Felietony

Czy walka o władzę w Europie zamieni się w polowanie na czarownice? Nadchodzi krucjata przeciw Polsce

Europejczycy nie chcą haseł federalistycznych i bardziej niż czarownicami z Warszawy, Budapesztu i Rzymu niepokoją się niekontrolowaną, nielegalną imigracją, bezrobociem i bezpieczeństwem wewnętrznym.

Frans Timmermans oficjalnie potwierdził, że będzie się ubiegać o funkcję szefa Komisji Europejskiej z nominacji socjalistów. Tym samym jest czwartym politykiem, który się zdeklarował. Za jego sprawą (a także dzięki innemu kandydatowi, Alexandrowi Stubbowi) ta kampania, wbrew nastrojom społecznym, może zamienić się w krucjatę o tzw. praworządność, a w roli czarownic wystąpią Polska, Węgry i Włochy.

Już po raz drugi wybór szefa KE (ostatecznie ustalany przez kraje członkowskie na podstawie wyników wyborów do PE) będzie poprzedzony wyborem tzw. spitzenkandidata – czołowego kandydata – największych frakcji. Trzy z nich: chadecy, socjaliści i konserwatyści, podadzą nazwiska swoich kandydatów w listopadzie.

Chrześcijańscy demokracji swój wybór ogłoszą podczas kongresu w Helsinkach. Jak na razie jest dwóch oficjalnych pretendentów – to Manfred Weber i wspomniany Alexander Stubb. 46-letni Weber jest bawarskim politykiem z CSU, szefem chadeków w PE, uważanym za polityka mającego silne poparcie kanclerz Angeli Merkel. Należy do prawego skrzydła europarlamentarnych chadeków. Starał się bronić węgierskiego premiera, Viktora Orbana i obecności jego partii Fidesz w EPP, głównie przed atakami skandynawskich i francuskich frakcyjnych kolegów.
„Ambitny i przekonany o własnej nieomylności, dogmatyczny” – tak charakteryzują Alexandra Stubba ludzie pamiętający go jeszcze z PE. Fot. REUTERS/Mikko Stig/Lehtikuva
Jeśli chodzi o Polskę, artykuł nr 7 i kwestie praworządności, to jego aktywność wynika raczej z nacisków kolegów z PO, niż z osobistych przekonań. Trudno oprzeć się wrażeniu, że krytykuje polski rząd bardziej z obowiązku, niż autentycznej potrzeby. Zresztą, choć oficjalnie temu zaprzecza, gdyby wyniki wyborów do PE przyniosły dużą przewagę PiS nad PO, raczej sprzyjałby rozmowom o ewentualnym dołączeniu PiS do EPP.

W przeciwieństwie do Webera Alexander Stubb, były europoseł, następnie minister spraw zagranicznych i premier Finlandii, bardziej pasowałby – przynajmniej z polskiej perspektywy – do liberałów niż do chadeków. „Ambitny i przekonany o własnej nieomylności, dogmatyczny” – tak go charakteryzują ludzie, pamiętający go jeszcze z PE.

Podczas konferencji prasowej, na której ogłosił swój start, mówił o wartościach europejskich, które są łamane przez takie kraje jak „Polska, Włochy i wreszcie niestety także Węgry”. Słowa Stubba współbrzmią ze słowami innego fińskiego polityka, wiceszefa KE Jyrke Katainena, który podczas niedawnego spotkania EPP również punktował te same trzy państwa. Było to o tyle zaskakujące, że Katainen – komisarz od spraw gospodarczych – nie uchodził do tej pory za politycznego fightera. Dziś wiemy, że było to przygotowanie gruntu pod kandydaturę Stubba.

Już po pierwszej jego konferencji widać, że fiński kandydat będzie swoją kampanię prowadził pod hasłami praworządności i walki z populizmem. Co jest zabawne, biorąc pod uwagę, że w jego własnym kraju nacjonalistyczna partia Prawdziwych Finów uzyskała w wyborach kilkanaście procent poparcia i weszła do rządu (choć potem doszło w niej do rozłamu i ministrowie ją opuścili). Równie zabawnie zabrzmiały słowa Stubba o różnicy pokoleniowej między nim a Weberem – Niemiec jest młodszy od Fina zaledwie o 4 lata.

Jeżeli chodzi o socjalistów, to sytuacja wygląda podobnie – jest jak na razie dwóch kandydatów, z których jeden jest bardziej umiarkowany, drugi zaś nastawiony konfrontacyjnie.

