Kultura

„Kler”. Czy pomyjami można oczyszczać?

Smarzowski, jego aktorzy, i obrońcy jego filmu, mówią, że to artystyczna wizja, że „artysta miał prawo”. Literalnie mają rację. My z kolei mamy prawo pytać, jaki ma to związek z rzeczywistością, zwłaszcza jeśli twórca tytułem filmu i publicznymi wypowiedziami sugeruje uogólniającą naturę swoich obserwacji.

Festiwal w Gdyni upływa pod znakiem „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego. Mój kolega recenzent obejrzał film na pokazie prasowym (skądinąd ciężko jest się dostać na jakąkolwiek projekcję tego akurat filmu). Dzień później poszedł raz jeszcze na główny pokaz żeby sprawdzić reakcje publiki, posłuchać spotkania z reżyserem i ekipą. Z tego drugiego seansu wyszedł po pół godzinie.

Tramwajowy antyklerykalizm

Rechot większości sali przy każdym przekleństwie rzucanym przez arcybiskupa Mordowicza granego przez Janusza Gajosa skojarzył mu się z podobnymi reakcjami „karków” na filmach Patryka Vegi. Nie mógł wytrzymać – nie samego filmu, a towarzyszącej mu atmosfery.

A zarazem odbyłem arcyciekawe rozmowy w kuluarach – także z ludźmi, którzy broniąc tego filmu, z upodobaniem używają słowa „oczyszczenie”, które ma podobno po nim nastąpić. Kilka bardzo skądinąd sympatycznych osób przekonywało mnie, że to film prawdziwie chrześcijański, bo podsuwa duchownym drogę uwolnienia się z demoralizujących więzów instytucji na rzecz wyborów prawdziwie moralnych.
Zaremba: "Spotkałem w Gdyni kobietę twierdzącą, że film Smarzowskiego przyciągnął ją do chrześcijaństwa, bo pokazał księży jako postaci głęboko ludzkie". Na zdjęciu Robert Więckiewicz w filmie "Kler", reż. Wojtek Smarzowski. Fot. Bartek Mrozowski/Kino Świat/materiały prasowe
Pewien krytyk porównał na Facebooku „Kler” do „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy. Oba filmy mają być równie doniosłe w swoich społecznych skutkach. W przypadku obrazu Smarzowskiego to oczywiście dopiero prognoza.

Ale zetknąłem się też z przypadkami odwrotnymi. Pewien znany aktor nie grający w „Klerze”, a kojarzony z opcją lewicową, wyrażał w prywatnych rozmowach swoje przerażenie filmem. To mi się wydało szczególnie ciekawe i bardzo zaskakujące.

Spotkałem w Gdyni nawet kobietę twierdzącą, że film Smarzowskiego przyciągnął ją do chrześcijaństwa, bo pokazał księży jako postaci głęboko ludzkie, skrzywdzone, budzące zainteresowanie i współczucie. Tę niezwykłą opinię formułowała jednak osoba przyznająca się do nastawienia u punktu wyjścia wrogiego wobec Kościoła, a nawet religii. Ona podchodziła do tego filmu niejako „z drugiej strony”.

Zarazem wśród recenzentów krytykujących film znalazł się ksiądz Andrzej Luter, znany duchowny o liberalnych poglądach pisujący filmowe i teatralne recenzje i często spotykający się, także w swoich rozmaitych przeświadczeniach, z kręgami artystycznymi. To on oznajmił jako jeden z pierwszych na portalu „Więzi”, że pokazanego w „Klerze” Kościoła nie rozpoznaje. Obrazy tam utrwalone wydały mu się tendencyjne, nieprawdziwe, nagromadzone sztucznie po to aby „dowalić”.

Oczywiście ta festiwalowa perspektywa nie jest żadnym miernikiem prawdziwych społecznych nastrojów. Istnienie dużej grupy ludzi podatnych na tramwajowy antyklerykalizm plus ogólna poetyka skandalu skazuje ten film, skądinąd sprawnie nakręcony i dobrze zagrany, na sukces rynkowy. Operowanie czernią to metoda Patryka Vegi, stosowana także w niektórych filmach samego Smarzowskiego, gwarantująca widzów. Wystarczy jeden, drugi, piąty greps.
Zaremba: "To wszystko razem brzmi jak cytaty z podręcznika agitatora". Na zdjęciu Jacek Braciak w filmie "Kler" reż. Wojtek Smarzowski. Fot. Bartek Mrozowski/Kino Świat/materiały prasowe
Czy jednak jego perswazyjna moc zmieni coś w Polsce? Jaka jest siła rażenia produkcji, z której powinna wynikać odraza wobec każdego faceta w sutannie (nie mówiąc o biskupich purpurach)? Dopiero się tego dowiemy.

