Kultura

Metody, którymi twórca komiksowego imperium osiągnął sukces, zemściły się na nim

Był jedną z pierwszych osób w showbiznesie przywiązujących ogromną wagę do promowania marki i troszczenia się o wielbicieli. Kontakt z fanami był dla niego istotny jeszcze długo po tym, jak przestał być scenarzystą, redaktorem i dyrektorem artystycznego Marvel Comics.

Stan Lee odszedł w poniedziałek, 12 listopada, w wieku 96 lat. Kim jest i co po sobie zostawia?

Stanley Martin Lieber to żywa emanacja amerykańskiej popkultury. W powszechnym mniemaniu uznawany jest za współtwórcę Spider-Mana, Thora, Hulka, Iron Mana, X-Menów, Daredevila i tuzina innych superbohaterów oraz łotrów wydawnictwa Marvel Comics.

Zawsze miły i serdeczny, z rozkoszą uczestniczył przez ostatnie lata w wielotysięcznych spotkaniach z fanami na konwentach komiksowych. Podczas tych publicznych wystąpień opowiadał chętnie o dawnych czasach i kulisach tworzenia swych najbardziej znanych kreacji.

Jak bardzo jednak wizerunek Stana Lee różni się od rzeczywistego obrazu jego osoby? Oto kilka twarzy legendarnego scenarzysty i redaktora, które nie są powszechnie znane poza popkulturowym środowiskiem.

Niespełniony pisarz

Komiksy pierwotnie nie były życiową pasją Liebera. Stanowiły raczej przejściowy sposób na zarobek. Jako młody nowojorczyk uwielbiał zajęcia z języka angielskiego i zyskał renomę mola książkowego. Jego prawdziwym marzeniem było pisanie beletrystyki i dostanie się do panteonu amerykańskich pisarzy za sprawą jakiejś kanonicznej powieści. Stworzył w związku z tym pseudonim literacki – Stan Lee, aby nie być utożsamianym ze śmiesznymi historiami obrazkowymi.

Powieść musiała z czasem odejść w odstawkę z przyczyn prozaicznych. Lieber szukał pracy, a jak ją znalazł, to pisał nekrologi, promował prenumeraty gazet, roznosił kanapki. Przyszło mu też redagować komiksy w Timely Comics – dzięki staraniom wuja Robbiego Solomona i wydawcy komiksów Martina Goodmana. Wreszcie, kiedy wybuchła II wojna światowa, Lieber zgłosił się na ochotnika do wojska.

Gdy wrócił ze służby wojskowej doszedł do wniosku, że jednak pisanie powieści go przerasta – że nie ma do tego talentu, a tym bardziej smykałki. Wolał wrócić do pisania komiksów, głównie romansów i westernów.

Pomysłodawca taśmowej pracy

Praca nad pulpowymi opowiastkami ewidentnie męczyła Stana Lee do momentu, gdy konkurencja w latach 50. postanowiła dokonać renesansu gatunku, jakim są opowieści o superbohaterach. Wraz z odświeżeniem przez DC Comics szaty graficznej sztandarowych tytułów i prezencji poszczególnych herosów, zaczęto zastanawiać się w Atlas Comics (późniejszym Marvelu) nad odpowiedzią wydawniczą na taki ruch.

Zmotywowany przez swoją żonę, aby dał komiksom jeszcze jedną szansę i zaproponował swoje własne pomysły na historie i bohaterów, Lee postanowił w sensie kreatywnym zagrać va banque. Opłacało się zaryzykować – sportretowanie trykociarzy o ludzkich przywarach i przyziemnych problemach okazało się być strzałem w dziesiątkę, tak jak i umiejscowienie akcji w prawdziwych aglomeracjach miejskich.

Największą innowacją było jednak zaproponowanie nowego procesu twórczego w taśmowej pracy nad komiksem. Chodzi tutaj o tzw. Marvel Method. Aby ułatwić pracę nad historią, scenarzysta komiksu podawał rysownikowi zaledwie zalążek fabuły i pozwalał mu na nadanie jej rytmu, dynamiki akcji, a nawet sposobu rozłożenia kadrów.

Następnie pisarz zjawiał się po narysowaniu poszczególnych plansz, aby wpisywać dialogi do dymków. Dla Lee, piszącego na początku większość nowo powstałych serii Marvela w latach 60., było to potrzebne uelastycznienie pracy. Wynikało jednak z tego wiele problemów personalnych, a zwłaszcza ambicjonalnych…

Bezwzględny biznesmen

Pierwszy poważny konflikt wybuchł przy tworzeniu zeszytów o Spider-Manie wraz z rysownikiem Stevem Ditko. Niedawno zmarły artysta czuł się wówczas wykorzystywany przez Stana Lee. Ten bowiem zwlekał z dawno obiecywanym awansem twórczym przy pracach nad pajęczą serią.

