imbrioglio«”.

Zatrzymajmy się przy tym na chwilę. Kruczkowski chciał widzieć w mundurze esesmana zasłonę, za którą stał zwykły człowiek. Takie podejście było obecne w powojennej refleksji nad totalitaryzmem na Zachodzie.

Piewca polsko-litewskiego Commonwealthu i poszukujący haju hipster z PRL

Pojedynek Melchiora Wańkowicza z Mironem Białoszewskim to konfrontacja dwóch zupełnie różnych zapisów doświadczenia wojennego.

zobacz więcej
W 1963 roku ukazał się „Eichmann w Jerozolimie – rzecz o banalności zła” autorstwa Hannah Arendt. Filozof mająca już wówczas na koncie takie publikacje, jak „Źródła totalitaryzmu” czy „Kondycja ludzka”, przyglądając się przebiegowi procesu niemieckiego zbrodniarza odkrywała, że nie ma przed sobą wcielonego diabła, lecz niezbyt bystrego urzędnika, który „tylko” chciał dobrze wykonywać rozkazy.

W „Niemcach” Kruczkowskiego mamy do czynienia z całym szeregiem scen przedstawiających bohaterów uwikłanych w nazizm, którzy znajdują się przed wyborami granicznymi, na skutek splotu nieszczęśliwych wypadków. Hoppe (żandarm niemiecki w Generalnej Guberni) nie zabił żydowskiego dziecka dlatego, że pała do niego nienawiścią z przyczyn rasowych, a dlatego, że inny funkcjonariusz patrzył mu na ręce. Nie ma potworów, jest tylko totalitaryzm, który dusi człowieczeństwo.

To właśnie w próbie uchwycenia istoty narodzin zbrodniczego totalitarnego systemu można odnaleźć pomost pomiędzy Leonem Kruczkowskim a Gustawem Herlingiem-Grudzińskim. Trudno powiedzieć, jak potoczyłaby się kariera literacka tego drugiego, gdyby w 1940 roku nie został on aresztowany przez NKWD podczas próby przedostania się na Litwę.

Herling-Grudziński był wówczas 21-letnim chłopakiem z konspiracyjno-partyzancką kartą. A więc w naszym zestawieniu „Pojedynków stulecia” można go zaliczyć, po Romanie Bratnym i Mironie Białoszewskim, do pokolenia „Kolumbów”. 15 października 1939 roku założył wraz z kolegami Polską Ludową Akcję Niepodległościową – PLAN, jedną z pierwszych organizacji konspiracyjnych pod okupacją niemiecką. Był „Kolumbem” o tyle specyficznym, o tyle niestandardowym, że ukształtowało go bardziej doświadczenie sowieckiego łagru niż kolejne epizody jego wojennego życia, jak choćby bitwa pod Monte Cassino.

Przed Aleksandrem Sołżenicynem

Autor „Innego świata” z bolszewickiej niewoli zostaje wyzwolony w ramach układu Sikorski-Majski w 1942 roku. W ten sposób trafił do armii generała Władysława Andersa, z którą przeszedł swój chrzest bojowy.

Ciekawym i mało znanym faktem są żydowskie korzenie pisarza. Nie sposób się o nich dowiedzieć bez zagłębienia się w jego biografię. Bo i sam autor „Dziennika pisanego nocą” zachowywał się tak, jakby ten fakt chciał wymazać.

Można powiedzieć, że literacka kariera Gustawa Herlinga-Grudzińskiego zaczyna się wraz z wydaniem „Innego świata” i sukcesem tej książki. Na jej niezwykłej popularności zaważyło to, że autora nie interesowała polska perspektywa. Nie próbował dojrzeć w swojej „syberiadzie” doświadczeń XIX-wiecznych powstańców i szukać z nimi metafizycznej więzi, która niechybnie zaprowadziłaby go do rozważań nad „mesjańskim” posłannictwem narodu.

Herling-Grudziński, mimo ekstremalnych warunków, w jakich się znalazł, patrzył na sowiecką Rosję oczami bacznego i wnikliwego reportera. To dlatego „Inny świat”, podobnie jak „Niemcy” Kruczkowskiego, słusznie trafiła z upływem czasu do kanonu literackiego, a także stała się lektura szkolną.

