Cywilizacja

Bez dopłat, pestycydów i z poszanowaniem środowiska. Czy brexit pomoże rolnikom?

Największymi beneficjentami unijnych dopłat są wielkie firmy rolnicze, w których produkcja odbywa się na przemysłowych farmach, gdzie bez umiaru stosowane są chemiczne środki ochrony roślin i inne wspomagacze. Z systemu dopłat korzysta także… brytyjska arystokracja – wielcy posiadacze ziemscy. Nawet rodzina królewska dostaje z Brukseli przelewy na blisko pół miliona euro rocznie.

Wspólna polityka rolna to największa patologia Unii Europejskiej i całe szczęście, że nareszcie z nią zrywamy – przekaz ministra rolnictwa i ochrony środowiska Wielkiej Brytanii Michaela Gove’a był jednoznaczny.

Problemy unijnego rynku rolnego to Na Wyspach Brytyjskich od dawna woda na młyn krytyków Brukseli przekonujących, że decyzja w sprawie brexitu była słuszna. Mało tego, niektórzy londyńscy konserwatyści twierdzą wręcz, że dla ich farmerów przyszłość poza Unią Europejską będzie świetlana. Jest o tym przekonany zwłaszcza Michael Gove. Tylko czy aby na pewno ma rację?

Ekowojownik od zielonych technologii

Krytycy mówią o nim jako o wariacie. Media zaś okrzyknęły go mianem eco-warrior (ekowojownika). Ten pochodzący ze Szkocji polityk jest najskuteczniejszym napastnikiem w drużynie premier Theresy May.

Utożsamia się go zwykle z hasłem „green Brexit”. Zgodnie z założeniem rozwód z Unią Europejską pomoże przeobrazić brytyjskie rolnictwo intensywne w ekologiczne i zrównoważone.
Michael Gove lubi pokazywać, jak bardzo jest proekologiczny. Nie mogło go więc zabraknąć na wystawie kwiatów w londyńskiej Chelsea. Fot.Toby Melville/Reuters
To Gove stoi za zakazem stosowania mikroplastiku w sprzedawanych w kraju kosmetykach. Zakaz ten został wprowadzony w Wielkiej Brytanii, choć Komisja Europejskiej wciąż nie zdecydowała się na tak radykalny ruch w stosunku do innych krajów UE.

To Gove grozi wprowadzeniem kaucji na wszystkie opakowania plastikowe. To on robi sobie sesje z bobrami, których żeremia w dopływach rzek mają być – jak twierdzi – naturalną ochroną przed powodziami. Odważnie zapowiada też, że po wyjściu z Unii Wielka Brytania, dzięki rządowym inwestycjom, stanie się „Krzemową Doliną” zielonych technologii na świecie.

Według Gove'a główny grzechem Unii Europejskiej jest bowiem zachęcanie rolników do maksymalizowania produkcji kosztem degradacji ziem uprawnych. Dlatego też najważniejszą misją ministerstwa rolnictwa teraz ma być odzyskanie kontroli nad środowiskiem naturalnym i przywrócenie zrównoważonego rozwoju. Minister ma zamiar zadbać o to, aby regulacje dotyczące używania środków chemicznych w rolnictwie były na Wyspach znacznie bardziej restrykcyjne niż na kontynencie. Zresztą proces już się rozpoczyna. Resort wydał wojnę pestycydom źle oddziałującym na pszczoły. Argumentuje, iż środki te nie tylko prowadzą do zagłady gatunku, ale i zanieczyszczają brytyjski miód.

100 żniw do wyjałowienia

Postulaty te trafiają na podatny grunt. Grunt, dodajmy, od lat wyniszczany pestycydami i intensywną uprawą. Naukowcy alarmują wręcz, że brytyjskiej ziemi zostało już tylko około 100 żniw do kompletnego wyjałowienia.

