Cywilizacja

Ślad w piaskownicy. Sędziowie tracą sporo władzy

Na igrzyska w Los Angeles w 1932 roku Szwajcarzy dostarczyli 30 stoperów i jednego technika, który dbał o sprzęt. Dzisiaj na olimpiadę przywozi się 420 ton nowoczesnej elektroniki i masę ludzi do obsługi.

Sport się zmienia tak, jak świat się zmienia. I sport i świat zmieniają się pod wpływem nowych technologii, które wyznaczają postęp.

Nie w każdej dyscyplinie sportu potęp prowadzi prostą drogą do lepszych wyników od tych sprzed kilku dekad, ale we wszystkich spowodował wyższy oraz bardziej wyrównany poziom wyczynowy. Dobrym na to przykładem jest lekkoatletyka.

Z jednej strony ten sport jest oporny na zmiany, zwłaszcza formatu widowisk. Z drugiej - został poddany gruntownym przekształceniom technologicznym, poczynając od budowy stadionów, struktury nawierzchni, sprzętu aż po technologię cyfrową, którą jest dziś naszpikowany jak ciasto rodzynkami. Z tej przyczyny jest to ta sama, lecz nie taka sama dyscyplina jak pół wieku temu i dawniej, co stwierdzam odpowiedzialnie jako aktywny świadek historii.
Bieżnie ziemne miały dwie poważne wady: każda była inna i żadna nie była odporna na deszcz. Na zdjęciu rewia sportu warszawskiego, maj 1946 roku, Jan Staniszewski startujący w sztafecie 4x400 m. w barwach zwycięskiej drużyny Syreny Warszawa. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki
Jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia bieżnie i rozbiegi lekkoatletycznych stadionów pokryte były czymś, co nazywano żużlem. W istocie kruszony żużel był składnikiem tamtych nawierzchni, chociaż nie jedynym. Na różnych obiektach stosowano różne mieszanki, między innymi żużel mieszano z glinką albo ze żwirem. Zależało to od twórczej inwencji gospodarza stadionu (wtedy była taka funkcja).

W tamtych czasach za najlepszą bieżnię w Polsce uchodziła bieżna w Spale, gdyż była najszybsza, a to z powodu mieszanki z jakiej była zrobiona, mianowicie - żużla ze szkłem. Co prawda szkło było zmielone, jednak wywrotki na finiszu nie były masażem. Parę razy szlifowałem tam skórę, więc wiem.

Wtedy używano już bloków startowych, choć nie wszyscy z nich korzystali. Sprinterzy starszej generacji nadal kopali sobie dołki kolcami i z dołków ruszali do biegu, gdyż siła przyzwyczajeń brała górę. Trzy dekady wcześniej dołki startowe były normą: Jesse Owens w Berlinie w 1936 ruszał właśnie z takich dołków po swoje złote medale.

Błoto, bitum, tartan

Bieżnie ziemne (tak też je nazywano) miały dwie poważne wady: każda bieżnia była inna i żadna nie była odporna na deszcz. Różnie elastyczności, które wynikały ze składu mieszanek, wpływały na wyniki. Jedne były szybsze, inne wolniejsze, co utrudniało porównywanie rezultatów zwłaszcza na dystansach sprinterskich, więc nie było to do końca fair.

Natomiast opady deszczu powodowały sportowe katastrofy. Kiedy z nieba lało, bieżnia i rozbiegi zmieniały się w grząskie bagienka. Nie pomagały nawet najdłuższe kolce, lekkoatleci taplali się w tym błocie, które – co chyba oczywiste – spowalniało wszelkie działania.

Należało opracować nową technologię nawierzchni, odpornych na deszcze i strukturalnie jednorodnych. Zanim wymyślono tartan, próbowano różnych materiałów.

Jednym z nich był bitum. Bitum składa się głównie z węglowodorów, powstaje w procesie rafinacji ropy naftowej. Może być płynny i może być też ciałem stałym. W niskiej temperaturze jest twardy jak asfalt. Gdy temperatura wzrasta, bitum mięknie.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Jedno i drugie odczuwały nogi zawodników. W chłodniejsze dni bieganie po bitumie było jak bieganie po betonie. Podczas upałów stopy kleiły się do nawierzchni. W sumie była to średnia przyjemność, a bieganie po tym czymś prowadziło do częstych kontuzji.

