Felietony

Liberalne salony dorabiają gębę św. Janowi Pawłowi II

Ojciec Święty podkreślał obecność Jezusa Chrystusa w dziejach każdego narodu. A zarazem wskazywał takie pułapki demokracji, jak spychanie Kościoła do getta i afirmację indywidualistycznego widzimisię. Głosił więc przesłanie idące pod prąd fałszywym proroctwom sławiącym wolność, tolerancję i kosmopolityczne lekceważenie poczucia tożsamości narodowej.

16 października 1978 roku polski kardynał został 264. papieżem i 6. Suwerenem Państwa Watykańskiego.

Infantylizm „Tygodnika Powszechnego”

Filip Memches: Czy krakowskie pismo należy pozbawić przymiotnika „katolicki”?

zobacz więcej
Tydzień przed 40. rocznicą wyboru Karola Wojtyły na papieża historia ponuro zachichotała. Oto dziennikarkę „Tygodnika Powszechnego” zaniepokoił fakt, że dyrektor jednej z komórek Instytutu Pamięci Narodowej wziął udział w II Kongresie Św. Ojca Pio. Skierowała więc do tego urzędu pytanie: „Co IPN ma wspólnego z Ojcem Pio i czy oficjalny udział urzędnika państwowego w wydarzeniu religijnym jest zgodny z konstytucyjną zasadą rozdziału państwa i Kościoła?”.

Warto jednak zauważyć, że w obecnie obowiązującej Konstytucji RP takiej zasady brak. Jest natomiast mowa z jednej strony o poszanowaniu autonomii tronu i ołtarza, z drugiej zaś – o współdziałaniu „dla dobra człowieka i dobra wspólnego”.

Skąd się zatem wzięła przywołana przez dziennikarkę „Tygodnika Powszechnego” zasada „rozdziału państwa i Kościoła”? Ano z przyjętej w roku 1952, czyli w czasach stalinowskich, Konstytucji PRL. Czyżby w „katolickim piśmie społeczno-kulturalnym” z Krakowa pracowali teraz ludzie myślący takimi samymi ideologicznymi schematami, jakimi w Polsce Ludowej myśleli zwolennicy wyrugowania Kościoła z życia publicznego? Pozostaje mieć nadzieje, że tak nie jest.

Bo przecież „Tygodnik Powszechny” to medium zasłużone. W warunkach dyktatury komunistycznej próbował on, bądź co bądź, odgrywać rolę enklawy wolnej myśli. A wśród jego publicystów był sam Karol Wojtyła – kapłan, którego intelektualne korzenie tkwią w środowisku optującym wprost za budową „państwa chrześcijańskiego”.

Młodość papieża Polaka kojarzy się zazwyczaj z zainteresowaniem aktorstwem. Karol Wojtyła to współzałożyciel Teatru Rapsodycznego w Krakowie. Tyle że owo przedsięwzięcie nie miało charakteru wyłącznie artystycznego.
Kierowany przez Mieczysława Kotlarczyka, mistrza i przyjaciela Wojtyły, Teatr Rapsodyczny powstał w roku 1941 i działał wtedy w konspiracji. Szczególnie pielęgnował dziedzictwo polskiego romantyzmu jako źródło duchowej siły narodu, które Niemcy postawili w obliczu zagłady.

Franciszek zrywa z Janem Pawłem

Tomasz P. Terlikowski rozważa, czy nauczanie obecnego papieża może prowadzić do uznania, iż w pewnych okolicznościach Bóg oczekuje od nas aborcji, eutanazji lub zdrady małżeńskiej.

zobacz więcej
Patronat nad Teatrem Rapsodycznym sprawowała powołana w roku 1940 Federacja Organizacji Narodowo-Katolickich „Unia”. Miała ona swoje struktury wojskowe, które w roku 1942 podporządkowały się Komendzie Głównej Armii Krajowej.

Liderem „Unii” był filozof Jerzy Braun. Należeli do niej między innymi: aktor Stefan Jaracz, pisarka Zofia Kossak-Szczucka (zaangażowana w działalność Żegoty i uhonorowana potem odznaczeniem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata) oraz publicysta, przyszły redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz.

Szczególnie na uwagę zasługuje postać Brauna. Można bowiem doszukać się jego wpływu na Karola Wojtyłę.