Tajemnicą poliszynela jest zaś fakt, że w Unii Europejskiej dopłaty do rolnictwa w dużej mierze są przeznaczane na toksyczne substancje ochronne, bez których farmerzy (także brytyjscy) nie wyobrażają już sobie upraw. Każdego roku na europejskie pola trafia przeszło 400 tysięcy ton pestycydów, a w Wielkiej Brytanii wydatki rolników na ten cel wynoszą kilkaset milionów euro rocznie. Rynek środków ochrony roślin to globalny oligopol podzielony pomiędzy kilka firm gigantów.

Jesteście patriotami? To zaciśnijcie zęby i pracujcie dla Polski

Roman Kluska: – Gdyby Polacy mieli takie regulacje prawne jak Anglicy, to nikt w Europie nie miałby z nami szans. Polacy są innowacyjni i pracowici, jestem o nich spokojny.

zobacz więcej
System dopłat dla rolników, tak jak w Polsce, jest proporcjonalny do posiadanej ziemi. A to, zdaniem polityków uzasadniających brexit, największy błąd systemu subsydiów unijnych. Wspomaga on bowiem najbogatszych producentów, w żaden sposób nie premiując właścicieli np. ekofarm. W UE dotacje ze wspólnej polityki rolnej w 80 proc. trafiają do 20 proc. największych producentów żywności.

Największymi beneficjentami unijnych dopłat są więc wielkie firmy rolnicze, w których produkcja odbywa się na przemysłowych farmach, gdzie bez umiaru stosowane są chemiczne środki ochrony roślin i inne wspomagacze. Z systemu dopłat korzystają wielkie koncerny spożywcze, a także… brytyjska arystokracja – wielcy posiadacze ziemscy. Nawet rodzina królewska dostaje z Brukseli przelewy na blisko pół miliona euro rocznie.

Tymczasem rząd konserwatystów zapowiadając koniec dopłat, uderza w swoich naturalnych wyborców, angielskie elity. Okazuje się jednak, że gra warta jest świeczki. Uprawy rolne zajmują 70 proc. powierzchni Wielkiej Brytanii, a farmerzy stanowią mniej niż 1,2 proc. ogółu zatrudnionych. Wytwarzają 0,7 proc. PKB. Nie są więc poważną grupą wyborców.

Do budżetu rolnego Unii Europejskiej z kieszeni brytyjskich podatników płynęło rocznie 4,5 miliarda euro. 3,6 miliarda wracało, choć dotacje dla farmerów belgijskich czy holenderskich w przeliczeniu na hektar ziemi były przeszło dwukrotnie wyższe. Być może to stąd bierze się poparcie dla działań charyzmatycznego ministra, który potrafi przekonywać do swoich racji.

Święta krowa

Jednak nie przyszłoby mu to tak łatwo, gdyby unijna polityka rolna nie grzeszyła niekonsekwencją.
Butelka mleka bywa na Wyspach tańsza od butelki wody mineralnej. Nic dziwnego, że farmerzy co jakiś czas urządzają głośnie protesty. Fot.Andrew Yates/Reuters
Po II wojnie światowej zapewnienie Europie bezpieczeństwa żywnościowego stało się jedną z najważniejszych przyczyn powstania Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Trudno się więc dziwić, że przez ponad pół wieku wspólna polityka rolna miała status – nomen omen – „świętej krowy”. Od tego czasu sytuacja się jednak diametralnie zmieniła. Rolnicy, którzy reprezentują dziś zaledwie 5 proc. zatrudnionych w państwach Unii Europejskiej i przynoszą zaledwie 1,6 proc. PKB otrzymują wsparcie w wysokości ok. 40 proc unijnego budżetu.

Na Wyspach dochodzi nawet do takich paradoksów, że butelka mleka bywa tańsza od butelki wody mineralnej. To stawia pod znakiem zapytania racjonalność ekonomiczną systemu i wywołuje zrozumiałą krytykę.


