Kultura

Czerwony patriota i wylękniony bluźnierca. Rzecz o zbuntowanej polskości

Władysław Broniewski i Julian Tuwim – dwaj poeci o lewicowych poglądach, a zarazem ludzie o zupełnie różnych poetyckich dystynkcjach. Pochodzący ze szlacheckiej rodziny patriota i legionista Józefa Piłsudskiego naprzeciwko arcypolskiego Żyda skamandryty. Poezja walki, miłości i wielkich nadziei Broniewskiego kontra literacki kabaret i twórczość masowa Tuwima. Z czyim dorobkiem historia obeszła się łagodniej, a komu nie wybaczyła uwikłania w stalinizm?

Już w najbliższy czwartek 4 października o godz. 22.05, na antenie TVP Kultura, w „Pojedynkach stulecia” starcie poetyckich tytanów – Władysława Broniewskiego i Juliana Tuwima.

Podobno gdyby nie znamię na poliku, Julian Tuwim nie zostałby poetą. Faktycznie, ze względu na tzw. myszkę na lewym profilu, pisarz zwykł się fotografować z prawej strony, a zdjęcia en face są prawdziwą rzadkością.

Charakterystyczne znamię niosło ze sobą także coś w rodzaju poczucia wyjątkowości i naznaczenia, do którego dodać należy żydowskie pochodzenie Tuwima. To wszystko tworzyło przedziwną mieszankę.

Talent poligloty

Tuwim był z jednej strony introwertykiem, z drugiej zaś – kochał kabaret. A poetą (także z uwagi na udział w życiu kawiarnianym) okazał się bardziej niż popularnym. Mariusz Urbanek nazwał go na kartach swojej książki „wylęknionym bluźniercą”. I te słowa chyba najlepiej oddają postawę poety wychwalającego pod niebiosa marszałka Józefa Piłsudskiego i zarazem proszącego „liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowały”.

Przygoda autora „Kwiatów Polskich” z literaturą zaczyna się od fascynacji różnorodnością języków. Jego ojciec, pracownik łódzkiego banku, ukończył studia we Francji i posługiwał się kilkoma językami. To po nim młody Julian odziedziczył talent poligloty.

Skądinąd czas dorastania Tuwima przypadł na belle epoque. A wtedy Łódź dostarczała doskonałych warunków do osłuchiwania się z przeróżnymi dźwiękami mowy, niespotykanymi w innych polskich miastach.

Gdy się chodziło „Sto razy tam i sto z powrotem / Pomiędzy Krótką i Nawrotem”, mieszały się i brzmiały w uszach jidisz, polski i niemiecki. Z czasem specjaliści od marketingu spróbują do tej trójki dokooptować rosyjski, by stworzyć koncepcję „miasta czterech kultur”, choć w ówczesnej Łodzi Rosjanami byli tylko urzędnicy i wojskowi.

Do językowego tygla dodajmy jeszcze jedną fascynację twórcy „Balu w operze” – esperanto. Mając 15 lat Tuwim przekłada na ten język kilka wierszy Leopolda Staffa. Traktowanie poważnie tej idei fix Ludwika Zamenhoffa, białostockiego wizjonera i nomen omen lekarza okulisty, świadczy o pewnej formacji ideowej, którą przeszedł Tuwim.

Zamenhoff podjął się swojego przedsięwzięcia żywiąc naiwne przekonanie, że wszystkie wojny i inne nieszczęścia tego świata biorą swój początek w nieporozumieniach na tle różnic między językami. To zbliża Tuwima do drugiego bohatera niniejszego tekstu, Władysława Broniewskiego.

Niewłaściwy czas dla rusofilii

Był bowiem Broniewski nie tylko świetnym poetą, ale również tłumaczem w pełni oddanym swojej pracy. Problem, przynajmniej z perspektywy nadwiślańskiej, polegał na tym, że zamiast w esperanto zakochał się w języku rosyjskim.
„Kartofle” Julian Tuwim
Żarliwość z jaką przekładał poezję Włodzimierza Majakowskiego czy Aleksandra Błoka może świadczyć o słabości autora „Bagnetu na broń” do radykalnego socjalizmu – ze szczególnym uwzględnieniem jego wschodniej wersji. Ale ten argument upadnie, gdy weźmiemy pod uwagę tłumaczenie wierszy Borysa Pasternaka. Pisarza mającego na pieńku z moskiewską wierchuszką, a któremu literacką Nagrodę Nobla wręczono ponoć przy walnym wsparciu CIA, żeby tejże wierchuszce dopiec.

