Cywilizacja

Kokaina w ambasadzie, parlamencie i w bagażu współpracownika prezydenta

Rosyjska polityka jest po uszy zanurzona w białym proszku. Tropy prowadzą do resortów siłowych.

Przed kilkoma laty dziennikarze jednego z rosyjskich programów telewizyjnych specjalizujący się w skandalach i tematach trudnych, idąc trochę śladami swoich zachodnich kolegów z „The Sun” czy „Bild”, przeprowadzili w Dumie Państwowej ciekawe badanie. Otóż odwiedzili znajdujące się tam toalety, również i te, do których dostęp mają wyłącznie posłowie, pobrali „materiał do badań” i wysłali go do specjalistycznego laboratorium.

Wyniki, jakie otrzymali, zdziwiły ich samych – 75% próbek zawierało ślady kokainy. Innymi słowy niemal cały rosyjski parlament zawalony był białym proszkiem. Zrobił się wtedy straszny szum, posłowie twierdzili, że to nie oni w toaletach parlamentu „wciągali kreskę”, bo przecież każdego dnia budynek Dumy odwiedza prawie 3 tysiące osób i wiadomo, że robią to tylko po to, aby w wiadomym celu odwiedzić tamtejsze toalety.

Od Lenina do Chruszczowa

Ale o tym, że kokaina jest w rosyjskiej Dumie dostępna wiedziano już od dość dawna, jeszcze od czasów jelcynowskich, bo ówczesny marszałek Rusłan Chasbułatow, a zdarzało mu się to ponoć dość często, prowadził obrady parlamentu w dość podejrzanym stanie. Sprowokowało to zresztą jedną z deputowanych, prywatnie lekarza z zawodu, do złożenia wniosku o poddanie go badaniom przez lekarzy specjalistów.
Ponoć już towarzysz Włodzimierz Lenin wciągał kokainowe kreski. Na zdjęciu portret Wodza Rewolucji autorstwa Piotra Wasiliewa. Fot. Getty Images/Keystone-France\Gamma-Rapho
Zresztą zażywanie kokainy miało już wówczas w Rosji długą tradycję. Kokainistami byli ponoć Włodzimierz Lenin i Feliks Dzierżyński, także Lew Trocki, a Józef Stalin aplikował sobie specjalne, zaprawione narkotykiem, krople do oczu. Kokainą wzmacniali się również szturmujący Pałac Zimowy i broniący bolszewickiej rewolucji marynarze z Kronsztadu.

Lenin był podobno tak wielkim zwolennikiem białego proszku, że w słynnym zaplombowanym pociągu, który przywiózł go do Rosji, ponoć jeden wagon był nim po dach wypełniony. O popularności „czumiła” jak wówczas określano w Rosji kokainę świadczy i to, że pieśniarz Aleksander Wertyński napisał o niej jedną ze swych ballad.

Za czasów Nikity Chruszczowa rosyjskie służby specjalne, wespół z kubańskimi towarzyszami, zorganizowały cały system produkcji i przerzutu narkotyków do Stanów Zjednoczonych, aby osłabić społeczeństwo imperialistycznego rywala.

Zapas na Mundial

Wracając jednak do czasów współczesnych, warto przypomnieć, że Denis Woronienkow, rosyjski deputowany, który po aneksji przez Rosję Krymu był przeciwnikiem takich działań, a potem wraz ze swoją żoną, również deputowaną, zbiegł do Kijowa, był ponoć liczącym się w Dumie dealerem białego proszku. Tak przynajmniej w jednym z wywiadów prasowych twierdził jego były asystent.

W Kijowie zresztą został w dość podejrzanych okolicznościach zastrzelony na ulicy przez płatnego zabójcę. Oficjalna wersja głosi, że chodziło o politykę, nieoficjalnie mówiło się, że raczej motywem były długi i mszczący się byli wspólnicy. Ale wątek narkotykowy też warto brać pod uwagę, bo Woronienkow był absolwentem szkoły wojskowej i długoletnim prokuratorem, jednym słowem, jednym z rosyjskich „siłowików”. A jeśli tropi się w Rosji kokainę, to najczęściej większość dróg wiedzie do pracowników resortów siłowych.

