Kultura

Korupcja, kastowość, głupota. Tropiciele układów

Tadeusz Dołęga-Mostowicz i Witold Gombrowicz to pisarze z dwóch, bardzo odległych od siebie literackich galaktyk. Pierwszego nazywa się pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym, drugiego uważa za geniusza pióra. Czy coś łączy autora „Kariery Nikodema Dyzmy” z twórcą „Ferdydurke”? Który z nich pośmiertnie ma coś jeszcze Polakom do powiedzenia?

W czwartek 13 września o godz. 22.15 w TVP Kultura kolejny odcinek „Pojedynków stulecia”.

zobacz więcej
Gdy w dwudziestoleciu międzywojennym książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza rozchodziły się w wielotysięcznych nakładach, Gombrowicz był pisarzem uznanym, lecz niszowym. Kiedy autor „Znachora” pisał ostre filipiki przeciwko sanacji, twórca „Ferdydurke” pasjonował się maskami, gębami i złożonością ludzkiej natury.

W 1939 roku Dołęga-Mostowicz walczył w kampanii wrześniowej, miesiąc wcześniej Gombrowicz wsiadł na pokład liniowca płynącego do Argentyny. Autor „Trans-Atlantyku” przeorał polską literaturę, a twórcę „Profesora Wilczura” mimo poczytności nie lokuje się w pisarskiej pierwszej lidze. Czy sprawiedliwie?

Dziennikarska dociekliwość

Tadeusz Dołęga-Mostowicz przyszedł na świat w 1898 roku na witebszczyźnie. Kresową młodość przerwała dopiero wojna polsko-bolszewicka (1919-1920) i wraz z nią idące pierwsze prawdziwe doświadczenie pokoleniowe w biografii młodego człowieka.

Czerwona inwazja idąca ze Wschodu sprawiła, że Mostowicz (przydomek Dołęga, zaczerpnął od rodzinnego herbu matki dopiero w latach 20., żeby przydać sobie nieco szlacheckości) porzucił studia prawnicze w Kijowie i przyjechał do Warszawy. Zaciągnął się na ochotnika do wojska i wziął udział w wojnie jako kawalerzysta (Gombrowicza służba ominęła ze względu na problemy zdrowotne – po latach autor „Pornografii” napisał: „Natura moja powołała mnie do pewnych specjalnych zadań i rozwinęła we mnie cechy nie mające z wojskiem nic wspólnego”).

Godna podziwu patriotyczna postawa? Mogłaby dziwić patrząc na celebrycki status, jaki Dołęga-Mostowicz zyskał w II Rzeczypospolitej i to, co on sam mówił o swojej twórczości. „Ja nie piszę, ja zarabiam” – zwykł mawiać w czasach największej prosperity, czym dość jasno pokazywał swój prostolinijny stosunek do toczących się wielkich sporów o polską literaturę.

O co więc walczył Dołęga-Mostowicz z szablą w dłoni w starciach z Armią Czerwoną? Czy chodziło o prawo do tworzenia literatury po swojemu? O chęć zerwania z pisarstwem konstruującym wielkie narracje i budującym siebie na wzór wyspy osobnej? Jak się później okaże, był on pisarzem na wskroś politycznym. Ale może do odczytania jego twórczości, potrzebny jest jeszcze inny, zazwyczaj niezauważany klucz?

Autor „Znachora” zakończył służbę wojskową w 1922 roku i osiadł w stolicy, gdzie zatrudnił się jako zecer w drukarni „Rzeczpospolitej”. Następnie piął się po redakcyjnych szczeblach, otrzymując reporterskie zlecenia, a z czasem zostając pełnoprawnym dziennikarzem. Pisał o wszystkim, a jego dosadny, publicystyczny język znajdował licznych zwolenników.
W 1980 roku Dołęga-Mostowicz zyskał drugie życie dzięki doskonałej adaptacji „Kariery Nikodema Dyzmy” w reżyserii Jana Rybkowskiego i genialnej kreacji aktorskiej Romana Wilhelmiego, który wcielił się w tytułowego bohatera. Fot. TVP
Problemy pojawiły się w roku 1926, gdy na skutek przewrotu majowego do władzy powrócił Józef Piłsudski, a Dołęga-Mostowicz za nic nie zamierzał stępić swojego ostrego pióra. Na łamach chadeckiej „Rzeczpospolitej” wprost pytał o los generała Włodzimierza Zagórskiego, który był oskarżany o wydanie rozkazu bombardowania pozycji piłsudczyków podczas walk bratobójczych w 1926 roku.

Zagórski został najpierw internowany, później był przetrzymywany w wileńskim więzieniu, a w sierpniu 1927 roku w niewyjaśnionych okolicznościach słuch o nim zaginął. Najprawdopodobniej został zabity za przyzwoleniem otoczenia Marszałka.

