Historia

Powiesić sołtysa. Ograbić chłopów. Wystawić polskie podziemie Niemcom. Radziecka partyzantka na Kresach

Zwiększająca się siła partyzantki radzieckiej – szczególnie na Białorusi – i jej zdecydowanie bandycki i antypolski charakter powodowały półoficjalne zawieszenia broni pomiędzy Niemcami a niektórymi oddziałami Armii Krajowej.

Wszechpotężny minister Ludwika XIII, kardynał Richelieu znany jest z takiego powiedzenia: „Boże broń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę.” Kardynał wiedział, co mówi, jeżeli miał przyjaciół, to tylko fałszywych.

Podczas II wojny światowej wrogiem Polski były Niemcy. Nie poradziliśmy sobie z nimi. Przepędził ich ktoś inny. Kim dla Polski był ten ktoś inny? Zależnie od etapu.

Wrogiem od 17 września 1939, ale takim, do którego się nie strzela – „z bolszewikami nie walczyć” rozkazał przecież marszałek Rydz- Śmigły. ZSRR pozostawał wrogiem do momentu, gdy został zaatakowany przez dotychczasowego sojusznika, Niemcy, 22 czerwca 1941.

Już 30 lipca 1941 został podpisany pakt Sikorski – Majski. Polska i ZSRR stały się sojusznikami w walce z Hitlerem. Sojusz dotrwał do 25 kwietnia 1943, kiedy to ZSRR zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem w Londynie na skutek wykrycia zbrodni katyńskiej.

Od tej daty Sowiety są sojusznikiem naszych sojuszników. Formuła enigmatyczna, niezręczna i – jak się okazało – brzemienna w niekorzystne dla Polski skutki.

Wojna na tyłach

Błyskawiczny pochód Wehrmachtu w głąb terytorium ZSRR w 1941 roku spowodował, że na niemieckich tyłach zostało sporo niedobitków, żołnierzy Armii Czerwonej, którzy stali się pierwszymi oddziałami partyzanckimi na terenach RP sprzed wojny.
Sowieckimi partyzantami na dawnych polskich Kresach zarządzał Centralny Sztab Ruchu Partyzanckiego. Fot. Wikimedia
Początkowo zza linii frontu zarządzało nimi NKWD. Samolotami przybywali – niekiedy skacząc, niekiedy lądując – nowi komendanci oddziałów i oficerowie polityczni. Stalin chciał prawdziwej wojny na tyłach niemieckich, a przynajmniej wielkiej bitwy o szyny. Dlatego – pomimo sprzeciwu Ławrentija Berii – Stalin zarządził 10 maja 1942 roku powstanie Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego z Pantelejmonem Ponomarienko na czele. Podlegały mu sztaby dla poszczególnych republik ZSRR, czyli także dla ziem kresowych II RP.

Ruch partyzancki był centralnie zarządzany z Moskwy, a kiedy pod koniec 1941roku Armia Czerwona wymusiła cofnięcie się Wehrmachtu na sporym obszarze frontu wschodniego, w okolicach Witebska powstała duża przerwa w liniach niemieckich i centrala mogła przesyłać swobodnie sprzęt i wyszkolonych ludzi, a partyzanci – rekrutów do Armii Czerwonej (prowadzili przymusowy pobór) i bydło.

Moskwa liczyła na jak największe zaangażowanie ludności cywilnej w pomoc partyzantom. To, że Niemcy stosują odpowiedzialność zbiorową i na obszarach, gdzie zauważą działania partyzanckie, palą całe wsie i mordują ludność cywilną, nie miało dla politycznych dysponentów radzieckiej partyzantki większego znaczenia. A nawet było pożądane, gdy dotykało ludność rdzennie polską.

„W styczniu 1943 roku Ponomarienko zaniepokojony, jak można się domyślać, siłą polskiego podziemia zaproponował utworzenie na ziemiach wschodnich II RP (w sowieckiej nomenklaturze Ukrainy Zachodniej i Białorusi Zachodniej) kilku oddziałów partyzanckich złożonych z Polaków, które miały następnie zostać przerzucone do Polski centralnej w celu wywołania tam antyniemieckiej wojny partyzanckiej. Ponomarienko nawet nie krył, że chodzi mu także o to, aby wykrwawić polskie podziemie i społeczeństwo przed przewidzianym wkroczeniem Armii Czerwonej. Jak stwierdził, takie działanie: »Oprócz efektu wojskowego spowoduje [...] że Polakom nie uda się w całości zachować swych sił [do walki z ZSRS]. « ” – pisze Grzegorz Motyka w książce „Na białych Polaków obława”.

