Cywilizacja

Kto lepiej oceni? Przecież nie zawodowy sędzia…

– Skąd czerpie pan/pani wiadomości o świecie? Jakie gazety pan/pani czyta? Jakie programy telewizyjne pan/pani ogląda? Co pan/pani przegląda w internecie? Jakie naklejki, z wyjątkiem politycznych, umieszcza pan/pani na swoim samochodzie? – pytała monotonnie kandydatów na przysięgłych pani sędzia.

Przez dwa dni spełniałem obywatelski obowiązek Amerykanina: uczestniczyłem w wyborach ławy przysięgłych do orzekania w procesach karnych i cywilnych, odbywających się przed sądem w hrabstwie, w którym mieszkam. Od dziewiątej rano do szesnastej ja i kilkuset moich współobywateli głównie czekaliśmy. Po wstępnych przemowach, wyjaśnieniach oraz zaprzysiężeniu, kolejne grupy, po kilkadziesiąt osób, udawały się do wypełnienia sądowych procedur.

Wszystko to, rzecz jasna, było doskonale zorganizowane: zarówno rejestracja, jak i zagospodarowanie czasu ewentualnych przysięgłych – do naszej dyspozycji oddano specjalną salę komputerową z darmowym dostępem do internetu oraz trzy sale telewizyjne. W każdej inny program: CNN dla miłośników wiadomości, ESPN dla entuzjastów sportu oraz kanał z telewizyjnymi operami mydlanymi. Ponadto sąd rygorystycznie przestrzegał przerw na posiłek zaczynających się w okolicy południa. No i darmowa kawa w dowolnych ilościach, ale tylko do 11:30…

Ostatecznie większość z nas przybyła tu wbrew swojej woli, aby wypełnić obowiązek, którego zignorowanie mogło być – jak głosiła sentencja z wezwania – potraktowane jako „obraza sądu” podlegająca karze grzywny lub nawet do kilku dni aresztu.

Najlepszy system na świecie

Sędziowie najpierw wyjaśnili nam, na czym polega amerykański system prawny. Że obowiązuje kontradyktoryjność (oskarżenie i obrona prezentują swe argumenty przed bezstronnym sędzią, który jako arbiter czuwa nad przestrzeganiem reguł), a o winie czy jej braku rozstrzyga ława przysięgłych. Czyli dwanaścioro współobywateli, wybranych spośród osób mieszkających w tym samym hrabstwie (jednostka administracyjna stanu, zwana czasem po polsku trochę niepoprawnie powiatem), co oskarżony.
Ława przysięgłych podczas procesu kochanków Bernarda Fincha i Carole Tregoff oskarzonych (i ostatecznie skazanych) za morderstwo żony Bernarda, Barbary Finch. Rok 1959. Fot. Getty Images/Ralph Crane/The LIFE Picture Collection
Tłumaczyli też potencjalnym sędziom różnice między procesami cywilnymi i karnymi – bo obowiązują w nich nieco odmienne standardy. W procesach karnych ława musi uzyskać jednomyślny werdykt o winie „ponad wszelką wątpliwość”, a wszystkie wątpliwości przemawiają na korzyść oskarżonego. W procesie cywilnym ława orzeka, kto ma rację na podstawie własnej oceny przedstawionych dowodów, mając większą swobodę interpretacji.

Dlaczego ława przysięgłych jest tak ważna w amerykańskim systemie prawnym? – Tutaj są rozstrzygane najbardziej podstawowe kwestie w procesach. Chodzi o ustalenie faktów. Czy oskarżony trzymał w ręku ten pistolet, czy nie? Czy, gdy kobieta jechała samochodem, było czerwone czy zielone światło? Kto o tym może rozstrzygać na podstawie przedstawionych w sądzie dowodów? Kto, jeśli nie mieszkaniec lokalnej społeczności, żyjący tu, chodzący po tych ulicach, mieszkający za rogiem ulicy? Przecież nie zawodowy sędzia – mówił do nas odziany w czarną togę przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. I kontynuował: – Wy jako sędziowie przysięgli jesteście jak sklepienie całego amerykańskiego systemu sprawiedliwości.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Dodał oczywiście na koniec, że jest to system „najlepszy na całym świecie”, pomimo takich czy innych niedoskonałości niczego lepszego nie wymyślono.

Na koniec tylko przypomnienie o absolutnej poufności sprawy, którą poznamy w trakcie procedury, zakaz dyskutowania z innymi kandydatami na przysięgłych oraz polecenie meldowania o każdej próbie kontaktowania się z nami na terenie sądu przez osoby nieupoważnione. I byliśmy gotowi, aby czekać na wezwanie.