Dołęga-Mostowicz za swoją dziennikarską dociekliwość w tej sprawie musiał zapłacić wysoką cenę. Miesiąc po zaginięciu Zagórskiego został dotkliwie pobity przez „nieznanych sprawców” (przypomnijmy sobie scenę z „Kariery Nikodema Dyzmy”, gdy podobne „zlecenie” składa główny bohater powieści) i wyrzucony do rowu, gdzieś na warszawskich rogatkach.

Pisarz niechybnie by zginął, gdyby nie przypadkowy przechodzień. To podczas rehabilitacji narodził się Tadeusz Dołęga-Mostowicz, którego znamy z kart popularnych i jednych z najbardziej poczytnych powieści dwudziestolecia międzywojennego. Człowiek, który nie mogąc wykonywać zawodu dziennikarza, zdecydował się zostać prozaikiem.

Powyższe wypadki każą jednak zadać pytanie, czy Dołęga-Mostowicz czasem nie przyprawił sobie „gęby” popularnego „pisarza dla kucharek” tylko po to, by móc skuteczniej uprawiać antypiłsudczykowskie filipiki. Niezależnie od tego jaka była prawda, autor „Doktora Murka” pozostawił nam w spadku publicystykę, która jest pełną polotu krytyczną analizą sanacji. „Był to człowiek, który atakował rzeczywistość społeczną bez żadnego określonego programu – pisał prozaik Jerzy Broszkiewicz – ale walił w to, co można nazwać sanacyjną strukturą Polski, walił na odlew i bez gęsiej skórki na karku”.

Geniusz z „Ziemiańskiej”

W tym czasie młodszy o sześć lat Witold Gombrowicz herbu Kościesza (urodził się w 1904 roku w Małoszycach pod Opatowem) kończył studia prawnicze. Jednak na jego literacki debiut przyjdzie jeszcze poczekać. Dopiero w 1933 roku ukazały się „Pamiętniki z okresu dojrzewania”, lepiej znane pod powojennym tytułem jako „Bakakaj”.

Pierwsza wprawka literacka Gombrowicza zwiastuje jego późniejsze obsesje i fascynacje (przede wszystkim „opętanie” na punkcie Formy), ale nie zyskuje literackiego rozgłosu. Głosy opinii publicznej podzieliły się na umiarkowanych zwolenników jego twórczości i zdecydowanych jej przeciwników. Nie zabrakło recenzji sugerujących dziwny stan psychiczny autora.

Broń w wojnie polsko-polskiej

Pojedynek stulecia czyli husaria kontra szklane domy. Publicystyczne chochoły, na które warto się od czasu do czasu powołać.

zobacz więcej
Dlatego też prawdziwym wejściem na literackie salony była dopiero wydana w 1937 roku „Ferdydurke”. To ten utwór utorował mu drogę do pisarskiego parnasu. O tym, jak świetną i nowatorską była ta powieść, najlepiej świadczą słowa Brunona Schulza.

„Od dawna odwykliśmy w naszej literaturze – pisał w swej recenzji autor „Sklepów cynamonowych” – od zjawisk tak wstrząsających, od wyładowań tej miary, co powieść Witolda Gombrowicza »Ferdydurke«. Mamy tu do czynienia z niezwykłą manifestacją talentu pisarskiego, z nową i rewolucyjną formą i metodą powieści i w końcu z fundamentalnym odkryciem, z aneksją nowej dziedziny zjawisk duchowych, dziedziny bezpańskiej i niczyjej, na której dotychczas hulał tylko nieodpowiedzialny żart, kalambur i nonsens”.

Młody Witold Gombrowicz stał się wtedy bywalcem kawiarni „Ziemiańska”, w której dyskutował z ówczesną śmietanką literacką Warszawy. „Wchodziło się z ulicy w ciemność, w jakąś okropną zupę z dymu i z zaduchu, z której to otchłani wyzierały zdumiewające oblicza usiłujące coś wykrzyczeć i wygestykulować w powszechnym szumie” – zanotuje później we „Wspomnieniach polskich”.

Unikał tematów politycznych i stał się specjalistą od literatury, a w prasie można było znaleźć jego recenzje i eseje. Na łamach „Słowa” ukazała się też jego fascynująca korespondencja z Brunonem Schulzem. Dodajmy, nieludzko inteligentna wymiana myśli, której poziomu dziś w polemikach prasowych ze świecą by szukać.

