Cywilizacja

Obywatele wolą bałagan i korupcję

Jeden z kandydatów opozycji wycofał swoich obserwatorów z komisji wyborczych, aby ułatwić władzy „liczenie głosów”. Partia odcięła się od innego, kiedy wyborcze fałszerstwa zaskarżył do sądu.

W rosyjskiej polityce małe trzęsienie ziemi. W drugiej turze wyborów gubernatorów, które się zakończyły w minioną niedzielę, kandydaci partii władzy, jaką jest Jedna Rosja przegrali w kilku ważnych regionach.

A przecież miało być inaczej. Bo już dawno nie zdarzyło się, aby urzędujący namiestnicy Kremla ulegli dopuszczonym do udziału w wyborach reprezentantom tzw. konstruktywnej opozycji. Dawno, a z pewnością nie w takiej skali.

Ze łzami w oczach

I to nawet wbrew staraniom samych kontrkandydatów, którzy tak jak np. przedstawiciel partii Władimira Żyrinowskiego Sergiej Sipiagin w obwodzie włodzimierskim, niedaleko Moskwy, wystawiony przeciw urzędującej reprezentantce obozu władzy Swietłanie Orłowej, robił wszystko, aby wyborów nie wygrać.

Nie wypadało. Orłowa to była wicemarszałek izby wyższej rosyjskiego parlamentu, deputowana dwóch kadencji, a przy tym polityk wchodzący w skład kierownictwa Jednej Rosji. W poprzednich wyborach dość łatwo wygrała zbierając 75% głosów. Ale teraz nie udało się.

Mimo, że partia Sipiagina wycofała swoich obserwatorów z komisji wyborczych, a sam kandydat w dzień głosowania gdzieś zniknął i nie reagował na telefony, co obserwatorzy odczytali, jako wyraźny sygnał, że jeśli lokalne władze chcą „pomóc w liczeniu głosów” to oni nic przeciw temu mieć nie będą, to mimo wszystko w ostatecznym rachunku urzędująca gubernator przegrała.
Kandydujący na gubernatora Kraju Nadmorskiego Andriej Iszczenko niespodziewanie wyszedł na prowadzenie w wyborczym wyścigu. Po przeliczeniu 95% głosów różnica była spora, bo 6% na jego korzyść. Ale na finiszu, jak obwieściła komisja, o włos, ale wygrał, kandydat partii władzy. Fot. REUTERS/Yuri Maltsev
W pierwszej turze, która miała miejsce dwa tygodnie temu jej konkurent zdobył 5% głosów więcej, ale w drugiej to była już katastrofa – Orłowa dostała 37%, a jej rywal 57%.

Jeśli idzie o pomoc lokalnych sił w „liczeniu głosów” to w czasie obecnych wyborów też nie poszło najlepiej. Najgorzej chyba na Dalekim Wschodzie (Władywostok), gdzie kandydował silny człowiek Moskwy Andriej Tarasienko.

Konkurował z nim wystawiony przez postkomunistów Giennadija Ziuganowa, Andriej Iszczenko, który dość niespodziewanie wyszedł na prowadzenie w wyborczym wyścigu. Tak przynajmniej informowali dziennikarze, obserwujący napływ protokołów z lokalnych komisji wyborczych. Po przeliczeniu 95% głosów różnica była spora, bo 6% na korzyść Iszczenki. Ale na finiszu, jak obwieściła komisja, o włos, ale wygrał, pełniący obowiązki gubernatora kandydat partii władzy.

Delikatnie mówiąc, sprawa była szyta zbyt grubymi nićmi, aby mogła się udać, tym bardziej, że kandydat opozycji systemowej zamiast grzecznie czekać i pogodzić się z takim obrotem spraw zaczął protestować, wzywać ludzi na demonstracje i ogłosił nawet głodówkę. Doszło do tego, że po protestach Centralna Komisja Wyborcza najpierw zawiesiła decyzję o podaniu wyników, a potem w obliczu oczywistych fałszerstw unieważniła wybory.

Ogłaszająca to szefowa CKW Ełła Pamfiłowa miała ponoć łzy w oczach. Ale komunista Iszczenko nadal nie chce się pogodzić z decyzją. Zaskarżył ją w sądach i żąda, aby to jego ogłosić zwycięzcą. Nawiasem mówiąc, centrala moskiewska jego formacji nie jest uszczęśliwiona takim uporem własnego kandydata i już poinformowała, że zrobił to z własnej inicjatywy.