Ten myśliciel religijny w latach 30. szefował dwutygodnikowi, a potem dwumiesięcznikowi „Zet”, który promował filozofię polskiego mesjanizmu. W trakcie okupacji Braun uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Potem był ostatnim delegatem Rządu na Kraj i autorem Testamentu Polski Walczącej – ważnej odezwy, która oficjalnie była dokumentem Rady Jedności Narodowej.

W roku 1946 Braun zaangażował się w działalność katolickiego „Tygodnika Warszawskiego” pod redakcją księdza Zygmunta Kaczyńskiego. Dwa lata później pismo to zostało uznane przez władze komunistyczne za realne zagrożenie dla reżimu i zamknięte. Braun trafił do więzienia, gdzie był torturowany i stracił oko. Na wolność wyszedł w roku 1956.

W latach 60. wyemigrował na Zachód. Zaangażował się w prace Soboru Watykańskiego II. Zmarł w Rzymie w roku 1975.
O ile przed drugą wojną światową Braun nie uchodził za zwolennika demokracji (popierał sanację), o tyle po roku 1945 już tak. Tyle że w jego tekstach bardzo istotny był wątek kryzysu wartości. Filozof właściwie opowiadał się za „ideokracją”. Twierdził, że w systemie demokratycznym ostateczną instancją nie może być większość społeczeństwa, lecz prawda, której źródłem jest nauczanie Kościoła.

W tekście „Polska a humanizm chrześcijański” z roku 1947 przestrzegał przed skutkami „szerokiej fali materializmu i laicyzmu, pragnącego urządzać życie zbiorowe bez Boga”. Pisał: „Musimy Polskę ochrzcić powtórnie, ale już nie z wody jedynie, ale z Ducha Świętego. Kościół odzywa się pierwszy i gotuje się do roli twórcy nowej rzeczywistości”.
Fot. printscreen tweeta Dzieje Sejmu RP, https://twitter.com/DziejeSejmu
Przekaz ten obecny był też w tym, co św. Jan Paweł II mówił Polakom i nie tylko im. Jak na duchowego spadkobiercę polskich mesjanistów przystało, papież podkreślał obecność Jezusa Chrystusa w dziejach każdego narodu. Obce mu było kosmopolityczne lekceważenie poczucia tożsamości narodowej.

Zarazem św. Jan Paweł II wskazywał takie pułapki demokracji, jak spychanie Kościoła do getta i afirmację indywidualistycznego widzimisię. Głosił więc przesłanie idące pod prąd fałszywym proroctwom sławiącym wolność i tolerancję.

Może o tym świadczyć choćby diagnoza zawarta w cytacie pochodzącym z orędzia, które św. Jan Paweł II wystosował do uczestników VI Sesji Plenarnej Papieskiej Akademii Nauk Społecznych w roku 2000:

Istnieje (…) tendencja do uznawania relatywizmu intelektualnego za niezbędny przymiot demokratycznych form życia politycznego. W tej perspektywie prawda określana jest przez większość i ulega zmianom pod wpływem przemijających trendów kulturowych i politycznych.

Nic zatem dziwnego, że liberalne salony w Polsce – w tym również kręgi tak zwanego Kościoła otwartego – próbowały i do dziś próbują oswoić św. Jana Pawła II. Przejawia się to w ignorowaniu niewygodnych dla nich wątków zawartych w myśli papieża i dorabianiu mu gęby kogoś, kto miałby być ich sojusznikiem. Tyle że wyłaniający się z takich zabiegów wizerunek św. Jana Pawła II nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Jan Paweł II podczas spotkania z młodzieżą w Syrakuzach, listopad 1994 r. Fot. Grzegorz Gałązka/Mondadori Portfolio via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
A jeśli wróg się dowie, że nasi żołnierze noszą kolorowe spodnie?
Ciekawa opowieść o życiu zamożnej, urzędniczej inteligencji galicyjskiej przed I wojną światową.
Felietony Najnowsze wydanie
Zaczęło się?
Komentarz Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Ludzie bali się nosić lepsze ubrania, odzywać się i uśmiechać
Opisał terror sowiecki, choć był tak apolityczny, że w latach 50. spytał Słonimskiego: „Słuchaj Antoni, podobno jakiś Chruszczyk coś powiedział na Stalina?”
Felietony Najnowsze wydanie
Cień
Rysunki Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
„Żółte kamizelki” przeciw łupieżcom. Mieszczańska rewolucja
Filip Memches: Klasa średnia się buntuje nie dlatego, że przegrywa w wyścigu szczurów z potęgą globalnego oligarchicznego kapitału, lecz z powodu polityki państwa.