Cywilizacja

Czym różni się sponsor od bankomatu, czyli jak zarobić na sporcie

„Jak będzie scena, znajdą się aktorzy”. To zdanie wypowiedział Czesław Lang, kiedy został dyrektorem Tour de Pologne w 1993 roku. To zdanie powtarzał potem wiele razy do momentu, aż scena powstała, a kolarskie gwiazdy wyjechały na polskie szosy. Od tamtej pory minęło 25 lat i po raz dwudziesty piąty Lang poprowadzi TdP, który wystartuje 4 sierpnia z Krakowskiego Rynku, by 10 sierpnia dotrzeć do mety w Bukowinie Tatrzańskiej.

TVP, jak co roku od lat, będzie transmitować przebieg imprezy.

A ona ma długą historię. Nie tak długą jak starszy brat Tour de France, urodzony w 1903 roku, który inspirował kolarski świat swoim przykładem, w tym także rodzimych działaczy. Z inicjatywy Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów oraz „Przeglądu Sportowego” ruszył I Bieg Kolarski dookoła Polski, gdyż tak go wówczas nazwano. To był rok 1928, na starcie stanęło 71 zawodników, którzy mieli do pokonania 1500 km. Zwycięzcą został Feliks Więcek z Bydgoskiego Klubu Kolarskiego.

W tym samym roku kolarze na Tour de France musieli przejechać 5476 km, co wcale nie było rekordem. Rekord długości TdF to 5560 km, a TdP – 2311 km. Różnice w dystansach, liczbie etapów czy rozłożeniu wyścigów w czasie (TdF trwa trzy tygodnie, TdP najwyżej tydzień), są oczywiste.


Podczas Tour de Pologne kolarze:
❶ wypijają 9 500 litrów wody
❷ zużywają 14 000 bidonów
❸ zjadają 800 kg makaronu



To zupełnie różne wyścigi, które wymagają specjalnych przygotowań, choć wydatki energetyczne kolarzy są zbliżone, ponieważ nie długość etapów, lecz intensywność jazdy ma znaczenie. Przejazd przez Alpy bywa wysiłkiem ekstremalnym, ale podjazd pod Orlinek też daje w kość zwłaszcza, gdy się wjeżdża parę razy i na tzw. twardym trybie.

Po takich harcach kolarzy dopada głód i pragnienie. Ten problem rozwiązują obecnie „Bufety”, czyli wyznaczone strefy, w których mechanicy albo trenerzy podają zawodnikom bidony. Czekoladowe batony mają przy sobie, więc zagryzają, gdy są głodni. Jednak nie zawsze tak było.
W 1947 roku udało się reaktywować Tour de Pologne. Wyścig liczył zaledwie 4 etapy i 606 km. Zatem był i pozostaje najkrótszym TdP w historii. Na zdjęciu etap Kraków-Bytom, 25 września 1947. Fot. PAP
Na pierwszych TdP kolarze pomykali nie tylko po gładkich szosach, także szutrowymi drogami, na których opony strzelały niczym korki od szampana. Wtedy trzeba było się zatrzymać, wymienić koło, czasem dopompować, co oznaczało stratę czasu, miejsca w czołówce albo w peletonie.

Gdy kolarzy dopadał głód, po prostu przerywali jazdę, żeby spożyć wcześniej przygotowany posiłek. Robili to solidarnie i po dżentelmeńsku, toteż jedli i trawili w spokoju.

Dzisiaj „Bufety” to strefy podwyższonego ryzyka, bo właśnie tam bardzo często zaczynają się ucieczki. Tamte wyścigi miały w sobie ducha romantyzmu i przygody. Współczesnymi rządzą wyłącznie prawa skuteczności.

Reaktywacja z turbulencjami

Po drugiej wojnie światowej odżyła idea wyścigu dookoła Polski. W 1947 roku udało się reaktywować imprezę. Wspólnym staraniem PZKol., wydawcy „Czytelnika” oraz grupy zapalonych dziennikarzy wyścig znów ruszył przez kraj, co jest może określeniem na wyrost, gdyż liczył zaledwie 4 etapy i 606 km. Zatem był i pozostaje najkrótszym TdP w historii.

Stanisław Grzelak z Tramwajarza Łódź został pierwszym powojennym triumfatorem. Niestety szybko pojawił się kłopot. Zaledwie rok po reaktywacji TdP wyrósł groźny konkurent, z dużo większym budżetem a zwłaszcza ze słusznym namaszczeniem politycznym. Był nim kolarski Wyścig Pokoju. Reaktywacja Wyścigu Dookoła Polski z turbulencjami trwała aż do transformacji.