Nawierzchnie syntetyczne pod zbiorczą nazwą „tartan” rozwiązały większość problemów. Oparte na bazie poliuretanu spełniają podstawowe wymagania dyscypliny. Są mniej więcej jednorodne, choć jedne wodę przepuszczają a inne nie (co zależy od konkretnych potrzeb); jedne są grubsze a inne cieńsze; jedne mają podkłady betonowe a inne - mineralne, to jednak wyrównują szanse zawodników, a wyniki uzyskiwane na różnych obiektach można już sensownie porównywać.

Większość sprinterów biega szybciej na tartanie niż na bieżniach ziemnych, skoczkowie skaczą dalej i dalej rzucają oszczepnicy, lepsze rezultaty w skokach o tyczce i wzwyż także osiąga większa liczba zawodników niż przed laty, co zaostrzyło światową konkurencję, zagęściło kadry pretendentów do podium, a wszystko to na skutek nowej technologii nawierzchni, która jest bardziej stabilna i szybsza.

Era stopera

Lekkoatletyka to liczby, a liczby to wyniki pomiarów konkretnych osiągnięć w konkretnych konkurencjach. Od bezbłędnych pomiarów zależą sprawiedliwe werdykty. Natomiast bezbłędne pomiary zależą od precyzji instrumentów pomiarowych w biegach, skokach i rzutach. Mamy zatem system ogniw połączonych, w którym każde spełnia ważną funkcję. Nowe technologie zdecydowanie poprawiły parametry całego łańcucha, tworząc zupełnie nową jakość tej dyscypliny.

Stoper to instrument pierwotny, a nawet starożytny artefakt, który przeszedł długą drogę ewolucji, zresztą podobnie jak narzędzia pomiarowe wysokości i długości.

Pierwszy stoper skonstruowali Szwajcarzy w rodzinnej firmie Omega w roku 1898. Przy współczesnych czasomierzach był to chronometr precyzyjny inaczej, gdyż mierzył rezultaty z dokładnością do półtorej sekundy. Na igrzyskach olimpijskich zadebiutował w 1932 roku w Los Angeles.

Ale i wtedy i długo potem to nie stoper decydował o kolejności na mecie, lecz oko sędziego. Jednak chronometr został już wówczas dopracowany, mierzył czasy z dokładnością do jednej dziesiątej sekundy.
Stopery, choć znane już od końca XIX wieku, długo musiały czekać, aby przebić sie do sportu wyczynowego. Na zdjęciu amerykańska sprinterka i płotkarka Gail Devers w czasie treningu w 1988 roku w Kaliforni. Fot. Getty Images/Mike Powell
Miarą postępu w tej dziedzinie są liczby. Na igrzyska w Los Angeles Szwajcarzy dostarczyli 30 stoperów i jednego technika, który dbał o sprzęt. Ćwierć wieku później na igrzyska w Melbourne w 1956 dopłynęły 42 skrzynie instrumentów pomiarowych o łącznej wadze 2475 kilogramów. Dzisiaj na igrzyska przywozi się 420 ton nowoczesnej elektroniki i masę ludzi do obsługi.

Jednak ani ilość ani ciężar gadżetów nie zawsze miały wpływ na jakość werdyktów sędziowskich. Na igrzyskach w Rzymie w 1960 nastąpił odwrót od pomocy naukowych, jaką były stopery. Kolejność na mecie sędziowie znów oceniali na podstawie obserwacji wzrokowej, co skończyło się potężnym skandalem na olimpijskiej pływalni.

Stopery wskazywały, że stumetrówkę stylem dowolnym wygrał Lance Larson przed Johnem Devittem. Jednak zamiast spokojnie zapisać wyniki, grono arbitrów wzięło się za głosowanie, które dało remis, więc decyzję ostateczną musiał podjąć sędzia główny. I dzielnie tego dokonał, wskazując jako zwycięzcę Devitta, który miał gorszy czas. Dla odmiany Larsonowi przyznał rekord olimpijski, gdyż on miał czas lepszy.

Werdykt był absurdalny. Dopiero siedem lat później, po zamontowaniu tablic dotykowych na ściankach basenu, takie praktyki stały się niemożliwe.

