Felietony

Czy Dalajlama to ksenofob z ciemnogrodu?

Określa siebie jako półmarksistę i półbuddystę. Budzi entuzjazm weteranów Maja’68 i chwali „rozwiązania indyjskie”: „władze apelują, by nie przeprowadzano aborcji, ale nie można robić z tego prawa”. Teraz 83-letni przywódca duchowy narodu tybetańskiego naraził się zachodnim, liberalnym salonom stwierdzając, że „Europa należy do Europejczyków”, a „uchodźcy powinni wrócić do swych ojczyzn”.

Polityka imigracyjna dzieli Europejczyków wedle jasnych i oczywistych kryteriów. Przynajmniej do takich wniosków skłania przekaz, który serwują na Starym Kontynencie opiniotwórcze media.

Wyłania się z tego następujący obraz: cywilizowani i światli ludzie optują za przyjmowaniem uchodźców, natomiast hołdujący ksenofobicznym uprzedzeniom ciemnogród jest temu przeciwny. A zatem role są rozpisane: dobro walczy ze złem.

Nie jest niespodzianką, że w mijającym tygodniu Viktor Orban znowu wystąpił z ostrą krytyką stanowiska Niemiec w kwestii ochrony zewnętrznych granic Unii Europejskiej. Ów „bad guy” europejskiej polityki negatywnie odniósł się do pomysłu Angeli Merkel, żeby państwa, które posiadają takie granice (czyli również Węgry), cedowały część swoich kompetencji na Frontex, w ten sposób pozwalając tej unijnej agencji działać na ich terytorium bez przeszkód.

Orban sam chce kontrolować napływ cudzoziemców do swojego kraju. I oczywiście nie chce wpuszczać na masową skalę przybyszów z Afryki i Azji. Zachowanie premiera Węgier jest do bólu przewidywalne i zarazem zgodne z narracją europejskich mainstreamowych mediów, w której występuje on jako nacjonalistyczny szwarccharakter.
Plakat partii Fidesz Viktora Orbana w kampanii wyborczej na Węgrzech w 2018 roku. Wybory do parlamentu wygrała koalicja „Fidesz – KNDP”, uzyskując prawie 50% głosów. Trzy lata wcześniej rząd Orbana podjął decyzję o budowie ogrodzenia na całej długości granicy Węgier z Serbią, przez którą przebiega uchodźczy szlak bałkański. Fot. REUTERS/Leonhard Foeger
Zaskoczeniem natomiast może być niedawne wystąpienie XIV Dalajlamy na konferencji w Malmö. Człowiek ten przecież fetowany jest od wielu dziesięcioleci na zachodnich liberalnych salonach jako wcielenie najwyższych cnót.

Trybun ludowy i polityczny wizjoner. Kaznodzieje mogliby się uczyć od niego krasomówstwa

Wysadził w powietrze przygotowywaną wówczas wersję scenariusza transformacji ustrojowej – pisze Grzegorz Górny.

zobacz więcej
I tak 83-letni duchowy przywódca narodu tybetańskiego przypomniał w ubiegłym tygodniu o swoim istnieniu stwierdzając, że „Europa należy do Europejczyków”. Powiedział on także, iż „uchodźcy powinni wrócić do swoich ojczyzn, żeby je odbudować”.

Na mnicha posypały się w serwisach społecznościowych gromy. Nie zabrakło pod jego adresem kąśliwych uwag w rodzaju: niech sam da przykład i wróci do Tybetu.

Całej sprawie smaczku dodaje bowiem fakt, że Dalajlama mieszka właśnie na uchodźstwie. W roku 1959 – a więc dziewięć lat po tym, jak komunistyczne Chiny rozpoczęły okupację Tybetu – udał się do Dharamsali w Indiach, gdzie do 2011 kierował emigracyjnym rządem.

Tak czy inaczej duchowy przywódca Tybetańczyków srogo zawiódł tych mieszkańców Europy, którzy oczekują od niego zdecydowanego poparcia dla polityki otwartych granic, dla Willkommenskultur („kultury gościnności”) traktującej obecność islamu na Starym Kontynencie jako zjawisko ubogacające to miejsce.

Chodzi bądź co bądź o autorytet postępowej części ludzkości, o laureata pokojowej Nagrody Nobla z roku 1989. Dalajlama został nią uhonorowany za to, że zaproponował program przekształcenia Tybetu – a docelowo nawet i całego świata – w strefę wolną od przemocy („zone of »Ahimsa«”) .
Angela Merkel żegna Dalajlamę po spotkaniu w Berlinie we wrześniu 2007 roku. Osiem lat później kanclerz Niemiec podjęła decyzję o otwarciu granic dla wszystkich uchodźców ciągnących bałkańskim szlakiem. Fot. REUTERS/Markus Schreiber/Pool
Skądinąd warto zauważyć, że mamy w tym przypadku do czynienia z postacią pełną sprzeczności.

