Kultura

Koniunkturalista i ideowiec – dwie kolaboracje z komunizmem

Dwaj autorzy związani z na zawsze utraconymi wschodnimi rubieżami Rzeczypospolitej. Obydwaj wybrali służbę Polsce Ludowej, ale później ich ścieżki się rozeszły. Już w czwartek 11 października o godz. 22.05 na antenie TVP Kultura w „Pojedynkach stulecia” starcie Jarosława Iwaszkiewicza i Tadeusza Konwickiego.

Jarosław Iwaszkiewicz zaprosił do swojej Ukrainy czytelników dopiero w roku 1957. Liczył sobie wówczas 63 lata. Był świadkiem szczytu swojej sławy. A swoją pozycję budował zarówno w II Rzeczypospolitej, jak i w PRL.

Zajmował się nie tylko literaturą. W latach 1923-1925 był sekretarzem marszałka Sejmu Macieja Rataja. Następnie, w latach 1932-1936 pracował jako dyplomata dla MSZ w Kopenhadze i Brukseli. Z kolei w Polsce Ludowej był posłem na Sejm (niezmiennie w latach 1952-1980 – dodatkowo, podczas trzech ostatnich kadencji – w 1969, 1972 i 1976 roku – otwierał pierwsze posiedzenia izby jako marszałek senior).

Piewca starego porządku

Był jednak Iwaszkiewicz – przede wszystkim – uznanym pisarzem. Nim jednak przebił się przez gąszcz środowiskowych hierarchii i wyrobił sobie opinię niezatapialnego okrętu literackiego establishmentu musiał porzucić rodzinną Ukrainę i wybrać się w podróż do Warszawy.

Stało się to w 1918 roku, nie tyle z potrzeby budowania kariery, co raczej w obawie przed bolszewicką rewolucją. Dotarła ona na kijowskie trotuary, gotowa wywrócić do góry nogami reguły, którymi rządził się „stary świat”. A „stary świat” – pełen dworków z bielonymi ścianami, jazdy konnej i polowań – słowem, całego szlacheckiego imaginarium – był właśnie światem Jarosława Iwaszkiewicza.

Z tym zastrzeżeniem, że autor „Sławy i chwały” obserwował go nie z perspektywy dziedzica, lecz syna zarządcy cukrowni w Kalniku, mającego na swoim koncie udział w powstaniu styczniowym (w setną rocznicę jego wybuchu w 1964 roku pisarz zadedykował ojcu opowiadanie „Heydenreich”).
28.12.2017 – Radosław Romaniuk
Klimat przeszłości i poczucie ludzkiego przemijania chyba najpiękniej zostały przez Iwaszkiewicza uobecnione w napisanej w roku 1932 powieści „Panny z Wilka”. Dzieło to wizualnie unieśmiertelnił Andrzej Wajda w swojej równie doskonałej adaptacji. Historia mężczyzny w średnim wieku (wielka rola Daniela Olbrychskiego), odwiedzającego utraconą krainę swojej młodości – to najwyższych lotów obraz melancholii, przesiąknięty senną atmosferą „magicznego miejsca”, które na naszych oczach odchodzi w przeszłość.

Ten pierwiastek śmierci to właśnie niezmienny iwaszkiewiczowski motyw – utraconego raju, czyli Kresów. I choć ślady dawnego ukraińskiego życia można odnaleźć w bardzo wielu utworach pisarza, wybrzmiały one w pełni dopiero w „Książce moich wspomnień”. Ta, mimo, że ukazała się dopiero w 1957 roku, pisana była w latach okupacji niemieckiej. Iwaszkiewicz zawarł w niej idylliczny obraz dzieciństwa.

Skądinąd czasy okupacji były dla niego okresem próby. Wraz z żoną zaszył się w Stawisku pod Warszawą. Chciał pozostać w „starym świecie”, ale nie na tyle, żeby żyć wyłącznie marzeniami o utraconej arkadii, do której nie ma już powrotu.

Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

Iwaszkiewicz na antenie Polskiego Radia wspominał, że po upadku II RP w wrześniu 1939 roku nie był w ogóle w stanie czytać. Mówił: – Upadły same podstawy państwa polskiego. Trzeba było jakoś oprzytomnieć, uwierzyć w trwałość kultury polskiej, narodu polskiego. Wtedy, po jakimś miesiącu bardzo ciężkich przeżyć, pierwszą książką, jaką wziąłem do ręki, był „Pan Tadeusz”. I faktycznie, to wielkie dzieło – ta epopeja, która jest jednocześnie rekapitulacją kultury polskiej – ożywiło we mnie wiarę w naród.

Słowa te znajdują potwierdzenie w faktach. Iwaszkiewicz uwierzył w naród i zapisał podczas niemieckiej okupacji patriotyczną kartę. W Stawisku mieszkał wraz z Marią Dąbrowską i Jerzym Andrzejewskim. Kierował sekcją literatury w Departamencie Oświaty, Nauki i Kultury Delegatury Rządu RP na Kraj. Wziął czynny udział w tajnej pracy kulturalnej, a jego posiadłość pełniła rolę nieformalnego, konspiracyjnego centrum życia artystycznego.

Pomagał wielu ludziom – w pewnym momencie u Iwaszkiewiczów przebywało około 40 osób – którzy z różnych względów musieli się ukrywać. Znając realia niemieckiej okupacji, autor „Panien z Wilka” ogromnie się narażał.

Małżeństwo Iwaszkiewiczów walnie zaangażowało się również w pomoc prześladowanym Żydom. Wsparcie nie ograniczało się wyłącznie do znalezienia schronienia w Stawisku. Iwaszkiewiczowie byli bardzo poważnie wciągnięci w proceder przekazywania pieniędzy i załatwianie fałszywych dokumentów. Była to ogromna praca logistyczna.

Czerwony patriota i wylękniony bluźnierca. Rzecz o zbuntowanej polskości

Władysław Broniewski i Julian Tuwim to poeci z życiorysami połamanymi i tragicznymi, a zarazem wzniosłymi i bohaterskimi.

zobacz więcej
W 1988 roku został za te bohaterskie czyny pośmiertnie uhonorowany wraz z żoną medalem „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. To ważny kontrargument dla tych, którzy chcieliby w nim widzieć wyłącznie koniunkturalistę gotowego żyć dobrze z każdą władzą – czy to międzywojenną czy komunistyczną.

Partyzant „Żubr”

W okresie okupacji, młodszy od Iwaszkiewicza o prawie 30 lat Tadeusz Konwicki zajmował się bardzo różnymi rzeczami – ot choćby robotami przy wyrębie lasu. Do partyzantki przyłączył się (8. Oszmiańska Brygada AK) dopiero w 1944 roku – w trakcie trwania – będącej częścią akcji „Burza” – operacji „Ostra Brama”. Miała ona na celu przejęcie Wilna przez Polaków przed wkroczeniem do miasta Armii Czerwonej.
Operacja zakończyła się niepowodzeniem w lipcu 1944 roku. Oficerów Armii Krajowej aresztowano i jasnym było, że Sowieci nie będą respektować praw nowych gospodarzy. Nie zmieniło to decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego, mającego być najważniejszym ogniwem „Burzy”.

Po fiasku działań partyzanckich na Wileńszczyźnie, Konwicki udał się z innymi żołnierzami AK do lasu. Jak wyznał po latach, oddział był „antyradziecki [...] miał na celu mordowanie działaczy demokratycznych, członków Partii i pracowników Bezpieczeństwa”. Co zatem się stało, że ten zaangażowany w przegraną sprawę, żołnierz wyklęty porzucił dawne ideały i wstąpił do partii komunistycznej? Jak sam opowiadał, wciągany w ideologiczną machinę był powoli i odbyło się to w dużym stopniu na gruncie towarzyskim.



Po zakończeniu II wojny światowej Konwicki parał się wieloma zawodami – na przykład w Gliwicach pracował w urzędzie zajmującym się przejmowaniem majątku poniemieckiego. Po traumach okupacyjnych chciał udać się do zakonu, myślał też o ucieczce z kraju statkiem na Zachód. Ostatecznie pojechał do Krakowa.