Transpondery, sensory, laserowe fotokomórki

Nawiasem mówiąc sędziwie to twarde grono kontestatorów nowych technologii w sporcie. Z tych powodów wysiłki inżynierów skupione są nie tylko na tym, aby było precyzyjnie i czytelnie. Także na problemach arbitrażu, a ściślej – by ograniczyć jego wpływ do niezbędnego minimum, co się nie do końca udaje.

Nie udaje się w łyżwiarstwie figurowym, choć są nowe zasady punktacji. Nie udaje się w boksie, bo maszynki, które miały opanować samowolę sędziów, sędziowie nauczyli się ujarzmiać.

Nawet telewizja nie pomaga na ten kłopot a przykładem jest system VAR. Niby wszyscy widzieli, co było zagrane, obrazek istnieje w zapisie cyfrowym i bywa odtwarzany, ale to sędzia ma głos ostateczny i on podejmuje decyzję. Czy tak będzie do końca świata i jeden dzień dłużej? Czy obraz z kamery wideo nie powinien być wyrokiem ostatecznym, który nie podlega dowolnym interpretacjom? Bo jeżeli ma być, jak jest, to po co ta cała elektronika?

Skrócić, co się da, uprościć, co możliwe.
Romans sportu z telewizją

Połączył je wspólny cel: stworzenie produktu, który będzie się dobrze sprzedawał na rynku.

zobacz więcej
Nowe technologie niewątpliwe odbierają sędziom sporo władzy, co niewątpliwie arbitrów nie cieszy. Lata temu sportem rządziła maksyma, że sędzia nigdy się nie myli. Niektórzy są do niej nadal bardzo przywiązani. Lecz nie w tym rzecz, że sędzia posiada władzę. Rzecz w tym, do czego jej używa. Ale to jest temat na inne opowiadanie.

Transpondery, sensory, laserowe fotokomórki, kamery video wysokiej prędkości, VDM-y, EDM-y, LaserLynx PRO to współczesne instrumentarium sportu wyczynowego, zwłaszcza na imprezach najwyższej rangi. Wszystko to ułatwia oglądanie i ocenę widowisk. Jednak nowe technologie rodzą też nowe problemy.

Elektroniczne połączenie bloków startowych z pistoletem startera miało ograniczyć możliwość falstartów do zera. Rozwiązanie to niestety budzi bardzo często liczne wątpliwości, a to dlatego, że podlega ocenom mechanicznym. Ruch stopy na podstawce bloku po komendzie „Gotów” uznawany jest za falstart, chociaż sprinter nie wykonał ruchu żadną inną częścią ciała, nie sprowokował też nikogo do wcześniejszego wybiegu.

Zastrzyk technologii

Protesty zawodników, dyskusje z sędziami, konsultacje nad zapisem z kamery video towarzyszą takim przypadkom na każdych dużych zawodach, czasem po kilka razy dziennie. Na końcu decyduje sędzia główny, ewentualnie Jury de Appelle po wpłaceniu stosownego wadium.

W przypadkach braku całkowitej pewności decyzji, sędziowie pozwalają na ponowny start sprintera, któremu zaliczyli falstart. Taki bieg nosi nazwę „under protest”, czyli pod protestem, a falstart zostaje albo nie zostaje uznany po ponownych konsultacjach arbitrów. Do zniesienia tych korowodów, wystarczyłaby korekta przepisów, która jakoś nie następuje.
Mierzenie wysokości w skoku o tyczce zawsze było skomplikowaną operacją. Na zdjęciu Highland Games we wrześniu 1912 roku, zawody organizowane przez społeczność szkocką w Kanadzie. Fot. Getty Images/Topical Press Agency
Biegi to tylko jedna trzecia lekkoatletycznego menu, technologicznie zadbana najwcześniej: w 1948 wprowadzono fotokomórkę; w 1968 - elektroniczny pomiar czasu z dokładnością do jednej tysięcznej. Rzuty i skoki zajęły inżynierom więcej czasu, zmiany technologii pomiarowych następowały wolniej i ciągle są udoskonalane, ponieważ praktyka stale weryfikuje przydatność sprzętu.

W tym segmencie dyscypliny tylko jedna konkurencja nie poddała się dotychczas nowym technologiom pomiarowym, mianowicie – skok wzwyż. Sędziowie mierzą wysokość oraz równoległe do podłoża ułożenie poprzeczki na stojakach w kilku punktach przy pomocy listwy z prostopadłym ramieniem i tyle. Tak było dwadzieścia i pięćdziesiąt lat temu i tak jest do dzisiaj. Reszta specjalności dostała potężny zastrzyk technologii cyfrowych.