Jeden z ciała kolegi zrobił nadzienie do pierożków. Drugi zgwałcił 37 dziewczynek. Kolejny poderżnął gardła 19 ofiarom

Witajcie w Czarnym Delfinie! Statystycznie, na jednego więźnia przypada tu pięć morderstw. Maniacy seksualni i kanibale mają pojedyncze cele. Pozostali siedzą po dwóch, czterech, dobierani według właściwości psychologicznych. Wszyscy pod obserwacją 24 godziny na dobę.

zobacz więcej
Jedna z najdziwniejszych kokainowych historii z udziałem rosyjskich „siłowików” miała miejsce na początku tego roku. Na początku lutego wychodząca w Buenos Aires gazeta „Clarin”, a za nią niemal wszystkie media światowe, poinformowała, że w budynku rosyjskiej ambasady miejscowa policja odkryła gotowy do wysłania transport kokainy. Przy czym nie chodzi o jakieś marne kilka kilogramów – znaleziono 369 kg narkotyku (wartość rynkowa – ok. 50 mln euro) zapakowane w 12 walizkach.

Cała sprawa nie była nowa – policję poinformował o problemie rosyjski ambasador jeszcze w grudniu 2016 roku. A ta, chcąc złapać sprawców zamieniła narkotyk na mąkę umieszczając przy niej nadajnik GPS. Zdaniem argentyńskiej policji transport został przygotowany, aby zgromadzić przed zbliżającym się Mundialem w Rosji spory zapas, a potem ze niezłą przebitką, właśnie przy okazji rozgrywek, go sprzedać.

Jak informowała argentyńska gazeta za przemyt odpowiadają byli już pracownicy rosyjskiej ambasady – w tym m.in. księgowy. Ale są też inne ciekawe wątki. Otóż aresztowano też oficera argentyńskiej policji Ivana Blizjuka, który z racji pochodzenia i znajomości rosyjskiego był „oficerem łącznikowym” z rosyjskimi służbami. Sam wielokrotnie uczestniczył w organizowanych przez rosyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych kursach i szkoleniach, zarówno w charakterze szkolonego, jak i towarzysząc grupom oficerów argentyńskich szkolonych w Rosji. Wielokrotnie przy tym bywał zarówno w Moskwie, jak i w Petersburgu.

Trefny ładunek do Moskwy

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych komentując sprawę odrzuciło pojawiające się tu i ówdzie pogłoski, że narkotyki przewożone były do Rosji pocztą dyplomatyczną. Brytyjski „The Telegraph” opublikował jednak artykuł zawierający dodatkowe, a przy tym niezmiernie interesujące informacje. Otóż brytyjska gazeta informowała, że właściciele ładunku przez prawie rok mieli wielkie problemy z jego przerzutem do Rosji. Powód był dość prozaiczny – księgowy, o którym była mowa został odwołany do kraju i kanał przerzutowy się „zatkał”.

Ale to nie jedyna sensacyjna wiadomość. Otóż w grudniu 2017 roku w Buenos Aires przebywał z oficjalną wizytą sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew, jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina. Oficjalnie podpisał on z Argentyną umowę o współpracy między służbami, ale nieoficjalnie zabrał do swego samolotu trefny ładunek.
Nikołaj Patruszew to bliski współpracownik Władimira Putina. Fot. Getty Images/Mikhail Klimentyev/TASS
Brytyjska gazeta, jest zdania, że Patruszew podjął się tej misji po to, aby zdemaskować przemytników. W całej sprawie dziwić może jednak to, że kwestiami tego rodzaju zajmuje się urzędnik tak wysokiego szczebla. Ale to nie koniec historii.

Ale już następnego dnia nowe informacje rozgrzały atmosferę wokół sprawy. Otóż ujawniono podsłuchane rozmowy przemytników, którzy informowali siebie nawzajem o powodach „zatkania się” kanału przerzutowego. Ich zdaniem, główny organizator przedsięwzięcia nazywany „seniorem K” pokłócił się z rosyjskim ambasadorem Wiktorem Kornellim (tym samym, który zawiadomił argentyńską policję).

I od tego momentu harmonijna współpraca, możliwość korzystania zarówno z samochodów posługujących się tabliczkami CD, jak i swobodny dostęp do poczty dyplomatycznej, zaczęły szwankować i wkrótce się całkiem skończyła.

Może to przypadek, ale na początku 2017 roku rosyjski korpus dyplomatyczna dotknęła seria dość zagadkowych, a przy tym przedwczesnych zgonów. W ciągu 18 miesięcy z tym światem pożegnało się 9 wysokich rangą rosyjskich dyplomatów, w tym i szef departamentu latynoamerykańskiego rosyjskiego MSZ-u Piotr Polszikow.

