Cywilizacja

Wszystkie chwyty dozwolone. Jak się broni elita

Kiedy ogłoszono wyniki I tury wyborów prezydenckich, w których Le Pen zdobyła drugie miejsce, wybuchła medialna i polityczna panika. FN był już nie tylko ruchem faszyzującym, antysemickim i skrajnie prawicowym, ale wprost zagrażał istnieniu demokracji. Cały establishment zorganizował się przeciwko Marine Le Pen, do czego publicznie wzywali nawet psycholodzy!

W maju przyszłego roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, w których francuskie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen może pokrzyżować szyki obecnie dominującej w Brukseli liberalnej eurokracji. Tym bardziej, że Le Pen nie jest już w zachodniej Europie sama.

Na wspólnej konferencji prasowej z Matteo Salvinim, wicepremierem włoskiego rządu i szefem antyimigracyjnej, prawicowej Ligi, Le Pen zapowiedziała, że w Unii zaczyna się era „zdrowego rozsądku”, a takie partie jak ZN i Liga odbiorą eurokratom władzę i oddadzą ją ludziom.

Bez walki oczywiście się nie obędzie. Pierwsze strzały już zresztą padły.

„Zabarykadowana w europejskich bunkrach” unijna biurokracja – tak Salvini nazywa Komisję Europejską – odrzuciła projekt przyszłorocznego budżetu złożony przez włoski rząd. „Innego budżetu nie będzie” – zapowiedział wicepremier Salvini i, jak podaje lewicowy dziennik „La Repubblica”, zapewnił, że Bruksela może słać w tej sprawie do Rzymu listy do samego Bożego Narodzenia. Do stygmatyzowanych w Unii i uznawanych za krnąbrne Węgier i Polski dołączają więc Włochy.
W Unii zaczyna się era „zdrowego rozsądku” – zapowiedziała Marine Le Pen na wspólnej konferencji z Mateo Salvinim w październiku tego roku. Fot. Antonio Masiello/Getty Images
A na wojnie, jak to na wojnie, wszystkie chwyty są dozwolone. Choćby te stosowane od lat przez francuski odpowiednik antypisu w politycznej walce z Marine Le Pen. Francuska polityk może się zresztą wydawać – przy zachowaniu wszystkich różnic, choćby jej deklarowanej wielokrotnie prorosyjskości – równie niezniszczalna co prezes pewnej nielubianej dziś w Brukseli polskiej partii.

W blokach startowych

Po ubiegłorocznej porażce w wyborach prezydenckich, Le Pen nie złożyła broni. Od jakiegoś czasu stara się zresztą złagodzić radykalny wizerunek swojej partii, czemu miała m.in. służyć zmiana negatywnie kojarzącej się w Europie nazwy ugrupowania – z Front National (Front Narodowy) na Rassemblement National (Zjednoczenie Narodowe) – a wcześniej polityczne ojcobójstwo. Bo pozbyła się z partii swojego taty Jean-Marie Le Pena.


Jak napisał niedawno „Le Parisien”, Le Pen, choć bez grosza (o czym nieco później) „jest znowu w blokach startowych”, gotowa zmierzyć się z establishmentem.

Powrót do politycznej pierwszej ligi ułatwił jej zresztą sam prezydent Emmanuel Macron, z którym przegrała w ubiegłym roku. Obwołany nadzieją trzeszczącej w szwach Unii Europejskiej prezydent Macron ma dziś mnóstwo kłopotów, a jego popularność we Francji coraz szybciej słabnie.

Według wrześniowych badań instytutu Ifop, tylko 29 proc. Francuzów ocenia jego prezydenturę pozytywnie, podczas gdy jeszcze w sierpniu mógł liczyć na 34-procentowe poparcie.
W czasie wrześniowej podróży na Martynikę Emmanuel Macron zrobił sobie niefortunne zdjęcia z handlarzami narkotyków. Eliot Blondet/Reuters
Zaszkodziły mu m.in. dymisje w rządzie, oskarżenia o korupcję, a ostatnio także dziwaczne fotografie z półnagimi handlarzami narkotyków, które prezydent zrobił sobie na Martynice.

Ale najpoważniejsza wpadka, po której wyparował nawet pozytywny efekt zdobycia przez Francję tytułu mistrza świata w piłce nożnej, została nagłośniona latem. Osobisty, były już ochroniarz prezydenta Alexandre Benalla został sfilmowany w chwili, kiedy przebrany za policjanta bije manifestantów. Wideo pojawiło się na stronie dziennika „Le Monde” i zawładnęło na kilka dni uwagą Francuzów.