Podnoszenie poprzeczki z użyciem laptopa

Mierzenie wysokości w skoku o tyczce to skomplikowana operacja. Na dwie godziny przed konkursem system pomiarowy podlega żmudnej kalibracji z użyciem tachimetru ustawionego na końcu rozbiegu. Tachimetr sprawdza kilka istotnych detali. Miedzy innymi pionowość stojaków w płaszczyźnie linii zero, która przechodzi nad górną, tylną krawędzią skrzynki. Ponadto sprawdza wysokość referencyjną, która stanowi odniesienie dla instrumentów pomiarowych. Samo podnoszenie poprzeczki następuje z pomocą specjalnego pulpitu, ewentualnie z użyciem laptopa. Akurat w tej konkurencji progres wyników spowodowany nową technologią sprzętu jest kosmiczny. Rekord świata na tyczce metalowej, na jakich skakano w pierwszej połowie ubiegłego stulecia, wynosi – 4.82. Aktualny rekord świata na tyczce z włókna szklanego to 6.16.

W skokach w dal i trójskoku najnowszym sposobem pomiarów jest system VDM (Video Distance Measurement). System odszukuje ślad w piaskownicy, najbliższy linii odbicia, zarejestrowany przez aparaturę wideo.

Jego zaletą jest możliwość ponownego sprawdzenia, czy odczyt był prawidłowy, czego nie zapewniał system poprzednio stosowany. Pomiar EDM (Electronic Distance Measurement), bo o nim mowa, bywa często zawodny.

Na ostatnich mistrzostwach Europy w Berlinie Tomasz Jaszczuk doświadczył tego na sobie. Godzinę po konkursie skoku w dal został przesunięty z czwartej na piątą pozycję, ponieważ system błędnie odczytał wyniki.

Gęste widowiska

Pomiary EDM nadal stosowane są w rzutach tyle, że z dodatkiem elektronicznego tachimetru lustrowego. Sędzia ustawia lustro w miejscu najbliższego śladu jaki zostawił młot, dysk, oszczep albo kula, a operator dokonuje odczytu. I ten rodzaj współpracy, sędziego oraz technika, wydaje się mieć przyszłość.

Sofia Ennaoui: Na pewno wyjdę za mąż za Polaka

Wicemistrzyni Europy w biegu na 1500 metrów została zawodowym żołnierzem.

zobacz więcej
Systemy pomiarowe są coraz bardziej zaawansowane, wymagają obsługi specjalistów i szczególnych kwalifikacji, których sędziowie nie mają. Zatem podział – sędzia nadzoruje a technik odczytuje wynik – ma sens i jest coraz częściej stosowany, np. przy systemie VDM albo fotofiniszu.

Wartości tętna podczas biegu, prędkość lotu piłki tenisowej po serwisie albo w momencie odbicia skoczka na progu, liczba kilometrów pokonanych przez piłkarza podczas meczu, wirtualna linia na ekranie z najdalszym rzutem albo skokiem w dal do pobicia przez kolejnych zawodników, wszystko to przybliża sport widzowi. Nowe technologie budują nową optykę. Korzysta z nich telewizja tworząc gęste, nasycone informacjami widowiska i przeplatając świat realny z wirtualnym.

Doświadczenia astronautów

Wystarczy rzut oka na historię lekkoatletycznych wyników, by stwierdzić postęp, jaki dokonał się w tej dyscyplinie za sprawą technologii, a także skorygować pewne legendy.

Gdy Niemiec Armin Hary, jako pierwszy człowiek na świecie, przebiegł stumetrówkę w 1960 roku w czasie 10,0 sek., uznano to za wyczyn milenijny. Zanim skończył się XX wiek, dokładnie w 1999 roku, Amerykanin Maurice Greene dokonał tego w czasie 9.79.

Niemiec biegł po żużlu, Amerykanin po tartanie. Wynik Harego zmierzono na stoperze ręcznym, rezultat Greena pomiarem elektronicznym. Gdyby rekord Harego mierzony był elektronicznie, Niemiec uzyskał by wynik 10.25, czyli taki, jaki osiąga współcześnie utalentowany junior.

