Historia

Jednooki prorok historycznych ślepców

Piszą dziś o nim, że przewidział przyszłość i starał się „powstrzymać klęskę” II RP. W rzeczywistości Studnicki nie rozpoznawał planów Hitlera i nie rozumiał, czym jest narodowy socjalizm.

Wydawnictwo Universitas przypomniało wydaną latem 1939 r. książkę Władysława Studnickiego „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”. Jej autor nawoływał, aby Polska ustąpiła Hitlerowi, spełniając jego żądania. Władze II RP uznały, że takie treści nie mogą być propagowane w obliczu zbliżającej się wojny z Niemcami i książkę skonfiskowały.

Wznowienie tekstu Studnickiego nie jest tylko przypomnieniem intrygującego opracowania z dawnych lat. Wydawca dodał do niego aż dwie wypowiedzi wysławiające jego autora (Jan Sadkiewicz, „Kasandra polska”, Piotr Zychowicz, „Jak Władysław Studnicki próbował uratować Polskę od klęski”). Obaj zwolennicy Studnickiego należą do grona publicystów uważających, że Polska powinna była w 1939 r. sprzymierzyć się z III Rzeszą.

Książka Studnickiego jest przez nich, zwłaszcza przez red. Zychowicza, traktowana jako rozstrzygający dowód potwierdzający ich poglądy.

„Zanosi się na wojnę na Morzu Śródziemnym”

We wstępie do swojej pracy Studnicki deklaruje się jako zwolennik zachowania integralności terytorialnej państwa polskiego stwierdzając, że nie tylko Wileńszczyzna, Małopolska Wschodnia, Wołyń , ale też Śląsk i Pomorze są Polsce niezbędne natomiast „amputacja każdej z tych prowincji wywołałby chorobę i osłabienie całego państwowego i narodowego organizmu”.
Władysław Studnicki nie dostrzegał, że Niemcy chcą zburzenia ładu wersalskiego, co godziło w interesy Polski - twierdzi autor. Fot. NAC/IKC
To oczywista racja, ale też jednoznaczne wytyczenie granicy ewentualnych ustępstw w relacjach z Niemcami, które nie pogodziły się z utratą na rzecz Polski ziem należących do Rzeszy przed 1914 r. Należy przyjąć, że gdyby Hitler zażądał Śląska czy Pomorza, to Studnicki by odmówił.

Biorąc jednak pod uwagę, że Hitler zgłosił już swoje żądania wobec Polski zaskakuje to, co Studnicki pisał latem 1939 r. Otóż uważał, że sytuacja Polski jest korzystna bowiem „zanosi się na wojnę na zachodzie i Morzu Śródziemnym, na terenach od nas oddalonych”. W związku z tym „nakazem naszego współczesnego stanu, jest neutralność zbrojna, niepozwalająca obcym państwom (a wiec także Niemcom – przyp. RSz) gospodarzyć na naszym terytorium”.

Studnicki dostrzegał, że w Europie w relacjach między mocarstwami – z jednej strony Niemcy i Włochy, z drugiej Anglia i Francja – występuje zasadnicza sprzeczność interesów i narasta groźba wybuchu wojny. Nie zauważał, że będzie ona skutkować unicestwieniem porządku międzynarodowego ustanowionego po zakończeniu I wojny światowej. Porządku gwarantującego wielu narodom, w tym Polakom, suwerenny byt państwowy. Dlatego z punktu widzenia interesów Polski zachowania tego ładu, także jego obrona, miały ogromne znaczenie.

Tej okoliczności Studnicki nie bierze pod uwagę. Nie dostrzega, że Niemcy chcą zburzenia ładu wersalskiego (co godzi w interesy Polski) i mają w tym wsparcie faszystowskich Włoch oraz sympatycznych dla Polaków Węgier.

Sowieci chcieli więcej. Czy sojusz Polski z Niemcami był konieczny?

„Do potęgi państwa drugorzędne dochodzą przez satelictwo państwa pierwszorzędnego” – tłumaczył Studnicki, który gotów był nawet pogodzić się ze zwasalizowaniem Polski przez Rzeszę.

zobacz więcej
Anglia i Francja, czasem Polsce niechętne, były natomiast obrońcami ładu wersalskiego, a więc nie powinno dziwić, że Polska opowiadała się po ich stronie. Nie zmienia tego faktu, że anglo-francuscy obrońcy słabo ów ład bronili, a położenie Polski komplikowało sąsiedztwo ze Związkiem Sowieckim, który zamierzał wykorzystać narastający konflikt dla rozszerzenia swego panowania na Europę.

