Cywilizacja

Może zniszczyć naszą cywilizację, jak Majów i Rzym. Nadchodzi poważna zmiana klimatu. Już ją widać i czuć

Padają rekordy ciepła, a pożary trawią kolejne kraje, zabijając setki ludzi. Niezależnie od tego, czy za sprawą człowieka i naszego przemysłu, czy też naturalnych zmian klimatycznych oraz działania Słońca, globalne ocieplenie jest faktem. Ale zmiany klimatu nie są przecież niczym nowym, doprowadziły już do zagłady niejedną cywilizację, były powodem głodu, wędrówek ludów i wojen. Czy rosnąca na Ziemi temperatura spowoduje kolejny kataklizm w historii świata i zniszczy tym razem nas?

Pożary, tornada i powodzie są dowodem na nowy cykl zmian klimatycznych. Jesteśmy temu winni czy też jest on czymś normalnym?

Starożytne anomalie pogodowe i klęski powstające w ich wyniku są doskonałym argumentem dla przeciwników teorii, iż to człowiek wywołał globalne ocieplenie przez swą działalność: rewolucję przemysłową i w efekcie – znaczące zwiększenie emisji dwutlenku węgla i metanu do atmosfery. Tysiące czy setki lat temu nie było przecież fabryk, samochodów i miliardów ludzi na świecie. Tymczasem na Ziemi były ogromne wahania temperatury.

Klimatolodzy wskazują, że okresy ochłodzenia (takie jak mała epoka lodowcowa, która nastąpiła na półkuli północnej w latach 1675-1715, po czasie średniowiecznego optimum klimatycznego), gdy średnia temperatura na powierzchni Ziemi spadała o ponad 1°C, można łączyć ze zmianami aktywności Słońca. Inni naukowcy, że było to wywołane zwiększeniem aktywności wulkanów i mocniejszym zatrzymywaniem promieni słonecznych przez zanieczyszczoną pyłem atmosferę.

Jednak mimo tych doświadczeń, obecnymi zjawiskami – poza trzęsieniami ziemi czy erupcją wulkanów – obarcza się człowieka. Piąty raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, powstały pod auspicjami ONZ w wyniku współpracy naukowców z 200 krajów, stwierdza, iż ocieplenie wynika z obecności w atmosferze gazów cieplarnianych. Działają one jak izolacja: blokują oddawanie do przestrzeni kosmicznej promieniowania cieplnego, które dociera do nas ze Słońca.

A człowiek spala coraz więcej paliw kopalnych, takich jak węgiel, ropa i gaz. Do tego dochodzą: rosnąca emisja metanu produkowanego przez miliardy zwierząt hodowlanych oraz deforestracja, czyli masowe wycinanie lasów, a tym samym – ograniczanie produkcji tlenu.
Na 4 sierpnia w Portugalii, na północny-wschód od Lizbony, zapowiadano rekord ciepła w Europie: 51°C w cieniu. Nigdy dotąd nie odnotowano tak wysokich temperatur na Starym Kontynencie, najwyższa wynosiła 48°C i miało to miejsce w lipcu 1977 roku w Grecji. Teraz średnia temperatura na całym Półwyspie Iberyjskim ma wynieść na początku sierpnia miej więcej 47°C.

W ślad za kolejnymi rekordami ciepła w europejskich stolicach idą kłopoty: susza, pożary trawiące setki tysięcy hektarów ziemi w krajach śródziemnomorskich, ale i w leżącej na północy, dotąd zimnej Skandynawii. Zaś po nich następują niezwykle silne opady, wylewają rzeki, a wichury łamią drzewa jak zapałki.

To efekt tego – twierdzą klimatolodzy – że globalne ocieplenie powoduje planetarne zaburzenie bilansu wodnego. Są więc rejony, gdzie z braku wody panuje nieurodzaj, zaś w innych miejscach czy okresach roku pojawia się ona w nadmiarze.

Ludzie płonęli w domach, w samochodach, na skałach, z których nie było ucieczki. „Mamma mia” w ogniu

Prawie sto ofiar, w tym Polacy – to tragiczne żniwo pożarów w Grecji. Oszczędności w tym kraju uderzyły we wszystkie sfery życia, siłą rzeczy więc również w ochronę przeciwpożarową i zarządzanie lasami.

zobacz więcej
Dlatego obserwujemy w ostatnich latach gwałtowne deszcze podnoszące poziom rzek w Polsce, trąby powietrzne i burze, które zrywają dachy domów czy niszczą drzewostan i zabijają ludzi w Borach Tucholskich, zaś obecnie mamy susze niszczące uprawy tak, że rolnicy potrzebują pomocy państwa i drożeje żywność. Dwa tysiące kilometrów na północ od Polski (Szwecja pierwszy raz w historii przeżywa takie pożary, a w Finlandii ogień objął przede wszystkim najbardziej wysuniętą na północ Laponię) lub południe (Grecja) przez upały masowo płoną lasy, powodując śmierć około setki osób. Przy czym Grecję, prawie w tym samym czasie, dotknęły ulewy i powodzie na północy Aten. W Austrii, aby lżej znosić palące powietrze, ludzie wjeżdżają na alpejskie lodowce i spędzają czas na górze.

