Kultura

Dziewica spod Pleszewa

Babciny zbiór narodowych pamiątek nazywała „trupiarnią”. Jej własna kolekcja dzieł sztuki miała wzbudzić podziw raczej koneserów, niż patriotów.

Egipskie amulety, greckie amfory, gotyckie relikwiarze, renesansowe grafiki, konterfekty monarchów oraz obrazy, dokumentujące obyczaje szlachty i pospólstwa, pejzaże i sceny batalistyczne - trzeba przyznać, że córka Adama Jerzego Czartoryskiego była damą o wyjątkowo szerokich zainteresowaniach.

20-letnią księżniczkę często widywano w paryskich antykwariatach. „Dziwne ma gusta – sztychów starych zebrała zbiór, skupując je przez lata po paryskich bukinistach. Pedanteria jakaś przebija w tym. Lecz dobrze jej nikt nie zna, bo się pokazuje, ale się nie zadaje, rozmawia, ale się nie zwierza, ni spowiada. Postać prześliczna i poważna, i wytworna, i giętko-smukła. Oto pytanie, czy jest tkliwe tam serce?” – zastanawiał się Zygmunt Krasiński w liście do przyjaciela. Izabella z Czartoryskich Działyńska (1830 - 1899) serce miała, ale nie do mężczyzn. Kochała sztukę.

Wystawa w poznańskim Muzeum Narodowym jest zarazem próbą rekonstrukcji. Choć księżna jeszcze za życia udostępniła swą kolekcję zwiedzającym i zrobiła wszystko, by po jej śmierci nie uległa ona zatraceniu, mało kto wiedział o skarbach, zgromadzonych w Gołuchowie. Wioska, oddalona od głównych szlaków komunikacyjnych, nie mogła konkurować z Muzeum Czartoryskich, ufundowanym przez brata Izabelli w Krakowie.
Zamek w Gołuchowie, w którym państwo młodzi mieli uwić miłosne gniazdo, Izabella złośliwie nazywała „małą średniowieczną kasztelanią po ataku i złupieniu”. Fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu
Babcina idea „świątyni pamięci” okazała się bliższa sercom rodaków, poza tym wnuczce nie udało się pozyskać dzieła tak ikonicznego jak „Dama z gronostajem”. No i najważniejsze: w 1939 roku zbiór stracił swą integralność – jak się wydaje – bezpowrotnie. Po wojnie najcenniejsze obiekty trafiły do Poznania i Warszawy, część znalazła się za granicą, los innych do dziś pozostaje nieznany.

Znała siedem języków, w tym arabski

Izyjka (jak ją nazywano w rodzinie) dorastała w słynnym Hôtel Lambert. Spotykali się tu wszyscy wielcy Wielkiej Emigracji. Rzadziej wspomina się, że była to również urządzona ze smakiem arystokratyczna rezydencja pamiętająca czasy muszkieterów, w której Czartoryscy przechowywali ewakuowane z kraju rodzinne zbiory.

Gdy ojciec i starsi bracia układali polityczne kabały, księżniczka – obdarzona żywym umysłem i znakomitą pamięcią – zachłysnęła się sztukami plastycznymi. Poznała największego z ówczesnych francuskich mistrzów pędzla Eugene’a Delacroix i jego imiennika Viollet-le-Duca, architekta, który zrehabilitował sztukę średniowiecza. Malarstwo i rzeźbę studiowała u Sebastiena Norblina z artystycznej familii, związanej z Polską od epoki rozbiorów aż po drugą wojnę światową.

Była poliglotką. Znała siedem języków, w tym arabski. Zwiedziła Włochy, Algierię, Egipt i Ziemię Świętą. Kto by pomyślał, że swój „ziemski raj” znajdzie w powiecie pleszewskim? Babka, Izabela przez jedno „l”, od romansów nie stroniła. Poczęła siedmioro dzieci, a każde z innym mężczyzną. Wnuczka, niebieskooka brunetka „o rysach starożytnej kamei” miała wielu epuzerów, lecz żadnego do bliższej komitywy nie dopuściła.

Wyraźnie unikała zamążpójścia, w końcu jednak uległa woli ojca, wychodząc za Jana Kantego Działyńskiego. Narzeczeństwo trwało nieprzyzwoicie długo: dwa lata, bo i on był sercem gdzie indziej. Ślub z Czartoryską, córką niekoronowanego króla Polski dogadzał rodowym ambicjom, lecz ostatecznie Działyńscy wyszli na tym mariażu kiepsko.