Niełatwy los Broniewskiego, którego działalność literacka przez całe życie (a nawet po śmierci) naznaczona była widmem czerwonej kolaboracji, to przykład trudnych losów rusofila w czasach wielkoruskiego imperializmu. Skądinąd na polu bitewnym niedoszły autor nowego hymnu Polski Ludowej wyróżnił się nader chwalebnie, będąc ochotnikiem w wojnie polsko-bolszewickiej (odznaczony orderem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych; Tuwim pracował wtedy w biurze prasowym naczelnego wodza Józefa Piłsudskiego).

Tym samym Broniewski zabił ćwieka tym, którzy chcieliby widzieć świat tylko w czarno-białych barwach. W tym miejscu warto przywołać pewną słynną anegdotę. Oto autor socrealistycznej poezji na licznych spotkaniach autorskich recytował wiersz „Homo sapiens” – opowiadający o mordzie katyńskim. Natomiast jako przedstawiciel Związku Literatów Polskich podczas obchodów stulecia urodzin Adama Mickiewicza, w Nowogródku w obecności sowieckich poetów, z pełną dezynwolturą mówił: „To wzgórze zdobywałem w 1920 roku na bolszewikach”.

Poeci „Wiadomości Literackich”

Talent literacki Broniewskiego hartował się w komunistycznej „Nowej Kulturze” i w proletariackim z ducha biuletynie literackim „Trzy Salwy”. W tym czasie Tuwim pisywał do „Pro Arte at Studio” i oczywiście do „Skamandra”, którego był jedną z głównych i najsłynniejszych postaci.
Od lewej: Julian Tuwim, Fryderyk Jarosy i Marian Hemar na widowni teatru Cyrulik Warszawski. 1 stycznia 1930 r. Fot. archiwum PAP
Zresztą na liście obydwu panów znajdzie się jeden wspólny adres – „Wiadomości Literackie” – legendarne pismo Mieczysława Grydzewskiego, które stanowiło papierek lakmusowy nastrojów polskiej międzywojennej inteligencji. Broniewski zresztą nie poprzestał na roli współpracownika tytułu i został sekretarzem redakcji, tę funkcję sprawował przez blisko 10 lat.

Dla obydwu pisarzy II Rzeczpospolita okazała się łaskawa i pewnie jeden i drugi mogliby powstałe po 123 latach państwo nazwać „ukochaną ojczyzną”, choć z pewnymi obwarowaniami. Owe „zastrzeżenia” są znaczące.

Bikiniarz konserwatysta i polski James Dean – dwie odpowiedzi na kryzys męskości

Leopold Tyrmand i Marek Hłasko to pisarze, których potrzebuje popkultura. Biografie bikiniarza o konserwatywnych poglądach oraz polskiego Jamesa Deana stanowią atrakcyjny materiał dla twórców filmowych.

zobacz więcej
Tuwim od swojego debiutanckiego tomiku w 1918 roku – „Czyhanie na Boga”, funkcjonował w pierwszym obiegu, należał do – powiedzielibyśmy dziś – „establishmentu”. Mimo to nie szczędził słów krytyki pod adresem polityków (nie tylko sanacyjnych) i mieszczańskiego stylu życia.

W 1929 roku opublikował słynny wiersz „Do prostego człowieka”, który spotkał się ze stanowczą reakcją środowisk prawicowych i wojskowych. Komisarz rządu na miasto Warszawa, Lucjan Gałczyński, pisał o nim następująco: „W wierszu tym autor wzywa żołnierzy, ażeby w razie wojny, w razie wezwania do obrony Ojczyzny, rzucali broń i odmawiali posłuszeństwa wbrew nakazaniom przysięgi. Wiersz ten ma za zadanie szerzenie zdrady wśród wojska i przygotowanie gruntu, nie tylko do dezercji z szeregów, ale i do jawnego buntu przeciwko władzom wojskowym i państwowym w wypadku wojny”.

Na podstawie tej wypowiedzi wywiązała się następnie prawna potyczka pomiędzy „Wiadomościami Literackimi” reprezentowanymi przez Antoniego Słonimskiego a prokuraturą, do której wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa (co ciekawe skorzystano wtedy z casusu zawartego w carskim kodeksie). Finalnie cała sprawa zakończyła się dla poety dobrze, a prokuratura stwierdziła, że zarzuty wobec niego są wyssane z palca.

Istnieje teoria, że stało się tak za sprawą Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, słynnego adiutanta marszałka Piłsudskiego, który w 1931 roku miał wyciągnąć z aresztu kilku pisarzy związanych z Komunistyczną Partią Polski. Wśród nich był… Władysław Broniewski.

