Rozmowy

Mit rycerski się zdemokratyzował. Nawet dzielnie walczący buldog może być dżentelmenem

Rycerz musiał umieć gardzić zarówno życiem (nie za wszelką cenę warto żyć, a na pewno nie w zniewadze), jak i stroną praktyczną życia. A także jego stroną logiczną. Rycerska etyka jest kluczowym argumentem w dyskusji przeciwko użyteczności. My natomiast żyjemy w świecie bezczelnie funkcjonalnym – mówi socjolog kultury Marcin Darmas.

TYGODNIK.TVP.PL: W mijającym roku na ekranach polskich kin mogliśmy oglądać film „Człowiek, który zabił Don Kichota” Terry’ego Gilliama. Prace nad tym opus magnum – sam autor tak nazywa swój film – trwały ponad dwie dekady i odwołują się do mitu rycerza. Czy dla współczesnego człowieka ten mit to już jednak nie abstrakcja?

MARCIN DARMAS:
Opus magnum oznaczałoby, że Gilliam już nic lepszego nie nakręci! Byłaby to wielka szkoda… To w ogóle ciekawe, że wątki rycerskie tak często pojawiają się w jego filmach. Choćby w obrazie „Fisher King”, gdzie Gilliam na poły z politowaniem, a na poły z powagą traktuje rycerskość. Drużynę rycerską w „Fischer King” tworzą różne męty i odrzutki nowojorskiego Central Parku, kloszardzi i opętani…
Gillian uchwycił głęboką myśl: etos rycerski wraz z wiekiem XX się zdemokratyzował. Rycerzem może być każdy, nawet ktoś będący na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Robert Ashley, autor najbardziej znanej w świecie anglosaskim definicji honoru, w ogóle nie turbuje się przynależnością stanową człowieka honoru. Podkreśla jego, by tak rzecz, wieczną dwoistość – poczucie własnej wartości oraz reputację.

Źródło: GutekFilm/YouTube

Największy bodaj zarzut, jaki można postawić temu obrazowi to, że nie jest on adaptacją Cervantesa, a filmem o samym Gilliamie. O jego zmaganiach z materią, dylematach związanych z kreowaniem historii. Nie sądzi pan?

To prawda. Wiara Gilliama w ważność honoru osobistego – choć jej przejawy były często absurdalne, a czasem tragiczne – jest głęboka. Gilliam naśmiewa się co prawda z arystokratycznej powagi etosu rycerskiego. Ale gdy koncepcję honoru uwolni się od arystokratycznej buty i skłonności do gwałtu, zostanie w niej coś, co pomaga człowiekowi zachować osobistą prawość i szerzyć wzajemne zaufanie w stosunkach społecznych.

Sowiecki superman pośród jadowitych żmij

Jeśli wielu widzi w Goebbelsie protoplastę współczesnego PR-owca, równie dobrze można uznać Stalina za ucieleśnienie „mądrego psychopaty”, który zajmuje dziś kierownicze stanowiska w korporacjach.

zobacz więcej
W filmowym Don Kichocie rzeczywiście obowiązują anachroniczne narracje. Gilliam podkreśla jeden z fundamentów etosu rycerskiego: to, co najistotniejsze dla człowieka – zarówno jego wzloty i upadki – jest „poza nim”. Przygody jakby się Don Kichotowi przytrafiają. Przychodzą z zewnątrz.

Tymczasem dziś mówi się inaczej: wszystko jest w samym człowieku. Świetnie o tym pisze w „Kulturze indywidualizmu” socjolog, prof. Małgorzata Jacyno. Nie chcemy przygody, chcemy terapii. Szaleństwa wyobraźni należy więc wytępić podczas terapii grupowych, korzystając z farmakologii czy praktykując mętnie pojmowane religie wschodu. Z wymogów etosu rezygnujemy, tak jak rezygnujemy z innych elementów, które przez lata jednoczyły Zachód.
Gilliam wspomina w wywiadach, że pokazując don Kichota i jego ponadczasowość, chciał przemówić do młodzieży, przekonać ją, aby walczyła o lepszy świat. Tyle tylko, że ta młodzież raczej go nie słucha – tworzy swoje wirtualne światy, niekiedy obrażając się na świat rzeczywisty. Czy mit Don Kichota ma jeszcze rację bytu w epoce internetu?