A z relacji samego Ditko można wywnioskować, że to on był zasadniczo spiritus movens perypetii Petera Parkera – proporcja zaangażowania w proces twórczy była nieporównywalnie większa w porównaniu z przepracowanym Lee. Antagonizm rozrósł się na tyle, że materiały do kolejnych historii były przekazywane poprzez sekretarkę. W pewnym momencie Ditko nie wytrzymał ze swym rozgoryczeniem i honorowo opuścił Marvel Comics, ogłaszając wszem i wobec, że już nigdy nic dla nich nie narysuje ani nie stworzy.

Podobnie sytuacja miała się z Jackiem Kirbym, który w pewnym momencie nie tylko nadawał ton i atmosferę historiom Stana Lee, ale też otwarcie sugerował, jakie wstawić dialogi. Te burzliwe relacje są zresztą świetnie oddane w nieautoryzowanej przez władze Marvela książce „Niezwykła historia Marvel Comics” Seana Howe’a, bezkompromisowo portretującej ewolucje komiksowego molocha na przestrzeni lat.

Pomimo tak wielkich zasług, ani Kirby, ani Ditko nie zyskali za życia należnego splendoru za wkład wniesiony w potęgę uniwersum Marvela. Lee zawczasu zadbał o podpisanie lukratywnych dla siebie umów i asystę prawników troszczących się o jego interesy. Uważał, że ważniejsze od realizacji wizji jest wymyślenie idei stanowiącej jej rdzeń, a wszelkie współautorstwo można wziąć najwyżej „pod rozwagę”. Rzecz jasna to nie było ani trochę satysfakcjonujące dla dawnych kolegów z pracy.

Twarz marki

Stan Lee nigdy otwarcie nie przyznał racji swym współpracownikom, zgodnie z zaleceniami adwokatów, czym zresztą specjalnie się nie przejmował. Wolał pisać nowe fabuły oraz promować własną twarzą i charyzmą kolejne komiksy, tworząc wokół wydawnictwa wspólnotę fanów.

Sowiecki superman pośród jadowitych żmij

Jeśli wielu widzi w Goebbelsie protoplastę współczesnego PR-owca, równie dobrze można uznać Stalina za ucieleśnienie „mądrego psychopaty”, który zajmuje dziś kierownicze stanowiska w korporacjach.

zobacz więcej
Był jedną z pierwszych osób w showbiznesie przywiązujących ogromną wagę do promowania marki i troszczenia się o wielbicieli. Kontakt z fanami był dla niego istotny jeszcze długo po tym, jak przestał być scenarzystą, redaktorem i dyrektorem artystycznego Marvel Comics.

Po latach pisania scenariuszy co prawda chciał bardziej przebić się do Hollywood, sprzedając prawa do adaptacji swoich superbohaterów, jednak skończyło się na tym, że pozostawił spory bałagan prawny z tym związany. Wynikał on z przynależności praw autorskich do poszczególnych herosów i franczyzy do danego studia filmowego, co obecnie stara się odkręcać Disney, wykupując co większe konglomeraty medialne (ostatnio koncern Foxa).

Lee przeżył swą drugą młodość wraz z pojawieniem się pełnoprawnych adaptacji swoich komiksów na dużym ekranie na początku XXI wieku. Wtedy to producenci wpadli na pomysł, aby komiksowy nestor występował w ekranizacjach filmowych na zasadzie oczka puszczanego w stronę fanów. W każdym następnym filmie pojawiał się w zgoła innej, epizodycznej roli. Dziś trudno sobie wyobrazić film Marvela bez jego nagłego pojawienia się na dużym ekranie, wywołującego zawsze szeroki uśmiech na twarzach fanów.

Osaczony emeryt

Dobra passa jednak nie trwała długo. Ostatnimi czasy Stan Lee przeżywał same problemy. Z powodu sędziwego wieku stracił słuch i jest praktycznie niewidomy. Nie potrafi przeczytać dokumentów, które prawnicy wręczają mu do podpisania, dlatego też zdany jest na łaskę swoich opiekunów i asystentów. Trudno mu jednak zaufać innym osobom.



Zdarzało się, że wspólnicy wykorzystywali jego finanse, dochodziło do malwersacji i prania brudnych pieniędzy. Lee musiał się procesować o swoje dobre imię, a potem zaczął mieć problemy finansowe. Ich głównym powodem była niegospodarność córki Stana Lee, znanej z aroganckiego zachowania i rozrzutności.