Katolik, socjalista, strażnik holenderskich interesów. Narodowy egoizm Fransa Timmermansa

Dominika Ćosić: W działalności Fransa Timmermansa można dostrzec niejedną sprzeczność.

zobacz więcej
Kandydatem umiarkowanym jest słowacki polityk, Maroš Šefčovič, obecnie wiceszef KE. Šefčovič, choć także wspomina o praworządności, nie czyni z niej głównego hasła politycznego. W rozmowie ze mną akcentował raczej konieczność wyrównania szans Europejczyków z różnych krajów i jedność europejską.

Jego rywal Frans Timmermans właściwie już od dwóch lat prowadzi swoją kampanię – wykorzystując w niej artykuł 7, sytuację w Polsce i na Węgrzech. Jak pisałam w Tygodniku TVP kilka miesięcy temu, właśnie walka z rządami w Warszawie i Budapeszcie stała się dla niego polityczną trampoliną.

Timmermans już teraz cieszy się poparciem niemieckich socjalistów. Pytanie, czy poprze go rządzony przez chadeków rząd jego kraju – Holandii. Kilka miesięcy temu holenderski premier Mark Rutte, przemawiając na forum PE, mówił o swoim poparciu dla działań Timmemansa. Ale czy oznacza to także poparcie dla politycznych ambicji? To się zapewne okaże dopiero po wyborach do PE, kiedy będzie wiadomo jak rozkładają się głosy.

Również w listopadzie poznamy kandydata Europejskich Konserwatystów i Reformatorów – będzie nim prawdopodobnie Jan Zahradil, czeski polityk, który był jednym ze współzałożycieli ECR.
Czy Marine Le Pen uda się wystawić wspólnego kandydata z Geertem Wildersem i innymi radykalnymi ugrupowaniami? Fot. Getty Images/Dursun Aydemir/Anadolu Agency
I wreszcie ostatni element puzzli – partie Emmanuela Macrona i Marine Le Pen. Spekuluje się, że ambicją francuskiego prezydenta jest raczej stworzenie po maju 2019 roku własnej frakcji w euro parlamencie (do której może dołączyliby bardziej liberalni chadecy i niektórzy socjaliści oraz liberałowie) niż wstąpienie do istniejącej już grupy liberałów. Na razie nic nie wiemy o ewentualnym kandydacie Macrona na szefa KE.

Jeżeli zaś chodzi o panią Le Pen to istotne jest czy uda się jej stworzyć sojusz z Matteo Salvinim oraz Geertem Wildersem i przekonać do tej koalicji Viktora Orbana. Sam fakt, że ugrupowanie Le Pen mógłoby wysunąć swojego kandydata na szefa KE przeraża już część europejskiego mainstreamu.

„Zamaskowany” plan dla Europy?

Ideowym ojcem Unii został mało znany trockista postulujący likwidację państw narodowych i własności prywatnej. Czy to jego radykalny plan realizują dziś eurokraci?

zobacz więcej
Pod wpływem Timmermansa i Stubba kampania zamienić się w krucjatę przeciw rządom w Polsce, Węgrzech i Włoszech, które uważane są przez tych kandydatów za zagrożenie dla demokracji, europejskich wartości i samej UE. Takie argumenty brzmią efektownie, ale tylko na unijnych salonach. Szermowanie nimi w publicznej debacie byłoby dowodem kompletnego braku zrozumienia politycznych realiów i nastrojów społecznych.

Europejczycy, co pokazali w referendum Brytyjczycy, nie chcą haseł federalistycznych i bardziej niż czarownicami z Warszawy, Budapesztu i Rzymu niepokoją się niekontrolowaną, nielegalną imigracją, bezrobociem (na południu kontynentu) i bezpieczeństwem wewnętrznym. Nie biorąca tego pod uwagę kampania chadeków i socjalistów mogłaby przynieść efekt odwrotny od zamierzonego, co z radością wykorzystają parte uważane za populistyczne.

– Dominika Ćosić

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Frans Timmermans. Fot. REUTERS/Francois Lenoir
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
A jeśli wróg się dowie, że nasi żołnierze noszą kolorowe spodnie?
Ciekawa opowieść o życiu zamożnej, urzędniczej inteligencji galicyjskiej przed I wojną światową.
Felietony Najnowsze wydanie
Zaczęło się?
Komentarz Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Ludzie bali się nosić lepsze ubrania, odzywać się i uśmiechać
Opisał terror sowiecki, choć był tak apolityczny, że w latach 50. spytał Słonimskiego: „Słuchaj Antoni, podobno jakiś Chruszczyk coś powiedział na Stalina?”
Felietony Najnowsze wydanie
Cień
Rysunki Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
„Żółte kamizelki” przeciw łupieżcom. Mieszczańska rewolucja
Filip Memches: Klasa średnia się buntuje nie dlatego, że przegrywa w wyścigu szczurów z potęgą globalnego oligarchicznego kapitału, lecz z powodu polityki państwa.