Początek selekcji

Drugiego dnia oczekiwania wraz z grupą kilkudziesięciu osób trafiłem w końcu na salę sądową. Okazało się, że jestem kandydatem na sędziego przysięgłego w procesie karnym. Zanim na salę wprowadzono oskarżanego, a wraz z nim obrońcę i prokuratora, zostaliśmy pouczeni o rodzaju sprawy (rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, ucieczka z miejsca zdarzenia i stawianie oporu interweniującym policjantom – zagrożone wieloletnim więzieniem).

Od razu też podano nam datę procesu: miał się odbyć za dwa tygodnie, pomiędzy wtorkiem a czwartkiem. Zakładano, że powinien potrwać nie dłużej niż dwa dni. Chociaż ostatecznie zależy to od czasu potrzebnego do uzyskania jednomyślnego werdyktu skazującego, uniewinnienia bądź uznania przez panią sędzię – bo proces prowadziła kobieta – procesu za nieważny, gdy ława przysięgłych nie jest w stanie uzgodnić wyroku.
Amerykański dramat sądowy "Dwunastu gniewnych ludzi" z 1957 roku w reżyserii Sydneya Lumeta ilustrował sposób działania amerykańskiego systemu sprawiedliwości. Fot. materiały prasowe
Wybór ławy przysięgłych (voir dire) nie jest tak spektakularny, jak się to pokazuje w filmach, ale wiele mówi o tym, że system skonstruowany jest tak, aby był to proces jak najbardziej racjonalny. Nasza grupa stu pięćdziesięciu obywateli hrabstwa wybrana wcześniej losowo przez komputer na te dwa dni, po ponownym losowaniu została przydzielona w liczbie czterdziestu do prowadzonej sprawy.

Wśród kandydatów byli ludzie wszelkiej profesji i różnego pochodzenia: kobiety, mężczyźni, ubrani w jeansy, ale też i w garniturach, pachnący dużą kasą i wpływami. Każdy musiał na wstępie wypełnić ankietę z około trzydziestoma pytaniami, która miała powiedzieć więcej o tym, czym się zajmujemy, jakie jest nasze doświadczenie w kontaktach z systemem sprawiedliwości, a przede wszystkim jakie mamy poglądy na temat winy i wymiaru kary.

Były także pytania – co znaczące – jaki mamy stosunek do zeznań policjantów i do policji jako takiej, co odebrałem jako próbę wyłowienia i wstępnego odrzucenia ludzi związanych rodzinnie lub w inny sposób ze stróżami prawa lub uważających, że „władza ma zawsze rację”. Tacy kandydaci po prostu nie dają gwarancji bezstronności. Ankieta była podstawą dla sędzi oraz obrońcy i prokuratora do rozpoczęcia procesu selekcji: przez półtorej godziny razem czytali ankiety, robiąc notatki.

Ponad wszelką wątpliwość

Gdy powróciliśmy na salę, sędzia jeszcze raz wyjaśniła, na czym polegać miała nasza rola. – Jeśli zostaniecie wybrani, waszym zadaniem będzie orzeczenie o winie lub braku winy. Pamiętajcie, że uznając kogoś za winnego, musicie być pewni, że jest to wina ponad wszelką wątpliwość. Musi to być werdykt jednomyślny, a każda wątpliwość przemawia na korzyść oskarżonego – mówiła sędzia.

Powtarzane wiele razy pojęcie winy „ponad wszelką wątpliwość” (beyond reasonable doubt) zdawało się częścią centralną instrukcji dawanych nam, przyszłym sędziom przysięgłym. Aby uznać winę oskarżonego musielibyśmy być przekonani, że przedstawione na sali sądowej dowody i tylko one („nie będziecie przeprowadzali żadnych eksperymentów ani doświadczeń”) są wystarczające.
Rok 1954, proces lewicowego działacza i dziennikarza Charlesa Bradena oskarżonego o udział w komunistycznym spisku - tak zinterpretowano kupienie przez niego dla czarnoskórego małżeństwa domu w dzielnicy zamieszkałej wyłącznie przez białych, co miało być formą protestu przeciw segregacji rasowej. Ława przysiegłych uznała, że jest winny, został skazany na 15 lat więzienia. Fot. Getty Images/Robert W. Kelley/The LIFE Picture Collection
Do tego podkreślano prawa oskarżonego: jest niewinny do momentu wydania werdyktu o winie, tak więc np. jego decyzja o nieskładaniu zeznań na sali sądowej nie może być traktowana jako forma przyznania się do winy czy chęć ukrycia czegokolwiek, a jedynie jako konstytucyjne prawo, chroniące jednostkę przed potęgą aparatu państwa, na którym całkowicie spoczywa ciężar przedstawienia jednoznacznych dowodów winy. Tak jednoznacznych, aby „osoba uważana za rozsądną” nie miała jakichkolwiek wątpliwości.

