Kultura

Narodowiec katolik i Żyd liberał dopełniają historię Polski

Na podstawie ich życiorysów można by napisać spójną opowieść o XX-wiecznej Polsce. O kraju, który cechowała kulturowa różnorodność.

W czwartek 20 września o godz. 22.50 na antenie TVP Kultura emisja kolejnego odcinka „Pojedynków stulecia”. Tym razem zmierzą się Władysław Reymont z Antonim Słonimskim.

Z jednej strony reporterskie oko dostrzegające barwne realia polskiej wsi, z drugiej mieszczański styl życia autora kabaretowych skeczy. Tu literacki samotnik nie poddający się obowiązującym modom, tam wybitny poeta tworzący, wraz z Julianem Tuwimem i Janem Lechoniem, trzon Skamandrytów.

Pierwszy – fetowany w dwudziestoleciu międzywojennym przez narodowców i ludowców, laureat Nagrody Nobla, drugi – odpierający ataki na swoją tożsamość polski Żyd. Co w rocznicę 100-lecia polskiej niepodległości mogą nam powiedzieć z jednej strony autor kultowej „Ziemi obiecanej”, a z drugiej – sygnatariusz „Listu 34”, który w Polsce Ludowej rozwścieczył Władysława Gomułkę? Czy naprawdę wszystko ich dzieli? Czy porównywanie ich twórczości to zadanie karkołomne? Który z nich jest dziś w polskiej świadomości bardziej obecny?

Z polskiej wsi na dwór króla Szwecji

Władysław Stanisław Reymont (imiona na taką kolejność zamienił sobie sam) to kolejny pisarz „szkolny”, którego biografię zna każdy, kto zetknął się z polską edukacją. Urodził się w wielodzietnej rodzinie wiejskiego organisty w Tuszynie, czyli nigdzie. Z punktu widzenia ówczesnej geografii politycznej te zachodnie, katolickie rubieże rosyjskiego imperium mogły stanowić z pewnością dogodne miejsce dla starcia armii ówczesnych europejskich monarchów (co wydarzyło się faktycznie podczas I wojny światowej), ale niekoniecznie było to przyjazne miejsce do życia.

Przyszyły autor „Chłopów” skorzystał z jednego z niewielu przywilejów prowincjonalnego, tuszyńskiego życia – to znaczy bliskiego sąsiedztwa kolei warszawsko-wiedeńskiej. Szybko poszukał szczęścia w Warszawie. Zresztą rozwój kolei, a także „wiek pary”, który osiągnął swoje apogeum mniej więcej w czasach narodzin pisarza (Reymont przyszedł na świat w 1867 roku, ostatnie znaczące udoskonalenia silnika parowego można datować na końcówkę lat 70. XX wieku) nie pozostanie bez wpływu na jego twórczość.
26.04.2018 – Romuald Wicza-Pokojski
Można by rzec, że twórca „Ziemi obiecanej” stworzył sam siebie, a przynajmniej tak chcielibyśmy go zapamiętać – jako człowieka znikąd, który imając się różnych zawodów (krawiec, dróżnik, aktor czy spirytysta), wyrabia sobie nie tylko doskonały wzrok i słuch, ale też wyśmienity zmysł literacki. Ów zmysł ostatecznie zaprowadził go w 1924 roku na dwór króla Szwecji, gdzie odebrał najważniejszy i najbardziej prestiżowy literacki laur – Nagrodę Nobla.

30 lat wcześniej, w 1894 roku Władysław Reymont napisał reportaż z pielgrzymki na Jasną Górę, rozpoczynający się znaczącym cytatem z Mickiewicza: „Czucie i wiara więcej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”. W ten sposób autor wybitnych realistycznych powieści, który za młodu szukał szczęścia w nowicjacie ojców Paulinów, wyraził swoiste wewnętrzne rozdarcie.

Tym tekstem niespodziewanie zapisał się w annałach polskiego dziennikarstwa (artykuł został niedawno przypomniany w antologii reportażu autorstwa Mariusza Szczygła). Pisarz zaprezentował w nim „przewagę” – wyraził dystans, jaki odczuwał wobec jadących do Czarnej Madonny chłopów. Ten zabieg stylistyczny cechował reportaż jako gatunek co najmniej przez następne 100 lat.

Ta reymontowska „przewaga” będzie znakiem firmowym chociażby Ryszarda Kapuścińskiego, opisującego w 1955 roku życie robotników w Nowej Hucie. Czy dzisiejsi chłopi poczuliby się skrzywdzeni próbą imitowania przez Reymonta ich charakterystycznej gwary? Dziś takie pytania stawia się coraz rzadziej. Z czasem kapitał kulturowy reportera i opisywanych przez niego bohaterów zaczął się zrównywać.