„Długi czas myślałem, jaką by tu myślą wystrzelić w Ciebie dobry Bruno, lecz na żadną nie mogłem wpaść, aż dopiero wczoraj wpadłem na myśl żony pewnego doktora, spotkanej przypadkowo w osiemnastce. – Bruno Schulz – powiedziała – to albo chory zboczeniec, albo pozer; lecz najpewniej pozer. On tylko udaje tak. – Powiedziała i wysiadła – bo akurat tramwaj przystanął przy Wilczej. Strzelam więc w Ciebie myślą tej kobiety. Notyfikuję publicznie, oficjalnie i formalnie Twej osobie, iż żona lekarza ma Cię za wariata lub pozera” – pisał Gombrowicz, rozpoczynając słynny, epistolarny spór o „doktorową z ulicy Wilczej”.

Prozaik był w tamtym czasie popularny, ale w swojej wąskiej literackiej branży. Krotochwilny, lecz zwracający uwagę na poważniejsze problemy natury ludzkiej. Szukający własnej pozycji w środowisku pisarskim i nie szukający jednak taniego poklasku. Z jednym, małym wyjątkiem…

W 1939 roku ukazała się w odcinkach powieść „Opętani”. Przedstawiała ona historię mezaliansu pomiędzy panną z dobrego domu a trenerem tenisa, z wątkiem sensacyjnym i parapsychologicznym w tle. Sam Witold Gombrowicz mówił o niej właśnie jako o „powieści dla kucharek” – zresztą publikował ją pod pseudonimem, a do autorstwa przyznał się wiele lat później, już na emigracji.
Czy dzieło to było efektem żartu czy chęci zarobienia łatwych pieniędzy? A może – jak twierdzi Joanna Siedlecka – książka została napisana z zazdrości o sukces… Dołęgi-Mostowicza? Czyżby młody geniusz z „Ziemiańskiej” chciał w jakimś sensie dorównać wykpiwanemu przez zawistnych pisarzowi-celebrycie?

W tamtym czasie autor „Doktora Murka” był milionerem. Wynajmując sześciopokojowe mieszkanie w Pałacu Rembielińskiego na rogu Pięknej i alei Ujazdowskich, woził się białym buickiem, przekonując, że „woli buicka od pomnika”.

Ostatni odcinek „Opętanych” ukazał się w prasie 3 września 1939 roku. Jeszcze tego samego miesiąca – kapral podchorąży Dołęga-Mostowicz zginął w miasteczku Kuty przy granicy polsko-rumuńskiej od przypadkowych kul wystrzelonych z radzieckiego czołgu. A przecież mógł bez problemów wykręcić się od wojska, zwłaszcza, że było to wojsko sanacyjne. Ze swoją pozycją i pieniędzmi po prostu by wyjechał, jak uczyniło to jego wielu kolegów po piórze, w tym… Gombrowicz.

Wielkie ekranizacyjne porażki

Światowa popularność Witolda Gombrowicza przypadła dopiero na lata 60. Wtedy to ukazały się dwa francuskie wydania jego fundamentalnych i genialnych powieści: „Pornografii” i „Kosmosu”. Drukiem wychodzą również „Dzienniki”, które dla wielu krytyków literatury uchodzą za najwybitniejsze dzieło pisarza. Zresztą nie ma chyba zbytnio sensu rozwodzić się nad tym, jak ogromne znaczenie i jak wielką wartość dla polskiej literatury niesie ze sobą twórczość Gombrowicza.

Niech posłużą do tego słowa innych wybitnych postaci polskiej kultury. „Dzieło Gombrowicza jest pomnikiem prozy polskiej” – powiedział Czesław Miłosz. Z kolei jeden z wybitniejszych reżyserów teatralnych Jerzy Jarocki stwierdził jednoznacznie, że „dzisiejszy polski teatr podszyty jest Gombrowiczem”. Krytyk literacki Jan Błoński oznajmił zaś: „Gombrowicz pozostał pisarzem – i człowiekiem – który za żadną cenę nie chciał poddać samego siebie (...) poddać własnej wyobraźni i oryginalności (...) obojętnie jakim ludziom, bóstwom, społeczeństwom czy doktrynom. Można i należy dodać: nie chciał także poddać własnej kultury, zgodzić się na drugorzędność gruntu, z którego wyrósł”.

Wielkości Gombrowicza nie podważyła X muza, choć na tym polu adaptacje jego powieści okazywały się dla tych, którzy je podejmowali wielkimi porażkami. Nie sprostał „Ferdydurke” Jerzy Skolimowski, a „Pornografia” Jana Jakuba Kolskiego nie okazała się arcydziełem.

Dyzma forever

Jak na tym tle prezentuje się Dołęga-Mostowicz? Za jego literacki debiut uznaje się utwór „Sen pani Tuńci” z 1925 roku. Jednak pierwszą poważną powieścią była „Ostatnia brygada” – pamflet na tzw. czwartą brygadę, czyli różnego rodzaju karierowiczów robiących lukratywne interesy w obrębie obozu władzy, podszywając się pod weteranów Legionów Piłsudskiego.