Europa nie jest w tych anomaliach osamotniona. Z Grenlandii oderwała się sześciokilometrowa góra lodowa, tworząc ryzyko wywołania tsunami. W Stanach Zjednoczonych strażacy walczą z 89 pożarami w 14 stanach. Ogień trawi Kalifornię, zagrażając Parkowi Narodowemu Yosemite. Służby nadały wręcz jęzorom ognia nazwy, np. Rzeka Ognia czy Ranczo Ognia – części Kompleksu Pożarów Mendocino. Powodujące śmierć ludzi upały trawią też Japonię, a jeszcze na początku lipca w okolicach m.in. Hiroshimy, Okayamy i Kyoto ulewne deszcze spowodowały powodzie i osunięcia ziemi. – Japonia nigdy jeszcze nie doświadczyła tak intensywnych opadów – mówił francuskiej agencji prasowej Yasushi Kajiwara z Narodowej Agencji Meteorologicznej. W sumie oba kataklizmy zabiły ponad 300 Japończyków, tysiące trafiło do szpitali. Z kolei w Andach w Peru pojawiły się niespotykane mrozy. Z powodu chłodu dziesiątki tysięcy ludzi choruje na zapalenie płuc, zmarło już około 700.

Mówi się, że żyjemy wręcz w epoce katastrofy ekosystemu, swoistym nowym „potopie”, który zburzy normalne funkcjonowanie cywilizacji, pozbawi życia lub dachu nad głową tysiące czy wręcz miliony mieszkańców planety.

Według wspomnianego raportu ONZ, zmiany klimatyczne będą zwiększały już dziś odczuwalne problemy społeczeństw: ubóstwo (mniejsze plony plus zniszczenia), choroby i przedwczesne zgony (powodowane upałami, powodziami, burzami, innymi kataklizmami), napływ uchodźców oraz przemoc (poszukiwanie lepszego życia za wszelką cenę).

Zobacz dokument „Źródła naszej cywilizacji” w Strefie ABO na VOD.TVP.PL
Tak samo było przed setkami lat, kiedy to podobne zjawiska wstrząsały dziejami świata.

Noe kontra klimat

Opisywany w Starym Testamencie potop to fakt. Zmiany klimatyczne i ulewne deszcze doprowadziły do upadku Mezopotamii, kolebki cywilizacji znajdującej się w delcie rzek Eufrat i Tygrys. Miejsce, w którym w czasie rewolucji neolitycznej wynaleziono rolnictwo, 8 000 lat temu poległo w starciu z naturą.

Na Mezopotamię spadła seria katastrofalnych powodzi. Hipotezy archeologów badających klimat mówi, że opady i kurczenie się lądolodu podnisły stan wód aż tak wysoko, iż mogło dojść do przelania się masy wody z Morza Śródziemnego na obszary basenu Morza Czarnego.



To opis idealnie pasujący do przypowieści o Noe i arce zatrzymującej się na górze Ararat w Armenii. Podobny motyw pojawia się także w starożytnych pismach Sumerów oraz zapiskach hinduskich, gdzie w opisach kataklizmu również występuje góra ocalająca ludzkość.

Zmiany klimatyczne zakończyły także świetność cywilizacji doliny Indusu, mało dzisiaj znanej, a będącej jedną z najbardziej zaawansowanych kultur przed naszą erą. Od 3300 r. p.n.e. powstawały tam i bardzo się rozwijały miasta, liczba ludności mogła dochodzić do 5 milionów.

Najnowsze badania archeologiczne wskazują, że upadek imponującego starożytnego państwa nie nastąpił wskutek najazdu Ariów, a poprzez trwającą kilkadziesiąt lat destabilizację pogody: gwałtowne monsuny, pustoszące tereny nadmorskie i jednocześnie susze, zmniejszające liczbę wody w rzekach płynących z pasm górskich w Himalajach. Wszystkie te zmiany drastycznie wpływały na ekosystem, a łączone są z działaniem Słońca.

Majowie, cywilizacja, którą wchłonęła dżungla

Zagłada Majów to najbardziej znany i spektakularny przykład tego, jak zmiany pogodowe mogą zakończyć okres świetności cywilizacji. Najwybitniejsza kultura Mezoameryki, która od IV wieku naszej ery tworzyła precyzyjny kalendarz, rozwinięte systemy rolnicze i doskonale zorganizowane miasta, też poległa w nierównej walce z klimatem.

Rozwój cywilizacyjny Indian z Jukatanu przypadał na czas regularnych opadów i wręcz idealnych dla rolnictwa temperatur, na terenach o bardzo żyznej, ale mającej płytką warstwę glebie. Opady pozwalały tam na duże plony i wyżywienie coraz liczniejszej populacji. Zwiększanie obszarów rolniczych wymagało wycinania lasów, co Majowie czynili — jak na swoje możliwości i brak znajomości koła — równie efektywnie, jak dzisiejsze buldożery w Amazonii.

