Cywilizacja

Generałowie pchnęli Putina ku wojnie. Izraelska delegacja nie wpuszczona na Kreml

To był związek z rozsądku. Choć sojusznicy Rosji są wrogami Izraela, Władimir Putin i Benjamin Netanjahu dbali o współpracę. Izraelskie samoloty swobodnie atakowały związane z Iranem cele w Syrii, a Kreml zdobywał polityczne punkty udając, że może ograniczyć wpływy irańskie w sąsiedztwie państwa żydowskiego. W zamian Netanjahu miał wpłynąć na USA, by wycofały się z Syrii. Cała ta konstrukcja runęła jednego dnia – gdy rosyjski samolot został zestrzelony przez… Nie, nie przez Izraelczyków.

Siedemnastego września cztery izraelskie F-16 zbombardowały pewien obiekt przemysłowy w nadmorskim mieście Latakia, na zachodzie Syrii. Według izraelskiej armii znajdowała się tam irańska broń przeznaczona dla Hezbollahu. Dwadzieścia minut po nalocie dowództwo rosyjskie w bazie lotniczej Humajmim – 25 km od Latakii – straciło łączność ze swoim samolotem rozpoznania radioelektronicznego Ił-20M.

Okazało się, że w wolno lecącą turbośmigłową maszynę uderzył pocisk rakietowy wystrzelony przez syryjską baterię przeciwlotniczą S-200. Zginęli wszyscy Rosjanie na pokładzie – 15 osób – członkowie załogi i oficerowie wywiadu. Pocisk wystrzelili Syryjczycy, niewykluczone że za aprobatą rosyjskiego doradcy wojskowego, a mimo to rosyjska armia winą za utratę samolotu natychmiast oskarżyła… Izrael.

Deklaracja rosyjskiego ministerstwa obrony zaskoczyła izraelskie władze. Przez ostatnie lata bowiem premier Benjamin Netanjahu i minister obrony Avigdor Lieberman zaangażowali mnóstwo sił i czasu w dobre relacje z Władimirem Putinem i rosyjskim wojskiem. Izrael i Rosja nigdy nie były tak blisko. Netanjahu stał się regularnym gościem na Kremlu – spotykał się z Putinem częściej niż z Trumpem.
Władimir Putin i Benjamin Netanjahu od lat dbali o współpracę. Na zdjęciu spotkanie w Jerozolimie w czerwcu 2012 roku. REUTERS/Jim Hollander/Pool
Ta intensywność kontaktów dotyczyła też wojskowych i przedstawicieli służb specjalnych. W przeciwieństwie do innych sojuszników amerykańskich, Izrael nie nałożył żadnych sankcji na Rosję w związku z aneksją Krymu, wojną w Donbasie i zamachem na Siergieja Skripala, nie wspominając o ingerencji rosyjskiej w wybory w USA i innych krajach Zachodu. Izraelski przemysł zbrojeniowy ciągle pomaga Rosji w produkcji nowoczesnych dronów.

W zamian za to Moskwa pozwalała Izraelowi atakować cele irańskie i Hezbollah w Syrii, choć to przecież rosyjscy sojusznicy. Od początku wojny domowej w Syrii wojska izraelskie przeprowadziły już ponad 200 takich uderzeń.

Putin dawał na to zgodę, bo rola mediatora między Izraelem a Iranem umacnia pozycję Rosji na Bliskim Wschodzie, a poza tym, choć Moskwa zbroi wrogów Izraela, nie jest zainteresowana ich ostatecznym zwycięstwem. Moskwie zależy na tym, by konflikt bliskowschodni trwał jak najdłużej, a reżim Baszara el-Asada uzależnił się wyłącznie od Teheranu.

Izraelczycy pocałowali klamkę

Ten pragmatyczny układ wydaje się przechodzić do historii po zestrzeleniu Ił-20M i po tym, jak nazajutrz po stracie samolotu, z samego rana rosyjski minister obrony gen. Siergiej Szojgu oskarżył Izrael oraz zagroził „środkami odwetowymi” w rozmowie telefonicznej z Liebermanem.