Księżna w Wielkopolsce czuła się jak na zesłaniu. Zamek w Gołuchowie, w którym państwo młodzi mieli uwić miłosne gniazdo, złośliwie nazywała „małą średniowieczną kasztelanią po ataku i złupieniu”. Za swój prawdziwy dom wciąż uznawała Hôtel Lambert.
Wystawa w Gołuchowie jest próbą rekonstrukcji kolekcji Izabelli Działyńskiej. Fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu
Małżeństwo najpewniej nigdy nie zostało skonsumowane. Po śmierci teściów Izabella i Jan przestali dbać o pozory. Żyli osobno, zgodnie z intercyzą mieli też osobne fundusze. Hrabia, zaangażowany w powstanie styczniowe, musiał uciekać za granicę. Przejściowo stracił dostęp do swych dóbr wziętych w sekwestr przez władze pruskie. Żona poratowała go pożyczką, którą spłacił w naturze: rezydencją gołuchowską i zgromadzoną w niej kolekcją waz greckich.

Dopiero 15 lat po ślubie nasza bohaterka na serio zainteresowała się zamkiem nad Trzemną. Ściągnięci z Francji architekci zrobili wszystko, by uczynić z niego château podobne do tych, które można podziwiać nad Loarą. Izabella mieszkała w Gołuchowie latem, przed nadejściem chłodów uciekała do Paryża. Po śmierci matki kierowała tamtejszym Instytutem Panien Polskich, kształcącym córki emigrantów.

Z czasem polubiła wielopolską „kasztelanię” na tyle, że kazała się w niej pochować. Grób Jana, na którym wygasł ród Działyńskich znajduje się w Kórniku. W testamencie zapisał swe dobra Zamoyskim.

Medyceusz czyli Kopernik

Izabella kpiła z sentymentalnego patriotyzmu babki, lecz i ona nie oparła się gromadzenia dzieł, świadczących o potędze i bogactwie dawnej Rzeczypospolitej. Dowiedziawszy się, że Gołuchów należał niegdyś do Leszczyńskich, postawiła na pseudohistoryczną rekonstrukcję. Najważniejsze zamkowe komnaty urządziła w stylu renesansowym, po czym ozdobiła je pamiątkami po „królu Piaście” i jego familii.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W widocznych miejscach kazała umieścić herb Wieniawa z koroną. A przecież jako osoba oczytana musiała wiedzieć, że Stanisław, monarcha ze szwedzkiej łaski, nie spędził tu nawet jednego dnia. W jego czasach główną rezydencją Leszczyńskich był pałac w Rydzynie. Zamek nad Trzemną, sprzedany Słuszkom, z wolna popadał w ruinę.

W gołuchowskiej galerii polskich władców poczesne miejsce zajmował także Stanisław August. Jego matka wywodziła się z Czartoryskich, był więc poniekąd powinowatym księżnej (podobnie jak waleczny książę Józef Poniatowski).

A Tadeusz Kościuszko? Od młodości znajdował się w orbicie wpływów Familii. W tych kwestiach Izabella była gorliwą kontynuatorką polityki historycznej, uprawianej przez babkę. I tak jak ona, padła ofiarą nieuczciwych marszandów. Dała sobie wcisnąć portret Wawrzyńca Medyceusza dość nieudolnie przerobiony na konterfekt Mikołaja Kopernika. Historycy sztuki już od dawna podejrzewali fałszerstwo. Pewność zyskano, gdy z okazji wystawy obraz poddano konserwacji.
Hrabia, zaangażowany w powstanie styczniowe, musiał uciekać za granicę. Żona poratowała go pożyczką, którą spłacił w naturze: rezydencją gołuchowską i zgromadzoną w niej kolekcją waz greckich. Portet Jana Kantego Działyńskiego pędzla Leona Kaplińskiego, r. 1864. Fot. Wikimedia
Pani na Gołuchowie zadbała, by jej skarby miały odpowiednią oprawę, godną Luwru czy British Museum. Kasetonowy strop Sypialni Królewskiej wykonano na wzór sufitu starego sądu w Dijon, boazerie przywodzą na myśl rezydencję Walezjuszy w Fontainebleau, zaś fresk zdobiący sufit w salonie był kopią malowidła z Hôtel Lambert.

Zamkowe wnętrza, oglądane na zdjęciach wykonanych na początku XX wieku, wydają się przeładowane. Przeszklone szafy z antyczną ceramiką sięgały aż do sufitu. W epoce słusznie minionej taką estetykę nazywano „burżuazyjną”. Ostatnio niektóre muzea zaczęły wracać do dawnego sposobu eksponowania zbiorów, ale można być pewnym, że neomoderniści łatwo tej sprawy nie odpuszczą.

Wspomniana kolekcja waz była i jest największym oraz najlepszym zbiorem tego typu zabytków w Polsce. Izabella dumna była szczególnie z posiadania amfory panatenajskiej.