Uzależnienie upraw od wilgotności mokradeł stało się pułapką, bowiem od IX wieku w Ameryce Środkowej zaczęła panować susza. W tym czasie na całym świecie zaczęła się podnosić temperatura. Zjawisko nazywane średniowiecznym optimum klimatycznym, które miało miejsce w latach 800–1300 r. naszej ery, oznaczało nad Sekwaną, Renem i Wisłą polepszenie możliwości rozwoju i wyżywienia społeczeństwa feudalnego, ale nad Zatoką Meksykańską zaczęły się okresy suszy trwające latami.

Pola wydarte dżungli szybko ulegały wyjałowieniu. W efekcie populacja Majów, żyjących w dużych miastach, nie była w stanie się wyżywić. Różne teorie archeologiczne mówią też o konfliktach i toczonych wojnach o ziemię, inne o buntach najniższych warstw chłopskich. Tak czy siak, ludzi w pośpiechu opuszczali wspaniałe miasta i piramidy w środku Jukatanu. A całą ich cywilizację, raptem po kilkuset latach rozkwitu, z powrotem wchłonęła dżungla. Majowie nie mieli szansy stawić czoła konkwistadorom, którzy kilka wieków później podbili Meksyk.

Klimat twój wróg?

Zmiany klimatu nakładają się na istotne procesy społeczne w europejskiej historii. Rozkwit Cesarstwa Rzymskiego od II wieku przed naszą erą do III w. n.e. przypadł na ciepłe i wilgotne lata, po których nie zabrakło chleba w czasie igrzysk. Alej dalej było już tylko gorzej.
Około 250 roku naszej ery zaczął się i trwał ponad 300 lat okres nagłych wahań klimatycznych: na zmianę susze i powodzie, ale także ochłodzenie. Zbiegł się on z naporem Germanów z północy Europy, którzy 31 grudnia 406 r. przeszli suchą stopą przez zamarznięty Ren, co dziś mogłoby być uznane za wyjątkową anomalię.

Kilka wieków później, na gruzach Cesarstwa Zachodniego, zaczęły się rozwijać średniowieczne miasta ze swą gotycką architekturą – głównie kościelną, dzięki temu, że instytucja zasilana była dziesięciną, czyli podatkiem z rolnictwa. Europa w średniowiecznym optimum klimatycznym zatem się rozwijała, gdy tymczasem na terenie obecnego Bliskiego Wschodu i północnej Afryki dochodziło do zwariowanych anomalii pogodowych. Dotkliwe susze w Afryce Północnej, ale i mroźne zimy w Bagdadzie oznaczały problemy rolnictwa, co dla świata islamu było impulsem do podboju południowych rubieży Europy.

Czy zatem zmiany klimatu są zjawiskiem motywującym ludzkość do wojen i konfliktów? Tak pokazuje historia. Kiedy nasz kontynent mierzył się ze wspomnianą małą epokę lodowcową w XVII wieku, znaczną część Niemiec pustoszyła w tym czasie wojna trzydziestoletnia, a w Polsce mieliśmy potop szwedzki. Doskonałą ilustracją jest scena z filmu „Potop”, ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza nakręconej przez Jerzego Hoffmana, w którym Szwedzi zachwycają się łanami polskiego zboża. Warto dodać, że w połowie owego wieku Bałtyk był tak zamarznięty, że wojska szwedzkie przechodziły po nim do Danii, a ze Szwecji do Polski można było odbyć podróż saniami.

Zobacz cykl dokumentalny „Historia świata według Andrew Marra” w Strefie ABO na VOD.TVP.PL
Historia potwierdza też zatem, że anomalia pogodowe prowokują masowe migracje społeczności – tak w celu grabieży, jak i zasiedlenia. Coraz częściej mówi się więc o ponownej „migracji klimatycznej”. Afrykańscy uchodźcy na łodziach szturmują Europę, niosąc ze sobą niszczący dla Starego Kontynentu bagaż, w tym: izolującą przepaść cywilizacyjną, kulturową, religijną; przestępczość związaną z przemytem, nowoczesnym niewolnictwem, zmuszaniem do prostytucji, zdobywaniem pieniędzy; katastrofy humanitarne.

Ale to nie jest ich problem, tylko Europy. Oni są zdesperowani, bo na Czarnym Lądzie są miejsca, w których przez rok czy dwa nie spada ani jedna kropla wody. Lokalne konflikty etniczne w Afryce Subsaharyjskiej są wojnami o żywność rozumianą jako zasoby potrzebne do jej wytworzenia: o ziemię, pomiędzy pasterzami a rolnikami w Nigerii czy Kenii. Coraz częściej mówi się też, że kolejna wojna światowa będzie wojną o wodę…

Nie wiadomo, jak współczesny świat sobie z tym wszystkim poradzi.

– Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: USA, 29 lipca 2018 r. Płomienie z River Fire, czyli części wielkiego skupiska pożarów Mendocino Complex Fire w Lakeport w Kalifornii. Dwa jego ogniska – River Fire i Ranch Fire – razem pochłonęły 22 660 hektarów, powiększając spalony teren prawie dwukrotnie od niedzieli. Ponad 10 000 osób zostało już ewakuowanych z tych terenów. Fot. PAP/EPA / ALAN SIMMONS
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.