Co do traktowania przez partyzantkę miejscowej ludności wytyczne były następujące: „W trakcie dyskusji z komunistycznymi aktywistami, którzy mieli tworzyć partyjne podziemie w obwodach zachodnich, Ponomarienko bez skrępowania zachęcał ich do »wystawiania« polskiego podziemia »pod uderzenia niemieckich okupantów«. Tak natomiast widział kwestię pozyskania »poparcia« miejscowej ludności dla działań partyzantki sowieckiej: »Po co wydawać rozkazy, wystarczy, że rozstrzela się sołtysa, albo powiesi, niech powisi trzy dni i odechce się im sprzeciwiać naszym zaleceniom«” – dodaje Motyka.

Żaden partyzant nie przetrwa w lesie, jeżeli ludność wiejska go nie wyżywi. Polskie oddziały partyzanckie starały się nie nadużywać możliwości aprowizacyjnych wsi, które odwiedzały i płaciły za prowiant. Radzieckie nie tylko nie płaciły, ale potrafiły nawet konfiskować ziarno na zasiewy i zwyczajnie rabować ubrania i rzeczy wartościowe zupełnie nieprzydatne w ich działalności. Nadwyżki – nie tylko kiełbasa, ale i np. futra – były przesyłane samolotami do Moskwy.

Od wyzwoliciela do tyrana

Początkowo partyzanci radzieccy spotykali się z wrogością zarówno Polaków, jak i Białorusinów i Ukraińców. Byli pozostałością po systemie, o którym nie tylko dawne Kresy RP, ale także byłe republiki radzieckie pragnęły zapomnieć.

Polska u boku Hitlera rusza na Sowietów. Co by było, gdyby…

Namiestnikiem Adolfa Hitlera w Polsce zostaje Władysław Studnicki, zwolennik sojuszu z Niemcami. Powołuje dwie dywizje Waffen-SS, aby na nich oprzeć obronę kraju...

zobacz więcej
Wehrmacht na polskich Kresach oraz na Białorusi i Ukrainie radzieckiej witano jak wyzwoliciela. Były bramy triumfalne oraz chleb i sól. Ludzie w miasteczkach wskazywali Niemcom działaczy komunistycznych, którym nie udało się uciec za linię frontu.

Dość szybko okazało się, że administracja niemiecka to okupacja, a nie wyzwolenie. Niemcy nie szukali na wschodzie sojuszników w walce z komunizmem; potrzebowali niewolników. Zajęte przez armię niemiecką tereny miały za zadanie wyżywić nią samą i tereny rdzennej Rzeszy. Nawet kołchozy pozostały – teraz pracowały dla Niemiec.

Do surowej eksploatacji doszedł terror robiący bardziej złowrogie wrażenie, niż ten komunistyczny. Bo o ile komuniści deportowali do łagrów, o tyle Niemcy, oprócz przymusowych wywózek na roboty do Rzeszy, często zabijali na miejscu.

Na skutek zbrodniczych – z moralnego punktu widzenia – i zwyczajnie głupich – z punktu widzenia interesów walczącej Rzeszy – poczynań niemieckich, zaczął się zmieniać stosunek ludności na tyłach frontu wschodniego do partyzantki radzieckiej. Szczególnie na radzieckiej Białorusi i na terenach polskich z przewagą ludności białoruskiej. Ludność ukraińska na polskich Kresach popierała UPA.

Błąd Sikorskiego

Władze polskie w Londynie i podziemie w kraju od początku podlegały licznym i istotnym ograniczeniom, które nie pozwalały działać energicznie w interesie polskiej ludności. A interes i prawa polskiej ludności stały w sprzeczności z polską racją stanu, którą był ścisły sojusz z Anglią i USA. Jakiekolwiek próby zbrojnego dyscyplinowania bandytyzmu partyzanckich oddziałów sojusznika naszych sojuszników kończyły się wezwaniami dla ambasadora Edwarda Raczyńskiego do brytyjskiego MSZ.

To Rosja radziecka ponosiła największe ciężary wojny, a lęk na Zachodzie, aby nie podpisała odrębnego pokoju z Hitlerem był wszechpotężny. Wszystko inne nie miało znaczenia.

Poza tym ZSRR miał na Zachodzie znakomity PR, a sam dobroduszny „uncle Joe” był w zachodnich gazetach ucieleśnionym dobrem. Jego podwładni nie mogli robić rzeczy, o których mówił polski rząd w Londynie. Brytyjski sfery rządzące zwyczajnie mu nie wierzyły, a w bardziej drastyczne meldunki z kraju nie wierzył nawet polski rząd w Londynie.