Szojgu doskonale zdawał sobie sprawę, jaki efekt wywołają jego oskarżenia. To już nie było tylko odwracanie uwagi od własnej nieudolności (do zestrzelenia samolotu doprowadziły błędy syryjskich sojuszników oraz rosyjskich wojskowych w Syrii), ale też wywołanie kryzysu, który zakończy się jeśli nie konfliktem rosyjsko-izraelskim w Syrii, to na pewno poważną zmianą zasad współpracy.

Szojgu postawił w trudnej sytuacji Putina, który musi wybrać: albo konflikt z wojskowymi i niezadowolenie opinii publicznej, albo kryzys w relacjach z Izraelem. Wygląda na to, że wybrał to drugie.

Oskarżenia wobec Izraela wywołały falę antyizraelskich wypowiedzi rosyjskich polityków i dziennikarzy. Putin próbował nieco uspokoić nastroje, deklarując, że strata samolotu została spowodowana przez „łańcuch tragicznych okoliczności” i zauważając, że to nie Izraelczycy zestrzelili szpiegowski samolot. Wezwał do szczegółowego dochodzenia, ale jednocześnie jednak publicznie poparł stanowisko resortu obrony.

Natychmiast do Putina zadzwonił Netanjahu, zapewniając o izraelskiej niewinności, a specjalna delegacja wojskowych z Izraela udała się do Moskwy. Rząd w Jerozolimie liczył, że uda się zdusić pożar w zarodku, bo wojownicze wypowiedzi wojskowych to tylko jakaś polityczna zagrywka, a z Kremlem da się wszystko wyjaśnić. Nie pierwszy raz, wydawałoby się, doświadczeni mężowie stanu źle ocenili intencje Rosjan, kierując się pragmatycznymi przesłankami i polityczną logiką.
Delegacja wojsk izraelskich nie została przyjeta na Kremlu, choć bardzo o to zabiegała. Spotkał sie z nią tylko minister obrony generał Siergiej Szojgu. Na zdjęciu z Władimirem Putinem 19 września 2018, w przedzień wizyty Izraelczyków. Fot. REUTERS/Sputnik/Alexei Nikolsky/Kremlin
Delegacja wojsk izraelskich z dowódcą sił powietrznych generałem Amikamem Norkinem na czele wylądowała w Moskwie 20 września. Izraelczyków jednak nie przyjęto na Kremlu, choć bardzo o to zabiegali. Przyjął ich tylko generał Siergiej Szojgu. Wojskowi przedstawili mu szczegółowy raport techniczny dotyczący incydentu.

Izrael twierdzi, że jego myśliwce wystrzeliły precyzyjnie naprowadzane pociski i już wracały do bazy, gdy ogień otworzyły syryjskie baterie. S-200 trafiła rosyjski samolot, gdy Izraelczycy byli już setki kilometrów dalej i podchodzili do lądowania w rodzimej bazie.

Rosyjscy generałowie grzecznie wysłuchali wyjaśnień gości, acz nie odnieśli się do nich. Izraelscy oficerowie opuszczali więc Moskwę zadowoleni, że problem został wyjaśniony i współpraca wojskowa z Rosjanami w Syrii będzie się toczyła po staremu. „Times of Israel” cytował źródło że sztabu izraelskiego, wedle którego Rosja zaakceptowała stanowisko Jerozolimy.

Dziwić jednak może, że Izraelczycy zlekceważyli tak znaczący sygnał, jak odmowa przyjęcia generała Norkina na Kremlu. No ale to tylko wojskowi, nie muszą rozumieć niuansów polityki, zwłaszcza rosyjskiej.