Byle przeciw władzy

W Kraju Chabarowskim, też na Dalekim Wschodzie, konkurujący z kandydatem Jednej Rosji, lokalny polityk wystawiony przez formację Żyrinowskiego, dwoił się i troił, jak piszą rosyjskie media, żeby przekonać wyborców, iż to nie on winien wygrać. Zapewniał, że popiera politykę Putina i rządzącej partii oraz, że na stanowisku gubernatora winien pozostać jego konkurent, a on zadowoli się teką jego zastępcy.

Ale nie pomogło. Wygrał zbierając prawie 70% głosów. Nie pomogło też zgłoszenie przez jego sztab wyborczy ponad 60 skarg na nieprawidłowości w trakcie głosowania. Nie pomogło, bo mimo tego Pamfiłowa nie zdecydowała się na unieważnienie wyborów.
Władzy Władimira Putina wybory lokalne bardzo nie uszczuplą. Fot. REUTERS/Dmitri Lovetsky/Pool
W Chakasji (środkowa Syberia) wreszcie, na dzień przed głosowaniem kandydujący i wyraźnie przegrywający w świetle wszystkich badań opinii publicznej ze swymi konkurentem urzędujący gubernator, wycofał się z wyborów „z powodów zdrowotnych”. Odbędą się one za dwa tygodnie, ale już bez kandydata Jednej Rosji.

Obserwatorzy zwracają uwagę również i na to, że znacząco pogorszył się wynik rosyjskiej partii władzy w wyborach deputowanych w okręgach jednomandatowych. Jeśli w 2016 roku zdobyła ona 747 z 798 miejsc (93,6%), to w tym roku już tylko 268 z 379 (70,7%). Doszło nawet do tego, że w niektórych lokalnych dumach „Jednorusi” utracili większość i będą musieli szukać partnerów skłonnych zawrzeć z nimi koalicję.

Analizujący wyniki wyborów rosyjscy socjologowie zwracają uwagę na dwa, ciekawe ich zdaniem, zjawiska. Otóż, w tych okręgach, gdzie władze nie zgodziły się na start kandydatów opozycji mogących zagrozić dominacji obozu władzy odnotowano znaczący wzrost liczby nieważnych kart, na których skreślono wszystkich kandydatów. Tam zaś, gdzie dochodziło do drugiej tury zaobserwowano wyraźny, nawet kilkunastoprocentowy, wzrost frekwencji. Ich zdaniem większość wyborców nie opowiadała się za jakimś konkretnym programem lokalnego polityka, tylko była skłonna głosować na każdego byleby przeciw władzy. Ale druga obserwacja też jest ciekawa, różnica frekwencji między obydwiema turami, świadczy, ich zdaniem, że potencjał protestu wcale nie maleje, ale wręcz narasta.

Obywatele wiedzą swoje

Jaka jest zasadnicza przyczyna tego, jak na rosyjskie warunki, politycznego trzęsienia ziemi? Odpowiedź wydaje się dość oczywista. Ogłoszona przez władze reforma emerytalna, która w świetle wszystkich badań rosyjskiej opinii publicznej jest skrajnie niepopularna. Przeciwko jej wprowadzeniu wypowiada się zawsze około 80% ankietowanych.


Jak uniknąć podwyższenia wieku emerytalnego?
(plan byłego premiera Michaiła Kasjanowa)

❶ O 2-3% PKB zmniejszyć wydatki na urzędników, wojsko i aparat przemocy
❷ Przestać finansować propagandę w rodzaju kanału telewizyjnego RT
❸ Przestać utrzymywać reżimy w Doniecku, Osetii, Abchazji i Syrii
❹ Skasować uprawnienia do wcześniejszych emerytur
❺ Powiększyć dywidendy od państwowych firm
❻ Zwiększyć pulę pieniędzy ze sprzedaży węglowodorów przeznaczanych na rezerwę emerytalną
❼ Zaprzestać drogich imprez w stylu Mundialu i Olimpiady w Soczi



