Cywilizacja

Zamęt i nieoczekiwane zwroty akcji. Z Unii Europejskiej najtrudniej jest wyjść

„Pie....ić brexit, nic nie jest przesądzone” – naklejkę tej treści umieścił na szybie swojego samochodu Spiker Izby Gmin, który wyrasta na czołową postać wśród przeciwników opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię. Kwestia przeprowadzenia drugiego referendum niedługo stanie się pewnie jednym z ważniejszych tematów na Wyspach. Dla przeciwników brexitu, których pieniędzmi szczodrze zasila George Soros, to ostatnia nadzieja.

Bez dopłat, pestycydów i z poszanowaniem środowiska. Czy brexit pomoże rolnikom?

Największymi beneficjentami unijnych dopłat są wielkie firmy rolnicze oraz brytyjska arystokracja. Nawet rodzina królewska dostaje z Brukseli przelewy na blisko pół miliona euro rocznie.

zobacz więcej
Nigel Farage wraca. Twórca UKIP, Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, który po referendum w sprawie brexitu ogłosił, że osiągnąwszy cel swego życia, może w spokoju odejść na emeryturę, teraz uznał, że jednak ma coś do zrobienia. Jako wiceprzewodniczący powstałej latem organizacji Leave Means Leave (Opuścić znaczy opuścić) zamierza przypilnować, by decyzja Byrytyjczyków sprzed ponad dwóch lat została skrupulatnie wprowadzona w życie.

Mniej więcej w tym samym duchu, choć oczywiście w zupełnie innych słowach wypowiadała się premier Theresa May podczas obiadu, który w środę wieczorem rozpoczął unijny szczyt w Brukseli. Nadszedł czas, podkreśliła, by wreszcie sfinalizowano porozumienie o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Pani premier uznała chyba, że w sprawie tak oczywistej, wręcz przenicowanej na wszystkie możliwe sposoby, nie ma się nad czym rozwodzić, bo z pół godziny, jakie przeznaczono na jej wystąpienie, wykorzystała tylko połowę.

Nie spełniły się zatem optymistyczne przewidywania, w myśl których podczas tego szczytu miałoby wreszcie dojść do zawarcia tzw. porozumienia rozwodowego, a także przyjęcia wstępnego projektu deklaracji politycznej, która ma stanowić zarys przyszłych stosunków brytyjsko-unijnych.
Nigel Farage jako wiceprzewodniczący organizacji Leave Means Leave zamierza przypilnować, by decyzja Brytyjczyków sprzed ponad dwóch lat została wprowadzona w życie. Fot. Reuters/Peter Nicholls
Jedyny wymierny – choć dotąd tylko w słowach – rezultat to sugestia pani May, by okres przejściowy po brexicie, zaplanowany do końca 2020 roku, przedłużyć o parę miesięcy. Dzięki temu strony zyskałyby trochę czasu na rozwiązanie problemu granicy oddzielającej brytyjską Irlandię Północną od Irlandii. Nie chodzi oczywiście o jej przebieg, lecz o granicę celną i handlową. Ta kwestia okazała się najtrudniejsza, a w dodatku nie bardzo widać szanse na szybkie i dobre rozwiązanie.

Pieniądze od Sorosa

Czy nadzieje ludzi, których na Wyspach Brytyjskich nazywa się „brexiteers” – brexitowcami mogłyby się nie spełnić? Czy Wielka Brytania mimo wszystko może pozostać w Unii? Raczej nie. Skoro za opuszczeniem wspólnoty wypowiedziało się blisko 52 proc. Brytyjczyków, wola społeczna została wyrażona jasno i jednoznacznie i trudno ją podważyć. Referendum nie miało wprawdzie charakteru wiążącego, ale trudno sobie wyobrazić, by deputowani do parlamentu odważyli się zlekceważyć głos wyborców.


Choć pewnie nie wszyscy. Oto Komitet Spikera Izby Gmin ds. Komisji Wyborczej (ta dość pokrętna nazwa oznacza organ pośredniczący między państwową Komisją Wyborczą i parlamentem) postanowił wyasygnować ponad 800 tys. funtów na ... przeprowadzenie wyborów do Parlamentu Europejskiego. Choć przecież eurowybory odbędą się w przyszłym roku pod koniec maja, a więc w dwa miesiące po brexicie!