Generał Władysław Sikorski był namawiany z kraju, aby wydał rozkaz likwidacji partyzantki radzieckiej, dopóki było to możliwe, a przynajmniej aby zezwolił na zdecydowane działania osłaniające polską wieś od sowieckiego terroru. Generał nie zdecydował się na to do końca życia. Pomimo, że partyzantka kwestionowała suwerenność rządu na uchodźstwie na terenach państwa polskiego, które po 17 września 1939 weszły w skład ZSRR.

Zaremba do Zychowicza i Ziemkiewicza: Musicie się bardziej starać, panowie rewizjoniści

O perspektywie walki Polski u boku swastyki myślę ze wstydem.

zobacz więcej
Oddziały radzieckiej partyzantki odmawiały podporządkowania się odpowiednim Obwodom Armii Krajowej. Nie chciały nawet współpracować taktycznie ani informować o swoich planach wobec wspólnego wroga.

Jeden okupant, dwie partyzantki

Wspólne akcje AK i partyzantki radzieckiej przeciw Niemcom zdarzały się, ale jako wyjątek od reguły. Sowieccy leśni byli instruowani z Moskwy, że działają na terenie ZSRR i to właśnie AK ma się im podporządkować, a najlepiej rozwiązać swoje oddziały zwarte. Oficerów należy potem wysłać do Moskwy samolotem na śledztwo albo rozstrzelać na miejscu, a masy żołnierskie odpowiednie klasowo, czyli rokujące podatność na propagandę komunistyczną wcielić do oddziałów radzieckich.

Z kilkoma oddziałami tak się rzeczywiście stało w 1943 i 44 roku, jeszcze przed akcją „Burza”, z której przebiegu tego typu praktyki są najbardziej znane.

W zaleceniach przesłanych oddziałom Ponomarienko napisał: „Zachodnie obwody Sowieckiej Białorusi są nieodłączną częścią republiki białoruskiej. Na zajętym przez Niemców terytorium Białorusi są dopuszczalne działania wyłącznie tych grup, organizacji i oddziałów, które kierują się interesami ZSRS. Istnienie różnego rodzaju organizacji kierowanych przez polskie nacjonalistyczne centra należy rozpatrywać jako nieprawne mieszanie się w sprawy naszego państwa” (cytat za „Na białych Polaków obława”).

Tak więc Kresy wschodnie Rzeczypospolitej miały jednego okupanta – Niemców i dwóch partyzanckich gospodarzy – partyzantów radzieckich i od 1943 roku liczące się polskie oddziały partyzanckie.

Sama nazwa „Kresy” sugeruje coś oddalonego od centrum kraju i raczej nie dużego. Tymczasem to było 52 proc. terytorium przedwojennej Polski! Trudno się dziwić legalnym władzom polskim, że w panoszących się tam partyzantach sojusznika naszych sojuszników widziały wielkie zagrożenie. Zagrożenie, którego ze względu na sojuszników właśnie nie można było naprawdę zwalczać.

Kto jest głównym wrogiem?

Armia Krajowa była wojskiem polskim podległym rządowi emigracyjnemu. Ale swoje zbrojne ramiona miały też środowiska polityczne. Ludowcy – Bataliony Chłopskie, narodowcy Narodowe Siły Zbrojne i Narodową Organizację wojskową. BCH, NOW i część NSZ scaliły się z AK, podlegając operacyjnie jej dowództwu. Samodzielna część NSZ uznała za głównego wroga Polski nie Niemców – oni i tak odejdą – ale Sowietów, no i nie oglądała się na sojuszników.

Akcje antyradzieckie na tyłach frontu wschodniego tej części NSZ zostały wykorzystane przez stalinowską propagandę na Zachodzie. Placówki dyplomatyczne ZSRR oraz pracownicy frontu ideologicznego opowiadali o tym, że Polacy nie walczą z Niemcami, tylko z Sowietami, najlepszymi sojusznikami aliantów zachodnich.
Niemcy idąc wobec Polaków na ustępstwa, zwolnili z więzienia Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” (trzeci od lewej). Fot. Wikimedia
Zwiększająca się siła partyzantki radzieckiej – szczególnie na Białorusi – i jej zdecydowanie bandycki i antypolski charakter powodowały także półoficjalne zawieszenia broni pomiędzy Niemcami a niektórymi oddziałami Armii Krajowej. Nie były to liczne przypadki, ale wystarczały, by Sowieci trąbili wszem wobec o faszystowskim obliczu polskiego podziemia.