Rosja będzie zakłócała

Tymczasem rosyjscy generałowie spotkali się z Putinem i przekazali mu stanowisko izraelskiej armii. I nakłonili prezydenta do przyjęcia ostrego kursu wobec państwa żydowskiego.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


I 23 września ministerstwo obrony wyraźnie zaskoczyło władze w Jerozolimie, ponownie, z jeszcze większą mocą, oskarżając Izraelczyków. Rosjanie oświadczyli, że wojska izraelskie nie mówią prawdy w sprawie zestrzelenia Iła-20M i są jedynym oraz bezpośrednim winowajcą. Rzecznik ministerstwa obrony gen. Igor Konaszenkow powiedział, że Siły Powietrzne Izraela okłamały Rosjan w sprawie planowanych przez siebie nalotów, co spowodowało, że Ił-20M nie zdążył opuścić niebezpiecznej strefy.

Resort obrony pokazał Putinowi grafiki komputerowe, na których Izraelczycy mieli rzekomo wcale nie być w drodze powrotnej do bazy, ale krążyli gdzieś w przestrzeni powietrznej między Latakią a Cyprem, w zasięgu syryjskich S-200. I to właśnie miało spowodować, że Syryjczycy wystrzelili pociski. Na filmowej prezentacji, którą przedstawili Rosjanie widać, jak izraelskie myśliwce manewrują tak, aby pocisk trafił w rosyjski samolot.



Inna sprawa, że upubliczniony materiał multimedialny rosyjskich generałów budzi ogromne wątpliwości. Widać chociażby, że manipulowano przy zrzucaniu screenów z monitorów radarów.

Przyjazna Izraelowi polityka Putina od dawna budziła niezadowolenie w rosyjskich kręgach wojskowych i dyplomatycznych, tradycyjnie bardzo proarabskich i antysemickich. Generałowie, zamiast przyznać się do bałaganu i własnych błędów, woleli użyć incydentu do oskarżenia Izraela i wymuszenia zmiany kierunku w polityce bliskowschodniej Rosji. Wykorzystali zestrzelenie Iła do faktycznego położenia kresu umowie, która pozwalała lotnictwu Izraela latać nad Syrią i bombardować rosyjskich sojuszników.
24 września Szojgu ogłosił, że Rosja dostarczy Asadowi system S-300, czego nie zrobiła wcześniej, uwzględniając izraelski sprzeciw. Teraz – jak dodał – „sytuacja się zmieniła”. S-300 to pociski rakietowe ziemia-powietrze przeznaczone do zwalczania samolotów, pocisków manewrujących i taktycznych pocisków balistycznych. Mają zasięg do wysokości 30 km i odległości 100 km. Nie wiadomo ile dokładnie rakiet i w której wersji Moskwa dostarczy Damaszkowi. Pytanie też, czy będą pod dowództwem syryjskim czy jednak rosyjskim.

Minister obrony ogłosił też, że rosyjskie siły będą używały środków walki elektronicznej, aby kontrolować łączność w prowincji Latakia oraz nad wschodnią częścią Morza Śródziemnego. Syryjskie wojska przeciwlotnicze będą mogły korzystać ze skomputeryzowanego rosyjskiego systemu dowodzenia i kontroli. Jak stwierdził Szojgu, „Rosja będzie zakłócała nawigację satelitarną, radary pokładowe i systemy łączności lotnictwa bojowego, które atakuje cele na syryjskim terytorium oraz nad wodami morskimi przy granicy Syrii”.
De facto jest to równoznaczne z wypowiedzeniem Izraelowi wojny elektronicznej. Nowe środki walki radioelektronicznej oraz udostępnienie Syryjczykom danych z rosyjskich systemów radiolokacyjnych będą dla Izraela dużo większym problemem, niż S-300. Rosyjskie zapowiedzi mogą oznaczać, że izraelskie samoloty, namierzone przez rosyjskie radary, zostaną wystawione na ogień syryjskich baterii.