Na dodatek Unia staje się zakładnikiem coraz mniejszej grupy interesów – producentów żywności walczących o zachowanie status quo. Na przykład w grudniu ubiegłego roku do użytku ponownie został dopuszczony środek zawierający glifosat (słynny Roundup), który zna każdy europejski rolnik, gdyż jest to najpopularniejszy środek chwastobójczy. Badania WHO sugerują, że glifosat jest rakotwórczy. W 2017 roku pod petycją o delegalizację preparatu podpisało się ponad 1,3 miliona obywateli UE. Mimo to produkt zyskał certyfikat Brukseli na kolejne pięć lat. Wspólnota nie ma też zamiaru ograniczać krajowych kwot emisji metanu, pochodzącego z przemysłowej hodowli trzody.

Jak Nowa Zelandia

A co z przyszłością brytyjskich farmerów? Bez unijnych dopłat, bez dostępu do wspólnego rynku, bez kwot gwarantowanych dla rolników. Czy poradzą sobie w nowej rzeczywistości, skoro z powodu coraz niższej wartości funta w ostatnich latach brakowało nawet polskich, rumuńskich czy ukraińskich rąk do pracy przy robotach sezonowych?
Brytyjska królowa Elżbieta II chętnie bywa na wystawach rolniczych. W 2004 roku monarchini odwiedziła wystawę w Walii. Fot. Barry Batchelor/Reuters
Rolnicy mogą jednak skorzystać na tym, że brexit z pewnością ograniczy dopływ żywności z krajów kontynentalnej Europy, w której rozsmakowali się Brytyjczycy. Nawet ulubiony cheddar, który w większości jest produkowany w Irlandii, w przyszłości będzie towarem importowanym z nałożonym cłem. A cło i wspomniany spadek wartości funta mogą uczynić niektóre produkty droższymi nawet o kilkadziesiąt procent.

Zwolennicy brexitu bagatelizują problem i przywołują przykład Nowej Zelandii. W 1973 roku przystąpienie Wielkiej Brytanii do EWG odcięło farmerów z Antypodów od brytyjskiego rynku. A wtedy nowozelandzcy hodowcy jagnięciny, wołowiny i bydła mlecznego byli całkowicie uzależnieni od konsumentów brytyjskich.

Mimo to Nowa Zelandia sobie poradziła, a nawet stała się na azjatyckim rynku hegemonem w produkcji mięsa i mleka. Rozwinęła też przemysł winiarski.

Czy przykład nowozelandzki może być nadzieją dla odciętego od europejskiego rynku rolnictwa brytyjskiego? Tu pojawiają się rysy na gładkim obrazie malowanym przez zwolenników brexitu.

Politolog z Oksfordu: Neoliberalizm jest jak marksizm

Mieszkańcy Europy są stale oszukiwani. Gdy głosują za radykalną zmianą, europejski establishment konsoliduje się w celu jej zablokowania.

zobacz więcej
Po pierwsze Nowa Zelandia dzięki położeniu geograficznemu, małemu zaludnieniu i dużym przestrzeniom jest wręcz stworzona do roli żywiciela Azji. Po drugie rolnictwo w Nowej Zelandii od zawsze musiało wykazywać się konkurencyjnością i innowacyjnością, gdyż było pozbawione wsparcia i subsydiów. Kraj też traktuje produkcję żywności jako swój absolutny priorytet i nie jest uwikłany – tak jak Wielka Brytania – w szereg gospodarczych relacji z innymi rynkami. Poza tym Nowozelandczycy wcale nie odmawiają sobie pestycydów i nowoczesnych środków poprawiających wydajność produkcji rolnej.

Rolnicza patologia

Dlaczego Brytyjczycy stawiają wszystko na jedną kartę? Chcą być pierwszym w Europie krajem, który zrezygnuje ze wspierania wielkoobszarowego rolnictwa i postawi na import żywności? Krajem, który reaktywuje zamierające ekosystemy i pomoże rolnictwu ekologicznemu. A może to tylko zwykły marketing polityczny? Na razie trudno zgadnąć. Jedno jest pewne, Londyn już pokazał, jak bardzo patologiczna jest unijna polityka rolna.

Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



08.05.2018
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.