Codzienna praktyka sądownicza potwierdza, że sędziowie przysięgli często mają wątpliwości, co tak właściwie znaczy pojęcie „winy ponad wszelką wątpliwość”. Nie dalej, jak kilka dni temu ława przysięgłych debatująca nad skazaniem byłego szefa kampanii wyborczej Donalda Trumpa, Paula Manaforta zwróciła się po instrukcje do sędziego prowadzącego tę sprawę. Sędzia wyjaśnił im, że muszą kierować się „własnym rozsądkiem”, co uważają za „wątpliwość”, przy czym prokuratorzy nie są zobowiązani do „dowiedzenia winy ponad wszelkie, istniejące możliwe wątpliwości”. Ostatecznie istnieje domniemanie, że dwunastu sędziów przysięgłych jest w stanie – w swojej zbiorowej mądrości – właściwie ocenić winę lub brak winy oskarżonego. Proszę nie brać tego do siebie

W „naszym” procesie doszło w końcu do wyboru przysięgłych – poprzez eliminację kandydatów. W obecności oskarżonego wywołana osoba podchodziła do miejsca na sali sądowej, gdzie sędzia z oskarżycielem i obrońcą zadawali jej pytania, badając kwalifikacje. Całość nie była słyszalna dla postronnych (na ten czas był włączany specjalny system zagłuszający). Jeśli cała trójka zgodziła się na kandydata, zasiadał on na wolnym miejscu na ławie. Jeśli zaś powstawały jakieś wątpliwości co do jego bezstronności, był proszony o opuszczenie sali.

Ci, którzy pozostali na sali, musieli odpowiedzieć jeszcze kilka pytań, tym razem publicznie. „Proszę powiedzieć, skąd czerpie pan/pani wiadomości o świecie. Jakie gazety pan/pani czyta? Jakie programy telewizyjne pan/pani ogląda? Co pan/pani przegląda w internecie? Jakie naklejki, z wyjątkiem politycznych, umieszcza pan/pani na swoim samochodzie?” – powtarzała monotonnie pani sędzia.
Ława przysięgłych w sądzie w hrabstwie Pershing (Nevada) zasiada w centrum sali. Fot. Wikimedia/Ken Lund, Reno, NV, USA
Po wysłuchaniu odpowiedzi oskarżyciel lub obrońca (cały czas konsultujący się z oskarżonym) mogli prosić o wyłączenie danej osoby z posiedzenia. Bez podania powodu albo z podaniem bardzo ogólnych przyczyn. – Proszę nie brać tego do siebie i nie traktować odrzucenia jako formy obrazy – apelowała jeszcze przed selekcją sędzia, podkreślając prawo stron do ukształtowania składu orzekającego według własnej koncepcji.

Gdy strony wyczerpały możliwości weta, a na ławie siedziało dwanaścioro sędziów (plus dwoje rezerwowych – na wypadek wykluczenia kogoś z głównej grupy już w trakcie procesu), voir dire było zakończone. Jeszcze tylko zaprzysiężenie sędziów wybranych i za dwa tygodnie mógł ruszać proces.

Koncepty nadal żywe

Choć ostatecznie nie zostałem wybrany do ławy przysięgłych, to sądowe doświadczenie okazało się doskonałym ćwiczeniem dla mojego ducha obywatelskiego. Prawo do osądzenia przez współobywateli wybranych do ławy przysięgłych wynika bezpośrednio z zapisów Konstytucji Stanów Zjednoczonych uchwalonej w 1788 r. Artykuł 3 wskazuje wyraźnie, że „wszystkie sprawy karne, poza wszczętymi wskutek postawienia w stan oskarżenia przez Izbę Reprezentantów, rozpatruje sąd przysięgłych, a postępowanie toczy się w tym stanie, w którym dane przestępstwa zostały popełnione.”

Dodatkowo o procedurze sadowej mówią dwa punkty tzw. Karty Praw (czyli pierwszych 10 poprawek do Konstytucji).

Szósta Poprawka do Konstytucji jasno stanowi, że „przy ściganiu przestępstw przysługuje oskarżonemu prawo do szybkiego i publicznego procesu przed bezstronnym sądem przysięgłych tego stanu i okręgu, w którym przestępstwo zostało popełnione; określenie tego okręgu musi wynikać z wydanej uprzednio ustawy. Oskarżony ma też prawo do zawiadomienia o rodzaju i podstawie oskarżenia, do konfrontacji ze świadkami oskarżenia, wezwania do obowiązkowego stawiennictwa środków obrony oraz do pomocy prawnej przy obronie.”
Karta Praw czyli 10 pierwszych poprawek do Konstytucji USA. Fot. Wikimedia
Poprawka Siódma rozszerza to prawo na sprawy cywilne stanowiąc, iż „w prowadzonych według prawa powszechnego sprawach cywilnych, w których wartość przedmiotu sporu przekracza dwadzieścia dolarów, utrzymuje się właściwość sądu przysięgłych, a fakty, ustalone przez taki sąd, nie mogą być ponownie ustalane przez jakikolwiek sąd Stanów Zjednoczonych według innych zasad, niż wynikające z prawa powszechnego”.

