Cywilizacja

Klasówka z polnych duchów? Neopoganie jak katolicy

Ignas, Eigintas, przestańcie gadać! Ostatni raz pytam: jak ma na imię bóg mórz, Bankutys czy Praamžius? Egle, pamiętaj: na środę referat o Vakarinė! I uprzedzam całą klasę: będę pytała ze wszystkich duchów polnych, od Nuogalisa do Raudongerklisa, nie myślcie sobie, że przez Zimowe Przesilenie wam się upiecze…

To, co powyżej, to na razie taka trochę political, a trochę pedagogical fiction, „Wspomnienia niebieskiego mundurka” skrzyżowane z Pratchettem. Ale w rozpoczynającym się, a najdalej w przyszłym roku szkolnym można już będzie usłyszeć podobny monolog znużonej nauczycielki w niejednej litewskiej szkole.

Wileński Sejmas czeka tylko na opinię ociągających się trochę komisji, by ostatecznie przegłosować oficjalnie uznanie neopogańskiego związku religijnego Romuva za oficjalnie uznaną wspólnotę religijną. Szanse są duże – podczas debaty w maju tego roku za posunięciem tym opowiedziało się 67 posłów przy 10 głosach sprzeciwu (19 wstrzymało się od głosu).

Od chwili uznania zaś „rodzimowiercy” będą cieszyć się nieporównanie większymi przywilejami niż sto kilkadziesiąt małych związków wyznaniowych, zarejestrowanych przez litewskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Na wniosek rodziców będą mogli prowadzić zajęcia z religii w szkołach państwowych i prowadzonych przez samorządy, udzielać ślubów bez potrzeby ich dodatkowego sankcjonowania przez administrację państwową i nabywać na własność ziemię, na której wznoszą świątynie.

Mogą też liczyć na przyznanie czasu antenowego, prowadzenie ordynariatu w wojsku, ulgi podatkowe i szereg innych przywilejów, jakimi zwykle cieszą się „duże” wspólnoty religijne, w rodzaju paszportów dyplomatycznych dla wysokich rangą duchownych.

Religia młodych i wykształconych

Współczesna Litwa jest znacznie bardziej zróżnicowana wyznaniowo niż Polska. Jej „krajobraz religijny” stanowi wzruszającą pamiątkę po Rzeczypospolitej Wielu Narodów: dzięki protekcji patrona Litwy, św. Kazimierza, rzymskich katolików jest nadal blisko 80 procent, ale drugą co do wielkości grupę wyznaniową stanowią bracia prawosławni obediencji moskiewskiej, trzecią – starowierzy, potem zaś postępują luteranie oraz ewangelicy reformowani, późni dziedzice magnackich protektorów kalwinizmu.
Uroczystość zaślubin w kościele Romuvy. Czy niebawem uzyska na Litwie status ślubu państwowego? Fot. Wikimedia/Mantas Masalskis
Po nocy komunizmu odrodziły się w tatarskich wioskach nieliczne wspólnoty sunnickie, bliżej granicy z Białorusią czynne są trzy parafie grekokatolickie, każdy zaś, kto po drodze do Wilna przejeżdżał przez Troki, pamięta o Karaimach. W Wilnie i Kownie w piątkowy wieczór jarzą się też światła w sześciu synagogach.

Mimo więc, że ok. jednej dziesiątej populacji nie deklaruje przynależności do żadnej wspólnoty religijnej – wiernych nie brakuje, tym bardziej, że po odzyskaniu wolności w roku 1990 na Litwie pojawili się też entuzjaści buddyzmu i hinduizmu, baptyści, adwentyści i wspólnota chasydzka Chabad Lubawicz.

Przez trzydzieści lat niepodległości tego rodzaju „małych wspólnot religijnych” pojawiło się blisko 900; większość okazała się efemerydami, w rejestrze Ministerstwa Sprawiedliwości znajduje się ich w tej chwili 161. Jak to się jednak stało, że właśnie wspólnota Romuvy, a nie prężne w innych krajach społeczności „drugiej fali reformacji” podjęła starania o uzyskanie wyższego rangą statusu, „zrównanie w prawach” z katolikami czy luteranami – i jest o krok od jego uzyskania?