Komisja Wyborcza wyjaśniła wprawdzie, że pieniądze zostały przydzielone tylko na wszelki wypadek, oczywiście „nieprawdopodobny”, ale zwolennicy brexitu nie bardzo w to wierzą. Uważają, że aktywiści prounijni dołożą wszelkich starań, by do brexitu nie dopuścić.
Spiker Izby Gmin John Bercow (drugi z prawej), najważniejsza i najbardziej wpływowa postać wśród przeciwników brexitu. Fot.Niklas Halle'n/Getty Images
Bo nie jest przecież przypadkiem, że za przydzieleniem pieniędzy stoi sam Spiker Izby Gmin John Bercow. Wśród przeciwników brexitu jest on jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych postaci, choć funkcja przewodniczącego parlamentu ogranicza – a przynajmniej powinna ograniczyć – jego aktywność z uwagi na związany z nią obowiązek zachowywania bezstronności. To dlatego z oburzeniem przyjęło naklejkę, jaką Bercow umieścił na szybie swego samochodu: „Pie....ić brexit, nic nie jest przesądzone”. Nie tylko ze względu na wulgarną formę, ale także uchybienie roli Spikera.

Powstanie Leave Means Leave Nigela Farage’a to także odpowiedź na rosnącą aktywność uczestników kampanii prounijnej, która – jak zauważył dziennik „Daily Telegraph” – jest machiną „dobrze naoliwioną przez pieniądze George’a Sorosa”. Oprócz Best for Britain, najważniejszej z tych organizacji, jest to cała plejada mniejszych i większych grup, grupek i stowarzyszeń, które organizują wiece i pochody uliczne, produkują plakaty i ulotki, wreszcie prowadzą wykłady i spotkania, na które zapraszają członków parlamentu przeciwnych brexitowi. A ci z ochotą w nich uczestniczą.

„Zamaskowany” plan dla Europy?

Ideowym ojcem Unii został mało znany trockista postulujący likwidację państw narodowych i własności prywatnej. Czy to jego radykalny plan realizują dziś eurokraci?

zobacz więcej
Jeden z ostatnich pomysłów to akcja przekonywania deputowanych, że jeśli w parlamentarnym głosowaniu na temat umowy brexitowej wypowiedzą się przeciw, zyskają uznanie i głosy wyborców, a w konsekwencji zapewnią sobie wygraną w kolejnych wyborach. Nie wiadomo, jaka będzie skuteczność tej kampanii, ale jej autorzy mają nadzieję na pozyskanie co najmniej stu deputowanych.

Skoro godzina zero zbliża się szybkimi krokami (część brytyjskich mediów w swych internetowych wydaniach zamieszcza zegar odliczający czas do chwili rozstania), strony starają się niczego nie zaniedbać.

Kiedy Unia była magnesem

W owych zamierzchłych czasach, przed kilkunastu laty, gdy Polska zabiegała o członkostwo w UE, w Brukseli usłyszałam opinię, że choć niełatwo jest do Unii wejść, o wiele, wiele trudniej będzie z niej wyjść. Takie stwierdzenie brzmiało wówczas jak czysta abstrakcja. Opuszczać Unię? To się nigdy nie zdarzyło i zapewne nie zdarzy, bo droga do Brukseli ma jeden tylko kierunek, niezależnie od tego, skąd prowadzi.

Unia, przy swych już wówczas widocznych wadach, działała bowiem jak magnes – na wszystkich poza Norwegami, którzy w referendum członkostwo odrzucili. W kilka lat po przyjęciu Austrii, Finlandii i Szwecji, a przed wielkim rozszerzeniem o dziesięć państw jednocześnie nikomu nie przyszło nawet do głowy, że pewnego dnia któryś z krajów członkowskich nagle zapragnie opuścić wspólnotę.
Zwolennicy brexitu świętujący dzień, w którym premier Theresa May uruchomiła artykuł 50. Traktatu Lizbońskiego dający początek procesowi opuszczania przez Wielką Brytanię Unii w marcu 2017 roku. Fot. Reuters/ Peter Nicholls
Tymczasem wszystko, co dzieje się wokół brexitu, pokazuje, jak trafne czy wręcz prorocze było to stwierdzenie. W porównaniu z procedurą zamknięcia członkostwa wejście do Unii wydaje się dzisiaj wręcz dziecinnie proste. Trzeba tylko spełnić unijne wymogi, sprawnie prowadzić rozmowy i zamknąć 35 szczegółowych rozdziałów negocjacyjnych. To oczywiście uproszczenie, ale przecież już teraz doskonale widać, o ile łatwiejsze jest tworzenie powiązań niż rozrywanie więzów i wzajemnych zależności, które ukształtowały się przez lata członkostwa.

W Irlandii czy na morzu?

To nie wszystko. Przygotowania do brexitu to niewyobrażalny wprost zalew informacji – wiadomości, interpretacji i określeń ukutych specjalnie na użytek procesu wychodzenia z Unii. Łatwo się w tym gąszczu pogubić. Portal BBC stworzył więc specjalny słowniczek „brtexitowego żargonu”, jak go określa, wyjaśniający, co w tym kontekście oznaczają rozmaite terminy.