To ilustruje skalę postępu, głównie za sprawą nawierzchni syntetycznej, ale nie tylko, bo także z powodu obuwia sprinterskiego, które poddano technologicznej transformacji. Współczesne kolce są lżejsze, idealnie dopasowane, robione na miarę i takie już były pod koniec stulecia.

Zatem nawierzchnia, zatem obuwie: na co jeszcze miała wpływ technologia? Bez wątpienia na metody i środki treningowe. Dzisiaj sport korzysta ze zdobyczy nauki, także z doświadczeń astronautów, w znacznie większym zakresie niż kiedyś. W użyciu znalazły się trenażery, które zwiększyły efektywność treningów. Medycyna sportu, regeneracja organizmów, wsparcie farmakologiczne – i nie mam na myśli dopingu – wielokrotnie przewyższają to, czym sport dysponował przed laty.
Na igrzyskach w Rzymie w 1960 złoty medal w pływaniu 100 metrów stylem dowolnym otrzymał Amerykanin Lance Larson (z prawej), ale rekordzistą olimpijskim został John Devitt (z lewej), który miał w tym samym wyścigu najlepszy czas. Fot. Getty Images/Universal/Corbis/VCG/Bettmann/Contributor
Tak więc Harego i Greena dzielą nie tylko ułamki sekund, lecz głębokie różnice technologii stosowanej. Tamten rekord Niemca, mierzony ręcznym stoperem, był mega wydarzeniem. Obecnie biegi poniżej 10 sekund, mierzone elektronicznie, są zaledwie normą sprinterskiej przyzwoitości.

Nowa legenda

Wyrównana rywalizacja, wyższy poziom sportowy to widoczne efekty nowych technologii. Nowe systemy miernicze wizualizacje telewizyjne - także. Jedno i drugie skutkuje nową jakością widowisk. Jednak w pewnych konkurencjach nadal trwają rekordy z brodą. Niektóre mają ponad 30 lat i więcej. Co to oznacza?

Tylko tyle, że żadna technologia nie zastąpi człowieka. Fenomenalne talenty zdarzają się w każdym czasie i one tworzą historię sportu. Ponadto istnieją takie dyscypliny i takie konkurencje, na które technologia wpływa bardziej i takie, na które wpływa mniej.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Do tych pierwszych należy niewątpliwie skok o tyczce. Do tych drugich – wszystkie rzuty lekkoatletyczne. Stare rekordy trzymają się tam najdłużej. Najnowsze systemy pomiaru nie mają wpływu na wyniki, a tylko one się zmieniły. Reszta pozostaje po staremu: waga sprzętu, rozmiary koła i konieczność przerzucenia setek tysięcy ton na treningach, żeby oddać ten jeden rekordowy rzut.

Reasumując – technologia pomaga wielu, nieliczni radzą sobie sami dzięki wybitnym zdolnościom i pracy. A gdy komuś takiemu trafia się jednak możliwość korzystania z nowych technologii, rodzi się nowa legenda i ona nazywa się Bolt.

– Marek Jóźwik
Zdjęcie główne: Elektroniczne połączenie bloków startowych z pistoletem startera miało ograniczyć możliwość falstartów do zera. Rozwiązanie to niestety budzi bardzo często liczne wątpliwości. Na fotografii Usain Bolt podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie w sierpniu 2018. Fot. REUTERS/Carlos Barria
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pole bitwy w centrum światowego biznesu
Protesty trwają już czwarty miesiąc. – Najbardziej przerażające jest to, że się do nich przyzwyczailiśmy – mówi 19-letni aktywista John.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Dlaczego Putin pokochał Gretę Thunberg?
Czy urządzenia do wydobycia gazu i ropy oraz budynki mieszkalne na rosyjskiej Dalekiej Północy zawalą się?
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Memento mori. Jak przygotować się na szczęśliwą śmierć
Ilekroć spotkamy orszak pogrzebowy, ile razy usłyszymy o czyimś zgonie, mówmy do siebie: mnie to samo jutro czeka.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Nieśmiertelność. W ciekłym azocie czy w superkomputerze?
200 tys. dolarów kosztuje zamrożenie ciała po śmierci. A niebawem mogą powstać maszyny, które dadzą życie wieczne naszym mózgom.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Nie wie strona lewa, co czyni prawa – czyli co mają wspólnego...
Dziś leworęcznych jest więcej, bo nikt już, mam nadzieję, nie „przestawia” ich na siłę.