A w dodatku na Nowogródczyźnie i na Wileńszczyźnie rozgorzała na przełomie 1943 i 1944 wręcz wojna partyzancka. Atakowani Polacy musieli się bronić.

Niemcy chcąc mieć spokój na tyłach frontu, szli wobec Polaków na ustępstwa. Zwolnili z więzienia jednego z tamtejszych dowódców, Zygmunta Szendzielarza, „ Łupaszkę”. Zaniepokojona Komenda Główna AK nakazała zaprzestania jakichkolwiek porozumień i kontaktów (co powiedzą na to w Londynie!). Ale „ Łupaszko” był wolny i dzięki jego czujności, podległy mu oddział wyrwał się niedługo potem z próby sowieckiego okrążenia.

Wiedział, że zabójcy przyjdą. Naostrzył siekierę do obrony. Ludzkie odruchy wśród nieludzkich sąsiadów

Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej bestialsko mordowanym Polakom z pomocą przyszło ponad tysiąc ukraińskich Sprawiedliwych.

zobacz więcej
Na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej sytuacja nie przypominała tej na Białorusi i na Litwie. Ludobójstwo Polaków rozpoczęte na masową skalę w lipcu 1943 roku przez ukraińskich nacjonalistów z UPA spowodowało, że ludność polska szukała u partyzantów radzieckich ochrony, a mężczyźni wstępowali do ich oddziałów, widząc w tym jedyną szansę na przeżycie, zwłaszcza ci, którzy utracili swoje rodziny.

Radzieccy leśni rzeczywiście pomogli dwóm wiejskim samoobronom – w Hucie Starej i Przebrażu. W Przebrażu, gdzie schroniło się 10 tysięcy ludzi, dwudniową obronę zakończył oddział radziecki, znienacka zaatakowawszy tyły UPA. Klęska banderowców była całkowita, a straty w ludziach duże.

Oddział dyrygenta

To na Wołyniu udało się zrealizować zalecenie Ponomarenki o tworzeniu komunistycznych oddziałów polskich. Powstały dwa, które z czasem przeszły na Lubelszczyznę: Wincentego Mroczkowskiego i Roberta Satanowskiego. W tym drugim do połowy 1943 roku nie można się było doliczyć więcej, niż 44 partyzantów. Obydwa urosły w siłę na skutek działań ludobójczych UPA.

„Jak wynika z listu napisanego przez Satanowskiego, głównym zadaniem jego powstałej na Wołyniu grupy miało być »wciągnięcie polskich mas do aktywnej walki z okupantami ręka w rękę z sowieckimi oddziałami partyzanckimi«. Satanowski obiecywał: »Przenikać do nacjonalistycznych organizacji [czyli AK – G.M.] w celu wykrycia ich zamiarów i działalności oraz rozłożenia ich szeregów. Czerwony polski oddział partyzancki będzie zaufanym agenturalno-zwiadowczym oddziałem na terenie Polski« – pisze Grzegorz Motyka w „Na białych Polaków obława”.

Z innego źródła wiadomo, że oddział Satanowskiego o szumnej nazwie „Jeszcze Polska nie zginęła” był szkolony ideologicznie przez swego dowódcę, że rząd Sikorskiego jest faszystowski, a twierdzenie, że sprawcami Katynia byli Sowieci jest wymysłem i prowokacją.
Rok 1986. Wizyta premiera Związku Radzieckiego Nikołaja Ryżkowa (drugi z lewej) w Polsce. W Teatrze Wielkim gościa witał Robert Satanowski (z prawej). Fot. PAP/Maciej Musiał
Wtrącić tu wypada o powojennych losach Roberta Satanowskiego. Nietypowo, nie zrobił kariery w wojsku lub bezpieczeństwie. Został znanym dyrygentem, uczonym fachu nawet przez Herberta von Karajana, dyrektorem wielu filharmonii i teatrów operowych m.in. Teatru Wielkiego w Warszawie. W 1988 roku zdumieni melomani, znający Satanowskiego jako propagatora w Polsce – wbrew linii partii – oper Richarda Wagnera mogli obejrzeć w DTV, jak maestro, świeżo mianowany generałem chwali się wojenną znajomością z Chruszczowem. Jak się wtedy okazało i Polihymnia może mieć czerwoną tunikę.

