Felietony

Nobel za lalkę Voodoo znienawidzonego szefa! Przepraszam: Ig Nobel

Jaka jest niezawodna i prosta metoda auto-pomiaru nocnego wzwodu prącia? Czy ludzka ślina lepiej nadaje się do renowacji XVIII-wiecznych rzeźb niż środki czyszczące? Jak często i z jakim skutkiem Hiszpanie klną za kierownicą? Za podobne badania, „które nie mogą lub nie powinny być powtarzane”, przyznaje się tę nagrodę. Niech nas to jednak nie zwiedzie.

Gdyby atmosfera luzu i zabawy, panująca w sławnym audytorium Sanders Theatre Uniwersytetu Harvarda w nocy z 13 na 14 września, była częściej widywana na salach wykładowych, być może nauka budziłaby więcej radości niż lęku. I nadal zajmowaliby się nią ludzie nie tylko solidni, ale także dowcipni. Na poły szaleńcy, na poły geniusze, zwariowani wynalazcy i obserwatorzy, którzy chcą najpierw odpowiedzieć dokładnie i prawdziwie na wszystkie pytania „dlaczego?”, padające z ust pięcio- a nie 55-latków. A że nie jest to proste, wie każdy rodzic, zwłaszcza gdy dziecko potrafi zaskoczyć niczym Staś Pytalski z wierszyka Jana Brzechwy. „W którym miejscu zaczyna się kula?” nie jest pytaniem głupim ani trywialnym. Jest jednak pytaniem, które tylko dziecko może zadać. W dorosłych szkoła już dawno zabiła tego typu ciekawość.

Cóż takiego miało miejsce wspomnianej nocy w Sanders Theatre uczelni, która może się poszczycić największą na świecie liczbą noblistów w kadrze naukowej (dotąd pracowało tam 24 laureatów)? Otóż 28 razy z rzędu, za sprawą pasjonata nauki Marca Abramsa, założyciela i szefa wielce już dziś szacownego dwumiesięcznika satyryczno-naukowego „Annals of Improbable Research”, czyli „Roczników Badań Nieprawdopodobnych”, przyznano Ig Noble. Te wielce zacne w swej mierze nagrody finansowe – w wysokości 10 bilionów dolarów Zimbabwe, wartych zaledwie kilka centów USA – wręczali w jednym, dawno zdewaulowanym banknocie wielce szanowni laureaci Nagród Nobla. W tym roku współprowadzących ceremonię zaszczycili: Eric Maskin (Ekonomia, 2007), Wolfgang Ketterle (Fizyka, 2001), Oliver Hart (Ekonomia, 2016) i Michael Rosbash (Medycyna i fizjologia, 2017).
Laureaci Ig Nobli otrzymują w nagrodę banknot 10 trylionów dolarów (zgodnie z nazewnictwem polskim – 10 bilionów), jednak nie w walucie amerykańskiej tylko Zimbabwe, gdzie 10 lat temu doszło do rekordowej inflacji. Od 2015 roku waluta tego kraju zostałą formalnie zastąpiona dolarem USA. For. Wikimedia/Reserve Bank of Zimbabwe
Czym są Ig Noble? To próba spojrzenia z uśmiechem na naukę, gdzie (i chwała za to Najwyższemu!) nadal prowadzi się – rzadko, bo rzadko – badania na pierwszy rzut oka absurdalne. Czasami jednak dostarczające realnej i pożytecznej wiedzy. Nagradzane są badania, „które najpierw wywołują u ludzi śmiech, ale potem każą im myśleć”. Oraz odkrycia, „które nie mogą lub nie powinny być powtarzane”.

Oto nowo odkryty, choć największy ludzki organ. Chroni inne narządy i… rozsiewa raka?

Rureczki niczym kanały wypełniają nasze ciało. Są dosłownie wszędzie. Dlaczego nikt ich dotąd nie widział?

zobacz więcej
Nie dziwi zatem, że rokrocznie laureaci są proszeni po o wygłoszenie ceremonii wręczenia nagród, krótkiego wykładu objaśniającego ich badania na najbardziej prestiżowej uczelni technicznej świata, czyli amerykańskiej Massachusetts Institute of Technology w Cambridge. I niech nas nie zwiedzie śmiech – nie musi on być pusty. Na przykład w 2000 roku Ig Nobla z fizyki dostał Andre Geim z Uniwersytetu w Nijmegen wraz z Michaelem Berrym z Uniwersytetu Bristolskiego za badania nad lewitacją magnetyczną latającej żaby. Tak, tak, nikt się nie przesłyszał. To ten sam dziś już Sir Andre Geim, który w 2010 roku dostał Nobla z fizyki (bez Ig) za bycie współodkrywcą grafenu.