Don Kichot jest ponadczasowy. Jest figurą par excellence szaleńca, który przeczytaną literaturę, obojętną ideę, wziął dosłownie i ją ożywił. „Roił sobie o tym wszystkim, co wyczytał w książkach, zarówno o czarach, jak i potyczkach, bitwach, pojedynkach, ranach, zalotach, miłości, burzach i niemożliwych głupotach, a tak bardzo zakorzeniły mu się one w wyobraźni, że stał się prawdą ogrom tych wyśnionych wymysłów, o których czytywał, bo dla niego żadne inne historie na świecie nie były prawdziwsze” – tak charakteryzuje go Cervantes.


Zdarza się przecież, że dziś młodzież za rzeczywistość uznaje gry komputerowe. Efekty są wtedy bardziej opłakane niż w przypadku Don Kichota.

Film Gilliama jest tak naprawdę traktatem o „powołaniu”. Nie ma większego skarbu, twierdzi reżyser, niż porządkujące życie „powołanie”. Wbrew klasycznym interpretacjom dzieła Cervantesa, Don Kichot nie zwariował ani nie był rycerzem straconej sprawy, on tylko wyparł rzeczywistość, stał się eskapistą. Szlachcic z la Manchy rzeczywistość omija szerokim łukiem. Dlaczego? Ponieważ prawda zabija. Tylko potwór, twierdzi rumuński filozof Emil Cioran, może widzieć rzeczy takie, jakie one są. Człowiek potrzebuje odrobiny złudzeń, wiary i powołania.
Jonathan Pryce w roli Javiera, starego szewca, któremu wydaje się, że jest Don Kichotem Fot. Mat. Prasowe
Czyli dla Don Kichota ten eskapizm jest dobry. Sęk w tym, czy dobro powinno przeważać nad prawdą.

Don Kichot woli pozostać przy idei, niż przy psującej wszystko rzeczywistości. Tak jak grecki hoplita, dla którego wyjście z falangi jest najgorszą ujmą.

Przypomnijmy sobie historię, którą zapisał Herodot. Kallikrates podczas bitwy z Persami pod Platejami zostaje trafiony strzałą w bok. Herodot uznał za stosowane uściślić, iż w fatalnym momencie obywatel helleński „stał spokojnie w szeregu”. Strzała perskiego łucznika dosięgnęła go z zaskoczenia, gdy przygotowywał się do walki. Herodot przeciwstawia Kallikratesa Aristodemosowi, weteranowi termopilskiej rzezi, gdy „Trzystu” chwalebnie zginęło. Zginęli jednak w szyku, zwarci, z bronią w ręku, nie oddając skrawka ziemi. Kallikrates natomiast żyłby „obarczony hańbą i wzgardą”, bo złamał kardynalną zasadę greckiej sztuki wojennej – zginąć dzielnie, gdy nie sposób wygrać, ale pod żadnym pozorem nie opuszczać szyku. Aby zmyć z siebie hańbę, Kallikrates znów więc opuszcza szyk, ale tym razem aby poszukać śmierci, spojrzeć jej prosto w oczy.
Źródło: GutekFilm/YouTube

Wymagający wzór. Możliwy do pojęcia dla współczesnego człowieka?

Tradycyjnie rycerz musiał umieć gardzić zarówno życiem (nie za wszelką cenę warto żyć, a na pewno nie w zniewadze), jak i stroną praktyczną życia. A także jego stroną logiczną. Rycerska etyka jest kluczowym argumentem w dyskusji przeciwko użyteczności. My natomiast żyjemy w świecie bezczelnie funkcjonalnym.

Etos rycerski mówi nam: Proste rozwiązania są nieciekawe, niezbyt eleganckie, po prostu niegodne.

Dlaczego Grecy ery klasycznej odmawiali używania łuku? Bowiem życie, utrzymane – by tak rzec – za pomocą „wybiegów” jest niegodne obywatela Hellas. Jak pisze André Maurois, Anglicy „o małym buldogu, który stawia się dużemu psu, mówią z całą powagą: To gentleman”.

U nas w Polsce jakieś zręby etosu nadal obowiązują, choćby w stosunku do kobiet – otaczanie je troską.

Skoro już mówimy o naszym kraju, to trudno nie wspomnieć o „Ethosie rycerskim” Marii Ossowskiej.