Książka została wydana w 1951 roku w Wielkiej Brytanii i to od razu w przekładzie na angielski. Tym samym autor zwracał się do tamtejszego i to wcale nie emigracyjnego czytelnika. Próbował ostrzec Anglików przed niebezpieczeństwem ze Wschodu i zaświadczyć o tym, że mimo zwycięstwa nad nazizmem czasy totalitaryzmów wcale się nie skończyły. Zależało mu też na pokazaniu ceny, jaką za jałtańskie układy musiały ponieść te narody, które nie miały szczęścia znaleźć się po zachodniej stronie żelaznej kurtyny.

Z tego punktu widzenia „książka życia” Herlinga-Grudzińskiego wydaje się jeszcze cenniejsza. Mogła bowiem stanowić idealną odtrutkę na głupstwa wygadywane przez różnej maści „pożytecznych idiotów”, gotowych rozpowszechniać na Zachodzie mit o Związku Sowieckim jako państwie mlekiem i miodem płynącym.

W tych działaniach Herling-Grudziński zdecydowanie pozostawał w literackiej awangardzie. Wyprzedził o dekadę „Jeden dzień z życia Iwana Denisowicza”, a także stanowiący dla zachodnich elit ostateczny dowód na istnienie łagrów „Archipelag Gułag”, który ukazał się dopiero w 1973 roku. Krótko mówiąc: autor „Innego świata” pozostawił w tyle zasłużonego noblistę Aleksandra Sołżenicyna.

Koniunkturalista i ideowiec – dwie kolaboracje z komunizmem

Jarosław Iwaszkiewicz i Tadeusz Konwicki dali się uwieść władzy ludowej. Ale obydwaj kierowali się różnymi pobudkami.

zobacz więcej
Reporter czasów totalitarnych

Po latach profesor Włodzimierz Bolecki wspominał, że po wyjściu z łagru pierwsze kroki na wolności Herling-Grudziński skierował do sklepu, w którym mógł kupić zeszyt. I faktycznie „Inny świat” zdaje się być wspomnieniami spisywanymi na bieżąco, w pewnym pośpiechu, nim upływ czasu zacznie wymazywać przerażające detale z pamięci.

Książka stanowi skrupulatną kronikę pobytu autora w położonym gdzieś po środku wielkiej lodowej pustyni łagrze w Jercewie. Trafiają tam wszyscy ci, których system uznał za wrogów ZSRR. Są Polacy, Rosjanie, Gruzini, Uzbecy i przedstawiciele innych narodowości, więźniowie polityczni i kryminalni.

Ci, którzy przetrwali, wywożeni byli dalej, na Kołymę, ale sam sposób selekcji, dokonywanej za pomocą przemocy, głodu i mrozu nie różnił się od tego, który Niemcy stosowali na rampie w Auschwitz. Narrator nie zamierza poddawać się panującemu wokół bezhołowiu i zezwierzęceniu.

Gustaw Herling-Grudziński interesował się korzeniami totalitaryzmów do końca życia. Po jego śmierci odnaleziono ostatnie opowiadanie, które skończył pisać u progu nowego tysiąclecia. Nosiło ono tytuł „Wędrowiec cmentarny”, a spisane zostało na stronach kalendarza, czym autor „Dziennika pisanego nocą” zbliżył się do tzw. liberatury (czyli literatury, która traktuje przestrzeń książki równorzędnie z samą treścią).
Z okazji 600-lecia Odnowienia Akademii Krakowskiej Gustaw Herling-Grudziński został uhonorowany tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. 12 maja 2000 r. Fot. PAP/Jacek Bendarczyk
Opowiadanie traktowało o ludobójstwie dokonanym na bośniackich muzułmanach przez Serbów w Srebrenicy, a właściwie o tym, co stało się po nim. Jego bohaterem jest Serb, który brał udział w tej nieopisanej rzezi, i który chcąc uniknąć wymiaru sprawiedliwości uciekł do Rzymu, gdzie koczował na cmentarzu. Tam dopadają go wyrzuty sumienia, a czytelnik poznaje tę drugą, ludzką stronę zbrodniarza.