Choć nazwa nagród wskazuje, że mogą tyczyć przeciwieństwa Nobla (tę angielską grę słów można tłumaczyć nawet jako „niegodziwość” czy „haniebność”, czyli przeciwieństwa szlachetności), to jednak nie chodzi o piętnowanie naukowych oszustów. A raczej o oddanie atencji nauce po prostu niecodziennie zabawnej.

I w tym sensie – w dzisiejszych smutnych czasach grantów i sprawozdań z działalności statutowej instytutu, niekończących się statystyk i nieraz szczurzej pogoni za punktami za publikację – Ig Noble są jak światełko w tunelu. Tu naprawdę liczy się pomysłowość, zaradność eksperymentalna, niezwykłość pytania badawczego, czy praktyczność odkrycia. Hasłem przewodnim tak uprawianej – tylko czasami, niestety – nauki jest: „dajmy się zaskoczyć”, a nie „dajmy się pouczyć”.
Któż zatem i czym zaskoczył nas w tym roku? Medyczny Ig Nobel przypadł doktorom Marcowi A. Mitchellowi i Davidowi D. Wartingerowi, którzy udali się do Disneylandu na Florydzie, by zbadać, czy i w jaki dokładnie sposób jazda diabelską kolejką w wesołym miasteczku może pomóc w przemieszczeniu się kamienia nerkowego ku pęcherzowi moczowemu, co uwolniłoby cierpiącego na kamicę nerkową od konieczności zabiegu chirurgicznego. Swe badania (a kamień, w zależności od różnych parametrów zwariowanej jazdy, opuszczał szybciej lub wolniej modele nerki uzyskane na drukarce 3D) opublikowali oni w „The Journal of the American Osteopathic Association” dwa lata temu.

Ludzie-chimery na części, czyli dr Frankenstein wiecznie żywy

Jeden procent ludzkich komórek w świni to już człowiek, czy jeszcze świnia? A dwa procent? A pięćdziesiąt?

zobacz więcej
Nagrodę z medycyny rozrodu otrzymała trójka urologów, którzy już w 1980 roku opublikowali w „The Journal of Urology” niezawodną i prostą metodę auto-pomiaru wielkości nocnego wzwodu prącia. Otóż ów genialny sposób polegał na oklejeniu rzeczonej części ciała, jeszcze przed pójściem spać, blokiem znaczków pocztowych. Rano wystarczyło sprawdzić, które perforacje „puściły”. Nie stosujmy jednak do tego, jak radzą sami autorzy, znaczków oficjalnych, gdyż te są w wielu krajach objęte tymi samymi przepisami ochrony, co pieniądz.

W dziedzinie edukacji medycznej nagrodę uzyskał japoński gastroenterolog Akira Horiuchi, który badał poziom skuteczności metody diagnostycznej i komfortu pacjenta przy samodzielnym wykonywaniu kolonoskopii w pozycji siedzącej. Badał na sobie, dyskomfort był „średni”. Opublikował wyniki w piśmie „Gastrointestinal endoskopy” w roku 2006.

Nagrodę z literatury przyznano zespołowi naukowców z Australii, którzy dowodnie wykazali, że większość ludzi wykorzystujących skomplikowane urządzenia nie bierze do ręki instrukcji ich obsługi. Pokojowy laur otrzymali badacze z Hiszpanii, którzy sprawdzili, jak często, dlaczego i z jakim skutkiem ich rodacy krzyczą i klną jak szewcy za kierownicą.