Odpowiedzią jest po pierwsze dynamika: Romuva jest najszybciej rozwijającą się na Litwie wspólnotą religijną: w chwili jej oficjalnego zarejestrowania w roku 1991 liczyła nieco ponad tysiąc członków, dziś przynależność do niej deklaruje ponad 5 tysięcy. Taki wzrost o 400% sprawił, że liczebnie już dziś konkurują z Karaimami, najmniejszą z dziewięciu „dużych” wspólnot: mają też wszelkie dane na dalszy rozrost, biorąc pod uwagę, że do wspólnoty przystępują ludzie młodzi, stosunkowo zamożni, wykształceni i nierzadko wielodzietni. Ale równie, jeśli nie bardziej istotny jest fakt, że Romuva – w odróżnieniu od podobnych na pozór wspólnot neopogańskich, działających współcześnie praktycznie w każdym kraju (dawniej) chrześcijańskim – bardzo na serio odwołuje się do pamięci o początkach państwa litewskiego: w czasach, kiedy obserwujemy rozmywanie się tożsamości i przywiązania do państwa, dla polityków litewskich może to być zjawiskiem nie bez znaczenia.

Urzeczeni ludem

I pomyśleć, że jeszcze ćwierć wieku temu ruchy neopogańskie były ciekawostką, na myśl o których niepokój ogarniał tylko najbardziej skłonnych do zamartwiania się byle głupstwem duszpasterzy! Socjolodzy i etnografowie zacierali za to ręce: tematów do habilitacji tyle, że tylko rwać, tu neo-hellenizm, tam wnuki Druidów…

Większość tzw. szerokiej publiczności wzruszała ramionami, większe zainteresowanie tematem przejawiając raz do roku, gdy uznani fotoreporterzy publikowali materiały zdobyte podczas obrzędów Nocy Kupały, ze szczególnym uwzględnieniem rytualnej kąpieli w potoku. Z ich zdjęć można było jasno wywnioskować, że wyjątkowe upodobanie do rodzimowierstwa przejawiają młode, hoże niewiasty, osobliwie jasno- lub rudowłose.
Rytualny ogień rozpalony przez wyznawców kościoła Romuva. Fot. Wikimedia/Mantas Masalskis
Prawda okazuje się jednak odrobinę bardziej skomplikowana. Wbrew marzeniom i deklaracjom rodzimowierców, bardzo trudno mówić o zachowaniu ciągłości i pamięci między wspólnotami przedchrześcijańskich wyznawców a entuzjastami, którzy zaczęli pochylać się nad wierzeniami ludu u progu XIX wieku.

Oczywiście – na poziomie „low profile” trwały niektóre pieśni, obyczaje, zaklęcia, stare kobiety mruczały swoje mieszając zioła lub okadzając położnicę.

Wielu współczesnych badaczy i badaczek (szczególnie tych motywowanych duchem rewolty wobec „patriarchatu”) usiłuje odtwarzać takie zachowania i tradycje, rekonstruując z nich swoistą „kontrkulturową tradycję religijną”, przekazywaną z pokolenia na pokolenie przez „babki”, „zamawiaczki” i znachorki wbrew inkwizytorom, jezuitom i nauczycielom szkół powszechnych.

Póki jednak istnieje takiej świadomej siebie wspólnoty nie zostało udowodnione źródłowo, rozsądniej jest mówić o niespodziewanych owocach urzeczenia ludem i „pieśniami wieśniaczymi” które, jak wie każdy maturzysta, elity europejskie po raz pierwszy doznały na serio u progu Romantyzmu.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zaczynało się to niewinnie, przebierankami w stroje pasterskie i tworzeniem falsyfikatów w rodzaju słynnych „pieśni Osjana”. Kolejne roczniki romantyków coraz bardziej na serio szły jednak „w lud”, nasłuchując jego marzeń o zniesieniu pańszczyzny, ale i zaklęć i przyśpiewek.

