Cywilizacja

Rosja „zgubiła” pocisk z atomowym napędem. Putin buduje nową, cudowną broń czy „latający Czarnobyl”?

Prezydent Władimir Putin zatrwożył świat informacją o zaawansowanych pracach Rosji nad sześcioma niezwykle nowoczesnymi rodzajami broni, które mają zniwelować techniczną przewagę Stanów Zjednoczonych. Ale – jak mówią eksperci – „przekoloryzował”. Rosyjska armia to dziś techniczny skansen, albo udana „maskirowka”.

Amerykańska stacja telewizyjna CNBC, powołując się na informacje wywiadu poinformowała, że Rosjanie „zgubili” nad Morzem Barentsa skrzydlaty pocisk nowego typu, zaopatrzony w silnik atomowy, a znany pod kryptonimem Buriewiestnik. Precyzyjnie rzecz ujmując, rakieta ma mieć dwa napędy: konwencjonalny, używany w trakcie jej startu, i jądrowy, uruchamiany już po tym, jak osiągnie wysokość przelotową. I właśnie problemy z „przełączeniem” napędów miały być ponoć źródłem niepowodzenia. Przy czym nie pierwszej, ale już czwartej próby.

Powołując się na raport wywiadu dziennikarze stacji telewizyjnej dowodzą, że wszystkie próby przeprowadzone między listopadem 2017 a lutym tego roku zakończyły się katastrofą. Najdłuższy dystans, jaki udało się pociskom pokonać, to 35 kilometrów, a w innym przypadku kontrolę nad rakietą utracono już po 2 minutach. Przy czym teraz dochodzi nowy problem, bo nowa broń zaginęła w wodach morza i rosyjskie siły zbrojne przygotowują się do operacji jej odnalezienia.

Ale rosyjscy eksperci spekulują, że może już nie ma czego szukać, bo wcześniej rakietę mogli znaleźć Amerykanie, wysyłając w ten rejon atomową łódź podwodną „Jimmy Carter”, zaopatrzoną w specjalistyczne urządzenia do poszukiwań. A mają zarówno sprzęt, jak i fachowców koniecznych do tego, by taką operacje przeprowadzić.

Podsłuch na super tajnym kablu

Eksperci Moskwy przypominają przy tym słynną operację, przeprowadzoną przez amerykańską marynarkę wojenną jeszcze w 1971 roku, a polegającą na umieszczeniu specjalnego urządzenia podsłuchowego na super tajnym i strategicznym kablu, łączącym rosyjską bazę morską w Pietropawłowsku Kamczackim z dowództwem. Wówczas, przez 10 lat, najbardziej tajne informacje rosyjskiej floty dalekowschodniej były przechwytywane przez Navy. I teraz może być w sumie podobnie, jak argumentują, bo nikt nie wierzy, że informacja o zaginionym pocisku ot tak sobie pojawiła się w amerykańskiej stacji telewizyjnej.

Kreml skupuje dolary i gromadzi oszczędności. Czy już powinniśmy zacząć się bać?

Po co rosyjskim władzom tyle pieniędzy i dlaczego tak szybko dążą do odbudowania rezerw, że nie troszczą się ani o perspektywy wzrostu gospodarki, ani o nastroje społeczne?

zobacz więcej
Kreml całą sprawą najwyraźniej jest zakłopotany, bo indagowany przez dziennikarzy Dmitrij Pieskow, rzecznik Władimira Putina, odesłał media po odpowiedzi do resortu obrony. Ale tam też milczą. Bo co mają powiedzieć, skoro jeszcze w marcu ówczesny wiceminister obrony, a obecnie wicepremier odpowiadający za sektor zbrojeniowy i kosmiczny generał Jurij Borysow mówił, że rakieta pomyślnie przeszła wszystkie testy, w trakcie których potwierdziła swe parametry i jest gotowa do produkcji.

Sprawa jest dla Moskwy tym bardziej niezręczna, że o zaawansowanych pracach nad cudowną rosyjską bronią mówił krótko przed wyborami sam prezydent Putin, w swym wystąpieniu przed Radą Federacji Rosyjskiej. Zatrwożył wówczas świat, informując aż o sześciu projektach, których celem jest zbudowanie nowych rodzajów broni. Wszystkie miały być albo już zakończone, albo bardzo zaawansowane i miały zniwelować techniczne przewagi Stanów Zjednoczonych. A tym samym – udowodnić Waszyngtonowi, że wyścig zbrojeń jest bez sensu, bo Moskwa jest na wszystko przygotowana.

