Cywilizacja

Nie podają ręki nauczycielom, dziennikarzom, politykom. Nakaz religijny czy pogarda dla niewiernych

Gdy Farah tłumaczy: „Wierzę w Boga, co w Szwecji jest rzeczą rzadką, i powinnam móc nadal to robić, skoro nikomu nie szkodzę” – trudno odmówić jej słuszności. Rzecz w tym, że sami muzułmanie nie są zgodni co do tego, czy islam faktycznie zabrania kontaktu fizycznego z ludźmi odmiennej płci. Król Arabii Saudyjskiej nie miał problemu z uściśnięciem dłoni Melanii Trump.

Rzecz dzieje się w Uppsali. Tu mieszka 24-letnia Farah Alhajeh, obywatelka Szwecji, muzułmanka i tu stara się o pracę tłumaczki w miejscowym biurze Semantixu, jednej z największych firm translatorskich Skandynawii. Zostaje zaproszona na rozmowę. Gdy jednak przedstawiciel firmy podaje jej rękę, Farah nie wyciąga swojej. Nie może dotknąć ręki obcego mężczyzny. Przyciska więc tylko dłoń do serca i pochyla głowę.

To koniec rozmowy – ale nie koniec sprawy. Farah uznaje, że są podstawy, by zwrócić się do rzecznika ds. dyskryminacji. Biuro rzecznika radzi, by wystąpiła do sądu. Sąd zaś orzeka, że firma z Uppsali nie miała prawa jej tak potraktować, i przyznaje Farah odszkodowanie: 40 tys. koron (4350 euro).

Sprawa staje się głośna (piszą o niej media na całym świecie), bo wyrok jest precedensowy. W wielu krajach Europy Zachodniej przez ostatnie lata wiele się działo na styku świata chrześcijańskiego i islamskiego.

Toczyły się procesy i zapadały werdykty dotyczące wieszania krzyży w salach szkolnych i budynkach publicznych. Ogromne emocje budziły kwestie związane z wystawianiem bożonarodzeniowych jasełek, urządzaniem szopek, stawianiem choinek i śpiewaniem kolęd. Przyjmowano przepisy, które zakazywały zasłaniania twarzy, a więc noszenia burek i nikabów, i karano mandatami kobiety, które do zakazów się nie stosowały.
Muzułmanie, którzy nie chcą podać ręki ludziom odmiennej płci, odwołują się do względów religijnych. Na zdjęciu: Muzułmanki w czasie południowej modlitwy w berlińskim meczecie. Fot. Getty Images/Omer Messinger
Ale spór o uścisk ręki to nowe, dopiero zarysowujące się pole konfliktu czy może nawet wojny religijnej i kulturowej. A wyrok z Uppsali oznacza poparcie jednej strony sporu i zarazem otwarte dokonanie wyboru wartości, pokazanie, które z nich są ważne i zasługują na ochronę. Co jednak z drugą stroną?

Wolność religijna tylko dla muzułmanów

W odróżnieniu od wszystkich pozostałych, ten nowy spór ma bardzo specyficzny charakter. Nie jest jednoznaczny. W tej sprawie – trudno tego nie dostrzegać, nawet jeśli z obawą obserwuje się postępy islamu w Europie – racje są w jakiejś mierze podzielone.

Gdy Farah mówi BBC: „Wierzę w Boga, co w Szwecji jest rzeczą rzadką, i powinnam móc nadal to robić, skoro nikomu nie szkodzę” – trudno odmówić jej słuszności.

Odważyli się zamknąć drzwi przed imigrantami. Zamierzają też zrobić spis Cyganów

Czy organizacje humanitarne finansowane przez George’a Sorosa współpracują z przemytnikami ludzi?

zobacz więcej
Muzułmanie, którzy nie chcą podać ręki ludziom odmiennej płci, odwołują się do względów religijnych. Dowodzą, że w myśl zasad islamu kontakt fizyczny z kimś spoza najbliższej rodziny jest zabroniony. To zaś rodzi pytanie, czy należy kruszyć kopie o coś, co w gruncie rzeczy nie stanowi wielkiego problemu.

