Felietony

Agresorów było dwóch. Jeden wyszedł z tego w glorii wybawiciela ludzkości. Nigdy nie poniósł kary

Komu przeszkadza Muzeum II Wojny Światowej? Jego narracja na pewno obnaża różnice dzielące Niemców i Rosjan w ocenie przeszłości. Ci pierwsi wciąż demonstracyjnie chodzą w worach pokutnych, ale po cichu chętnie by zwalili część winy za wywołanie wojny na tych drugich. Zaś w Rosji obarczanie ZSRR taką współodpowiedzialnością traktowane jest jako bluźniercze głoszenie negacjonizmu historycznego, które może skutkować nawet więzieniem.

Muzułmanie w Zakopanem. Poganie rosną w siłę. Antykomuniści z dziada pradziada. Spis treści Tygodnika TVP (nr 41)

Królewskie kochanki, domowe nauczanie, wymierający mężczyźni, podziemny rock w Sowietach, wojna zaczęła się w Tczewie.

zobacz więcej
Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku od początku swojego istnienia wywołuje w Polsce kontrowersje. Pomińmy polityczne tło konfliktu o tę placówkę. Chodzi bowiem głównie o spór ideowy, którego przedmiotem jest sam pomysł, żeby opowiedzieć o globalnym konflikcie z perspektywy wszystkich narodów, a nie tylko Polaków.

Nie ma co ukrywać: jeśli chodzi o dramatyczne wydarzenia z lat 1939-1945, to mamy w Polsce określone oczekiwania wobec świata. Chcemy, żeby na to, co się wtedy stało, ludzie patrzyli wszędzie poprzez pryzmat głównie naszego bohaterstwa i naszej martyrologii.

Czujemy się bowiem największą ofiarą wojny. A jeśli tak, to wyzbyty polonocentryzmu uniwersalizm przyświecający twórcom MIIWŚ przesłania wyjątkowość naszych rodzimych doświadczeń. Skądinąd takie podejście przypomina żydowski stosunek do przeszłości: traktowanie Holokaustu jako katastrofy, z którą nie można porównywać cierpień innych narodów.
W roku 2017 nowe szefostwo gdańskiego muzeum postanowiło dokonać w nim zmian. Miały one iść w kierunku dowartościowania daniny polskiej krwi. Ale ekspozycję główną nadal cechuje ujęcie uniwersalistyczne, o czym miałem okazję się przekonać podczas wizyty w MIIWŚ w trakcie sierpniowego urlopu.

Musimy pracować w czapkach z daszkiem

Zastałem tu narrację, że największą ofiarę poniosły Niemcy i Związek Sowiecki! – mówi dr Karol Nawrocki, historyk, nowy dyrektor Muzeum II Wojny Światowej.

zobacz więcej
Gdy zwiedzałem kolejne pomieszczenia gdańskiej placówki, towarzyszyło mi dojmujące poczucie, że obcuję nie z historią Polski, ale z historią powszechną. I dobrze. W zaprezentowanej wizji dziejów niemało miejsca poświęcono choćby niedoli narodów azjatyckich pod okupacją Japonii, która traktowała je ze szczególnym okrucieństwem.

Jaki jednak jest główny przekaz gdańskiej placówki? W roku 1939 wojnę wywołały dwa państwa totalitarne. To, że od roku 1941 Związek Sowiecki toczył krwawe walki z III Rzeszą, by następnie znacząco się przyczynić do jej pokonania, nie zmienia faktu, iż na czerwonym imperium zaciążyła współodpowiedzialność za ogrom popełnionych zbrodni.

W tym kontekście rezultaty wojny jawią się jako niesprawiedliwe. Jeden z agresorów wyszedł z niej bowiem – niezasłużenie – w glorii wybawiciela ludzkości od jarzma faszyzmu i nazizmu. ZSRR nie poniósł kary za udział w wywołaniu wojny, natomiast w strefie jego wpływów znalazła się duża część Europy – w tym takie kraje, jak Polska czy Rumunia, a więc zaatakowane przez Sowietów w latach 1939-1940.

Paradoksalnie taka narracja antagonizuje dwa państwa, które dziś – jak to nieraz w historii bywało – dążą do zbliżenia. Chodzi o Niemcy i Rosję.

I tu warto przypomnieć zarzuty formułowane pod adresem koncepcji MIIWŚ już wtedy, gdy instytucja ta dopiero powstawała. Pojawiały się głosy, że gdańskie muzeum będzie iść w sukurs tym tendencjom niemieckiej polityki historycznej, które usiłują rozmyć odpowiedzialność narodu niemieckiego za wybuch i przebieg drugiej wojny światowej.