„Gibraltar pierwszy padnie”

Studnicki dostrzegał, że będzie „walka o podział świata”, ale uważał, że stronom konfliktu chodzi o kolonie – Anglia i Francja chcą je zachować, natomiast Niemcy i Włochy postanowiły im te kolonie odebrać.

Studnicki pisał: „Walka to nieuchronna, gdyż wiele państw europejskich, a przede wszystkim Niemcy i Włochy, potrzebują surowców […] a monopol angielski w dziedzinie surowców im ciąży.”

Z opracowania Studnickiego nie wynika jednoznacznie, kto dąży do wywołania wojny światowej – Niemcy chcące odzyskać kolonie, Anglia pragnąca je obronić, ośrodki żydowskie wrogie Niemcom po ustanowieniu tam rządów antysemitów, w pewnym miejscu Studnicki nawet napisał, że i Polska „prze do wojny”.

Według Studnickiego w Europie występują państwa przemysłowe poszukujące surowców i państwa przeludnione potrzebujące terenów osadniczych; jedne i drugie mogą rozwiązać swoje problemy dzięki koloniom.
Studnicki był przekonany, że „udział Hiszpanii po stronie państw Osi jest pewny”. Na zdjęciu: Spotkanie Adolfa Hitlera i gen. Franco w październiku 1940 roku. Fot. Heinrich Hoffmann/ via Getty Images
Studnicki podkreślał, że Niemcy i Włochy to nie tylko państwa przemysłowe, ale też przeludnione, a więc niejako podwójnie potrzebujące kolonii. W konsekwencji powyższego powstała „oś niemiecko-włoska” będąca „naturalnym związkiem” państw mających „wspólne cele zdobywcze”.

Te cele – kolonie potrzebne Niemcom i Włochom, znajdują się w Afryce i w tym kierunku według Studnickiego będzie zmierzała nie tylko rozpoczęta ekspansja włoska, ale też wkrótce ruszą tam Niemcy. Droga z Włoch i Niemiec do Afryki biegnie na południe dlatego: „Wojna będzie się odbywała na Morzu Śródziemnym”.

Studnicki przewidywał, że państwa osi opanują to morze. Zwłaszcza, że – pisał wytłuszczonym tekstem – „udział Hiszpanii po stronie państw Osi jest pewny”. A wtedy brytyjski „Gibraltar pierwszy padnie na początku wojny światowej”. Nie utrzyma się też Malta, druga strategiczna baza brytyjska na Morzu Śródziemnym. Stanie się tak za przyczyną lotnictwa wojskowego Włoch, które jest „bodajże najlepsze na świecie”.


„Włochy posiadają najpotężniejsze na świecie samoloty bombardujące” – zapewniał Studnicki, i one zdobędą Maltę. W najgorszymi położeniu znajdzie się Francja zaatakowana jednocześnie z trzech stron – od zachodu przez Niemcy, od południa przez Włochy i z zachodu, gdzie uderzą Hiszpanie.

Anglia chcąc temu zapobiec, będzie starała się odciągnąć Hitlera od Afryki i skierować go na wschód. Z tego powodu – ostrzegał Studnicki – Anglia udzieliła gwarancji bezpieczeństwa Polsce, aby sprowokować wybuch wojny polsko-niemieckiej. A po zniszczeniu Polski, Niemcy zetkną się z Sowietami.

Związek Sowiecki to w oczach polityków z Paryża i Londynu idealny sojusznik w wojnie z Hitlerem. Wojna będzie wtedy toczyć się na wschodzie Europy, a kolonie brytyjskie i francuskie oraz zachód Europy będą bezpieczne.

Gdańsk „de facto jest niemiecki”

Studnicki uważał, że Polska chcąc uniknąć wojny, powinna odciąć się od związków z Francją i Anglią, które w razie wybuchu wojny jej nie pomogą. Powinna zagwarantować Niemcom, że będzie neutralna i to neutralna „zbrojnie” tj. zgromadzi swoje siły na swojej granicy wschodniej, aby tym samym chronić Niemcy od wschodu, gdyby Stalin chciał wystąpić w roli sojusznika Anglii i podjąć wojnę z Hitlerem.
Studnicki uważał, że nie ma po co kruszyć kopii o Gdańsk. Na zdjęciu: Prezydent Senatu Wolnego Miasta Gdańska Arthur Greiser odjeżdża spod Dworca Głównego. Fot. NAC
„Polska jako duże państwo neutralne, o życzliwej neutralności wobec Niemiec, posiada dla Niemiec olbrzymie znaczenie” – zapewniał Studnicki.