To przecież zupełnie inna kategoria niż kwestia noszenia przez muzułmanki burek i nikabów, a więc zasłaniania twarzy. Niepodanie ręki nie oznacza zagrożenia dla bezpieczeństwa obywateli. Cóż szkodziłoby powiedzieć: Dobrze, jeśli to dla was tak ważne, róbcie jak uważacie.

Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że w laicyzujących się społeczeństwach Zachodu niewielu myśli takimi kategoriami. Wolność religijna to nośne hasło, w kontekście praw człowieka brzmi bardzo dobrze, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że powoli staje się właśnie pustawym hasłem. Mało komu chce się dziś występować w obronie swobód religijnych. Jak po sprawie Farah Alhajeh zauważył jeden z uczestników dyskusji internetowych w Szwecji, wolność religijna jest dziś rozumiana wybiórczo: jeżeli w ogóle ma być, to dla wyznawców islamu. Chrześcijanie są z tego wyłączeni.

W tym stanie rzeczy dla zwolenników idei postępu ponadprzeciętnego znaczenia nabiera drugi aspekt sprawy: kwestia równości płci i zwalczania dyskryminacji. Uchylanie się od podania ręki osobie odmiennej płci traktowane jest nie jako zwykły gest, w gruncie rzeczy bez szczególnego znaczenia, lecz jako naruszenie tych najświętszych zasad.
Europejskie szkoły też muszą się mierzyć z problemami, które przynoszą muzułmańscy uczniowie. Na zdjęciu: szkoła w podlondyńskim Homerton. Fot. Getty Images/Gideon Mendel
Doskonale pojmują to sami zainteresowani, obeznani przecież z regułami obowiązującymi w świecie, w którym obecnie żyją. Farah Alhajeh podkreśla, że skoro nie może i nie chce podawać ręki mężczyznom, nie podaje jej także kobietom. W ten sposób godzi zasady swej religii i z zasadami ważnymi w społeczeństwie szwedzkim. To absurdalne, ale przynajmniej konsekwentne.

To nie pusty gest

Takim właśnie podejściem wykazała się dyrekcja szkoły w miasteczku Therwil koło Bazylei, gdzie przed dwoma laty wydarzyła się historia, która zbulwersowała całą Szwajcarię. Oto dwaj bracia, 14- i 15-letni, synowie imama z Bazylei, odmówili podania ręki nauczycielce. Co zrobiła szkoła? Dyrekcja zarządziła, że mają nie podawać ręki również nauczycielom, tak by wszyscy członkowie grona pedagogicznego byli traktowani jednakowo! Dzięki temu nikt nie doświadczy dyskryminacji i nikt nie będzie czuł się dotknięty.

Ta decyzja nie zamknęła sprawy, bo wydarzenia z Therwil stały się nieoczekiwanie zarzewiem ogólnonarodowej dyskusji, w której głos zabierali wszyscy: od przedstawicieli władz lokalnych i oświatowych po członków rządu i parlamentu. Dotyczyła ona – tu dochodzimy do kolejnego aspektu sporów o uścisk dłoni – sfery kultury i tradycji.

Bo uścisk dłoni to nie jest zwykły gest bez znaczenia, lecz – jak to ujęła minister sprawiedliwości Simonetta Sommaruga – „część kultury i codziennego życia Szwajcarii”. Szczególnie w szkołach, gdzie nauczyciele, zgodnie z uświęconą tradycją, witają uczniów podaniem ręki. Jest to widomy wyraz wzajemnego szacunku.
Tegoroczny koniec ramadanu świętowało w Birmingham blisko 140 tys. muzułmanów. Fot. Reuters/ Henry Nicholls
Dwaj muzułmańscy chłopcy pokazali zatem czarno na białym, że daleko im do bycia Szwajcarami. Dla ich rodziców sprawa okazała się brzemienna w skutki. Władze wstrzymały proces przyznawania im obywatelstwa, a wobec powstałych wątpliwości postanowiono też zbadać, czy ojciec, który przyjechał z Syrii w 2001 roku, otrzymał azyl zgodnie z prawem.