Przywoływani eksperci zastanawiali się, czy – delikatnie sprawę ujmując – rosyjski prezydent trochę nie koloryzuje, mówiąc o nowych typach uzbrojenia, bowiem są one raczej niesprawdzonymi, występującymi bardziej w PowerPoint niźli w rzeczywistości pomysłami. Byli nawet tacy sceptycy, którzy nazywali rakietę z atomowym napędem „latającym Czarnobylem”. I mówili, że próby jej budowy, podjęte jeszcze za czasów ZSRR, to ślepa uliczka, bo Amerykanie podobny program, znany pod kryptonimem Pluto, uznali za nierokujący i zakończyli już na przełomie lat 50. i 60. zeszłego wieku.

Hindusi nie zapłacą za „beznadziejnie przestarzałe”

Sytuacja, jak to się mówi, jest dynamiczna, ale eksperci już zwracają uwagę, że to nie pierwszy w ostatnich tygodniach sygnał, płynący z rosyjskiego sektora zbrojeniowego, a mówiący o tym, że nie jest z nim tak dobrze, jak by można sądzić na podstawie propagandowych audycji. W swoim czasie rosyjska armia określiła swe priorytety, uruchamiając wraz z przedstawicielami sektora cztery najistotniejsze projekty zbrojeniowe: budowy nowego myśliwca piątej generacji Su-57, pancernej platformy wsparcia czołgów „Kurchaniec”, transportera opancerzonego „Bumerang” oraz cudo – czołgu „Armata”.
Rosja, Niżny Tagił, 25 listopada 2015 r. Władimir Putin i Andrej Terlikow, szef biura konstrukcyjnego Ural Transport Building, obserwują pojazd piechoty z uniwersalną platformą bojową „Armata” i czołgiem głównym T-14 „Armata” w fabryce Uralwagonzawod. Fot. REUTERS / Alexei Nikolskyi
Właśnie poinformowano, że realizację trzech ostatnich projektów zawiesza się, a w gruncie rzeczy nie wiadomo, po co w ogóle wydawać pieniądze na kosztowne, nowe rodzaje uzbrojenia, kiedy rosyjska armia dysponuje starymi i jest i tak wystarczająco silna.

Ale jeszcze ciekawsza jest historia z myśliwcem Su-57 – są prototypy, w 2010 r. zaczęto obloty, ale niedawno ogłoszono, że nie będzie się go budować i wprowadzać do seryjnej produkcji. A przynajmniej „na czas nieokreślony” zawieszono prace nad nim, jak ostatnio informowali przedstawiciele resortu.

Rosyjskie „psy wojny” podbijają Afrykę. Czy dziennikarzy zastrzelono dlatego, że wiedzieli za dużo?

Pojawiły się informacje, że rosyjscy doradcy wojskowi współpracują z afrykańskimi terrorystami z grup islamistycznych.

zobacz więcej
Myśliwiec miał być wspólnym, rosyjsko-indyjskim przedsięwzięciem. To znaczy indyjskie miały być pieniądze, a rosyjska – najnowsza, na światowym poziomie myśl techniczna. Tymczasem 25 kwietnia poinformowano, że Indie chcą się wycofać z programu. W rosyjskich mediach pełno było wówczas doniesień, że to fake news, że Hindusi są najlepszego zdania o tamtejszej myśli technicznej i samolot zostanie wyprodukowany. Teraz okazuje się, że jednak błędnie opisywały sytuację.

Moskwa najpierw z hukiem ogłosiła, że do 2020 roku wyprodukuje 220 najnowocześniejszych maszyn tego typu. Później, z nieco już mniejszym rozgłosem obwieszczono, że „na początek” zbuduje się ich tuzin. Ale i tych dwunastu maszyn nikt nie zobaczył do końca 2017 roku, bo budowa „trochę się przeciągnęła”.

Hindusi zrezygnowali z finansowania prac, a Moskwa właśnie za ich pieniądze chciała rozpocząć seryjną produkcję maszyn. Powód rezygnacji? Eksperci z Indii ocenili, że rosyjski osprzęt, awionika, czujniki w jakie wyposażono ów samolot bojowy, czyli niemal wszystko, co decyduje o możliwościach myśliwca, są „beznadziejnie przestarzałe”.