Nic dziwnego, bo jak obliczyli ekonomiści jej realizacja w kształcie zaproponowanym przez rząd kosztowała będzie statystycznego Rosjanina około 800 tys. rubli (wg obecnego kursu ponad 12 tys. dolarów). I zabiegi władz, aby zmienić nastawienie obywateli, niewiele pomagają. Nie pomogło zamrożenie reformy, nic nie dało uspokajające telewizyjne wystąpienie Putina i wprowadzone na jego wniosek zmiany korygujące niektóre najbardziej niekorzystne rozwiązania.
Na rosyjski Daleki Wschód władze pompują niemałe środki i namawiają prywatne korporacje do inwestowania na Sachalinie czy we Władywostoku. Na zdjęciu premier Dmitrij Miedwiediew ogląda model elektrowni powstającej na wyspie Iturup w archipelagu Kuryli. Fot. REUTERS/RIA Novosti/Pool
Nie pomogła też fala propagandy i zapewnień, że władze pilnowały będą, aby zwykłym Rosjanom nie działa się krzywda. Ci wiedzą swoje. Ale taka sytuacja w planie politycznym oznacza, że sprawny do tej pory mechanizm mobilizowania putinowskiej większości zaczął szwankować. W przyszłym roku w Rosji będą miały miejsce kolejne wybory, zarówno lokalne jak i gubernatorów i gdyby sytuacja miała się utrwalić, to perspektywy nie są dla obozu władzy dobre.

Komuniści i Żyrynowski razem

Tym bardziej, że partie legalnej opozycji, tzn. komuniści i LDPR Żyrynowskiego już poczuły się pewniej i przebąkują o potrzebie zwołania specjalnej narady na Kremlu, co dalej robić z niepopularną reformą.

W tle tej propozycji jest idący znacznie dalej pomysł politycznego przemodelowania rosyjskiej sceny politycznej, przez zbudowanie konkurencyjnej wobec Jednej Rosji, partii wchodzącej w skład szeroko rozumianego obozu władzy. Partii złożonej z polityków obydwu formacji, które właśnie podpisały umowę o sojuszu.

Nadal popierałaby ona rosyjskiego prezydenta, ale jeśli idzie o wybory do Dumy, czy lokalnych ciał przedstawicielskich, to miałyby być one w większym stopniu konkurencyjne, a Rosja stałaby się, zdaniem pomysłodawców, państwem rzeczywiście dwupartyjnym, czyli takim, w którym obecna opozycja mogłaby stać się większością, systemie władzy.

Podzielona opozycja pozasystemowa, która dość zgodnie wzywała Rosjan do głosowania w ostatnich wyborach na kogokolwiek, byleby tylko nie na kandydatów partii władzy, bądź czeka na rozwój wydarzeń, bądź siedzi w więzieniach. Bloger Aleksiej Nawalny, który we wtorek miał zostać zwolniony po odbyciu kolejnej 30 dniowej kary za organizowanie demonstracji, zaraz po tym, jak zamknęły się za nim bramy więzienia, został znów aresztowany i czeka na kolejny proces.

Nierealny projekt

Były premier Michaił Kasjanow stojący na czele mikroskopijnego Sojuszu Sił Prawicowych doradza Putinowi zmianę kursu. W jego opinii władze mogą wykonać niezbędny manewr w związku z walącym się rosyjskim systemem emerytalnym, ale nie musi on polegać na zmuszaniu Rosjan, aby ci dłużej pracowali. A na czym?

Trzeba po prostu o 2-3% rosyjskiego PKB zmniejszyć wydatki na urzędników, wojsko i aparat przemocy. Dodatkowo przestać finansować propagandę w rodzaju kanału RT i utrzymywać reżimy w Doniecku, Osetii, Abchazji, czy Syrii.
Pojawił się plan zbudowania nowej partii, konkurencyjnej wobec Jednej Rosji. Miałaby ona powstać z połączenia Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimiria Żyrynowskiego (z lewej) z Komunistyczną Partią Federacji Rosyjskiej Giennadija Ziuganowa (z prawej). Fot. REUTERS/Alexander Zemlianichenko/Pool
Ponadto władze muszą skasować uprawnienia do wcześniejszych emerytur szeregu grup społecznych, powiększyć dywidendy od państwowych firm i znacznie zwiększyć pulę pieniędzy ze sprzedaży węglowodorów przeznaczanych na odbudowę rezerw emerytalnych.

I wreszcie proponuje zaprzestanie drogich i niepotrzebnych imprez w stylu Mundialu i Olimpiady w Soczi, o rozmaitych prestiżowych inwestycjach infrastrukturalnych nie wspominając.

Ta zmiana polityki, przecież nie tylko gospodarczej, Moskwy pozwoli odbudować reputację kraju w oczach inwestorów międzynarodowych i w efekcie wrócić na rynek finansowy po to, aby zaciągnąć kredyty, które mogą pomóc sfinansować reformę emerytur.

Projekt ładnie wyglądający, tylko, że w rosyjskich realiach kompletnie nierealistyczny, bo jego realizacja musiałaby oznaczać gruntowną przebudowę rosyjskiego systemu władzy.