Dodawał, że: „Obiektywnych podstaw do wojny polsko-niemieckiej nie ma”. Twierdził, że w interesie zarówno Polski, jak i Niemiec (zapewnienie osłony od strony ZSRR) leży ułożenie przyjaznych wzajemnych relacji.

Jednocześnie nie mógł zrozumieć, dlaczego Hitler wysuwa jakieś żądania wobec Polski. To posunięcie było w ocenie Studnickiego „fatalnym błędem” Hitlera wpychającym Polaków do obozu wrogów Niemiec.

Władze RP uznały bowiem, że Niemcy chcą Polsce zgotować los Czechosłowacji, doprowadzić Polskę, tak jak Czechy, do całkowitej kapitulacji. To przypuszczenie Studnicki całkowicie odrzucał. Przekonywał, że Niemcy nie myślą o niczym podobnym.

Po prostu w sprawie żądań „Hitler i jego przyjaciele pragnęli olśnić Niemcy powodzeniem” i dlatego domagają się Gdańska i autostrady przez polskie Pomorze. Dowodził, że sprawa autostrady jest „postulatem drobnym”, a Gdańsk „de facto jest niemiecki”, więc nie ma o co kruszyć kopii. Można Niemcom ustąpić.

Zapewniał, że: „Nie obiektywne warunki stoją na przeszkodzie zbliżeniu polsko-niemieckiemu, lecz pewne momenty psychologiczne”. Zdaniem Studnickiego: „Warunki geograficzne są naturalną podstawą kooperacji polsko-niemieckiej i wobec tej kooperacji w spokojnej atmosferze może być unormowana kwestia Gdańska i autostrady przez Pomorze”.

Tereny osiedleńcze dla Polski czy dla Niemiec?

Można zgodzić się ze Studnickim, że zdobycie terenów pod kolonizacje było dla Niemiec ważną częścią planów politycznych. Tyle, że Hitler widział te tereny gdzie indziej niż sądził Studnicki.

Ideolog narodowego socjalizmu Alfred Rosenberg pisał: „Ziemie należy zdobywać nie w Afryce, ale w Europie, przede wszystkim na Wschodzie.” Tam właśnie znajdowała się przestrzeń życiowa (Lebensraum), tereny niezbędne do życia Niemiec, co miało usprawiedliwiać terytorialną ekspansję na Wschód.
Zamiar Hitlera utworzenia „Lebensraum” był XX-wiecznym odwzorowaniem dawnego germańskiego parcia na wschód - przypomina autor. Na zdjęciu: Wysiedlenie Polaków z Wielkopolski w 1939 roku. Fot. Bundesarchiv/Wikimedia
Pojęcie Lebensraum pojawiło się jeszcze w XIX w. (zwłaszcza po 1870 r. w publicystyce uzasadniającej roszczenia terytorialne); pisali o tym geopolitycy Friedrich Ratzel i Karl Haushofer; rozgłos zyskało po 1926 r. dzięki powieści Hansa Grimma „Volk ohne Raum” („Naród bez przestrzeni”). Projekty osadnictwa Niemców na wschodzie zakładające wypędzenie rodzimej ludności tworzono w Niemczech podczas I wojny światowej (np. koncepcja Mitteleuropa). Później zamiar utworzenia Lebensraum przyjęli narodowi socjaliści i Hitler sformułował jako cel zdobycie dla Niemiec terenów po Ural, gdzie miano osiedlić ludzi „krwi czysto nordyckiej”.

Na ogół nie dostrzega się, że w Europie występowały dwa modele budowania kolonialnych imperiów. Właściwy dla Europy Zachodniej, gdy poszczególne państwa dokonując odkryć geograficznych, opanowywały ziemie na innych kontynentach. Tak powstały imperia kolonialne Brytyjczyków, Francuzów, ale też Hiszpanów i Portugalczyków, Belgów, Holendrów. Wszystkie te kolonie znajdowały się z dala od Europy, na lądach obu Ameryk¸ w Azji, w Afryce, nawet w Australii.

Jednak obok tego istniał też inny model kolonializmu występujący na wschodzie Europy, w rejonie eurazjatyckim. Tam też powstawały wielkie imperia, ale obejmowały one przyległe do siebie ziemie, podbijane przez Mongołów, Turków, Moskali, np. imperium mongolskie w szczycie swej potęgi wielkością terytorium dorównywało utworzonemu w przyszłości imperium brytyjskiemu.