Większość zadawalała się ich zapisywaniem, przetwarzaniem i „przepisywaniem” na atrakcyjne jedenastozgłoskowce lub mazurki: wielu jednak zaczynało na serio rozważać i porządkować opowieści o wiłach i dziwożonach, a niektórzy dochodzi do wniosku, że jest w tym prawda, zatarta, zafałszowana lub zniszczona przez „obce” chrześcijaństwo.

Eklektycy i dogmatycy

Co dopiero jeśli podobne wątpliwości podsycane były przez bliskie romantykom emocje polityczne, niechęć do sojuszu Tronu i Ołtarza! W pierwszej połowie XIX wieku poeci i badacze spisują i systematyzują wieśniacze bajania od Morza Północnego po Peloponez: tak narodzi się fińska „Kalewala” i dziesiątki innych eposów. Młody Mickiewicz spisuje rymowane legendy o Lizdejce i Żelaznym Wilku, młody Vuk Karadžić pieśni o rusałkach, pojących winem i wodą rycerzy na Kosowym Polu.

Przydało się jeszcze trochę rozczarowania Wiosną Ludów, trochę lektury Nietzschego i zrodzonego z niej przekonania o fałszu chrześcijaństwa, trochę zachwytu tężyzną nowych narodów, wkraczających pod koniec XIX wieku na europejską scenę – i poszło!

Pierwsze całkowicie nowoczesne „rodzimowiercze” ruchy powstają na początku XX wieku, albo na fali przebudzenia narodowego, albo – euforii po odzyskaniu niepodległości. Najbardziej znane są oczywiście podobne inicjatywy niemieckie, które doszły do głosu już w XIX wieku, w Polsce pamiętamy o „Zadrudze”.
Žemaičių Alkas, zrekonstruowany pogański "święty krąg" w mieście Šventoji na Litwie. Fot. Wikimedia
Ale naprawdę rodzimowierstwo rozkwitało, gdzie nie spojrzeć: na małej Łotwie mamy ruch „Dievturi”, powołany przez Ernestsa Brastiņša w roku 1925, na większych (choć okrojonych) Węgrzech entuzjaści taltosizmu, czyli szamanizmu, wczytują się w tym czasie w „Mitologię węgierską”, wielotomowe dzieło autorstwa Arnolda Ipolyi, biskupa (!) Oradei.

W tym samym czasie niektóre brytyjskie i francuskie emancypantki tańczą, trochę po omacku, przed menhirami druidów, a nordycy wszystkich krajów łączą się w snach o Walhalii (w miarę możliwości zinstrumentalizowanych przez Wagnera).

Drugie pokolenie rodzimowierców pojawi się, gdy tylko ucichną echa drugiej wojny światowej – i dziś dość wejść na strony Wikipedii, by przez długie godziny skakać po linkach między islandzkim ruchem Ásatrúarfélagið a entuzjastami rytów etruskich, odynitami z Katalonii a neo-wiccankami z Paryża.

Setki ruchów jednoczą się i dzielą, są wśród nich rytualiści i rekonstrukcjoniści, monoteiści i politeiści, eklektycy i dogmatycy – i naprawdę, trudno byłoby znaleźć wspólny im fundament inny niż przekonanie, że dokonują swoistej rekonkwisty, odtwarzając wiarę i wspólnotę z czasów przed nadejściem misjonarzy.

Przypadek Litwy pozostaje jednak szczególny również na tym niezwykle wielobarwnym tle. Przede wszystkim dlatego, że plemiona litewskie porzuciły pogaństwo dopiero pod koniec XIV wieku, najpóźniej z uznanych narodów europejskich.

Tańce, totemy, swawole

Ściślej, zostały zmuszone do jego porzucenia: z nadwiślańskiej perspektywy łatwiej pamiętamy o ślubie Jadwigi i Jagiełły, w litewskiej pamięci równie żywa jest jednak pamięć niepodległego, potężnego, a przy tym pogańskiego (choć tolerującego chrześcijan) państwa Mindoga, Giedymina, Kiejstuta i Olgierda, na wschodzie podbijającego plemiona ruskie i tatarskie aż po Krym, na północy – zmagającego się z najazdami Kawalerów Mieczowych oraz Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, szerzej znanego jako „Krzyżacy”.