Weźmy „backstop” – określenie w nieustającym użyciu. Normalnie to „osłona”, w tym wypadku jednak oznacza uregulowania, które mają zapobiec powstaniu sztywnej czy też, jak kto woli, twardej granicy między obiema częściami Irlandii. Przez ostatnich 20 lat, gdy wygasł konflikt w i wokół Irlandii Północnej, granica praktycznie zniknęła. Ale po brexicie ten krótki odcinek będzie jedyną granicą Wielkiej Brytanii z Unią. Choć przeciwnicy brexitu początkowo sięgnęli po dość oczywisty straszak, dowodząc, że przywrócenie granicy może oznaczać powrót terroru, tak naprawdę w grę wchodzą tu sprawy handlu i kontaktów gospodarczych.
Theresa May we własnej partii musi lawirować między antybrexitowcami a zwolennikami brexitu radykalnego. Fot. Julien Warnand /PAP/EPA
Problem polega na tym, że strony widzą odmiennie i problem, i remedium. Według Brukseli Irlandia Północna powinna pozostać w unii celnej z UE i we wspólnym rynku, dopóki kwestia granicy z Irlandią nie zostanie rozwiązana po myśli wszystkich zainteresowanych. Według Londynu w unii celnej powinien tymczasowo być cały kraj. W przeciwnym bowiem razie na Morzu Irlandzkim powstanie nowa granica, oddzielająca Wielką Brytanię (na którą, przypomnijmy, składają się Anglia, Szkocja i Walia) od Irlandii Północnej. Dla strony brytyjskiej jest to nie do przyjęcia. Szkoci też się nie godzą, by Szkocja była traktowana inaczej niż Ulster.

Nic nie jest przesądzone?

Brexit to także wielkie nadzieje, które łatwo splatają się z rozczarowaniem, sprzeczne oczekiwania różnych części Zjednoczonego Królestwa, plan z Chequers (wyjścia Wielkiej Brytanii z UE), nie odpowiadający właściwie nikomu, splot uwarunkowań politycznych, znakomicie utrudniających działanie premier Theresie May – która we własnej partii musi lawirować między antybrexitowcami a zwolennikami brexitu radykalnego, w tzw. wersji hard – groźba upadku rządu, jeśli niezadowoleni ulsterscy unioniści, od których gabinet zależy, przestaną go popierać. Plus osobiste plany wielu aż nadto ambitnych polityków, z Borisem Johnsonem na czele.

Czy walka o władzę w Europie zamieni się w polowanie na czarownice? Nadchodzi krucjata przeciw Polsce

Dominika Ćosić: Europejczycy bardziej niż czarownicami z Warszawy, Budapesztu i Rzymu niepokoją się niekontrolowaną, nielegalną imigracją.

zobacz więcej
W tym sensie brexit to przedsięwzięcie pionierskie – co nie oznacza, że musi ono koniecznie przecierać drogę innym krajom, w których do władzy mogą dojść partie sceptyczne wobec Unii.

Oczywiście nie jest tak, że wielomiesięczne rozmowy niczego nie dały. Ustalono na przykład, ile Wielka Brytania wpłaci do unijnego budżetu już po opuszczeniu Unii (ok. 40 mld funtów). Uzgodniono, że do końca okresu przejściowego przybysze z terenu Unii będą mogli otrzymać, wraz z rodzinami, prawo pobytu.

Skoro jednak nie ma umowy rozwodowej, musi też poczekać deklaracja polityczna określająca charakter przyszłych stosunków unijno-brytyjskich.

Stan zamętu i nieoczekiwane zwroty akcji doskonale ilustrują wydarzenia z ostatniej niedzieli. Tego dnia po południu portal „Politico” poinformował, że treść umowy rozwodowej została w końcu uzgodniona. Wiadomość nie budziła podejrzeń. Przed unijnym szczytem trwały przecież intensywne spotkania i rozmowy i było jasne, że obie strony bardzo by chciały zamknąć ten etap przed rozpoczęciem szczytu. Nadzieje na przełom podsyciła informacja, że brytyjski negocjator Dominic Raab niespodziewanie udaje się do Brukseli.

Tymczasem okazało się, że o porozumieniu nie ma mowy. Unijny negocjator Michel Barnier, który, jak zapowiadano, wyda w tej sprawie specjalne oświadczenie, zadowolił się ostatecznie postem na Twitterze. Wyjaśnił w nim krótko, że „pewne kluczowe kwestie nadal są otwarte, w tym backstop na granicy IE/NI”.

Co dalej? Zapewne jednym z ważniejszych tematów stanie się w najbliższym czasie kwestia przeprowadzenia drugiego referendum. Brexitowcy nigdy się na to nie zgodzą, bo skoro naród raz się wypowiedział, nie ma o czym mówić. Dla przeciwników brexitu nowe referendum to, jak sie zdaje, ostania nadzieja. Jeśli ktoś może im w tym pomóc, to właśnie Spiker John Bercow. Jak głosi jego naklejka: Nic nie jest przesądzone.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



07.05.2017
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.