Recytowany przez radykalną prawicę

Z kolei antymieszczańską swadę Tuwima po latach, na antenie Polskiego Radia, Broniewski charakteryzował w ten sposób: – Była w nim pasja, którą dziś z dalekiej perspektywy można by nazwać rewolucyjną. Jakżeby inaczej mogły powstać wszystkie wiersze antymieszczańskie, a raczej przeciwko mieszczuchom, jak: „W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie”, wiersze przeciwko pałkarzom i rządzącym podówczas chamom, wiersz „Do generałów”? Ileż w tych wierszach celnej satyry i wzniosłej ironii.
odc. 10 – Wilhelm Sasnal
A mówił to człowiek, dla którego II RP wyglądała inaczej niż dla Tuwima. Autor „Żołnierza polskiego” patrzył na nowo powstałe państwo, zwłaszcza po 1926 roku, bardziej z perspektywy izb, w których odbywały się zebrania wywrotowców i komunistów niż przez suto zastawiony „mieszczański” stolik w Ziemiańskiej. Niemniej, w momencie próby, „kiedy przyszli podpalić dom” – Broniewski wiedział, po której stanąć stronie.

Do końca socjalizm pozostał dla niego „pewnym wariantem” możliwym do zrealizowania, ale tylko w granicach Polski. – Jestem przede wszystkim polskim patriotą, później socjalistą – mawiał i nie była to tylko czcza gadanina.

To nikt inny, jak on, w 1939 roku napisał najbardziej patriotyczny wiersz dwudziestolecia międzywojennego, a może i całej polskiej XX-wiecznej poezji. „Bagnet na broń” – a to niezbyt częsty przypadek – był recytowany w kampanii wrześniowej przez wszystkich jej uczestników, również przez radykalną prawicę. Ze względu na energię, siłę i ogromny ładunek emocjonalny utwór ten zestawiany był z samą „Odą do młodości” Adama Mickiewicza.

W tym czasie Tuwim uczynił (czy możemy mieć do niego o to pretensje?) to, co zrobił niejeden Polak legitymujący się żydowskimi korzeniami. Opuścił kraj. Wyjechał przez Rumunię i Włochy do Francji, by ostatecznie znaleźć się w Stanach Zjednoczonych. Ta decyzja zawarzy później na jego politycznej i ideowej decyzji o powrocie do Polski po wojnie.

W stalinowskiej matni

Ogromnym wyzwaniem jest próba zrozumienia obydwu pisarzy w kwestii ich wyborów i postawy po II wojnie światowej. Romans polityczny z możnowładcami PRL oraz napisanie wiersza ku czci Stalina (czy Karola Świerczewskiego) przez tak honorowego i dumnego człowieka, jak Broniewski, wciąż zdumiewa. Tym bardziej jeśli dodamy fakt, że autor „Bagnetu na broń” był przez półtora roku (w latach 1940-1941) więźniem NKWD na Zamarstynowie, a potem na Łubiance w Moskwie. Tam doświadczył głodu i brutalnych przesłuchań.
Władysław Broniewską z drugą żoną, Marią Zarębińską. Warszawa, 1 stycznia 1946 r. Fot. PAP/Reprodukcja
Marek Hłasko, który w latach 50. pełnił rolę jego nieformalnego sekretarza bardzo długo nie mógł tego pojąć. „Dziwny to był człowiek – pisał w »Pięknych Dwudziestoletnich« – oficer legionów, komunista nie należący do partii, więzień naszych kapryśnych braci, najbardziej polski poeta, jakiego można sobie wyśnić”.
Broniewski opuścił Kraj Rad razem z armią generała Andersa. Do stalinowskiej Polski wrócił w roku 1945. I nie z ideologicznych pobudek, lecz z powodu wielkiej miłości do drugiej najważniejszej kobiety swojego życia – Marii Zarębińskiej (pierwszą była ukochana córka Joanna „Anka” – dla której po jej tragicznej śmierci stworzył cykl wierszy, porównywany z „Trenami” Jana Kochanowskiego).

Być może gdyby nie ona, dziś Broniewski traktowany byłby jako jeden z nieprzejednanych antykomunistycznych poetów emigracyjnych. Na domiar złego Maria Zarębińska, poważnie zachorowała i ratunkiem dla niej było drogie leczenie w Szwajcarii. To dlatego były żołnierz Legionów Polskich zaczął pisać propagandowe utwory podpisując czerwony cyrograf.

Narodowiec katolik i Żyd liberał dopełniają historię Polski

Władysław Reymont kontra Antoni Słonimski – na przeciwstawnych antypodach polskości.

zobacz więcej
Poświęcenie nie pomogło, miłość jego życia zmarła – a on, zwłaszcza po śmierci córki, stał się wrakiem człowieka. Ból zagłuszał alkoholem, który ostatecznie „zadziornego szlachciurę” zabił.