Kwiaty zamiast uścisku

Sprawa Farah Alhajeh sprawiła, że posypały się informacje o analogicznych przypadkach z innych krajów. Najwięcej jest ich w Europie Północnej, być może dlatego, że kwestia równości jest tam traktowana najbardziej ortodoksyjnie. Okazuje się, że wyznawcy islamu nie chcą podawać ręki nauczycielom, urzędnikom, dziennikarzom w programach telewizyjnych i politykom – nie bez konsekwencji.

Najpoważniejsze poniósł Yasri Khan, członek szwedzkiej Partii Zielonych, i to w chwili, gdy miał otwartą drogę do jej gremiów kierowniczych. Świetlane perspektywy legły jednak w gruzach, gdy w telewizji nie chciał podać ręki dziennikarce. „W naszej partii nie ma miejsca dla kogoś, kto nie wita się z kobietą tak jak z mężczyzną”, wyjaśniła Stina Burgstrom, deputowana Zielonych, na łamach dziennika „Aftonbladet”. Takie podejście to kwintesencja ideologii partii, która ma dwupłciowe kierownictwo – na jej czele stoją kobieta i mężczyzna.


Odnotujmy inne przypadki. W belgijskim mieście Mechelen ceremonię ślubną przerwano, bo panna młoda nie chciała uścisnąć ręki urzędnika stanu cywilnego. We Francji naczelny sąd administracyjny podtrzymał ostatnio cofnięcie decyzji o przyznaniu obywatelstwa Algierce, która podczas ceremonii nadania go nie chciała podać ręki urzędnikowi. Choć od 10 lat mieszka we Francji z mężem Francuzem, nie jest, zdaniem sądu, „dostatecznie zasymilowana”. W Norwegii islamski działacz Fahad Qureshi w studiu telewizyjnym wręczył bukiet kwiatów Sylvi Listhaug, minister ds. imigracji i integracji, ale jej wyciągniętą dłoń uparcie ignorował.

Prawdziwie szokuje jednak to, co zaszło w jednej z prywatnych szkół Berlina. Oburzona nauczycielka, gdy imam nie chciał podać jej ręki, zarzuciła mu mizoginię i niezrozumienie zasad życia w Niemczech. Szkoła uznała za stosowne przeprosić... imama. Wina przecież, stwierdzono, leży wyłącznie po stronie nauczycielki, która „naruszyła jego prawa religijne”.

Pakiet zasad dla nowych obywateli

Niezależnie jednak od okoliczności i skutków wszędzie przewijają się te same fundamentalne pytania: o potrzebę integracji i asymilacji imigrantów, o warunki, których spełnienia mają prawo oczekiwać – czy wręcz się domagać – Europejczycy, o granice tolerancji, o wolność religijną, o to wreszcie, czy przybysze ze świata islamu mają prawo formułować jakieś oczekiwania.

Hidżab na Krupówkach, burkini w aquaparku i jagnię hallal na grillu. Islam pod Giewontem

– Gdzie nie spojrzeć przyjezdni z Bliskiego Wschodu – mówią mieszkańcy Podhala.

zobacz więcej
No i o szacunek. W świecie Zachodu uścisk dłoni ma wymiar symboliczny: przypieczętowuje zawarcie umowy, kończy spory i waśnie. Odtrącenie wyciągniętej ręki jest odbierane jako wielka obraza. Ale czy w innych kulturach też tak jest? Muzułmanie wyjaśniają przecież, że nie mają złych intencji, a ręka złożona na piersi i skłonienie głowy to właśnie przejaw szacunku.