Rzeczywiście, Ossowska akcentuje dwa ciekawe elementy. Po pierwsze: przestrzeganie wartości pozaracjonalnych nadaje człowiekowi godności. Wartości, dodajmy, zewnętrznych wobec kondycji człowieka. Po drugie: etos w wieku XX się zdemokratyzował. Jak mówiłem, nawet dzielnie walczący buldog może być dżentelmenem.

Klątwa don Kichota i polityczne science fiction. Kino dla długodystansowców

Rekordzistą jest film, który kręcono 29 lat.

zobacz więcej
Nie ma pan wrażenia, że dziś brakuje narracji opisującej współczesny świat przesycony nowymi technologiami i mediami społecznościowymi?

Nie zgadzam się. Jest kilka ciekawych propozycji. Zarówno literackich i filmowych. Choćby proza Michela Houellebecqa. Świetnie pokazująca jak współczesna technologia przeobraża wspólnotę w stowarzyszenie. Relacje emocjonalne tak charakterystyczne dla rodzin i grup sąsiedzkich, zostają zastąpione przez stosunki intelektualne. Człowiek współczesny stosunki z bliskim deleguje – nasze relacje są coraz częściej kontraktowane z długą listą warunków, wektorów, stopni. To bardzo niepokojące. W „Braciach Karamazow”, umierający starzec Zosima rzuca en passant: „Zapewniają, że świat coraz bardziej się zespala, że zespala się ku braterskiemu obcowaniu, ponieważ skraca odległości, myśli przenosi powietrzem. Niestety, nie wierzcie takowemu zespoleniu ludzi”.

– rozmawiał Michał Chudoliński

Marcin Darmas jest socjologiem kultury, dziennikarzem. Adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z „Teologią Polityczną”, „Rzeczpospolitą” oraz Frondą LUX. Autor książki „Obywatel rycerz. Zarys socjologii filmu”.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Terry Gilliam (na zdjęciu w czasie madryckiej premiery) filmowi poświęcił 25 lat. Fot. Getty Images
Projekt marzeń Terry’ego Gilliama

„Człowiek, który zabił Don Kichota” to zwariowana komedia, a jednocześnie projekt marzeń Terry’ego Gilliama, któremu reżyser (nakręcił także m.in. „Monty Python i Święty Graal”, „Brazil”, „12 małp”, „Fisher King”, „Parnassus”) poświęcił 25 lat życia. W tym czasie nad filmem pracowali m.in. Johnny Depp, Ewan McGregor, Jack O’Connell, Robert Duvall, Michael Palin.

Ostatni klaps padł, po wielu zawirowaniach, pod koniec 2017 roku. Ostatecznie główne role zagrali: Adam Driver, Olga Kurylenko, Jonathan Pryce oraz Stellan Skarsgård.

„Człowiek, który zabił Don Kichota” opowiada alternatywną wersję historii błędnego rycerza.

Znudzony reżyser reklam (Adam Driver) zostaje wysłany na plan filmowy do Hiszpanii. Wskutek zaskakującego zbiegu wydarzeń, trafia do małej wioski, gdzie jeden z mieszkańców (Jonathan Pryce) żyje w przekonaniu, że jest Don Kichotem.
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nie włączyli się w system zbrodni. Pomogli Polakom przetrwać...
Dyrektor Instytutu Pileckiego: Nasze społeczeństwo dojrzało do tego, aby dziękować.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Śląsk. Poetyka hałdy i smogu
– Centrum? To getto uciekinierów z prowincji, którzy starają się przykryć własną przeszłość płachtą zapomnienia – mówi prof. Marian Kisiel.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Niemcy karali Polaków, i to ostrzej niż Żydów
Powojenna konstytucja Niemiec zawiera dwa artykuły, które miały chronić zbrodniarzy wojennych – twierdzi historyk Bogdan Musiał, autor książki „Kto dopomoże Żydowi...”
Rozmowy Poprzednie wydanie
„Leśniczówka” rozwinęła mnie aktorsko
Reżyser nie robi mi uwag przez krótkofalówkę, bo wie, że mogę nie usłyszeć – mówi Iwona Cichosz, aktorka i tłumaczka Polskiego Języka Migowego.
Rozmowy wydanie 31.05.2019 – 7.06.2019
Plakat z kowbojem to mój sukces
Największą głupotą, za którą odpowiada osobiście Lech Wałęsa, było rozwiązanie Komitetów Obywatelskich – mówi Janina Jankowska.