Słowik w złotej klatce

Z innych powodów do „nowej” Polski wrócił Tuwim. W przypadku autora „Lokomotywy” i „Ptasiego radia” jego uwikłanie w stalinizm było efektem pogłębiającej się depresji, poczucia wyobcowania a przede wszystkim zwiększającego się lęku przed antysemityzmem. Na początku II RP antyżydowskie ataki na siebie traktował pobłażliwie i wyśmiewał je. Kiedy jednak sytuacja pod koniec lat 30. znacznie się zbrutalizowała, ewidentnie wpłynęło to na chybotliwy stan psychiczny twórcy „Kwiatów Polskich”.

Ostatecznie to II wojna światowa i tragedia Holokaustu sprawiły, że Tuwim, uznał, że jedyną siłą zdolną realnie przeciwstawić się złu faszyzmu jest komunizm. „Bał się, że Polska może się odrodzić w kształcie sprzed 1 września 1939 r. – twierdzi biograf poety Mariusz Urbanek. – Lęk przed powrotem tamtej Polski umacniały jeszcze antysemickie ataki na niego nawet na emigracji. (…) Tuwim więc uznał, że Polska tylko w sojuszu ze Związkiem Radzieckim uwolni się od antysemityzmu. Dziś wiemy, jak bardzo było to naiwne”.

I tak oto przedwojenny „książę poetów” zaczął legitymizować PRL. A że było to wielkie nazwisko, tym bardziej stalinowskie władze Polski, na czele z „Mefistofelesem” Jerzym Borejszą, kusiły i wciągały Tuwima w swoją matnię. Okres życia w PRL to był jego prawdziwy koniec – dosłownie i w przenośni.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Od kiedy Tuwim został „pupilem” komunistów, napisał jedynie 12 wierszy. Najcelniej zaobserwował to Witold Gombrowicz pisząc: „Koniec Tuwima, te jego ostatnie lata w Polsce Ludowej, jakież to zasłużone. Ta słowiczość musiała się źle skończyć, musiała doprowadzić go tam, gdzie się jest już oficjalnie Poetą, dostawcą Piękna, funkcjonariuszem od szlachetności. […] To nie był przypadek, że tralala zawiodło go do pałacykowatej willi w Aninie”.

Zbuntowana i niepokorna polskość

W biografiach Broniewskiego i Tuwima jak w zwierciadle mogłaby się przejrzeć dramatyczna i pogmatwana XX-wieczna historia Polski. W ich licznych zmaganiach, sporach ideowych i politycznych błędach możemy najpełniej unaocznić sobie istotę polskości, jaką z pewnością była i jest niepokorność i buntowniczość.

Broniewski i Tuwim – każdy na swój sposób, byli najbardziej radykalnymi i bezkompromisowym buntownikami swoich czasów. To także ludzie z życiorysami połamanymi i tragicznymi, a zarazem wzniosłymi i bohaterskimi, łączącymi upadek z wielkością.

–Mikołaj Mirowski
Władysław Broniewski – Julian Tuwim
Obejrzyj wszystkie odcinki „Pojedynków stulecia”:
Zdjęcie główne: Julian Tuwim i Władysław Broniewski – dwa oblicza polskiego buntu. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Botoks w twarzy i sztuczny uśmiech. Czy polityczny celebryta ma...
Berlusconi to ostentacyjny playboy przekonany o tym, że swoim stylem bycia może sobie zjednać społeczeństwo, o którego poparcie się ubiega.
Kultura Najnowsze wydanie
Polska ginie, my żyjemy. Nadwiślańskie egzorcyzmy
Dwaj pisarze, którzy wsiedli do czerwonego tramwaju, zostawiając za sobą przystanek Niepodległość. 60 lat temu miały premierę ważne dla Polaków filmy, zrealizowane na podstawie ich książek.
Kultura Najnowsze wydanie
Głośny satyryk i cicha noblistka
Poezja Wisławy Szymborskiej zdobyła trwałe uznanie, podczas gdy twórczość Janusza Szpotańskiego nie wytrzymała próby czasu.
Kultura Poprzednie wydanie
Ancymon i cierpiętnik. Dwa pakty z diabłem
Przykłady Stanisława Cata-Mackiewicza i Aleksandra Wata pokazują, że w XX wieku światopoglądowe wolty mogły być wywołane zarówno doświadczeniem totalitaryzmu, jak i słabością charakteru.
Kultura wydanie 30.11.2018 – 7.12.2018
Niepodległość Polski czy niepodległość macic?
Tej wystawie przyświeca wyrazista ideologia, w której szwarccharakterem jest europejska, chrześcijańska i patriarchalna cywilizacja stojąca na straży seksizmu, rasizmu bądź homofobii.