Krasucha i Peczora

25 września w Humajmim wylądował transportowy samolot, którym Rosjanie przywieźli mobilny system walki elektronicznej Krasucha-4. System jest przeznaczony do zakłócania trajektorii pocisków manewrujących oraz kursu samolotów. Krasucha może też zakłócać działania satelitów szpiegowskich i radarów w zasięgu 150-300 km. Operując z Humajmim system pokrywa swym zasięgiem północny i centralny Izrael.

Rosjanie pracują też nad zainstalowaniem dla obrony Damaszku nowego antyrakietowego systemu krótkiego zasięgu Peczora M2. Zmodernizowany w ostatnich dwóch latach system przechwytuje nisko lecące samoloty, pociski manewrujące i helikoptery, które zdołają ominąć powietrzne zasieki, jakie wokół Damaszku stawiają rosyjskie systemy S-300 i S-400 stacjonujące w rejonie Latakii.

24 września Netanjahu zatelefonował do Putina i poprosił, by Rosja nie dostarczała S-300 Asadowi. Argumentował, że dostarczanie nowoczesnych systemów uzbrojenia „nieodpowiedzialnym graczom” zwiększy zagrożenie w regionie. Nic to nie dało. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oznajmił, że wyjaśnienia wojskowych izraelskich w sprawie incydentu nie przekonały strony rosyjskiej.

W tej sytuacji premier Izraela podkreślił, że jego kraj będzie w dalszym ciągu strzegł swego bezpieczeństwa i chronił swoje interesy – co należy uznać za deklarację, że niezależnie od tego, jak Moskwa zwiększy swoją pomoc wojskową dla Asada, państwo żydowskie nie zrezygnuje z działań militarnych skierowanych przeciwko irańskim wpływom w Syrii.
26 września Benjamin Netjanahu prosił w Nowym Jorku Donalda Tumpa, aby ten zaoferował Kremlowi jakieś ustępstwa w zamian za wycofanie broni elektronicznej z Syrii. Fot. REUTERS/Carlos Barria
Nazajutrz Netanjahu zwołał posiedzenie gabinetu bezpieczeństwa poświęcone kryzysowi w relacjach z Rosją. Po spotkaniu powiedział, że Izrael będzie dalej prowadził operacje militarne w Syrii, aby zapobiec umocnieniu się tam wojskowej obecności Iranu, ale też będzie „kontynuować koordynację wojskową między izraelskimi siłami obronnymi a rosyjską armią”. Próbował nieco bagatelizować kryzys i nakazał wojskowym powstrzymać się od wszelkich komentarzy w sprawie zestrzelenia rosyjskiego samolotu i zablokować przecieki do mediów.

Następnego dnia premier Izraela poleciał do Nowego Jorku na Zgromadzenie Ogólne ONZ. Oczywiście spotkał się z Donaldem Trumpem, któremu opowiedział co już zdążył ustalić z rosyjskim prezydentem. Po pierwsze, zostaną wprowadzone poprawki do porozumienia rosyjsko-izraelskiego w sprawie działań w Syrii. Dotychczasowe zasady mają być respektowane do momentu bezpośredniego spotkania Putina z Netanjahu. Porozumienie zostanie zapewne zmodyfikowane, i to na niekorzyść Izraela, ale wciąż jeszcze działa.

Premier Izraela którego poprosił Trumpa, aby ten zaoferował Putinowi jakieś ustępstwa w zamian za wycofanie broni elektronicznej z Syrii. Ale raczej trudno na to liczyć – Kreml interesuje jedynie pełne wycofanie amerykańskich wojskowych z Syrii, na co Waszyngton się nie zgodzi.