Jak uliczni zadymiarze, lewaccy bojówkarze, narkomani i seksualni fanatycy zawładnęli naszą wyobraźnią

Pokój, miłość, równość. Mity maja '68 podważa Konrad Kołodziejski.

zobacz więcej
Z jednej strony jest to mnich buddyjski. Praktykuje ezoteryczną duchowość, która pozostaje obca zarówno chrześcijaństwu, jak i europejskiemu dziedzictwu humanizmu i oświecenia. W buddyzmie tybetańskim – tak jak i w innych systemach religijnych Dalekiego Wschodu – podmiotem nie jest osoba z jej niezbywalną godnością, lecz zachodzące we wszechświecie – poza dobrem i złem, świętością i grzechem – procesy.

Z drugiej strony Dalajlama wie, czym i jak zaskarbić sobie sympatię ludzi Zachodu. Mentalność dużej ich części została w drugiej połowie XX wieku ukształtowana przez ideologiczne przesądy nowej lewicy. Duchowy przywódca Tybetańczyków nie stroni zatem od rozmaitych deklaracji, które budzą entuzjazm wśród weteranów Maja’68 oraz ich ideowych spadkobierców.

Warto zatem przypomnieć głośny w swoim czasie wywiad Adama Michnika z Dalajlamą z roku 1998 (ukazał się w „Magazynie Gazety Wyborczej”). Noblista zabłysnął w tej rozmowie ot choćby taką opinią: – W kapitalizmie, według mnie, chodzi jedynie o to, jak zarabiać pieniądze. Nie ma żadnego zainteresowania tym, jak je właściwie wykorzystać. Rewolucja marksistowska, bolszewicka oznaczała obalenie klasy rządzącej, która wyzyskiwała ludzi. Celem rewolucji jest zmiana niesprawiedliwego systemu. Czasem określam siebie jako półmarksistę, a półbuddystę.
W innym fragmencie wywiadu Dalajlama zasugerował, że nie ma właściwie istotnych różnic między buddyzmem a chrześcijaństwem, że przeświadczenie o istnieniu jednej prawdy to cecha fundamentalizmu. Tybetańczyk stwierdził, iż we wszystkich wielkich religiach świata chodzi o to samo: „miłość, współczucie, przebaczenie”. I dodał: – Taka jest ich istota. Różnią się obrzędami.

Chcą legalizacji aborcji, poparli „homomałżeństwa”. Irlandczycy na rewolucyjnej ścieżce

Kościół, jeżeli nadal będzie tak bojaźliwy, nie będzie w stanie przeciwstawić się laicyzacji.

zobacz więcej
Wreszcie Michnik zapytał Dalajlamę o to, jak prawo ma traktować aborcję: – W Irlandii (…) jest ścigana, karana. W Indiach jest dopuszczona. W Chinach jest przymusowa. Które rozwiązanie jest zdaniem Waszej Świątobliwości najlepsze?

Noblista udzielił odpowiedzi zgodnej z argumentami europejskich mainstreamowych mediów: – Indyjskie. Władze apelują, by nie przeprowadzano aborcji, ale nie można robić z tego prawa.

W wystąpieniu Dalajlamy w Malmö też nie zabrakło politycznie poprawnych akcentów. Mnich mówił i o moralnej odpowiedzialności, jaka – jego zdaniem – ciąży na Europie, i o konieczności przyjmowania oraz edukowania uchodźców, których „życie jest naprawdę zagrożone”. Wystarczyło jednak oznajmić, że po jakimś czasie powinni oni wrócić do swoich krajów, by Tybetańczykowi się oberwało.
A przecież nie pierwszy raz wypowiedzi Dalajlamy idą pod prąd orędownikom wielokulturowości.

Odważyli się zamknąć drzwi przed imigrantami. Zamierzają też zrobić spis Cyganów

Czy organizacje humanitarne finansowane przez George’a Sorosa współpracują z przemytnikami ludzi?

zobacz więcej
W roku 2016 mnich udzielił wywiadu „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. W rozmowie z niemiecką gazetą wprawdzie orzekł, że trzeba pomagać uchodźcom, ale zarazem oświadczył, że jest ich w Europie zbyt wielu, a Niemcy nie mogą stać się krajem arabskim.

Jeśli kogoś dziwi taka opinia w ustach Dalajlamy, to trzeba podkreślić, że duchowy przywódca Tybetańczyków ma inną perspektywę niż zachodni intelektualiści. Azjatyccy wyznawcy buddyzmu przekonali się bowiem na przestrzeni stuleci, co oznacza realne sąsiedztwo z muzułmanami.

Dalajlama może Europejczykom wciskać głodne kawałki o równorzędności wszystkich religii, ale przecież on sam z doświadczenia historycznego świetnie wie, że islam nie jest religią pokoju.

Do którego z obozów mają go zatem zapisać piewcy „społeczeństwa otwartego”: do obozu dobra czy obozu zła?

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: – Europa należy do Europejczyków – powiedział Dalajlama podczas konferencji w Malmö, zaskakując europejskie mainstreamowe media. Szwecja, 12 września 2018 roku. TT News Agency/Johan Nilsson via REUTERS
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Pan Herbert
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Geny
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
ONZ: mission impossible
Jakie znaczenie miała wizyta sekretarza generalnego Antonia Guterresa w Kijowie?
Felietony Poprzednie wydanie
Nikt nie chce być „ruską onucą”
Czy nazizm był odpowiedzią na komunizm?
Felietony Poprzednie wydanie
Przyjdą silni ludzie...
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.