Polska u boku Hitlera rusza na Sowietów. Co by było, gdyby…

Namiestnikiem Adolfa Hitlera w Polsce zostaje Władysław Studnicki, zwolennik sojuszu z Niemcami. Powołuje dwie dywizje Waffen-SS, aby na nich oprzeć obronę kraju...

zobacz więcej
W okresie II Rzeszy Niemcy usiłowały zdobywać zamorskie kolonie, idąc śladem Anglików czy Francuzów, ale po klęsce w I wojnie światowej te kolonie utraciły.

W świadomości niemieckiej istniała też tradycja innego zdobywania przestrzeni (Drang nach Osten). W średniowieczu Niemcy podbili i zgermanizowali Słowian połabskich zamieszkujących ziemie między Morzem Bałtyckim, Łabą, Hawelą i Odrą. Swoistą kolonią niemiecką było państwo krzyżackie, gdzie po wytępieniu rodzimych Prusów, uformowało się niemieckie państwo pruskie.

Zamiar Hitlera, utworzenia Lebensraum, był XX-wiecznym odwzorowaniem dawnego germańskiego parcia na wschód.

Tego nie dostrzegał Studnicki uważając, że dzięki Niemcom Polska może zyskać tereny osiedleńcze na wschodzie, czyli w miejscu, gdzie miało powstać Lebensraum Hitlera.

Przygotowania do rozgrywki z Francją

Hitler uważał, że wrogiem Rzeszy w realizowaniu wielkomocarstwowego programu będzie Francja, stale spoglądająca w kierunku Rosji, która mimo panującego tam bolszewizmu, wydawała się Francuzom coraz cenniejszym i coraz bardziej pożądanym sojusznikiem.

Hitler sądził, że o ile Anglia operująca na morzach, posiadająca interesy na innych kontynentach może ostatecznie zaaprobować europejskie aspiracje Hitlera, o tyle Francja, największa potęga na kontynencie europejskim, będzie się starała nie dopuścić do odbudowy mocarstwowej pozycji Niemiec. W „Mein Kampf” Hitler napisał: „Stałym dążeniem Francji było powstrzymanie rozwoju Niemiec”.
Dla każdego oceniającego zamiary Hitlera musiało być oczywiste, że Niemcy nie mogą ruszyć na Wschód, jeśli wcześniej nie spacyfikują Francji, która będzie zagrażać Niemcom od Zachodu. Wyeliminowanie Francji, będącej mocarstwem, dysponującej wielkim potencjałem militarnym i sojusznikami w Europie Środkowej nie było jednak sprawą prostą.

Hitler liczył się z tym faktem i dlatego usiłował przygotować się do starcia, powiększając własny potencjał, rozbudowując armię i opanowując stopniowo kolejne kraje, w tym te, które definiowały się jako sojusznicy Francuzów – Czechosłowację, Rumunię, Polskę.

W przypadku Czech cenne dla Hitlera było zarówno zlikwidowanie czeskiej armii, będącej poważną siłą, jak i zdolności wytwórczych czeskiego przemysłu zbrojeniowego, które Hitler wykorzystał na potrzeby Wehrmachtu. To udało się osiągnąć w następstwie monachijskiej zgody Anglików i Francuzów na oddanie Sudetów Niemcom i w konsekwencji likwidację Czechosłowacji.

Rumunia miała niezbędną dla Niemców ropę naftową i nie mała większych oporów, by podporządkować się Berlinowi.

Problemem była Polska, dysponująca silną armią, która mogła utrudnić niemieckie działania przeciwko Francji. Było oczywiste, że planując wojnę z Francją, Hitler musiał wcześniej uzyskać pełną kontrolę nad Czechami, co mu się udało, ale także nad Polakami – nie mógł sobie pozwolić na pozostawienie w wschodzie niezależnego państwa polskiego, nawet tylko „neutralnego zbrojnie”, jak postulował Studnicki.