Chińczycy wolą Rolls–Royce’a

Ktoś mógłby powiedzieć, i zapewne miałby sporo racji, że zdecydowała bardziej polityka niż zastosowana technologia, skoro w Delhi myśli się teraz o zakupie maszyn amerykańskich. Ale warto zwrócić uwagę na kolejną historię: Rosja, wespół z Chinami, buduje duży, szerokokadłubowy samolot pasażerski dalekiego zasięgu, nazywany SR 929. Ma on być konkurencją dla Boeinga i Airbusa.

Utyskiwano trochę w Moskwie, że Chińczycy w gruncie rzeczy przejęli tylko rosyjską myśl techniczną – wiadomo, mają pieniądze – i przenieśli całość prac konstrukcyjnych i produkcyjnych do siebie. Ale ponieważ jest to projekt duży, mający potwierdzić strategiczne partnerstwo obydwu krajów, wątpliwości przycichły.


Teraz stanęła sprawa silników, w jakie zaopatrzony ma być ten samolot. W grudniu ogłoszono przetarg, który rozstrzygnięto w połowie kwietnia i startujących w nim Rosjan spotkał kolejny zawód: odpadły wszystkie ich oferty., Wspólna, a w praktyce chińska komisja przetargowa po porównaniu parametrów technicznych przesądziła, że silniki dostarczy Rolls–Royce. Rosjanie nie są w stanie zbudować konkurencyjnych urządzeń, choć na programy badawcze w tym zakresie idą setki miliardów rubli.

Podobnie rzecz się ma z silnikami rakietowymi produkowanymi przez jedną z firm wchodzących w skład Korporacji Państwowej ds. Aktywności Kosmicznej Roskosmos. Po prostu nikt ich nie chce kupować. Jak argumentują specjaliści, są drogie i – tu powtarza się argument z wyposażenia myśliwca Su-57 – „beznadziejnie przestarzałe”.

Rudy szpieg, broń na ulicy, możni protektorzy, czeki i kanały w Cerkwi. Rosyjskie macki oplatają świat

Trzymała się z republikanami i przechwalała, że doprowadzi do spotkania Putin – Trump. Aresztowali ją podczas rozmowy prezydentów w Helsinkach. Szpiegowskie wojny hybrydowe przybierają na sile.

zobacz więcej
Ale rosyjscy politycy – w tym kierujący Roskosmosem Dmitrij Rogozin, do niedawna wicepremier odpowiedzialny za branżę kosmiczną, którego w rządzie zastąpił wspomniany generał Borysow – robią dobrą minę do złej gry. Rogozin wsławił się powiedzeniem, że jeśli Amerykanie przestaną kupować rosyjskie silniki rakietowe, to będą zmuszeni do używania trampolin, aby swe rakiety wynieść na orbitę. Realia są jednak inne, niż chciałby szef moskiewskiej Korporacji Kosmicznej.

Metan wygrywa z naftą

Głównym rosyjskim producentem silników do rakiet jest firma Energomasz, która oferuje ich trzy rodzaje (RD-180, RD-181 oraz RD-191), wszystkie wykorzystujące w charakterze paliwa kerozynę, czyli po prostu ciekłą frakcję ropy naftowej. Z oficjalnych komunikatów wynika, że w 2017 roku firma wyprodukowała 19 silników i faktem jest, że aż 17 z nich kupiły Stany Zjednoczone, a tylko dwa – rosyjski rząd. Co więcej, amerykańska NASA jeszcze w 1997 roku podpisała z Rosjanami długoterminowy kontrakt na zakup 101 silników RD-180, o łącznej wartości jednego miliarda dolarów. W 2016 r. zamówiono dodatkowo 18 silników tego typu, a dwa lata wcześniej (2014) podpisano umowę dającą Amerykanom opcję nabycia jeszcze 60 silników RD-181. Jak widać, zaostrzenie sytuacji międzynarodowej w związku z aneksją Krymu i wojną w Donbasie nie przeszkodziło Waszyngtonowi w kontynuowaniu zakupów.

Rzecz, w tym wypadku, szła o sprawy znacznie istotniejsze dla amerykańskich interesów. Waszyngton, jeszcze za czasów pierwszego w historii prezydenta Federacji Rosyjskiej Borysa Jelcyna (1991 – 1999), zaczął uprawiać politykę polegającą na wykupywaniu całości produkcji w tego rodzaju przedsiębiorstwach, żeby nie trafiła ona do Chin. Nie bez znaczenia było i to, że rosyjskie silniki były tanie. Ale teraz sytuacja się zmieniła, i to od razu na trzech płaszczyznach.