Linia podziałów na tym polu nikogo rzecz jasna nie zaskoczy: obóz postępu i poprawności demonstruje daleko posuniętą ustępliwość, podczas gdy konserwatyści obstają przy stawianiu warunków. Jak stało się w zeszłym miesiącu w Danii, gdzie parlament – z inicjatywy konserwatystów i antyimigranckiej Duńskiej Partii Ludowej, ale głosami wszystkich ugrupowań – przyjął ustawę o obywatelstwie, nakazującą nowym obywatelom Danii między innymi podawanie ręki każdemu, poczynając od uczestników ceremonii nadania obywatelstwa.

„Pakiet zasad dla nowych obywateli obejmuje ceremonię, podczas której deklaruje się lojalność wobec państwa i ściska dłonie obecnym. Bo my w Danii podajemy sobie ręce” – wyjaśnił Naser Khader, rzecznik konserwatystów. Khader, urodzony w Syrii, popiera zakaz noszenia burek i jest za integracją muzułmanów – której sam jest żywym świadectwem.

Król wywołał zgorszenie

Zresztą sami muzułmanie nie są zgodni co do tego, czy islam faktycznie zabrania kontaktu fizycznego z ludźmi odmiennej płci. Na przykład Abdel-Hakim Ourghi, dyrektor Instytutu Teologii Islamskiej we Fryburgu, uważa, że podejście radykałów nie ma uzasadnienia w religii. „W całym Koranie – powiedział rozgłośni Deutsche Welle – nie ma ani jednej linijki, która zakazywałaby mężczyźnie przywitania się z kobietą. Witanie się uściskiem dłoni jest oznaką szacunku. Odmowa to przejaw pogardy”.
Napływ tysięcy muzułmanów do Europy zapewne przyda tym sporom ostrości. Jak bardzo, trudno, przynajmniej na razie, ocenić. Bo przecież kilkanaście – a niechby nawet kilkadziesiąt – przypadków takich jak opisane to w gruncie rzeczy kropla w morzu w stosunku do kilku milionów muzułmanów żyjących w Europie. Ilu spośród nich uchyla się od podania ręki? Nie wiadomo, ale nic nie wskazuje na to, by było to zjawisko powszechne.

Zauważmy przy tym, że opisane historie dotyczą tylko kilku krajów, i zapewne nie dzieje się to przypadkiem. Być może ich mieszkańcy są – z różnych zresztą powodów – szczególnie wyczuleni na gest odrzucenia wyciągniętej ręki.

W Danii i Szwajcarii wyraźnie pierwszoplanowa jest kwestia asymilacji imigrantów. Mieszkańcy tych krajów nie bez racji oczekują, że ci, którzy chcą żyć wśród nich, dostosują się do miejscowych obyczajów. Reakcje w Szwecji, Norwegii czy Niemczech pozwalają sądzić, że w grę wchodzi kwestia ortodoksyjnie pojmowanej równości, czyli po prostu poprawności politycznej.

W charakterze puenty zamieśćmy więc informację o zgorszeniu, jakie wśród radykalnych muzułmanów ze Szwecji wywołał naganny – ich zdaniem – postępek króla Arabii Saudyjskiej. Oto podczas wizyty Donalda Trumpa król Salman bin Abdul Aziz uścisnął dłoń Melanii Trump! „W imię Boga, podajesz rękę w taki sposób?” – pytano z oburzeniem na instagramowym koncie Islamiskt, przypominając, że „uściśnięcie dłoni osoby odmiennej płci jest ściśle haram (zabronione) i sam Prorok nie tylko nigdy tego nie robił, ale też zakazywał wiernym”. Czy te uwagi dotarły do władcy kraju, który intensywnie wspiera obecność islamu w świecie – nie wiadomo.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Czy zaczęła się wojna cywilizacji?
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem
W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyzwolenie na przemoc wobec białych
– Nasi pragną swojej ziemi! – elita polityczna RPA otwarcie zachęca do wywłaszczania białych farmerów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wielkie oszustwa. Nauka to nie tylko arena wiekopomnych odkryć…
Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką
Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!
Cywilizacja wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy Niemcy bez Angeli Merkel będą niebezpieczni dla Europy?
Zamordowała ojca. Uśpiła Niemców. Metoda polityczna Angeli Merkel