Na łasce i niełasce Hitlera

Odwołując się do przykładu czeskiego, można sądzić, że gdyby Polska w 1939 r. przyjęła żądania niemieckie, nie skończyłoby się na Gdańsku i budowie niemieckiej autostrady do Prus Wschodnich przez polskie Pomorze. Warszawa ustępując Berlinowi i wraz z tym rezygnując z sojuszu z Zachodem, znalazłaby się całkowicie na łasce i niełasce Hitlera. We wszystkim musiałaby podporządkowywać się Berlinowi. Nie mogłaby się bronić, gdyby Hitler zażądał Pomorza, Wielkopolski, Śląska.
Józef Beck mówił ministrowi spraw zagranicznych Rumunii Grigore Gafencu, że po wygranej Niemiec „pasalibyśmy krowy Hitlera na uralskich pastwiskach”. Na zdjęciu minister Józef Beck z żoną wyruszają do Rumunii w maju 1934 rok. Fot. NAC
Składane przez niego zapewnienia, że jakieś żądanie jest ostateczne i, że po jego spełnieniu Niemcy nie będą chciały niczego więcej, nigdy nie były dotrzymywane.

Hitlerowi chodziło przecież nie o to, aby rozwiązać jakiś problem w relacji z sąsiadem, ale by – mamiąc możliwością porozumienia – osłabić wolę oporu upatrzonej ofiary; wpędzić ją w izolację, pozbawiając wsparcia sojuszników i stosując coraz silniejszy nacisk, w tym szantaż użycia siły zbrojnej, doprowadzić ją do całkowitej kapitulacji. Także w przypadku Polski Hitler chciał oczywiście osiągnąć swoje cele pokojowo, bez wojny – jak słusznie zauważa Studnicki. Jednak niemieckie żądania nie były jakimś „błędem” czy „fanaberią” Hitlera. To po prostu była droga do zwasalizowania Polski, uczynienie z niej powolnego narzędzia polityki niemieckiej.

Wbrew temu, co uważał Studnicki Hitler nie potrzebował żadnej polskiej przesłony od strony Sowietów. Zamierzał uderzyć na Wschód i Polska nie pozwalająca obcym „gospodarzyć” na jej terytorium byłaby wówczas zawalidrogą. Tylko Polska sprowadzona do roli wasala, wykonującego wszystkie polecenia Hitlera, byłaby przydatna.

Przekonanie Studnickiego, że w 1939 r. w relacjach z III Rzeszą Polska mogła doprowadzić do sytuacji, w której zachowałaby integralność terytorialną i do tego „zbrojną neutralność” jest całkowicie nierealistyczne.

Dostrzegł to szef dyplomacji polskiej Józef Beck, gdy mówił ministrowi spraw zagranicznych Rumunii Grigore Gafencu, że ustępstwa sprowadzą Polskę na pozycję wasala Berlina, a po wygranej Niemiec „pasalibyśmy krowy Hitlera na uralskich pastwiskach”.

Marny los Jugosławii

Oceniając z dzisiejszej perspektywy wartość propozycji Studnickiego widzimy, że prawidłowo przewidywał on przebieg wojny Polski z Niemcami, ale nie dostrzegał uwarunkowań sprawiających, że tej wojny Polska nie mogła uniknąć. W obliczu planów i zamiarów Hitlera, których Studnicki nie rozpoznawał, polscy przywódcy nie mieli żadnych szans, aby uzyskać to, co publicysta proponował w swojej książce.

Studnicki spoglądał na świat przez pryzmat doświadczeń XIX wieku i nie rozumiał, czym jest narodowy socjalizm, jaką rolę może odegrać w polityce III Rzeszy. A był to wpływ ważki.

To z tego powodu Niemcy potraktowali jako podludzi narody ciemiężone przez Sowiety, odmawiając im prawa do tworzenia własnych państw. Przeznaczenie wielkiej liczby pociągów do przewożenia Żydów do obozów koncentracyjnych w czasie, gdy Niemcom brakowało środków transportu do zaopatrzenia frontu też było spowodowane względami narodowosocjalistycznej ideologii. Takich przykładów można wskazać więcej.

Zaremba do Zychowicza i Ziemkiewicza: Musicie się bardziej starać, panowie rewizjoniści

O perspektywie walki Polski u boku swastyki myślę ze wstydem.

zobacz więcej
Oczywiście tego Studnicki nie mógł przewidzieć w 1939 r., chociaż powinien był wiedzieć, jak funkcjonuje reżim hitlerowski w Niemczech (obozy koncentracyjne, „noc długich noży”, gdy zlikwidowano kierownictwo SA, prześladowania Żydów), znał „Mein Kampf” Hitlera i powinien był dostrzec, że III Rzesza führera Hitlera w 1939 r. jest czymś innym niż II Rzesza cesarza Wilhelma w 1914 r.