Będąc w sądzie, uświadomiłem sobie, jak te gwarancje konstytucyjne – koncepty XVIII-wieczne, pomysły Ojców Założycieli Ameryki, są nadal żywe i wpływają na życie obywateli. Ot, choćby konstytucyjne prawo do „szybkiego procesu”, obudowane późniejszą praktyką oznacza, że we współczesnej Ameryce proces karny powinien się rozpocząć 60– 120 dni po przedstawieniu zarzutów.

Z jednej strony gwarantuje to oskarżonemu czas na przygotowanie odpowiedniej obrony, z drugiej chroni go przed zbyt długim przetrzymywaniem pod zarzutami – a nie zapominajmy, że w Stanach Zjednoczonych nie obowiązuje ochrona nazwiska i wizerunku, bo przecież każdy jest uważany za niewinnego, aż do uznania go winnym przez ławę przysięgłych (lub przyznanie się do winy z jednoczesną rezygnacją z procesu).

Weź ze sobą coś do czytania

W tydzień później przyszedł pocztą czek: stan wycenił moje obywatelskie zaangażowanie na… dziesięć dolarów. Po pięć dolców za dzień. Zgodnie z prawem stanowym, gdyby obrady przeciągnęły się powyżej pięciu dniu, za każdy następny dzień otrzymywałbym czterdzieści pięć dolarów. Chyba, że byłbym urzędnikiem stanowym, nauczycielem, policjantem lub strażakiem – wtedy przysługuje mi normalna dniówka. Przynajmniej – zgodnie z prawem – pracodawca był zobowiązany uznać moją nieobecność za usprawiedliwioną.

Amerykańskie obozy koncentracyjne? USA musiały zapłacić 1,6 miliarda dolarów odszkodowań

Pierwszy obóz założono w Manzanar w Kalifornii. W sumie powstało 10 podobnych obiektów – po dwa w Kalifornii, Arkansas i Arizonie, po jednym w Utah, Wyoming, Kolorado i Idaho. Przeszło przez nie ok. 110 tys. ludzi.

zobacz więcej
No i teraz mam spokój na dłuższy czas: zgodnie z przepisami, komputer może mnie wylosować po raz kolejny dopiero po upływie trzech lat. Chyba, że wezwie mnie do spełnienia obywatelskiego obowiązku sąd federalny, który działa niezależnie od tego, co dzieje się na poziomie stanu.

Co ciekawe, po dwóch tygodniach przyszło wezwanie na mój dawny adres w innym stanie. „Zgodnie z poleceniem sądu rejonowego hrabstwa D. zostałeś wyznaczony na oczekującego na wezwanie sędziego przysięgłego. Proszę zadzwoń pod podany telefon po godzinie 16:30 o wyznaczonej dacie. Nagrana informacje poinformuje cię, czy będziesz musiał stawić w sądzie”. Obok ostrzeżenia – „niestawiennictwo może podlegać grzywnie” – było kilka dobrych rad: „weź ze sobą coś do czytania”, „przynieś drobne do automatów z jedzeniem i piciem”, przygotuj się, że zostaniesz w sądzie co najmniej do 16:30”.

Listownie musiałem wyjaśnić, że od czterech lat mieszkam zupełnie gdzie indziej. Cóż, najwyraźniej w Ameryce mają niezły bałagan w spisach obywateli. Ale to już zupełnie inna historia.

– Jeremi Zaborowski z Chicago
Zdjęcie główne: Ława przysiegłych sądu w Alexandrii w stanie Wirginia (na zdjęciu) uznała Paula Manaforta, byłego szefa kampanii wyborczej Donalda Trumpa, za winnego. Fot. REUTERS/Chris Wattie
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pięć milionów widzów. Pierwsza liga rosyjskiego show biznesu
W połowie lat 90. Zełenski marzył, by zostać gwiazdą estrady.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy alpinizm jest etyczny?
30 lat temu zginęła Wanda Rutkiewicz.
Cywilizacja wydanie 6.05.2022 – 13.05.2022
Co możemy dać Putinowi, żeby przestał prowadzić tę wojnę?
Czy Rosja zaproponowała Orbánowi przekazanie mu Rusi Zakarpackiej, tak jak wcześniej oferowała Tuskowi Lwów?