W uproszczeniu argumenty krytyków można streścić następująco: z koncepcji MIIWŚ można wysnuć wniosek, że to nie Niemcy walczyli z Polakami, lecz jacyś źli żołnierze mordowali jakichś dobrych cywilów – a przynależność narodowa i państwowa jednych i drugich schodzi na dalszy plan.
Paliwa do formułowania takich zarzutów dostarczali sami twórcy gdańskiej placówki. W roku 2008 na łamach periodyku „Przegląd Polityczny” ukazał się tekst Pawła Machcewicza i Piotra M. Majewskiego „Muzeum II Wojny Światowej. Zarys koncepcji programowej”. Autorzy pisali w nim między innymi: „Ukazanie wojny przez pryzmat losów żołnierzy, jeńców, więźniów obozów, robotników przymusowych czy ogółu ludności cywilnej stanowić będzie, jak sądzimy, najbardziej uniwersalny i zrozumiały dla wszystkich zwiedzających przekaz – niezależnie od ich narodowości. Taka perspektywa niesie też w sobie głęboko pacyfistyczne przesłanie, zgodnie z ideą Muzeum”.

Złamały życie milionów ludzi. Stały po stronie zła. Zmagały się ze sobą. Nie warto przymykać oka na jeden totalitaryzm

W debacie publicznej powinno się sprawiedliwie, mniej więcej po równo, rozdzielać argumenty krytyczne względem komunizmu i nazizmu – mówi prof. Bogdan Szlachta.

zobacz więcej
I właśnie z tym przesłaniem – budzącym entuzjazm choćby polityków niemieckiej chadecji, którzy upominają się o uhonorowanie niemieckich „wypędzonych” jako rzekomych ofiar polskiego i czechosłowackiego rewanżyzmu – zdaje się polemizować obecne szefostwo MIIWŚ. Nie polemizuje ono natomiast z narracją o dwóch winowajcach wojny.

W krajach Unii Europejskiej narrację te zwalczają środowiska lewicowe, które z pobudek ideologicznych nie godzą się na stawianie znaku równości między Związkiem Sowieckim a III Rzeszą. Strzegą one bowiem ugruntowanego po wojnie poglądu, że o ile nazizm stawiał sobie wyłącznie eksterminacyjne cele, to komunizm zrodził się z moralnie szczytnych pobudek (odsyłam do rozmowy na ten temat z Bogdanem Szlachtą „Nie warto przymykać oka na jeden totalitaryzm” w bieżącym wydaniu Tygodnika TVP).

Natomiast w Rosji obarczanie ZSRR współodpowiedzialnością za wywołanie wojny traktowane jest jako bluźniercze głoszenie negacjonizmu historycznego, które może skutkować nawet więzieniem.

I właśnie dlatego narracja MIIWŚ obnaża różnice dzielące Niemców i Rosjan w ocenie przeszłości. Ci pierwsi bowiem wciąż demonstracyjnie chodzą w worach pokutnych, ale po cichu chętnie by zwalili część winy na tych drugich.

Nie od dziś w naszym kraju pojawiają się obawy, że Niemcy i Rosja dążą do uczynienia z Polski wspólnego kondominium. Ekspozycja główna MIIWŚ pokazuje, że polityka historyczna jest tym polem, na którym interesy tych dwóch państw są jednak rozbieżne.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Listopad 1940 roku, Berlin. Komisarz ludowy Związku Sowieckiego Wiaczesław Mołotow (z lewej) z wizytą u Adolfa Hitlera (z prawej). Widoczni: marszałek Wilhelm Keitel (z tyłu, z prawej), radca poselstwa Walther Hewel (z tyłu, z lewej), radca-tłumacz ambasady Hilger (w środku). Fot. NAC
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Żaby
Andrzej Krauze komentuje dla portalu tygodnik.tvp.pl.
Felietony Najnowsze wydanie
Wspiera Putina i Cerkiew, podtrzymuje pamięć o ZSRR. Strażnik...
Nikitę Michałkowa oburza, że Rosjan określa się mianem „okupantów”. – Okazuje się, że okupowaliśmy republiki bałtyckie, okupowaliśmy Ukrainę – grzmiał reżyser.
Felietony Najnowsze wydanie
Serena
Rysunki Piotra Młodożeńca na portalu tygodnik.tvp.pl.
Felietony Poprzednie wydanie
Dla reklamy
Andrzej Krauze komentuje dla portalu tygodnik.tvp.pl.
Felietony Poprzednie wydanie
Green
Rysunki Piotra Młodożeńca na portalu tygodnik.tvp.pl.