Nie sposób było nie sięgnąć do tego dziedzictwa, dociekając dziejów litewskiej państwowości i kultury. Krzyżaccy komturzy, podobnie zresztą jak późniejsi o kilka pokoleń misjonarze, nie mieli w sobie powołania etnograficznego – co nieco jednak zachowało się w ich zapiskach i kronikach, dość, by zyskać pierwsze dość wierne wyobrażenie o wierze i obrzędach z czasów Giedymina, o kapłanach Krywe, świętych gajach i zaklęciach.

A czego nie udało się odnaleźć w pergaminach – przyszło szukać w zagrodach: filomaci i ich następcy wracali z naręczami zapisków. Nawet, jeśli pominąć zasługi młodego Adama i jego przyjaciół, od Tomasza Zana po Jana Czeczota, dla narodzin etnografii i mitografii „starożytnej Litwy” nie można nie wspomnieć o ich młodszym koledze – Teodorze Narbutcie.
Teodor Narbutt na zdjęciu autorstwa Maksymiliana Fajansa (1827-1890). Fot. Wikimedia
Od młodości zainteresowany „starożytnościami litewskimi”, już za filomackich czasów rozpoczyna na własną rękę prace wykopaliskowe i pisanie do gazet. Amatorskie „Pomniki do dziejów litewskich”, opublikowane w roku 1846 oraz dziewięciotomowe „Dzieje Litwy” (1835-1841) przyniosą mu sławę, europejskie uznanie i drugi już Order św. Anny, przyznany przez cara Mikołaja I (pierwszy otrzymał jeszcze od Aleksandra, za ufortyfikowanie Bobrujska przeciw najazdowi Napoleona. W „Pomnikach…” opublikował mnóstwo nieznanych dotąd światu średniowiecznych kronik i niemało własnych zmyśleń.

Teodor Narbutt, choć przez całe życie wierny Petersburgowi i „orientacji rosyjskiej”, nie uniknął polskiego losu: troje jego dzieci poszło do powstania styczniowego. Najstarszy syn, Ludwik Narbutt, pojmany wraz ze swą partią, został powieszony jeszcze w roku 1863. Zrozpaczony i osamotniony Teodor umarł w Wilnie w rok później nieświadom, że stał się ojcem historiografii, mitologii i wyobraźni litewskiej.

A potem to już poszło… Tańce, totemy i swawole, którym z przyjemnością, choć nie do końca na serio oddawano się w polskim Wilnie i litewskim Kownie przez całe Dwudziestolecie. W niedalekiej Kłajpedzie Wihelm Storost, filozof i poeta ze zgermanizowanej przed wiekami litewskiej rodziny odkrywał swoją tożsamość (i wiarę przodków) o której pisał pod pseudonimem Vilius Vydūnas.

Patriota poza systemem

Piękne panie wyszywały czepki na święta Užgavėnės (narodziny wiosny) i Rasos. Nie byłoby jednak Romuvy – nie byłoby zorganizowanej „rodzimowiary” litewskiej ze swoimi wiernymi, kapłanami, prześladowaniami i zapleczem intelektualnym – gdyby nie zmarły w roku 2014 Jonas Trinkūnas.



To on – student etnografii i filozofii – zdołał w połowie lat 60. dotrzeć do ostatnich wyznawców dawnych obrzędów, którzy zostali po dwudziestu latach wypuszczeni z łagru w Incie. Postawił sobie wówczas za cel ocalić wiarę dawnej Litwy – przeciw Sowietom.

Przez kilka pierwszych lat udawało mu się działać niemal legalnie, korzystając ze znanej i w Polsce przychylności komunistów wobec ludowych obrzędów, przyśpiewek i tradycji: stworzył najpierw studenckie koło naukowe, potem stowarzyszenie etnograficzne, wreszcie festiwal folklorystyczny.

Dopiero rosnąca popularność festiwalu, organizowanego w dniu przesilenia letniego, a zatem w Noc Kupały, zwróciła uwagę Sowietów. W roku 1971 stowarzyszenie zostało rozwiązane, a Jonas Trinkūnas z wilczym biletem wyrzucony z uczelni. Przez kolejnych dwadzieścia lat będzie się tułał, bez prawa do pracy i zameldowania, po obrzeżach Wilna.