Najważniejszym dziełem w literackim dorobku Reymonta są rzecz jasna „Chłopi”, za co został uhonorowany Nagrodą Nobla, pokonując tuzy ówczesnej światowej literatury – Thomasa Hardy’ego, Maksyma Gorkiego, a zwłaszcza Tomasza Manna. Pokonanie autora „Czarodziejskiej góry” graniczyło wręcz z cudem, a jednak niemożliwe stało się realne.

Broń w wojnie polsko-polskiej

Pojedynek stulecia czyli husaria kontra szklane domy. Publicystyczne chochoły, na które warto się od czasu do czasu powołać.

zobacz więcej
Co ciekawe, Reymont wyciął z akcji swojej powieści najważniejszy element łączący go z Lipcami – stację kolejową (gdzie pracował jako dróżnik). Gdyby ta działała w sportretowanej wsi, nic nie stało na przeszkodzie, żeby uwikłana przez autora w miłosny trójkąt Jagna wsiadła do pociągu i uciekła z toksycznej relacji między Antkiem a Boryną. W ten sposób "uciekł" przecież sam Reymont…

Zmysł obserwacji

Niezwykły, ale z pewnością niedoceniony zmysł obserwacji reporterskiej miał także urodzony 15 listopada 1895 roku w Warszawie, polski pisarz żydowskiego pochodzenia – Antoni Słonimski.

Był w polskiej literaturze jednoosobową instytucją o wielu artystycznych twarzach. Błyskotliwym poetą, genialnym i ciętym felietonistą, krytykiem teatralnym, inteligenckim łącznikiem między dwudziestoleciem międzywojennym a nową komunistyczną Polską, której bardzo chciał uwierzyć; wreszcie – promykiem nadziei w szarych czasach gomułkowskich.

Był szefem niepokornego nie tylko wobec władzy, ale i wobec swojego środowiska, młodego Adama Michnika. To on go przygarnął, czyniąc z dysydenta i bezrobotnego historyka swojego sekretarza. Michnik po dziś dzień podkreśla, że wyciągnięta wtedy przez Słonimskiego dłoń była dla niego ratunkiem.

Podobnie jak Reymont, także i Słonimski ma w dorobku reportaże. Publikował w latach 30. XX wieku „listy z podróży” do ZSRS, Brazylii, państw basenu Morza Śródziemnego czy Ameryki. Ukazywały się one w „Wiadomościach Literackich”.

Szczególnie ciekawy wydaje się opis podróży do Związku Sowieckiego. W reportażu tym Słonimski skrupulatnie notuje rozmach, z jakim totalitarne państwo wytarło ślady świetności carskiego imperium.


Fragment o Petersburgu (ówczesnym Leningradzie) zaczyna wierszem:

Został tu zapach starych czasów
Tu w krześle, wsparty o poduszki
Bezsenną spędzał noc Niekrasow
Tam pod oknami chodził Puszkin.

W wierszu Słonimskiego spotykają się stara i nowa epoka. Zresztą i sam poeta miał okazję przyjrzenia się kilku etapom polskich dziejów. Bożyszcze przedwojennej Warszawy podzielił los emigrantów, by wrócić po wojnie do nie swojego już państwa – nowej Warszawy wstającej z gruzów i do zupełnie nowego ładu społecznego.

Komunistyczna rewolucja nie była pierwszą, która wywracała dotychczasowe hierarchie. Przypomnijmy przypadek niejakiego Kaczmarka stającego się Kaczmarskim – tak barwnie przedstawionego przez Zdzisława Kuźniara w filmie „Ziemia obiecana”.

Ziemia obiecana poza czasem

Powieść, na podstawie której powstał świetny film Andrzeja Wajdy stała się znakiem rozpoznawczym Reymonta. Dziełem ponadczasowym. Jej uniwersalny charakter idealnie wybrzmiał w okresie polskiej transformacji. Pojawiły się nawet próby pisania jej kontynuacji – jedną z nich, przenosząc akcję do Łodzi z początku lat 90. podjął genialny tłumacz – Maciej Świerkocki. Z tą różnicą, że pod koniec XX wieku z Łodzi znikał przemysł, a pojawiły się „usługi”.