Daleki Wschód

Obserwatorzy zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt ostatnich rosyjskich wyborów. Władza zanotowała na swym koncie bolesną porażkę na Dalekim Wschodzie, przegrywając w dwóch największych i najlepiej uprzemysłowionych regionach, w których mieszka 3,2 mln z 6,1 mln tamtejszej ludności. I to przegrała w sytuacji, kiedy Władimir Putin ogłosił, że rosyjski Daleki Wschód jest cywilizacyjnym wyzwaniem kraju w XXI wieku, a niemała część rosyjskiej elity mówi o nowej euroazjatyckiej tożsamości Rosji.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Ale chodzi nie tylko o deklaracje. Na rosyjski Daleki Wschód centrum pompuje niemałe środki, namawia prywatne korporacje do inwestowania na Sachalinie czy we Władywostoku, zabiega o inwestycje z Chin, Japonii i Korei. Ogłasza też ambitne programy społeczne, których celem ma być zatrzymanie ucieczki Rosjan z regionu.

I pierwsze efekty już są. Emigracji nie udało się zatrzymać, ale znacznie ją spowolniono. Tempo wzrostu gospodarczego jest większe niźli całej Rosji, a ma on jeszcze przyspieszyć po zapowiedzianych inwestycjach związanych z tworzeniem strefy wolnego handlu we Władywostoku, inwestycjami na Sachalinie, czy wspólnymi rosyjsko – japońskimi przedsięwzięciami na Kurylach.

Ale z politycznego punktu widzenia, ten wzrost nakładów, częste wizyty, kongresy, międzynarodowe spotkania, utrzymywanie kosztownych z punktu widzenia budżetu systemu ulg i zwolnień, jednym słowem wszystkie preferencje dla Dalekiego Wschodu, nie przekładają się na popularność władzy. Wręcz odwrotnie. Demonstracji jest tam więcej, a wyborcy też nie głosują tak jakby tego życzyła sobie władza.

Jeden z ciała kolegi zrobił nadzienie do pierożków. Drugi zgwałcił 37 dziewczynek. Kolejny poderżnął gardła 19 ofiarom

Witajcie w Czarnym Delfinie! Statystycznie, na jednego więźnia przypada tu pięć morderstw. Maniacy seksualni i kanibale mają pojedyncze cele. Pozostali siedzą po dwóch, czterech, dobierani według właściwości psychologicznych. Wszyscy pod obserwacją 24 godziny na dobę.

zobacz więcej
Dlaczego tak się dzieje? Otóż socjologowie są zdania, że tam właśnie, ze względu na to zainteresowanie Moskwy, zaznacza się najsilniej to, co można w skrócie określić mianem „odklejenie władzy od społeczeństwa”. Polega to z grubsza na tym, że Putin i jego najbliższe otoczenie myślą o sprawach globalnych, rozgrywkach na wielu szachownicach w różnych punktach świata. Prezesi rosyjskich gigantów przemysłowych trochę podobnie, koncentrują się na projektach o ogromnej skali, niezależnie od tego czy handlują z zagranicą czy zabiegają o lukratywne kontrakty rządowe.

Lepszy bałagan i korupcja

A na najniższym, lokalnym poziomie niewiele się zmienia, jeśli nie zmienia się na gorsze. I dlatego Andriej Iszczenko kandydujący we Władywostoku, który tak naprawdę żadnym komunistą nie jest, raczej lokalnym biznesmenem, weteranem potyczek z miejscowymi siłowikami, którzy już kilkanaście razy doprowadzili jego rozmaite przedsięwzięcia do upadku, jest znacznie bardziej dla lokalnej społeczności wiarygodny, niźli urzędnik przysłany z Moskwy, aby zaprowadzić porządek.

Bo w rozumieniu mieszkańców ten porządek to więcej kontroli, więcej wtrącania się ludzi w mundurach, więcej zagrożeń. Lepszy już stary bałagan i korupcja, bo przynajmniej dało się żyć.

I dlatego wielkie szachy na światowym poziomie, w które gra się na Kremlu, nawet jeśli dobrze zaplanowane i sprawnie rozgrywane, nie muszą w decydującej fazie zakończyć się sukcesem, a modernizacja kraju może paradoksalnie osłabić przeprowadzającą zmiany władzę, a nie ją wzmocnić.

– Marek Budzisz
27.08.2018
Zdjęcie główne: Jedna z komisji wyborczych w Moskwie, 9 września 2018. Fot. REUTERS/Sergei Karpukhin
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.