Czy walka o władzę w Europie zamieni się w polowanie na czarownice? Nadchodzi krucjata przeciw Polsce

Dominika Ćosić: Europejczycy bardziej niż czarownicami z Warszawy, Budapesztu i Rzymu niepokoją się niekontrolowaną, nielegalną imigracją.

zobacz więcej
Polityczni konkurenci prezydenta porównali tę aferę nawet do Watergate, a Macron musiał publicznie się za nią kajać, a na dodatek zapewniać, że Benalla nie jest – jak huczał Paryż – jego kochankiem.

Socjaliści i Republikanie, którzy do czasów pojawienia się Macrona na zmianę rządzili w Pałacu Elizejskim, też nie radzą sobie ostatnio najlepiej. W tej sytuacji trudno się dziwić, że wspomniany już „Le Parisien” zapowiedział kolejną ofensywę polityczną Marine Le Pen, a jej konkurenci znów czują się zagrożeni i sięgają po sprawdzone chwyty, w tym po najskuteczniejszy z nich – ostracyzm.

Niewykształceni, bezrobotni i z prowincji

Antyimigracyjny i antyglobalistyczny Front Narodowy właściwie nigdy nie odniósł wielkiego wyborczego sukcesu, choć co najmniej dwukrotnie był już bardzo blisko zwycięstwa. Za każdym razem sukces wymykał się jednak Le Penom z rąk, bo na ich drodze pojawiała się przeszkoda, dotąd nie do przebycia – „front republikański”. Tak było przed II turą wyborów prezydenckich w 2017 roku.
Niemiecka prasa z ulgą powitała zwycięstwo Emmanuela Macrona w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich we Francji. Fot. Christian Bruna/EPA/PAP
Kiedy ogłoszono wyniki I tury, w których Le Pen zdobyła drugie miejsce, tracąc do Macrona zaledwie 3 punkty procentowe, podniósł się alarm, a światowe media pisały o trzęsieniu ziemi. Zresztą, piszą tak zawsze, kiedy do władzy próbuje dojść kandydat prawicy. Wystarczy poczytać ostatnie doniesienia międzynarodowej prasy na temat kampanii przed II turą wyborów prezydenckich w Brazylii.

We Francji też wybuchła medialna i polityczna panika. FN był już nie tylko ruchem faszyzującym, antysemickim i skrajnie prawicowym, ale zagrażał wprost istnieniu demokracji. Przy tym media podkreślały elitarność wyborców establishmentu i równocześnie fakt, że na FN głosują słabo wykształceni, często bezrobotni mieszkańcy francuskiej prowincji.

Na kilka tygodni przed II turą Reuters opublikował nawet reportaż opisujący podziały we francuskim społeczeństwie. Jego autor podróżował pociągami po Francji i okazało się, że im dalej od dużych miast, m.in. od Paryża, tym pojawiało się więcej zwolenników Frontu Narodowego.

Ten podział było wyraźnie widać także wcześniej, w wyborach lokalnych z 2015 roku. W Paryżu FN zdobył wówczas 10 proc. głosów, ale już kilkanaście kilometrów od centrum, na przedmieściach (w promieniu 20-30 km od stolicy), gdzie bezrobocie i rozczarowanie władzą było większe, niemal 30 proc. A w odległości 70-90 km od Paryża już 39 proc. (dane sondażowni Ifop).

Zamęt i nieoczekiwane zwroty akcji. Z Unii Europejskiej najtrudniej jest wyjść

Dla przeciwników brexitu, których pieniędzmi szczodrze zasila George Soros, nowe referendum to ostatnia nadzieja.

zobacz więcej
Najważniejsze jednak jest to, że w wielkich miastach żyje mniejszość Francuzów, dlatego FN mając poparcie prowincji, był realnym zagrożeniem dla establishmentu zarówno w 2015 roku, jak i w II turze wyborów w 2017 roku. Dlatego niemal wszyscy oponenci Le Pen – a w ubiegłorocznych wyborach kandydowało 11 polityków – od razu wezwali swoich zwolenników do zagłosowania przeciwko liderce FN.

Zresztą, prawie cały francuski establishment zorganizował się wówczas przeciwko niej, do czego publicznie wzywali nawet psycholodzy! Wyłamali się nieliczni, m.in. Christine Boutin, była minister mieszkalnictwa w rządzie Francois Fillona, przeciwniczka aborcji, która niespodziewanie zadeklarowała wówczas, że zagłosuje na Le Pen. A sam Fillon, przegrany i skompromitowany prezydencki kandydat centroprawicy mówił, że ponieważ ekstremizm przynosi nieszczęście i podziały trzeba głosować przeciwko skrajnej prawicy.