Studnicki nie rozumiał, że Polska ustępując Hitlerowi, wejdzie na drogę likwidacji własnej suwerenności. Sądził, że wystarczą ustępstwa w sprawie Gdańska i autostrady, aby Polska nie tylko uniknęła wojny z Niemcami, ale też zachowała suwerenność. Uważał, że podejrzenia władz II RP, iż Hitler chce zwasalizować Polskę były niesłuszne. Nie rozważał takiego zagrożenia i nie pisał, co należałoby zrobić, gdyby Niemcy jednak zażądały oddania Pomorza.

W tym kontekście można przypomnieć bieg wypadków, jaki miał w tym czasie miejsce w Jugosławii. Niemcy postanowiły wesprzeć Włochy w wojnie z Grecją. Do tego potrzebowały zgody Jugosławii na przemarsz swych wojsk. Rząd Jugosławii uległ Hitlerowi i 25 marca 1940 r. zawarł sojusz z Niemcami. Było to posuniecie bardzo niepopularne, zwłaszcza wśród wyższej kadry dowódczej armii jugosłowiańskiej.

Dwa dni później doszło w Belgradzie do bezkrwawego zamachu stanu. Powstał nowy rząd, który zerwał pakt z Niemcami i dla równowagi 1 kwietnia zawarł układ o przyjaźni z sojusznikiem Hitlera – Stalinem. Nic to nie dało.

Hitler 6 kwietnia uderzył na Jugosławię, a 12 kwietnia Belgrad – stolica Jugosławii – skapitulował. Stalin Jugosławii nie pomógł.

Król ślepców

Powstaje pytanie, jaki byłby bieg wypadków, gdyby władze RP rzeczywiście ustąpiły w 1939 r. Niemcom? Polska nie zgodziłaby się przecież na kolejne ustępstwa terytorialne i doszłoby do wojny. Byłaby ona lokalnym konfliktem polsko-niemieckim. Zachód nie wypowiedziałby Niemcom wojny. Państwo polskie przestałoby istnieć.
Musi dziwić, że powyższych uwarunkowań nie dostrzegają współcześni zwolennicy sojuszu z Hitlerem bezrefleksyjnie zachwycający się Studnickim. Red. Zychowicz w swoim peanie na cześć Studnickiego pisze z emfazą, że to „wielki polski prorok”, który nie tylko przewidział przyszłość, ale starał się „powstrzymać klęskę”. Cóż – narzeka Zychowicz – nie posłuchano Studnickiego, zwłaszcza nie posłuchał prowadzący „nieodpowiedzialną politykę” minister Beck oraz ignorujący „proroka” marszałek Śmigły Rydz.

Współczesnych zwolenników sojuszu z Hitlerem opanowała ślepota historyczna i prawdy dostrzec nie potrafią. Anglicy mają powiedzenie: „Among the blind one – eyed man is a king” („Wśród ślepców jednooki jest królem”). Jak wiadomo jednooki człowiek nie wszystko potrafi dostrzec i dlatego często odmawia się komuś takiemu prawa do prowadzenia samochodu. Przypadłość częściowego widzenia dotknęła też Studnickiego rysującego drogi wyjścia Polski z pułapki wojennej 1939 r. Natomiast to, że ślepcy historyczni uznali go za „proroka” nie dziwi o tyle, że wśród ślepców wszak jednooki „is a king”.

– Romuald Szeremietiew

Autor jest prawnikiem, historykiem, specjalistą w dziedzinie obronności. W przeszłości był m.in. wiceministrem obrony narodowej.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Skręcano tu cygara dla całej Europy, budowano okręty dla Chin....
Nawet po przekopie Mierzei Wiślanej elbląski port nie stanie się zagrożeniem dla Gdańska.
Historia Najnowsze wydanie
Polską drużynę obrażano, że jest „tak zła, jak wasza waluta”
Trener przemycił do Budapesztu kosz jedzenia dla kadry. Pierwszy mecz po odzyskaniu niepodległości biało-czerwoni rozegrali w grudniu 1921 roku z Węgrami.
Historia Najnowsze wydanie
Słońce, które leczy. Zaleszczyki - jak rodził się mit kurortu
Władze II RP uznały, że podróże po kraju będą integrować naród, który dopiero co wyzwolił się spod trzech zaborów.
Historia Najnowsze wydanie
Aby sfinansować armaty, zaproponował „post narodowy”
Jego broszurę przeczytał młody Józef Piłsudski tuż po powrocie do Wilna z zesłania na Syberię.
Historia Poprzednie wydanie
Kwiaty, które wzrosły z ludzkiej krwi
FIFA zabrania umieszczania ich na koszulkach. Grozi surowymi sankcjami.