Jedna Rosja z Brazylii

I jeszcze jedna ciekawostka. Ujawnił się „senior K” nazywany przez media organizatorem przerzutu narkotyków z Argentyny. To Andriej Kowalczuk, który powiedział dziennikarzom, że w walizkach zostawionych przez niego w ambasadzie w Buenos Aires nie było żadnych narkotyków a jedynie koniak, cygara i kawa. Bo dostawą tych luksusowych artykułów spożywczych miał się zajmować. Ale ciekawsze jest coś innego. Otóż Kowalczuk wcześniej pracował w rosyjskiej ambasadzie w Berlinie i był funkcjonariuszem departamentu bezpieczeństwa rosyjskiego MSZ. A przywoływani przez media rosyjscy dyplomaci mówią, że uchodził za ich „kuratora” przysłanego przez służby.

Kilka miesięcy po historii z kokainą w rosyjskiej ambasadzie w Buenos Aires belgijska policja odkryła na jednym ze statków w porcie w Gent 2 tony kokainy w paczkach. A każdy z tych pakietów zaopatrzony był w ulotkę z godłem Jednej Rosji, rosyjskiej partii władzy. Ładunek pochodził z Brazylii.

Sekretarz generalny partii Jewgenij Rawenko obrócił całą sprawę w żart, mówiąc, że jego formacja jest już tak na świecie znana, iż nawet baronowie narkotykowi z Ameryki Południowej „zdecydowali się z tego powodu na użycie logotypu partii.”

Cenili mięso młodych kobiet. Kawałki ciała obcinali martwym i żywym. Piekli jak szaszłyki

To historia na pewno nie dla dzieci, ale też nie dla wszystkich dorosłych. Tylko dla ludzi o wyjątkowo mocnych nerwach.

zobacz więcej
Ostatnio, pojawiła się jeszcze jedna hipoteza związana z uwikłaniem rosyjskich „siłowików” w narkotykowy biznes. Artem Krugłow, rosyjski dziennikarz śledczy, twórca portalu internetowego Putinizm, który zdemaskował słynnych „turystów z Salisbury”, przedstawił w wywiadzie dla „Radia Svoboda” teorię, dlaczego rosyjski wywiad zdecydował się na zgładzenie Siergieja Skripala i jego córki.

Tropy do Petersburga

Cała sprawa, jego zdaniem, sięgać może początków lat dziewięćdziesiątych, kiedy Skripal był attaché wojskowym rosyjskiej ambasady w Madrycie i do jego zadań mogło należeć sprawowanie nadzoru nad licznie zjeżdżającymi do Hiszpanii przedstawicielami rosyjskiego świata przestępczego, oraz transferowanymi przez nich pieniędzmi, również grup wywodzących się z Petersburga.

Na początku września „The New York Times” ujawnił, że Skripal współpracował blisko z hiszpańskimi służbami specjalnymi, które przygotowywały kolejną wielką operację przeciw rosyjskiej mafii w swoim kraju (w ciągu ostatnich 15 lat przeprowadzono trzy podobne). Podobnie zresztą, jak zamordowany w 2006 roku w Londynie Aleksandr Litwinienko, który wówczas również blisko współpracował z hiszpańskimi służbami prowadzącymi dochodzenie przeciw rosyjskiej mafii. I wówczas, i teraz, wiele tropów prowadziło do Petersburga początku lat dziewięćdziesiątych i ludzi, którzy wówczas zaczęli robić polityczne kariery. Ale to już zupełnie inna historia.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kokaina. Fot. Freeimages/Rotorhead
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żeby nie było nudy... Kim jest Krzysztof Stanowski?
– Klub piłkarski to najfajniejsza zabawka, jaką sprawiłem sobie w życiu. Można kupić klocki Lego i je ułożyć, ale bez sensu potem je rozwalać i układać kolejny raz. Tymczasem klub trzeba układać codziennie – mówi dziennikarz, twórca Grupy Weszło.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Koszulka z Adolfem
„Swastikawaii” i „führer chic”, czyli dalekowschodni kult Hitlera. Trzecia Rzesza może z różnych powodów budzić przychylność mieszkańców Azji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Milion Turków rusza do Europy z prośbą o azyl...
Kryzys po zakupie od Rosji systemu obrony przeciwlotniczej S-400. Turcja wykluczona z Rady Europy i z NATO. Erdoğan ginie w zamachu... Political fiction Witolda Repetowicza.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Bakterie wywołują nawet miażdżycę, Parkinsona i Alzheimera
Czy będziemy leczyć te choroby antybiotykami?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pożegnanie z sutanną. Suspensa, wydalenie z zakonu, ekskomunika…
Po okresie pierwszej fascynacji partnerki zakonników często orientują się, że ich wybranek nie umie robić nic, poza głoszeniem kazań i spowiadaniem. Panie szybko wystawiają walizki takich duchownych za drzwi, a oni pukają ponownie do bram klasztorów.