Tour de Pologne w liczbach
❶ 20 mln złotych wynosi koszt organizacji
❷ 20 tys. osób przygotowuje trasę
❸ 14 km barierek jest potrzebnych do zabezpieczenia wyścigu
❹ 20 tirów transportuje sprzęt przygotowany przez organizatorów


Pomijając chwilowo patronat polityczny, Wyścig Pokoju miał parę poważnych atutów: był międzynarodowy, był największą imprezą kolarską w Europie Środkowo-Wschodniej, startowali w nim wybitni kolarze, których nazwiska przeszły do historii, budził nieprawdopodobne emocje, głównie dzięki transmisjom radiowym, a wśród milionów słuchających entuzjastów był też Czesław Lang.

Natomiast z faktu, że Wyścig Pokoju był oczkiem w głowie tzw. władzy ludowej PRL, NRD i Czechosłowacji, zatem państw przez które przejeżdżał oraz ze względu na przychylne pomruki rosyjskiego niedźwiedzia, który siedział w ZSRR, wynikały duże pieniądze, sprawna, niemal wojskowa organizacja, a także potężna promocja, nazywana wtedy nagłośnieniem imprezy.

Wyścig Pokoju zepchną do drugiej ligi Tour de Pologne i trwało to prawie do 1989 roku, kiedy zaczął podupadać na zdrowiu, gdyż nowy klimat polityczny w rozpadającym się właśnie bloku komunistycznym wyraźnie mu nie służył.
Wyścig Pokoju miał parę poważnych atutów: był międzynarodowy, był największą imprezą kolarską w Europie Środkowo-Wschodniej i startowali w nim wybitni kolarze. Na zdjęciu XXVIII Wyścig Pokoju, na mecie etapu w Opolu rozmawiają Ryszard Szurkowski (z prawej) i Stanisław Szozda. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki
Dożył jednak roku 2006, wystartował w austriackim Linzu, wylądował w niemieckim Hanowerze, a w nagrodę za sportowy całokształt otrzymał od UCI wyższą kategorię 2 HC UCI. I na tym się skończyło.

Ale wtedy Tour de Pologne znów rozwijał skrzydła, a Czesław Lang prawie ręcznie popychał całą wyścigową maszynerię.

Radź sobie sam

Lang wygrał TdP w 1980 roku, co się nigdy nie udało tak wybitnym polskim kolarzom jak Stanisław Królak, Ryszard Szurkowski, Lech Piasecki, Zenon Jaskuła czy Joachim Halupczok. W tym samym roku zdobył srebrny medal olimpijski na morderczym welodromie Kryłatskoje.

Dwa lata później był już we Włoszech, nie znał języka, lecz potrafił jeździć na rowerze i chciał zostać zawodowcem. Szybko zderzył się ze ścianą z wielkim napisem - „Radź sobie sam”.

To była dla niego nowa sytuacja. W Polsce były kluby, w klubach były rowery dla kolarzy, mechanicy opłacani z funduszy klubowych, zgrupowania opłacane z funduszy klubowych, tak samo jak wyjazdy i udział w wyścigach. PZKol. wypłacał najlepszym kadrowe.

We Włoszech za wszystko musiał płacić sam, a pierwszy kontrakt wynosił 8 tysięcy dolarów na rok, więc szału nie było, zwłaszcza przy cenach osprzętu kolarskiego, obozów treningowych i startu w wyścigach. Lang nie miał wyjścia, determinacja go nie opuszczała, chciał być zawodowcem i został kolarzem profesjonalnym. Pierwszym Polakiem w tym gronie.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że ani medal olimpijski, ani dwa medale mistrzostw świata amatorów, nie dają żadnych przywilejów w profesjonalnym peletonie. Na pewno go nie wywindują na pozycję lidera którejkolwiek z grup. Musiał przyjąć posadę tzw. robotnika, czyli kogoś, kto wypełnia różne określone zadania z wyjątkiem jednego – wygrywania etapów. Wygrywania wyścigów nikt mu nie musiał zabraniać, gdyż było oczywiste, że tego nie dokona.
Podczas igrzysk w 1980 roku w Moskwie Czesław Lang zdobył srebrny medal olimpijski na morderczym welodromie Kryłatskoje. Na zdjęciu Lang w środku między dwoma reprezentantami ZSRR, zwycięzcą Siergiejem Suchoruczenkowem i Jurijem Barinowem, który zajął trzecie miejsce. Fot. PAP/dpa
W kolarstwie zawodowym nie ma miejsca dla harcerzy i podskakiwaczy. Drużyna pracuje na swojego lidera, a on jest z góry wyznaczony przez dyrektora zespołu i kwita. Tym sposobem Lang stał się fachowcem od kasowania ucieczek i rozprowadzania, znaczy wożenia na kole lidera, który będzie finiszował na metę.