Czy artysta „ma prawo”?

Toczy się w każdym razie wymiana zdań zgodna z logiką wszelkich dyskusji o sztuce. Pojawia się pytanie, czy istotnie trójka księży żyjących w jednej diecezji spotkałaby w krótkim czasie wszystkie sytuacje ilustrujące grzechy Kościoła, łącznie z narodowcami na jednej z plebanii o pijaństwie, korupcji, wulgarności, manipulowania polityką już nawet nie wspominając.

Czy nie widzieliby także innych sytuacji i ludzi Kościoła? Czy nawet wspomnienie zaangażowania Kościoła we wspieranie „Solidarności” musi się kojarzyć przede wszystkim z pedofilią? Czy jeśli jeden ksiądz okazuje się niewinnie posądzony o pedofilskie praktyki, winnym musi się okazać inny ksiądz? To wszystko razem brzmi przecież jak cytaty z podręcznika agitatora.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Smarzowski, jego aktorzy, i obrońcy jego filmu, odpowiadają, że to tylko artystyczna wizja, że „artysta miał prawo” itd. Literalnie mają rację. Sztuka nie jest fotografią życia, można przerysowywać, jeśli nie kręci się dokumentu, swoje prawa ma satyra itd.

My z kolei mamy jednak o tym prawo rozmawiać. Pytać, jaki to ma związek z rzeczywistością, zwłaszcza jeśli twórca tytułem filmu i publicznymi wypowiedziami sugeruje bardziej kompletną, uogólniającą naturę swoich obserwacji. I jeśli angażuje się w spór o samą naturę Kościoła opowiadając na przykład w kilku wywiadach, że jego nauczanie nie jest adresowane do ludzi myślących.

Czy artysta składając historie z całej Polski, nie pomaga sobie w walce z istotą polskiego katolicyzmu? I w ogóle katolicyzmu? Czy rechot nie jest także częścią owego sporu?
Zaremba: "Gdyby jakiś katolik się zajął tym tematem, może powstałoby dzieło głębsze". Na zdjęciu Arkadiusz Jakubik w filmie "Kler" reż. Wojtek Smarzowski. Fot. Bartek Mrozowski/Kino Świat/materiały prasowe
Zarazem jeśli ksiądz Tadeusz Isakowicz– Zalewski, który film obejrzał jako jeden z pierwszych, jeszcze przed festiwalem, pisze, że rozpoznaje te znajome sytuacje i postaci, jest w tym przecież coś przerażającego. „Kler” nie przyniesie oczyszczenia, raczej pozwoli stronom sporu okopać się na swoich pozycjach.

Jednak to oczyszczenie jest potrzebne. Wśród obrońców decyzji o dofinansowaniu filmu przez Polski Instytut Sztuki Filmowej był Krzysztof Zanussi znany z mocnego zaangażowania w tematykę religijną. To jego głos przesądził o tym dofinansowaniu w jednej z komisji PISF. W rozmowie ze mną dla pisma „Wszystko co najważniejsze” tenże Zanussi zauważył, że tematem powinien się już dawno zająć jakiś katolik.

Gdyby jakiś katolik istotnie się tym zajął, może powstałoby dzieło głębsze, rozumiejące naturę tej instytucji, która nie jest przecież tylko korporacją chroniącą swoich. Ale też dzieło rozliczające owe prawdziwe sytuacje i postaci. Próbujące dociec przyczyn demoralizacji.

Rozmowy o Kościele w polskim kinie było niewiele. Owszem, pojawiały się obrazy bardzo krytyczne, jak choćby film „W imię” Małgorzaty Szumowskiej. Z kolei jednak w najpopularniejszych serialach typu „Plebania”, „Ojciec Mateusz” czy „Ranczo” przeważał obraz dobroduszny, co najwyżej podsuwający księżom bardziej ”otwarte” postawy i poglądy, ale nie polujący na ich przypadłości. Teraz to wszystko eksplodowało. Wylały się cuchnące pomyje. Czy pomyjami można oczyszczać?