Przejście do gospodarki postfordowskiej, podobnie jak u Reymonta, nie mogło nastąpić bez ofiar. Po nowej rewolucji zostały pustostany, zlikwidowane zakłady i niejedna złamana kariera. Tematy proszące się o ponowne uchwycenie filmowym okiem.
Wspomnienie Antoniego Słonimskiego, cz.1
Za pośrednictwem Andrzeja Wajdy spojrzenie Reymonta na świat „miasta włókniarzy” zostało docenione także za granicą. Najpierw była nominacja do Oscara w 1975 roku dla filmu Wajdy. Później powstał obraz Paula Thomasa Andersona „Aż poleje się krew”, w którym reżyser portretował Kalifornię z początków XX wieku. Film Andersona pełen jest statycznych długich ujęć, w których widać jedynie szyby naftowe i słychać pracujące maszyny. Przywołuje to na myśl obraz Wajdy i powieść Reymonta.

Wiersz arcypolski

Czy jest coś porównywalnego w dorobku Słonimskiego? Czy jest on w stanie czymś równie uniwersalnym się pochwalić? Otóż, w tym starciu jego bronią może być poezja, a zwłaszcza jeden wiersz, choć będzie to wiersz arcypolski.

Podczas II wojny światowej pisarz przebywał na emigracji. Na początku w Paryżu, później w Londynie. Wtedy postanowił napisać – on polsko-żydowski kosmopolita i lewicowy liberał – jeden z najbardziej patriotycznych wierszy w historii Polski XX wieku.

„Alarm” powstał w 1940 roku. Strofy narodziły się podczas kampanii wrześniowej. Antoni Słonimski niezwykle poetycko maluje obronę miasta w 1939 roku. Poruszają sentymentalne frazy na końcu utworu:

Słyszę szum nocnych nalotów.
Płyną nad miastem.
To nie samoloty.
Płyną zburzone kościoły,
Ogrody zmienione w cmentarze,
Ruiny, gruzy, zwaliska,
Ulice i domy znajome z dziecinnych lat,
Traugutta i Świętokrzyska,
Niecała i Nowy Świat.
I płynie miasto na skrzydłach sławy,
I spada kamieniem na serce. Do dna.
Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy.
Niech trwa!

Przedziwna to rzecz, gdy kosmopolita staje się autorem na wskroś patriotycznego dzieła, a narodowy tradycjonalista swą powieścią przekracza polskie granice.

Wielcy ironiści

Gdy zastanawiamy się nad żywotnością twórczości tych pisarzy, można znaleźć zaskakującą cechę wspólną. To właśnie ironia, sarkazm, a także dystans do samego siebie. „Nieznany wczoraj i lekceważony nawet przez rodaków – napisał po przyznaniu Nagrody Nobla Władysław Reymont – dzisiaj muszę przybierać pozę i twarz sławnego człowieka. Czy to nie warte śmiechu? Stałem się od razu dumą swojego narodu. Rodacy gotowi jeszcze czytać moje książki!”.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


A Antoni Słonimski dopowiada:

Po mego życia trudach jeśli
Na jakieś względy zasłużyłem,
Nie chcę, by moją trumnę nieśli
Ci właśnie, których nie znosiłem.


I tak oto przedziwni, a zarazem wybitni pisarze na przeciwstawnych antypodach polskości, rozmijając się często, dopełniają i tworzą literacką całość.

–Mikołaj Mirowski

Władysław Reymont – Antoni Słonimski
Obejrzyj wszystkie odcinki „Pojedynków stulecia”:
Zdjęcie główne: Fotografie (od prawej) Władysława Reymonta (NAC/IKC) oraz Antoniego Słonimskiego (Zygmunt Janiszewski/TVP/East News)
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Śmierć superbohatera, czyli Elvis Presley wiecznie nieżywy
Umiera w skrajnej samotności. Ale nikt nie lubi, kiedy umiera superbohater.
Kultura Najnowsze wydanie
Patriotyczne superprodukcje trzymają się mocno
O historii można opowiadać świeżo i ekscytująco.
Kultura Najnowsze wydanie
Zbuntowani przeciw abstrakcji
Rozmyśla o genezie naszego gatunku, malując jak pierwotni artyści na ścianach groty Lascaux.
Kultura wydanie 29.07.2022 – 5.08.2022
Monroe i Miller. Jak intelektualista stracił zmysły
Znajomy żartował: „Wasze dzieci będą miały urodę Arthura i rozum Marilyn”.
Kultura wydanie 29.07.2022 – 5.08.2022
Opowieści okrutne jak życie
To sadystka, wampir, dusicielka. I to się widowni podoba.