Pierwotnie miał studiować architekturę, ale nie będąc pewnym swoich kompetencji w zakresie przedmiotów ścisłych, zdecydował się na polonistykę. Jak się później okazało, był to idealny wybór.

W Krakowie Konwicki dostał pracę korektora w tygodniku „Odrodzenie”, następnie zaczął zyskiwać sławę jako uzdolniony pisarz (z zespołem czasopisma szybko przeniósł się do stolicy, a zachęcony przez Tadeusza Borowskiego i Romana Bratnego napisał debiutanckie opowiadanie „Kapral Koziołek i ja”) i nawet gdy ujawnił swoją kombatancką przeszłość, to dzięki różnym koneksjom nie spotkały go z tego powodu żadne konsekwencje.

Tematycznie wileńska partyzantka stała się dla niego poniekąd „literacką ojczyzną”. Wracał do niej do końca swojego życia – zarówno jako pisarz, jak i reżyser. Utwierdzał swoich widzów i czytelników w przekonaniu, że cały czas „kręci jeden film i pisze jedną książkę”.

Tak było w powieściach „Rojsty” i „Sennik współczesny”. Z kolei spośród filmów trzeba wymienić wybitne „Salto” ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej oraz równie ciekawy obraz „Jak daleko stąd, jak blisko”.

Konwicki nawet gdy zabrał się za ekranizowanie cudzej literatury – jak w przypadku „Doliny Issy” – to nie potrafił porzucić ukochanej Wileńszczyzny. Dlatego przenosząc na ekran oniryczną powieść Czesława Miłosza, której akcja toczy się gdzieś w dorzeczu mitycznej rzeki młodości – na chwilę pokazał swoją twarz, „emigranta-reżysera”, przebywającego aktualnie w nowojorskim hotelu.

Bikiniarz konserwatysta i polski James Dean – dwie odpowiedzi na kryzys męskości

Leopold Tyrmand i Marek Hłasko to pisarze, których potrzebuje popkultura. Biografie bikiniarza o konserwatywnych poglądach oraz polskiego Jamesa Deana stanowią atrakcyjny materiał dla twórców filmowych.

zobacz więcej
A jaki obraz akowskiej partyzantki i zarazem Kresów wyłaniał się z kart rozliczeniowych „Rojstów”, chyba najbardziej niejednoznacznej powieści pisarza? Otóż, z pewnością wygodny dla jego nowych czerwonych mocodawców, ale niekoniecznie dla byłych kolegów z oddziału.

Będący narratorem utworu „Żubr” (Konwicki w oddziale nosił pseudonim „Bóbr”, a następnie właśnie „Żubr”) był idealistą. Z wyraźną niechęcią odnosił się do wojny i do prześcigania się kolegów w liczbie zabitych komunistów. Sam w oddziale był praktycznie nieużyteczny.

Ta postawa, słusznie odczytywana po premierze książki jako antyakowska, skrywała jednak głęboką prawdę o ludzkiej naturze. Czy wielu z nas postawionych w sytuacji próby nie chciałoby być „Żubrami”? Po co plamić sobie ręce cudzą krwią i przez lata pokoju leczyć wyniesione z lasu traumy?
Na planie „Lawy” Tadeusza Konwickiego (1988). Od lewej: odtwórca roli młodego Mickiewicza, Artur Żmijewski oraz reżyser filmu. Fot. PAP/CAF/Witold Rozmysłowicz
W „Rojstach” niechęć nie tyle do partyzantki, ile do całej wojny jako takiej, widać też w opisach obumarłych drzew, błotnistych terenów, krzyży powstańczych. Tym samym wyłania się z tego obraz krainy, dla którego romantycznym wzorem może być ballada „Lilije” Adama Mickiewicza.

Pisarz dworski

Najwięcej kontrowersji i sporów wokół biografii Iwaszkiewicza wywoływała jego powojenna postawa i przyjęcie przez niego roli faworyta peerelowskich możnowładców. Co prawda – o czym już była mowa – autor „Kochanków z Marony” nie stronił od politycznych profitów już wcześniej, będąc etatowym urzędnikiem w II RP. Niemniej polityczne uzależnienie od Polski Ludowej było znacznie poważniejsze.