Czy Kościół przecwela?

Smarzowski nie stawia kropek nad „i”, ale z jego filmu mogłoby wynikać, że Kościół jest zły z natury. Wprawdzie dwójka księży, którzy są naszymi przewodnikami po tym piekielnym świecie, grana przez Arkadiusza Jakubika i Jacka Braciaka, padła ofiarą złych ludzi, ale ci źli ludzie to także przedstawiciele Kościoła. Można by powiedzieć, że instytucja krzywdzi, a potem wciąga na dokładkę skrzywdzonych w swoje struktury – niczym świat więzienia, które „przecwela” skazanych, aż zaczynają grypsować.

Rozumiem, że obrońcy filmu szukają dla niego etykietki „chrześcijańskiego”, ale jego teza główna jest taka, że nie da się zachować chrześcijaństwa w samym Kościele. On musi znieprawić, zdegenerować, zatruć duszę, bo jest niczym mafia.

Problem Kościoła to homoseksualizm, nie pedofilia

Są diecezje, w których kapłaństwo zostało zdominowane przez gejów, a heteroseksualni klerycy są eliminowani już na poziomie seminarium.

zobacz więcej
Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie, czy to prawda. Ale niech nie szuka prawdy tylko w swoich mniemaniach, sympatiach, w swojej irytacji i nienawiści, ale w swoich doświadczeniach. Nie spotkałeś nigdy dobrego księdza starszego wiekiem, niż zaczynający drogę życiową wikary grany przez Adriana Zarembę, nad którym twórcy filmu pochylają się jak nad kimś zagrożonym?

Ja spotkałem i dlatego mam prawo mówić: to nie jest prawda. Jeśli w taki sposób próbuje się walczyć z obłudą i ze znieprawieniem, lepiej chyba to robić przy pomocy obrazów bliższych rzeczywistości. Cel niewątpliwie zbożny, jakim jest naprawa instytucji, nie usprawiedliwia chybionych środków.

No i pojawia się pytanie, co jest celem. Bo jeśli sprowadzenie na polski Kościół losu Kościoła hiszpańskiego czy irlandzkiego, to warto o tym także dyskutować, a nie tylko o przekleństwach zdemoralizowanego arcybiskupa.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Tyleż mocno boję się owego rechotu z gdyńskiej premiery, co reakcji pod tytułem: „Polacy, nic się nie stało”. Okrzyków pełnych pustego zgorszenia, niedowierzania, twierdzeń, że każda pokazana w „Klerze” sytuacja jest nieprawdopodobna. To drugie jest odwrotnością tego pierwszego, ale jest też częścią mechanizmu utrwalania zła.

– Piotr Zaremba
Zdjęcie główne: Janusz Gajos w filmie "Kler", reż. Wojtek Smarzowski. Fot. Bartek Mrozowski/Kino Świat/materiały prasowe
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Hart ducha na ekranie, niewidomi i bezdomni na sali
Życie ma sens. Przegląd najbardziej wzruszających filmów dokumentalnych w warszawskiej Kinotece.
Kultura Najnowsze wydanie
Sobowtór Słowackiego i warszawska królowa Madagaskaru
Biografie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Zuzanny Ginczanki są różne. Ale zbliża je tragizm losów obojga poetów.
Kultura Poprzednie wydanie
Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością
Agnieszce Osieckiej i Jackowi Kaczmarskiemu udało się w warunkach reżimu PRL zdobyć mniejszą lub większą popularność utworami, które stanowiły wyraz niezgody na ówczesną toksyczną rzeczywistość.
Kultura wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy PZPR była spadkobiercą polskiego nacjonalizmu
Spór Zbigniewa Herberta i Czesława Miłosza o PRL w istocie dotyczy również III RP.
Kultura wydanie 26.10.2018 – 2.11.2018
Skalpel, czarny karton i drzewa
Wycinanki dla Andrzeja Krauzego stały się formą terapii oraz pytania o życie, śmierć, pozytywne i negatywne strony bytu.