Herlingowi-Grudzińskiemu osobista spowiedź dokonana w ogrodzie cmentarnym wiecznego miasta, w którą mogli wsłuchać się tylko pochowani tam poeci, nie wystarcza. Akcja opowiadania kończy się przed obliczem haskiego trybunału.

To znamienne, że autor u schyłku życia nie zdecydował się na literacką podróż w stronę lat młodości, jak uczyniłoby wielu jego rówieśników. Interesowały go tematy bieżące, dzięki, którym mógł pytać o sprawy najważniejsze. O ciężar ludzkiego grzechu i szanse na rozgrzeszenie.

Walka dobra ze złem

Polityczne wybory obydwu pisarzy są oczywiście krańcowo odmienne.

Herling-Grudziński po doświadczeniu Gułagu nie mógł być nikim innym, jak tylko twardym antykomunistą demaskującym obłudę fałszywego raju.

Kruczkowski po II wojnie światowej stał się człowiekiem PRL-owskiej elity, m.in. wiceministrem kultury i sztuki w zdominowanym przez komunistów Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej. Był również członkiem KC PZPR, wreszcie w latach 1949-1956 – prezesem Związku Literatów Polskich.

Niezależnie od tych różnic, i jeden, i drugi, byli najważniejszymi polskimi pisarzami opisującymi doświadczenie dwóch diabelskich systemów. „Niemcy” i „Inny świat” to niezwykle istotne, wnikliwe, poruszające i uniwersalistyczne dzieła na ten temat o randze światowej. Szczegółowe, reporterskie opisy Gułagu i przejmująca opowieść o ludziach wciąganych w wir nazizmu przełożone na wiele obcych języków są najlepszym świadectwem niepodważalnego wkładu obydwu autorów w nie tylko polską kulturę.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Jak pisał Krzysztof Pomian w „Manicheizmie na użytek naszych czasów”: „Według Herlinga, nie można było obalić granicy między dobrem a złem, a zarazem zachować w całości tego, co mamy w sobie swoiście ludzkiego. Jak gdyby nie można było naprawdę uznać, że wszystko jest dozwolone, i nie oszaleć. Wrażliwość Herlinga jest manichejska. Manicheizm nie jest jednak kultem zła. Zakłada istnienie dwóch ostro oddzielonych zasad, których zderzenie wypełnia historię świata: dobra i zła, światła i ciemności”.

Zaryzykuję twierdzenie, że słowa Pomiana pasują też do „Niemców” Leona Kruczkowskiego. Choć zdaję sobie sprawę, że w kontekście zaangażowania tego pisarza w reżim komunistyczny, ta uwaga może dziś brzmieć obrazoburczo.

–Mikołaj Mirowski
Henryk Sienkiewicz – Stefan Żeromski
Zdjęcie główne: Leon Kruczkowski i Gustaw Herling-Grudziński. Pomimo dzielących ich fundamentalnych różnic, obydwaj chcieli zgłębić istotę zła tkwiącego w totalitaryzmie. Fot. PAP/Janusz Mazur
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Hart ducha na ekranie, niewidomi i bezdomni na sali
Życie ma sens. Przegląd najbardziej wzruszających filmów dokumentalnych w warszawskiej Kinotece.
Kultura Najnowsze wydanie
Sobowtór Słowackiego i warszawska królowa Madagaskaru
Biografie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Zuzanny Ginczanki są różne. Ale zbliża je tragizm losów obojga poetów.
Kultura Poprzednie wydanie
Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością
Agnieszce Osieckiej i Jackowi Kaczmarskiemu udało się w warunkach reżimu PRL zdobyć mniejszą lub większą popularność utworami, które stanowiły wyraz niezgody na ówczesną toksyczną rzeczywistość.
Kultura wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy PZPR była spadkobiercą polskiego nacjonalizmu
Spór Zbigniewa Herberta i Czesława Miłosza o PRL w istocie dotyczy również III RP.
Kultura wydanie 26.10.2018 – 2.11.2018
Skalpel, czarny karton i drzewa
Wycinanki dla Andrzeja Krauzego stały się formą terapii oraz pytania o życie, śmierć, pozytywne i negatywne strony bytu.