Aleksander Wat stwierdził wręcz, że Iwaszkiewicz – „był zawsze dworskim pisarzem, zawsze dobrze z rządem, z górą, z elitą. Rzecz zrozumiała, że gdy się rządy zmieniły, był nadal dobrze z elitą”.

Trzeba przyznać, że te jednoznaczne słowa w jakiejś mierze oddają prawdę. Po II wojnie światowej Iwaszkiewicz aktywnie włączył się w główny nurt polityczny PRL. I tak prócz bycia „wiecznym” posłem na Sejm, pełnił funkcję przewodniczącego Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju. Był członkiem prezydium Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu. Mógł się pochwalić Orderem Budowniczego Polski Ludowej, jak również Nagrodą Leninowską „Za utrwalanie pokoju między narodami”.

W latach 1945–1946, 1947–1949 i 1959–1980 Iwaszkiewicz był prezesem Związku Literatów Polskich. W drugiej połowie lat 40. uzyskawszy błogosławieństwo władzy ludowej wydawał tygodnik „Nowiny Literackie”, który w zamyśle miał zastąpić przedwojenne „Wiadomości Literackie”. W 1969 roku był członkiem Komisji Nagród Ministerstwa Kultury i Sztuki.

Ten były poeta grupy „Skamander” aktywnie udzielał się na partyjnych posiedzeniach, a także (jak wielu jego kolegów) napisał dla władzy kilka zaangażowanych ideologicznie wierszy. I choć polityczne koneksje z komunistami pozwoliły mu czerpać wiele zysków, na czele z utrzymaniem posiadłości w Stawisku, to także na „kolaboracji” Iwaszkiewicza skorzystało wielu niepokornych polskich pisarzy. Jako prezes ZLP starał się ich bronić i chronić.

To właśnie Iwaszkiewicz nie pozwolił na wydalenie ze związku prześladowanego przez władze Stefana Kisielewskiego czy osobiście napiętnowanego przez Władysława Gomułkę, Pawła Jasienicy. Także i inni pisarze w miarę możliwości – a pewnie czasem i ze względu na jego osobiste sympatie – mogli liczyć na pomoc autora „Matki Joanny od Aniołów”.

Od czerwonego janczara do opozycyjnego outsidera

Na przełomie lat 40. i 50. Konwicki „okaleczony” doświadczeniem partyzantki uwierzył nowej władzy – nie z koniunkturalizmu – jak było to w przypadku Iwaszkiewicza – ale z przekonania (pracował jako robotnik przy budowie Nowej Huty). Został czerwonym janczarem i jednym z głównych literatów i publicystów socrealistycznych – tak zwanych pryszczatych.

Narodowiec katolik i Żyd liberał dopełniają historię Polski

Władysław Reymont kontra Antoni Słonimski – na przeciwstawnych antypodach polskości.

zobacz więcej
Po październikowej odwilży zrozumiał, jak został oszukany, jak uwierzył w system, który niszczył ludzi. I dlatego potem wielokrotnie powtarzał, że w przedziwny sposób czuł się ciągle za PRL odpowiedzialny.

Dużo później w rozmowie ze Stanisławem Beresiem stwierdził: – Pięć moich nieudałych, wadliwych, ułomnych i chorych książek (zapewne chodzi o, „Nowe dni”, „Przy budowie”, „Władzę”, „Godzinę smutku” i „Z oblężonego miasta” – przyp. MM) to właśnie straty spowodowane moim lekkomyślnym przyłączeniem się do marksizmu”.

W książce „Wiatr i pył” zaś czytamy: „Ci, którzy mnie w jakiś sposób urabiali ideologicznie, którzy mnie pouczali, którzy stosowali wobec mnie jakąś pedagogikę (...) – ci wszyscy ludzie nagle pewnego dnia powiedzieli mi: to ty, frajerze, w to wierzyłeś? To ty byłeś naiwny do tego stopnia?”.
Wspomnienie kawiarni „Czytelnik”
Odejście od komunizmu nie przyszło Konwickiemu łatwo, ale za to niezwykle głęboko naznaczyło jego późniejszą twórczość. Czerwone oszustwo sprawiło, że autor kultowej antykomunistycznej powieści „Mała apokalipsa” postanowił przyjąć postawę opozycjonisty, a zarazem outsidera, świadomie tworząc na uboczu wszelkich artystycznych trendów.