Poszedł jednak tym samym w ślady filomatów - wbrew państwu, za to z poparciem patriotów, zbierał pamiątki, notował dawne obyczaje i obrzędy – na przekór sowietyzacji, na przekór rusyfikacji. Pokaźne grono inteligentów litewskich, przerażonych perspektywą wynarodowienia Litwy przez Moskwę, wspierało Trinkūnasa. Zdołał, w półkonspiracyjnych warunkach, działać „poza systemem”, wydając w samizdacie swoje zapiski, aż do upadku ZSRS.

Tropiciele masonów.
Specjalna grupa finansowana przez prymasa Polski

Komórka antymasońska Episkopatu stworzyła siatkę wywiadowczą i posługiwała się metodami przedwojennych służb specjalnych. Jej informatorami mieli być m.in. Władysław Bartoszewski i Wiesław Chrzanowski. Zespół doszedł do wniosku, że wolnomularze wywierają olbrzymi wpływ na życie polityczne w Polsce.

zobacz więcej
W naturalny sposób stał się jednym ze współzałożycieli Sajudisu, jednym z wielu współtwórców litewskiego państwa, przyłączając się wraz ze swoimi współwyznawcami do „łańcucha niepodległości”, jaki połączył trzy nadbałtyckie republiki i do kordonu, broniącego wieży telewizyjnej w Wilnie przed sowieckimi tankami. Nic dziwnego, że w roku 2013 otrzymał najwyższe odznaczenie litewskie, czyli Order Giedymina – i nikt, włącznie z przerażonymi perspektywą uznania Romuvy aktywistami katolickimi, nie odmawia mu patriotyzmu.

Święty krąg

Wniosek Romuvy rozpatrują jeszcze parlamentarne komisje Praw Człowieka oraz Bezpieczeństwa i Obrony. Zastrzeżeń można spodziewać się ze strony tej drugiej: podczas debaty w Seimasie oponenci podnosili kwestię ewentualnych rosyjskich inspiracji oraz niekorzystnych reakcji wspólnoty międzynarodowej. Kwestia jest już jednak praktycznie rozstrzygnięta.

– Komisja ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony zaakceptowała projekt [uznania Romuvy za wspólnotę religijną – red.]. Nie znam jeszcze harmonogramu jesiennej sesji parlamentu, ale w moim przekonaniu Romuva ma pełne prawo działania jako wspólnota religijna i nie wymaga to żadnych dalszych uzgodnień – powiedział Tygodnikowi TVP przewodniczący Komisji Arvydas Anušauskas, litewski historyk, zasiadający w Seimasie z ramienia chadecji.

Zdecydowała zapewne demografia i polityka: Žemaičių Alkas, czyli „święty krąg” wytyczony przez totemy bogów, wzniesiony na peryferiach, nomen omen, miasteczka Šventoji, czyli „Świętej”, na brzegu Bałtyku, odwiedzany jest przez coraz większe rzesze wyznawców. Można o nich z pewnością można powiedzieć, że są patriotami, gotowymi do czynnej obrony niepodległości Litwy.

– Wojciech Stanisławski
Konflikt o Wileńszczyznę
Zdjęcie główne: Większe zainteresowanie tematem ruchów neopogańskich do niedawna przejawiało się raz do roku, gdy uznani fotoreporterzy publikowali materiały zdobyte podczas obrzędów Nocy Kupały. Białoruś, rok 2015. Fot. REUTERS/Vasily Fedosenko
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem
W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyzwolenie na przemoc wobec białych
– Nasi pragną swojej ziemi! – elita polityczna RPA otwarcie zachęca do wywłaszczania białych farmerów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wielkie oszustwa. Nauka to nie tylko arena wiekopomnych odkryć…
Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką
Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!
Cywilizacja wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy Niemcy bez Angeli Merkel będą niebezpieczni dla Europy?
Zamordowała ojca. Uśpiła Niemców. Metoda polityczna Angeli Merkel