Naczynie, napełnione wyborną oliwą, stanowiło nagrodę dla zwycięzcy wyścigów konnych w igrzyskach urządzanych co cztery lata ku czci Ateny. Zrabowana przez Niemców, a potem przez Sowietów, do Polski wróciła dopiero w 1956 roku. W stolicy Wielkopolski bawi tylko przelotnie. Na co dzień można ją podziwiać w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Warto zwrócić uwagę na anonimowy „Wzornik Ubiorów Polskich” z XVII w., z którego natchnienie czerpał niejeden kostiumolog, zatrudniony przez producentów filmów historycznych.

Można też porównać dwie wersje słynnego obrazu „Polonez Chopina” Teofila Kwiatkowskiego (z wystawy i z ekspozycji stałej MNP). Izabellę rozpoznać łatwo, stoi na lewo od ojca, widać za nią husarskie skrzydła. Ciekawe, co księżna, z poglądów pozytywistka, sądziła o tej romantycznej wizji balu w Hôtel Lambert, w którym widma przeszłości brały udział na tej samej zasadzie, co żywi?
Ciekawostką jest akwarela autorstwa Rosy Bonheur, pierwszej kobiety, odznaczonej Legią Honorową. Przedstawia ona towarzyszy zabaw małej Izyjki: wodołaza portugalskiego Sułtana i maleńką pinczerkę Rosette. Swoją drogą, podobnego psa, również wabiącego się Sułtan, podarowano Chopinowi.

Testament estetki

Izabella przeżyła męża i braci. Ulubiony bratanek August, w którym upatrywała swego dziedzica, wstąpił do zakonu (14 lat temu został beatyfikowany przez Jana Pawła II). Jak każdy kolekcjoner bała się, że po gdy odejdzie z tego świata, zbiory zostaną rozproszone. Chcąc temu zapobiec ustanowiła Ordynację Rodziny Książąt Czartoryskich na Gołuchowie. „Spodziewam się, że zbiór powyższy ogółowi pożytek przyniesie, wywołując i podnosząc upodobania do sztuki i zmysł piękna” – napisała we wstępie do statutu.

Kościelny szyk to mody krzyk

Katolicyzm na wybiegu. Między wzniosłą ideą a bluźnierstwem.

zobacz więcej
Przebudowała dawną gorzelnię tak, aby mogli w niej zamieszkać przyszli ordynaci. Zamek miał być muzeum dostępnym „przez co najmniej 15 dni w roku bez pobierania opłaty za wstęp”.

40 lat po pogrzebie fundatorki ordynacja była już tylko wspomnieniem, a zamek pustą skorupą. Dzieła zniszczenia dopełnili „wyzwalający” Polskę czerwonoarmiści. Odrestaurowaną rezydencję można dziś zwiedzać, ale Izabella byłaby rozczarowana skromną ekspozycją. Jej zabalsamowane zwłoki czekają na Sąd Ostateczny w wielkim parku, zaprojektowanym przez Jana Działyńskiego. Na witrażu zdobiącym mauzoleum widnieje dewiza Czartoryskich: „Bądź co bądź”.

– Wiesław Chełminiak

Wystawa „Życie sztuką” w Muzeum Narodowym w Poznaniu będzie czynna do 19 sierpnia 2018
Zdjęcie główne: Portret Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej pędzla Matyldy Meleniewskiej. Fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Politycy, którzy piszą powieści, literaci, którzy politykują
Autor cyklu o Jakubie Wędrowyczu szczęśliwie w 2009 roku nie wszedł do Parlamentu Europejskiego z listy Unii Polityki Realnej.
Kultura Poprzednie wydanie
Bez nadęcia, moralizowania, rozdzierania szat
Najbardziej zachwyca mnie jej kunszt w tworzeniu napięć poprzez nieoczekiwaną zmianę skali. Proszę sobie wyobrazić lilipucią ogrodniczkę wygrabiającą spirale z czerwonego piasku.
Kultura Poprzednie wydanie
Napisał scenariusze do „Zimnej wojny” i „Rejsu”
Nie ma dziś autorów, którzy by potrafili tak celnie, z cieniutką ironią, trafiać w słabe punkty przeciwników. Dziś wali się na odlew siekierą, On ciął skalpelem.
Kultura Poprzednie wydanie
Kurier do Londynu
Historia żołnierza, konspiratora, wysłannika AK, powstańca warszawskiego - już w kinach. A w Tygodniku TVP fotosy i zdjęcia z uroczystej premiery.
Kultura wydanie 8.03.2019 – 15.03.2019
„Elegancja Carringtonów w twoim domu”. Terapia dla...
Ludzie chcieli zobaczyć, jaki jest Zachód, wielu z nich szukało nowych wzorców – niestety, dostarczały je również tandetne seriale…