Żeromski niezrozumiały? Nieczytany? Nudny? Zawiły? Trudno

Po roku 1989 część krytyków literackich wyczekiwała nowego „Przedwiośnia”. Zamiast tego czytaliśmy o gwałcącym własną matkę pijanym więźniu, kobiecie, której z pleców wyrastały skrzydełka lub miała dwie łechtaczki.

zobacz więcej
Utwór został dostrzeżony, choć nie cieszył się wielkim powadzeniem. Natomiast pierwszą książką dającą Dołędze-Mostowiczowi ogromny sukces była „Kariera Nikodema Dyzmy”. Traktowana później jako jego opus magnum. Po tym sukcesie właściwie każda z kolejnych powieści stawała się większym lub mniejszym bestsellerem.

Później do tego doszły również ekranizacje książek, których w II RP było aż osiem. Większość wyreżyserowana przez Michała Waszyńskiego, jedną z ważniejszych postaci przedwojennej kinematografii.

Do twórczości Dołęgi-Mostowicza przylgnęła łatka powieści prostych i pisanych dla zarobku. Czy nie jest ona krzywdząca? W 1980 roku autor „Doktora Murka” zyskał drugie życie dzięki doskonałej adaptacji „Kariery Nikodema Dyzmy” w reżyserii Jana Rybkowskiego i genialnej kreacji aktorskiej Romana Wilhelmiego, który wcielił się w tytułowego bohatera.

Zresztą i inne jego powieści w drugiej połowie XX wieku były udanie ekranizowane, jak choćby „Znachor” Jerzego Hoffmana. Należy też dodać, że Dołęga-Mostowicz antycypował rzeczywistość wykraczającą poza polskie podwórko.

Świadczy o tym światowa kariera powieści „Wystarczy być” Jerzego Kosińskiego. Napisana w 1968 roku historia Chance’a O’Grodnicka opowiada o człowieku, który na skutek szczęśliwego splotu okoliczności trafia w środowisko waszyngtońskich elit. Przed nimi wygłasza liczne, nieskomplikowane opinie dotyczące – jakże by inaczej – ogrodnictwa, które brane są za metafory dotykające świata polityki.

Choć Kosińskiemu plagiatu nie udowodniono, to na pewno mocno wzorował się on na powieści Dołęgi-Mostowicza. W 1979 roku „Wystarczy być” zostało przeniesione na srebrny ekran, a główną rolę zagrał Peter Sellers, za co dostał nominację do Oscara.

Gęby, formy, korupcja, kastowość

Gombrowicz i Dołęga-Mostowicz poważnie się od siebie różnili. Ale jedna rzecz ich łączy – uniwersalizm. To niesamowite możliwości reinterpretacyjne twórczości obydwu pisarzy.

Dziś, w XXI wieku w powszechnym obiegu stosujemy kategorie stworzone na kartach powieści Gombrowicza. To on w szerszym sensie ukuł termin „układ” pojęty jako sieć powiązań środowiskowych i towarzyskich, które wpychają nas w pewne utarte, będące swoistym uwikłaniem, normy postępowań. Gombrowicz nazywa taki stan rzeczy „gębą”, a trudną do zerwania zależność od niego – „formą”.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Z kolei Dołęga-Mostowicz, choć zanurzony w pewnej konkretnej polityczno-społecznej rzeczywistości II RP, wnikliwie analizujący jej przejawy, także jest ponadczasowy. Czy korupcja, kastowość, głupota połączona z wiarą w wyjątkowość dzierżących władzę elit – nie są stare jak świat?

–Mikołaj Mirowski
Tadeusz Dołęga-Mostowicz – Witold Gombrowicz
Obejrzyj wszystkie odcinki „Pojedynków stulecia”:
Zdjęcie główne: Tadeusz Dołęga-Mostowicz i Witold Gombrowicz. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Najnowsze polskie filmy chętnie opowiadają o czasach PRL
Twórcy chcą historię traktować jako kostium dla współczesnych dyskusji, lęków i konfliktów.
Kultura Poprzednie wydanie
Przyśpieszony kurs przemian obyczajowych
„Teściowie” są znakomici. „The End” zjada własny ogon. „Czarna owca” jest gdzieś pośrodku.
Kultura wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Człowiek, który wymyślił piekło
700 lat po śmierci Dantego świat czci jego geniusz, ale podąża w kierunku dokładnie przeciwnym, niż wskazywał włoski poeta.
Kultura wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Francuzi opłakują w Belmondo swoją niegdysiejszą wielkość
Żyje jeszcze drugi francuski idol: Alain Delon, ale z nim mają relację o wiele mniej kumpelską.
Kultura wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Co Gołas czytał z mankietów i czym popijał nalewkę o poranku?
Wielu pamięta go z filmów, wszyscy – z kabaretowej piosenki „W Polskę idziemy”.