Z kolei w dziedzinie ekonomii nagroda powędrowała do amerykańsko-kanadyjskiej grupy, która na łamach „The Leadership Quarterly” sprawozdała wyniki swych eksperymentów mających wykazać, w jakim stopniu zrobienie sobie lalki Voodoo znienawidzonego szefa daje pracownikom lepsze samopoczucie. Kto ciekawy wyników, niech spojrzy tu: „Retaliation on a voodoo doll… restores justice” (Odwet na lalce Voodoo… przywraca sprawiedliwość). I wreszcie Ig Nobel z chemii pojechał do Portugalii, a nagrodził badania porównawcze śliny ludzkiej (absolutnie, jak się okazało, bezkonkurencyjnej) z kilkoma środkami czyszczącymi na bazie alkoholu, przy renowacji rzeźb XVIII-wiecznych.
Uczczono to wszystko w audytorium wypełnionym po brzegi i szalejącym niczym trzecioklasiści, gdy nauczycielka wyjdzie na chwilę z klasy. Zachęcano uczestników do zrobienia z programów imprezy jak najzgrabniejszych i najdalej latających samolocików. Na mowę dziękczynną każdy z laureatów Ig Nobla miał jedynie 60 sekund. A nie zapominajmy, że są to na ogół autentyczni akademicy, przyzwyczajeni do wykładania godzinami. Gdy ktoś czas przekroczył, nie odzywał się gong, tylko pewna poproszona o to ośmiolatka oznajmiała głośno i wielokrotnie jeśli trzeba: „Proszę, skończ. NUUUUDZĘ SIĘ!”.

Naukowcy przeszczepili pamięć

My też możemy się urodzić ze wspomnieniami naszych przodków, zapisanymi w DNA.

zobacz więcej
Ważna, potrzebna i poważna jest walka z pseudonauką. Podjęta ostatnio z impetem i w Polsce, po tym – jak to opisała profesor Małgorzata Kossut z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN – gdy: „Profesor Tomasz Rudowski z Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego opublikował dzieło naukowe pt. »Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej« (Wydawnictwo Difin). Profesorowie Jerzy Kwaśniewski i Władysław Misiak z tegoż Wydziału, działający jako recenzenci, poparli to dzieło, a Uniwersytet Warszawski sfinansował jego druk”.

Cieszę się zatem (przez łzy, że to w ogóle potrzebne i musi się dziać), iż środowisko naukowe wyraża tu swój solidarny sprzeciw wobec nonsensu. Choć prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Jerzy Duszyński przyznał w mediach społecznościowych, że „nie mamy armat”, by walczyć z opowieściami dziwnej treści, wypowiadanymi ex cathedra przez osoby z wielkimi tytułami przed nazwiskiem. Nie tylko o „psychologii kwantowej”, jak profesor Rudowski, ale też „witaminie C, która leczy raka” czy innych cudownych – a głównie drogich – pigułkach z buraka, produkcji szarlatanów z tytułami inżyniera albo i bez. Oraz innych tego typu bajerach.

Zatem: gdyby atmosfera luzu i zabawy panująca w historycznym audytorium Sanders Theatre Uniwersytetu Harvarda w nocy z 13 na 14 września była częściej widywana na salach wykładowych i w szkołach, być może nauka budziłaby więcej zaufania. Więcej radości, może więcej poczucia bliskości. Tak, by różni szarlatani o poważnych i napiętych minach nie wciskali ludziom realnego kitu i oszustw, zarabiając na tym gruby szmal. Nauka nie musi być wielce poważna. Ona tylko musi być najprawdziwsza, jak się da. I zrodzona z pasji pytania: jak to naprawdę jest?



– Magdalena Kawalec-Segond,
biolog molekularny i mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii” (Adamantan, Łódź 2008)


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Przy pisaniu korzystałam z artykułu w magazynie „Science” pt. „Ig Nobel prizes honor do-it-yourself colonoscopies, a curious use for postage stamps, and other peculiar research”.
Zdjęcie główne: Platforma z figurą papier-mache przedstawiającą niemiecką kanclerz Angelę Merkel wbiojającą szpilki w lalki Voodoo, przedstawiona podczas parady Rosenmontag (Różany Poniedziałek) kończacej karnawał w Kolonii, , Moguncji i Duesseldorfie. 7 marca 2011 roku. Fot. REUTERS / Kai Pfaffenbach
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Nawalny to żaden liberał
Polak, który powiedziałby to co on, byłby uznany za „ruskiego agenta”.
Felietony Najnowsze wydanie
Umiał się wczuć w emocje złodziei. Hojnie go za to obdarowali
Był skłopotany i wtedy panowie powiedzieli: – Prosimy, niech się pan nie przeraża. Te rzeczy są kradzione, ale w Berlinie.
Felietony Najnowsze wydanie
Celebrował trzy czynności: rozmowę, rysowanie i parzenie herbaty
Mieszał gatunki, zieloną i czarną, wyparzał czajniczki. Znał niesłychaną liczbę języków. A pół pokoju poza rysunkami to były książki.
Felietony Najnowsze wydanie
Pytania
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Do wytępienia
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.