Żydzi przeciw chłopom

Wracając do meritum, nie sposób nie wspomnieć o oddziałach żydowskich jako o składniku partyzantki komunistycznej. Żydzi, bez wyjątku skazani na śmierć, uciekając z gett, szukali schronienia w lasach. Starali się dostać do już istniejących oddziałów i wtedy nierzadko byli mordowani jako niemieccy szpiedzy, w lepszym wypadku przepędzani. Większą szansę na przetrwanie dawały oddziały czysto żydowskie, mające często charakter obozów rodzinnych, gdzie były także kobiety i dzieci. Te grupy nie szukały walki z Niemcami i zajmowały się wyłącznie rabunkiem. Najlepiej uzbrojone współpracowały z komunistami i uważały się za część partyzantki radzieckiej.

W książkach wspomnieniowych wydanych po wojnie w USA, ocaleli komendanci tych oddziałów potyczki przeciwko polskim chłopom, którzy nie chcieli dać się zrabować do cna, nazywają swoją walką z faszyzmem. Najsłynniejszy taki oddział Tuwie Bielskiego i Szolema Zorina wraz z partyzantami radzieckimi spalił 8 maja 1943 roku wieś Naliboki w nowogródzkiem i wymordował jej mieszkańców.

Podobny los spotkał wieś Koniuchy, 29 stycznia 1944 roku, na skraju puszczy Rudnickiej, gdzie również oddziałom radzieckim pomagały żydowskie Jakowa Prennera i Szmuela Kaplinskiego. W obu wsiach powstała samoobrona wspomagana przez Armię Krajową.

Odtransportować czy rozstrzelać?

ZSRR utworzył na Kresach II RP olbrzymią armię partyzancką. W 1944 roku na dzisiejszej Białorusi było 122 tysiące partyzantów, na dzisiejszej Ukrainie i Litwie dużo mniej. Jak napisał Bohdan Musiał w zakończeniu swojej książki „Sowieccy partyzanci 1941 – 1944”:

„Kierownictwu państwowemu i partyjnemu nie udało się utworzyć z tak ogromnej masy ludzi silnej armii ani zagrozić niemieckim liniom komunikacyjnym w taki sposób, by zachwiać działaniami frontowymi Niemiec. Strona sowiecka nie była w stanie wyposażyć partyzantów w wystarczającą ilość amunicji i materiałów wybuchowych. Nie potrafiła też nimi sterować. Powstanie olbrzymich skupisk partyzanckich okazało się w dalszej perspektywie problematyczne, a pod względem wojskowym wręcz szkodliwe.”

Pięć trzonowców w atłasowym pudełku. Żuchwa Hitlera – strategiczny łup sowieckich służb

Do dziś pozostaje w dyspozycji Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Spoczywa w ołowianym relikwiarzu przy ulicy Łubianka.

zobacz więcej
W tej samej książce historyk zamieścił cytat, który tę szkodliwość po części ilustruje. 24 marca 1944 Białoruski Sztab Ruchu Partyzanckiego otrzymał radiogram: „ Siostra jednej z naszych towarzyszek broni, obywatelka L., która od czterech miesięcy choruje na syfilis, przebywa w obozie naszej Brygady. Prosimy was o decyzję, czy ma być odtransportowana samolotem za linię frontu na leczenie czy też na miejscu rozstrzelana”.

Diabelska alternatywa dla rządu emigracyjnego i władz w kraju to – albo bronimy naszych obywateli i zostajemy faszystami, albo nie bronimy i jako władze jesteśmy..., no właśnie, czym? Polski Londyn liczył, że sojusznicy wybronią nas przed zakusami ich sojusznika. To od Anglii zależał polski rząd i Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie. Z tej pułapki nie było dobrego wyjścia i go nie znaleziono. Dopiero przekroczenie przez Armię Czerwoną granicy zadekretowanej w pakcie Ribbentrop- Mołotow rozwiązało problem. Partyzanci radzieccy w większości po prostu zasili armię radziecką.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od cebulek tulipanów po kredyty hipoteczne
Czy po 90 latach od Czarnego Czwartku świat czeka kolejny krach finansowy? Dziś wywołać go mogą kryptowaluty.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Kuroń stał się dowódcą armii pacyfikującej społeczny bunt
Słyszałam, że wziął kartkę i rysował strzałki, kierunki natarcia policji, rozlokowanie sił, które miały rozpędzić strajkujących – wspominała Janina Paradowska.
Historia Poprzednie wydanie
Bardziej Polak niż komunista – Gomułka w październiku ‘56
Jedyna w PRL radziecka interwencja zbrojna rozpoczęła się ćwierć wieku przed grudniem 1981 r.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała
Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Tydzień solidarnego głodowania
Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.