Pustoszejący portfel skutkował tym, że Lee – niegdyś entuzjastycznie podchodzący do spotkań z swoimi wielbicielami – musiał teraz na siłę realizować zachcianki osób sprawujących pieczę nad marketingiem Marvela. Ci zaś w sposób wręcz katorżniczy wykorzystywali podstarzałego autora, aby ostatkiem sił podpisywał upominki i przedmioty, które następnie sprzedawano po zawyżonych cenach lub kierowano na aukcje.

Kult wyemancypowanej lesbijki

Żył w intymnym związku pod jednym dachem z żoną i z kochanką. Po jego smierci kobiety postanowiły nadal mieszkać razem i wspólnie wychowywać dzieci stanowiące owoc miłosnego trójkąta.

zobacz więcej
Wyzysk skończył się po wrzawie wywołanej w internecie przez fanów, którzy nie mogli patrzeć na pozbawianie ich guru wszelkiej godności i dobrego samopoczucia. Jakby tego było mało, zaczął mieć kłopoty z utrzymaniem luksusowej rezydencji w Los Angeles, a prawnicy, zamiast próbować naprawdę mu pomóc, zachowywali się bardziej jak sępy żerujące na sławie dawnego architekta Marvela.

W tym czasie pozew przeciwko Lee złożył jego dawny asystent, zarzucając swojemu niegdysiejszemu szefowi próby psychicznego nękania. Zaś pewien zdesperowany fan, by zarobić na sławie Stana Lee, sprzedawał na internetowych aukcjach komiksy podpisane… jego krwią, skradzioną ze szpitala.

Gorzki koniec

W końcu Lee zaczął znowu walczyć o siebie. Pozbył się pielęgniarza, który go okradał i stosował przemoc. Spłacił także swoje długi. Znalazł na to siłę, choć 2017 rok był dla niego trudniejszy od innych z powodu śmierci żony Joan, jego największej miłości.

Tymczasem media wręcz naigrywały się z jego dramatów. Jak Kevin Smith, który w swoim reality show drwiąco deklarował, że jest gotów przyjąć starszego pana pod swój dach w razie dalszych komplikacji.

Nic dziwnego, że Stan Lee postanowił nie udzielać się więcej publicznie. Nie pojawia się więc na konwentach komiksowych, manifestując swe osamotnienie, żal do Hollywood o brak szacunku do starszych, zaś do prawników i otoczenia, że czekają tylko na łup po zmarłej legendzie, nie wykazując chęci do pomocy ani życzliwości.

Trudno nie zauważyć, że sytuacja, w jakiej się znalazł, jest ironią losu. Lee od wielu dekad przekonywał przecież opinię publiczną, że to on wymyślił postaci do swoich komiksów i tylko jemu należy się splendor za wyprodukowanie kolorowych herosów, zaś utyskiwania jego dawnych kolegów są nie na miejscu. Gdy nadeszła starość i odeszli najbliżsi, pozycja, której tak bardzo bronił i pragnął, okazała się wielkim ciężarem.

– Michał Chudoliński
Przy pisaniu artykułu korzystałem z publikacji:
• Sean Howe „Niezwykła historia. Marvel Comics”, Znak 2014;
• Abraham Riesman „It’s Stan Lee’s universe”;
Gary Baum „Stan Lee Needs a Hero: Elder Abuse Claims and a Battle Over the Aging Marvel Creator”;
David Barnett „Has Stan Lee put his troubles behind him?”.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Bogusław Polch
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?
Kultura Poprzednie wydanie
Nie walczyli o Polskę tęczową
Zmarłemu przed 75 laty Tadeuszowi Gajcemu i jego towarzyszom marzyło się wielkie chrześcijańskie imperium.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Jedna „przepowiedziała” śmierć Pollocka, druga wynalazła mini
Miały porządne wykształcenie, temperament i dobrze ustawionych mężów, ale sukces zawdzięczają sobie.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Przez dziurkę od klucza. Metafizyka samurajów
Polski twórca zdawał sobie sprawę z nieprzezwyciężalnej różnicy, która mentalnie dzieli go z Azjatami.
Kultura wydanie 26.07.2019 – 2.08.2019
Krzykliwa „Mowa ptaków”. Ten film mógł wywrócić festiwal w Gdyni
Krzysztof Kłopotowski: Próbę usunięcia go z konkursu przez urzędników uważam za małostkową i niemądrą.