Mur

Ten wspólny, ponadpartyjny odruch nobliwie nazywany we Francji „frontem republikańskim” ma już kilkunastoletnią tradycję. Wszystko zaczęło się w 1998 roku, w trakcie wyborów regionalnych. Utrwalił się wówczas dogmat o nie zawieraniu aliansów z Frontem Narodowym.

Wielu prawicowych polityków Partii Republikańskiej mogłoby wtedy utrzymać stanowiska tylko dzięki koalicji z FN, ale ówczesny prezydent Jacques Chirac zabronił takich paktów, grożąc poważnymi konsekwencjami. Od tamtego czasu FN stracił zdolność koalicyjną.

Sytuacja powtórzyła się zresztą w 2002 roku, kiedy do II tury wyborów prezydenckich przeszedł Jean-Marie Le Pen, ojciec Marine. Wtedy też wyrósł przed nim z dnia na dzień mur „frontu republikańskiego”.
Kiedy Jean-Marie Le Pen przeszedł do II tury wyborów prezydenckich też wyrósł przed nim mur „frontu republikańskiego”. Na zdjęciu założyciel Frontu Narodowego w czasie tradycyjnych obchodów ku czci Joanny d'Arc, patronki Francji i świętej Kościoła katolickiego. Fot. Philippe Wojazer/Reuters
Jak przypominają czasem francuscy publicyści, niektórzy zwolennicy socjalistów szli wtedy na II turę z symbolicznymi zatyczkami na nosach, bo głosowali na nielubianego i zamieszanego w skandale korupcyjne prawicowego Chiraca tylko po to, żeby do władzy nie doszedł ostracyzmowany Jean Marie Le Pen. II turę wygrał oczywiście Chirac z rekordowym poparciem 78 proc.

Francuski establishment zorganizował „front republikański” także w 2015 roku, przed II turą wyborów regionalnych. W I turze wyborów, które odbyły się nota bene niedługo po krwawych, listopadowych atakach terrorystycznych w Paryżu, do których przyznało się tzw. Państwo Islamskie, Front Narodowy prowadził w 6 z 13 regionów Francji kontynentalnej, zdobywając ponad 30 proc. głosów.

Republikanie pod wodzą Nicolasa Sarcozy'ego byli drudzy, a socjaliści, którym przewodził wówczas prezydent Francois Hollande, spadli na trzecie miejsce. Wydawało się, że w II turze Le Pen zdobędzie co najmniej dwa regiony, notabene swoje tradycyjne bastiony – północ (Nord-Pas-de-Calais-Picardie) i południowy wschód (Provence-Alpes-Cote d'Azur) – gdzie w I turze uzyskał niemal 40 proc. poparcia. Nawet najmniej życzliwi dla Marine Le Pen publicyści przyznawali, że FN stał się wówczas jedną z najbardziej popularnych, jeśli nie najpopularniejszą partią polityczną we Francji i to pomimo tego, że przez lata był ugrupowaniem tkwiącym na politycznym marginesie.

Pedofil, pijak, zbiorowy gwałciciel. Jak wykończyć sędziego

Lewica zapowiedziała, że będzie walczyć z nim „wszelkimi metodami”.

zobacz więcej
Establishment wpadł jednak w panikę i ugrupowania z prawicy i z lewicy zmówiły się przeciwko Le Pen. Niektórzy kandydaci rezygnowali nawet z II tury tylko po to, żeby zwiększyć szanse polityków, choćby z konkurencyjnej partii, którzy mogli łatwiej wygrać z kandydatami skrajnej prawicy. Tak zrobili na przykład w obu bastionach FN kandydaci Partii Socjalistycznej. W efekcie Front Narodowy nie zdobył żadnego z nich.

Do psychiatry za zdjęcia

Przeciwnicy Le Pen uparli się zresztą, żeby uczynić z niej polityczną męczennicę i utrudniają jej życie na wiele innych sposobów. Ostatnio było na przykład głośno o wycofaniu dla niej zaproszenia na listopadową konferencję Web Summit, która tradycyjnie odbywa się w Lizbonie.