Chińczycy i tak wyprodukowali na własne potrzeby silniki tego rodzaju, choć w związku z działaniami Stanów Zjednoczonych szło im to wolniej i zapewne kosztowało więcej. Jednak wraz z zaostrzeniem sankcji wobec Rosji Waszyngton zapowiedział, że zakupy będą powoli wygaszane, a po 2022 roku zupełnie zaniechane. Tym bardziej, że prywatne amerykańskie firmy, pracujące na rzecz NASA, są już w stanie produkować silniki nośne do rakiet. Są one i tańsze od rosyjskich, i znacznie bardziej zaawansowane technicznie.
Prezydent Rosji Władimir Putin w towarzystwie ówczesnego wicepremiera, dziś szefa Roskosmosu Dmitrija Rogozina i mera Moskwy Siergieja Sobianina. Odwiedzają w Dzień Kosmonautyki historyczny pawilon kosmiczny, otwarty po renowacji na Wystawie Osiągnięć Gospodarki Narodowej w Moskwie. 12 kwietnia 2018 roku. Fot. REUTERS /Maxim Shipenkov
W owych konstrukcjach nowej generacji wykorzystuje się w charakterze paliwa metan, co umożliwia ich wielokrotne wykorzystanie. Udowodnił to niedawno Elon Musk, który jeszcze w ubiegłym roku przeprowadził udane testy swej rakiety Falcon Heavy 7. Dlaczego jest to tak ważne? Otóż metan, spalając się, pozostawia mniejszy nagar (osad w silnikach na ścianach komory spalania, denku tłoka, świecach, zaworach itp.) niźli kerozyna, co bardzo ułatwia remont silnika. Ale najistotniejsze jest to, że zastosowane w Falconie rozwiązania umożliwiają „miękkie lądowanie” rakiety, czyli ponowne jej wykorzystanie.

Prywatna armia
Władimira Putina

Po co Kremlowi Gwardia Narodowa?

zobacz więcej
Technologii tej nie mają Rosjanie, a zatem za każdym razem do rakiety trzeba nowych silników. Zaś jeden silnik kosztuje nie mniej niż 15 milionów dolarów, czyli potencjalne oszczędności są niemałe. Eksperci zwracają też uwagę, że silniki rakietowe produkowane przez rosyjską firmę są, w gruncie rzeczy, tylko nieco ulepszoną konstrukcją wywodzącą się jeszcze z czasów sowieckich. A jeśli idzie o najnowsze rozwiązania, to – jak informują media – firma nad nimi pracuje, czyli w najlepszym wypadku są one jeszcze na papierze.

Dziennikarze pytają, gdzie zatem poszły setki milionów dolarów, które rosyjska Korporacja zarobiła przez 20 lat na handlu z amerykańską Agencją Kosmiczną? I dlaczego zmniejsza się liczba zamówień na produkty rosyjskiej myśli technicznej, z definicji najlepszej na świecie? W tym drugim przypadku wygodną wymówką dla rosyjskich urzędników są sankcje: to chyba jasne, jest mniej zakupów, bo to politycznie motywowana zmowa.

Na koniec, czytając o tych wszystkich niepowodzeniach kremlowskiego sektora zbrojeniowego, warto mieć w pamięci, że Rosjanie są mistrzami świata w dyscyplinie nazywanej „maskirowką”, czyli posługiwaniu się kłamstwem, manipulacją, przeinaczeniem, aby wywieść w pole przeciwnika. Pytanie, na które nie znamy odpowiedzi: czy maskowali kłamstwami niedobry, by nas przekonać do swej rzekomej siły, czy też rozpuszczają mieszaninę faktów i plotek, by – odwrotnie – wmówić nam swe słabości.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Prezydenci Rosji Władimir Putin i Serbii w latach 2012 - 2017 Tomislav Nikolić podczas parady wojskowej z okazji 70-lecia wyzwolenia Belgradu przez Armię Czerwoną, październik 2014 r. Fot. REUTERS / Vasily Maximov
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Mundial po arabsku. Islam i sport
Można zmienić obywatelstwo, ale trudno się odciąć od wiary. Niełatwo przerobić chrześcijanina na muzułmanina.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy islamiści infiltrują armię francuską? Być może już 30 proc....
Imamowie w koszarach, meczety w bazach wojskowych, żywność halal w kantynach.