Nigdy też już nie związał swojego pisarstwa bezpośrednio z polityką. Stał się twórcą na wskroś opozycyjnym, ale ideologicznie indyferentnym.

Konwicki jest twórcą wielu legendarnych książek, ale prócz tego trwale zapisał się w historii powojennego kina. Takie filmy jak „Ostatni dzień lata”, „Zaduszki” czy wreszcie wielki powrót do tematu romantyczno-kresowego, czyli „Lawa”, trwale wpisały się w kanon polskiej kinematografii.

Znaczenie Konwickiego jako osoby mającej wpływ na powstanie wielu ważnych dzieł innych reżyserów również trudno przecenić. Podobnie rzecz się ma z Iwaszkiewiczem, którego polscy reżyserzy adaptowali wiele razy. Do tego stopnia często („Tatarak” Wajdy to najprawdopodobniej 23. adaptacja jego prozy), że ukuto powiedzenie: „jeśli nie masz pomysłu na film, weź Iwaszkiewicza!”.

Oszukany idealista i Wielopolski światka literackiego

Obydwu pisarzy łączyły korzenie kresowe, ale każdy z nich inaczej je traktował.

Bohaterowie twórcy „Salta” to ludzie wyrwani z matecznika, nie potrafiący się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Trochę jak sam Konwicki, który najpierw szedł ramię w ramię z socrealizmem, aby w 1966 roku zostać wyrzuconym z PZPR za list w obronie Leszka Kołakowskiego.

Kresy Iwaszkiewicza to z kolei ukochany świat dawnych dworków i dystynkcji szlacheckich, w którym jednak dojmujące pozostają lęki egzystencjalne.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Konwicki i Iwaszkiewicz to także dwa różne spojrzenia na PRL. Z jednej strony oszukany idealista, wielki samotnik oraz jednoosobowy opozycjonista, z drugiej zaś – subtelny esteta, a zarazem polityczny konformista, chcący jako prezes ZLP być kimś w rodzaju Wielopolskiego peerelowskiego światka literackiego. Twórczość obydwu pisarzy jest odzwierciedleniem dylematów targających polską kulturą w drugiej połowie XX wieku.

–Mikołaj Mirowski
Tadeusz Konwicki – Jarosław Iwaszkiewicz
Zdjęcie główne: Tadeusza Konwickiego i Jarosława Iwaszkiewicza łączyły korzenie kresowe i uwikłanie w komunizm. Każdy z nich jednak inaczej zmierzył się ze swoją biografię. Fot. Fot. PAP/Andrzej Rybczyński/Danuta Rago
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Hart ducha na ekranie, niewidomi i bezdomni na sali
Życie ma sens. Przegląd najbardziej wzruszających filmów dokumentalnych w warszawskiej Kinotece.
Kultura Najnowsze wydanie
Sobowtór Słowackiego i warszawska królowa Madagaskaru
Biografie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Zuzanny Ginczanki są różne. Ale zbliża je tragizm losów obojga poetów.
Kultura Poprzednie wydanie
Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością
Agnieszce Osieckiej i Jackowi Kaczmarskiemu udało się w warunkach reżimu PRL zdobyć mniejszą lub większą popularność utworami, które stanowiły wyraz niezgody na ówczesną toksyczną rzeczywistość.
Kultura wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy PZPR była spadkobiercą polskiego nacjonalizmu
Spór Zbigniewa Herberta i Czesława Miłosza o PRL w istocie dotyczy również III RP.
Kultura wydanie 26.10.2018 – 2.11.2018
Skalpel, czarny karton i drzewa
Wycinanki dla Andrzeja Krauzego stały się formą terapii oraz pytania o życie, śmierć, pozytywne i negatywne strony bytu.