Bliżej wojny

27 września Putin wysyła do Teheranu generała Nikołaja Patruszewa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, w celu wysondowania stanowiska Iranu w sprawie następującego układu: Izrael wstrzymuje ataki powietrzne w Syrii, ale w zamian Iran rezygnuje z dostaw broni i sprzętu dla Hezbollahu w Syrii. Taki plan Putin miał nieoficjalnymi kanałami przedstawić wcześniej USA i Izraelowi. Netanjahu podobno jest skłonny to zaakceptować. Iran jednak nie był skłonny się zgodzić na taki układ i wygląda na to, że wysłannik Putina wrócił z Teheranu z niczym. Sekretarz irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ali Szamchani, po spotkaniu z Patruszewem, ostrzegł że Izrael pożałuje, jeśli będzie kontynuował atakowanie armii syryjskiej i jej sojuszników. A dwa dni później, 29 września, Siergiej Ławrow poinformował, że Rosja już zaczęła dostarczać Syrii S-300. 2 października Siergiej Szojgu zameldował Putinowi, że dostawa została już zrealizowana.

Furia Izraela

Paweł Jędrzejewski, redaktor Forum Żydów Polskich: W wyniku nieodpowiedzialnej postawy strony izraelskiej, Polacy, którzy mają uprzedzenia wobec Żydów i szukają dla swoich postaw legitymizacji, dostali wspaniały i nieoczekiwany „prezent”.

zobacz więcej
Przeszkolenie personelu armii syryjskiej do obsługi rosyjskiego systemu zajmie około trzech miesięcy. Na początku więc baterie będą obsługiwać sami Rosjanie.

System S-300 składa się z radaru, centrum dowodzenia oraz ośmiu baterii. Każda bateria ma cztery pociski (łącznie więc 32 wyrzutnie). Spodziewane rozmieszczenie baterii wokół Damaszku uczyni potencjalne ataki Izraela na cele syryjskie bardziej skomplikowanymi i niebezpiecznymi. Ale całkowicie nie uniemożliwi takich działań.

Warto wspomnieć słynne powietrzne uderzenie lotnictwa izraelskiego, w wyniku którego kompletnie zniszczony został w 1982 roku sowiecko-syryjski system obrony przeciwlotniczej. Minister obrony Awigdor Lieberman powiedział jasno: jeśli S-300 staną się bezpośrednim zagrożeniem dla izraelskiego lotnictwa, zostanie zrobione wszystko, aby je zniszczyć. I nie zatrzyma Izraela nawet ryzyko ofiar wśród Rosjan.

Czy tę eskalację da się jeszcze powstrzymać? Gra nadal się toczy.

– Antoni Rybczyński
24.02.2018
Zdjęcie główne: System S-300 składa się z radaru, centrum dowodzenia oraz ośmiu baterii. Każda bateria ma cztery pociski (łącznie więc 32 wyrzutnie). Spodziewane rozmieszczenie baterii wokół Damaszku uczyni potencjalne ataki Izraela na cele syryjskie bardziej skomplikowanymi i niebezpiecznymi. Fot. Getty Images/Valery Sharifulin/TASS
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski Kościół na irlandzkim kursie
W Irlandii odpowiedzią na zmanipulowany film były protesty i próby zakazywania seansów. To błędna strategia. Potwierdza bowiem stereotypy, jakimi karmi się antykatolicka fobia.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Politycy, oligarchowie, moskiewski ślad. Kto zabił dziennikarkę?
Zajmowała się korupcją na szczytach elity władzy i biznesu. Jej ostatnie audycje poświęcone były systemowi defraudowania unijnych funduszy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pedofil, pijak, zbiorowy gwałciciel. Jak wykończyć sędziego
Lewica zapowiedziała, że będzie walczyć z nim „wszelkimi metodami”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Biegactwo, czyli jak zrobić z hobby pseudoreligijny fanatyzm
Polskimi miastami rządzą ludzie, którzy organizowaniem imprez sportowych leczą swoje kompleksy i uważają, że wystarczy maraton, żeby być jak Niu Jork – pisze Łukasz Warzecha.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Zamaskowany” plan dla Europy? Lewacki radykał nowym patronem UE
Ideowym ojcem Unii został mało znany trockista postulujący likwidację państw narodowych i własności prywatnej. Czy to jego radykalny plan realizują dziś eurokraci?