Jej organizator, Irlandczyk Paddy Cosgrave ugiął się pod naciskiem portugalskiej lewicy (i to tej spod znaku sierpa i młota, bowiem partia komunistyczna i jej klony działają w Portugalii bez przeszkód), która domagała się nie wpuszczania Le Pen na konferencję.
FN mając poparcie na prowincji, był realnym zagrożeniem. Na zdjęciu: Wiec wyborczy Jean-Marie Le Pena w Paryżu w czasie wyborów prezydenckich z 2007 roku. Fot. Jean-Francois Deroubaix/Gamma-Rapho via Getty Image
Pod koniec września media obiegła informacja, że francuski sąd nakazał Le Pen przeprowadzenie badań psychiatrycznych w związku z toczącym się przeciwko niej śledztwem za umieszczenie w mediach społecznościowych drastycznych fotografii przedstawiających zbrodnie dokonywane przez Państwo Islamskie. Chodzi m.in. o zdjęcia przedstawiające człowieka rozjeżdżanego przez czołg, podpalanie więźnia trzymanego w klatce i dekapitację Jamesa Foleya, amerykańskiego dziennikarza zgładzonego przez najemników Państwa Islamskiego.

Le Pen poinformowała o decyzji sądu na Twitterze, dodając swój komentarz: „Jak daleko się jeszcze posuną?” Za upublicznienie fotografii Le Pen grożą 3 lata więzienia i kara 75 tys. euro bowiem w ubiegłym roku roku Parlament Europejski zdecydował o uchyleniu francuskiej europosłance immunitetu.

Finansowa fatwa

Partia Le Pen ma także poważne problemy finansowe. Latem tego roku francuski sąd zablokował wypłatę niemal 2,5 mln euro, czyli połowy państwowych subsydiów, które zgodnie z prawem należą się jej partii w tym roku. Le Pen uznała, że decyzja sądu jest „finansową fatwą” i wyrokiem śmierci na jej partię.

Politolog z Oksfordu: Neoliberalizm jest jak marksizm

Mieszkańcy Europy są stale oszukiwani. Gdy głosują za radykalną zmianą, europejski establishment konsoliduje się w celu jej zablokowania.

zobacz więcej
Sędziowie, decyzję o zablokowaniu środków dla ZN tłumaczyli trwającym śledztwem w sprawie rzekomego sprzeniewierzenia 7 mln euro funduszy pochodzących z budżetu Parlamentu Europejskiego, które partyjni działacze ZN mieli w latach 2009-2017 wydawać na potrzeby swojej partii we Francji. A9 ZN (jeszcze jako Front Narodowy) już wcześniej wpadał w finansowe tarapaty. Kiedy banki francuskie (m.in. Société Générale) odmówiły Le Pen kredytu, w 2014 roku otrzymała 9 mln euro z powiązanego z Kremlem, First Czech-Russian Bank, czym naraziła się na oskarżenia o podejrzane związki z Moskwą Putina.

Marine Le Pen do dziś tłumaczy, że nie miała innego wyjścia, bo francuskie instytucje finansowe odmówiły jej pomocy. Jednak nie da się ukryć, że podobnie jak wiele innych antyimigracyjnych i prawicowych partii w Europie, Zjednoczenie Narodowe jest Rosji przychylne. Marine Le Pen wielokrotnie wypowiadała się przeciwko sankcjom nałożonym na Rosję po aneksji Krymu i snuła głośno marzenia o wspólnej z Rosją walce z islamizacją Europy i z globalizmem.

Kontakty Frontu Narodowego z Rosją sięgają zresztą początku lat 90., kiedy Jean-Marie Le Pen, ówczesny lider FN, wybrał się do Moskwy. Później bywał tam jeszcze kilka razy i jak donoszą francuskie media, spotykał tam m.in. byłego szefa KGB Władimira Kriuczkowa.

Tym razem, rosyjska pomoc chyba jednak nie nadeszła, bo po decyzji sądu zamrażającej subsydia dla ZN Le Pen alarmowała, że jej partia nie przetrwa nawet miesiąca. Skarbnik ZN zapowiedział zorganizowanie specjalnej zbiórki internetowej na rzecz partii (udało się dotąd zebrać 600 tys. euro), ale ostatecznie, pod koniec września, po odwołaniach, sąd uwolnił milion euro z należących się ZN subsydiów.

Adwokaci pracujący dla Le Pen mają nadzieję, że uda się odblokować także resztę. A Marine Le Pen będzie być może miała za co stanąć do kolejnej walki na politycznym ringu.

– Anna Gwozdowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem
W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyzwolenie na przemoc wobec białych
– Nasi pragną swojej ziemi! – elita polityczna RPA otwarcie zachęca do wywłaszczania białych farmerów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wielkie oszustwa. Nauka to nie tylko arena wiekopomnych odkryć…
Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką
Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!
Cywilizacja wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy Niemcy bez Angeli Merkel będą niebezpieczni dla Europy?
Zamordowała ojca. Uśpiła Niemców. Metoda polityczna Angeli Merkel