Był wybitnym specjalistą w tej robocie. Toteż po pewnym czasie posypały się oferty z wielu grup, mógł przebierać w propozycjach. Do grona zawodowców Lang zdążył jeszcze wprowadzić Lecha Piaseckiego, mistrza świata amatorów. Wtedy podzielili pracę miedzy sobą.

Reaktywacja 2, bo chyba tak należy nazwać moment przejęcia obowiązków dyrektora Tour de Pologne przez Czesława Langa, nie była łatwa ani nie nastąpiła z dnia na dzień. Samo przejęcie wyścigu w roku 1993 było tylko pierwszym krokiem na wyboistej drodze.

Ten wyścig właściwie dogorywał. Startowali w nim kolarze, którzy mieli raczej za sobą najlepszy okres kariery. Kolarska młodzież miała inne plany, nie paliła się specjalnie do tej imprezy.

Oprawa wyścigu była amatorska i siermiężna. Podobnie jak warunki zakwaterowania czy odnowy biologicznej. Wprawdzie w końcówce starej formuły pokazał się „młody żbik”, który wygrał TdP trzy razy pod rząd w latach 1991, 1992 i 1993 - już za czasów Langa. Nazywał się Dariusz Baranowski, lecz była to bardziej eksplozja talentu niż realne odmłodzenie imprezy.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Kasa się należy

W początkach transformacji polski sport miał się źle i coraz gorzej. Masowo padały kluby, rozwiązywano sekcje. Ruszył proces likwidacji pionów branżowych, które były silnym zapleczem finansowym sportu. Brakowało pieniędzy na wszystko, a zgodnie z myślą przewodnią ówczesnej ekonomii – sport miał się sam utrzymać. Zresztą podobnie jak kultura.

W środowisku sportowym tylko jednostki próbowały złapać w żagle wiatr kapitalizmu, choć różnie to wychodziło, przeważnie średnio, gdyż najbardziej aktywni na ogół debiutowali w rolach menadżerów, sponsorzy też mieli średnie pojęcie o marketingu i promocji, ponadto dysponowali małym, najwyżej średnim kapitałem. Próby kończyły się najczęściej na dwóch, trzech imprezach, po czym interes zwijano. Tak było na początku, lecz i gdy polski biznes zaczął krzepnąć, to sport niewiele z tego miał, ponieważ działacze nie umieli się przestawić na inne myślenie. A nowe warunki gospodarcze wymagały przesterowania mentalności, co wówczas okazało się niezwykle trudne, nawet obecnie są z tym problemy.

W PRL działacze pozyskiwali fundusze z kasy państwowej albo od partnerów branżowych, którzy byli zrzeszeni w tzw. Pionach. Pion górniczy, wojskowy, milicyjny, sektor budowlany, handlowy pod nazwą „Społem”, związkowy pod nazwą CRZZ, rolniczy pod nazwą LZS i kilka innych zasilały polski sport. Nie żądały niczego w zamian, gdyż wykonywały polecenie władz.

Skutki takich praktyk były dwa: sport miał pieniądze na działanie, a działacze zgubną pewność, że kasa się należy. Ten pierwszy był pozytywny, ten drugi niestety fatalny.
Czesław Lang ze słowackim kolarzem Peterem Saganem podczas konferencji prasowej w Krakowie w przedzień rozpoczęcia Tour de Pologne 2017. Fot. PAP/Stanisław Rozpędzik
Jak wiemy, łatwiej nauczyć się nowego niż pozbyć starych nawyków. Nawyk czekania na pieniądze, które się należą, opóźniał pierestrojkę w sporcie. Gdy stało się jasne, że nie ma na co czekać, trzeba biegać za pieniędzmi, żeby nie splajtować, ten nawyk działaczy nie opuszczał. Ciągle nie rozumieli, że aby brać, trzeba w zamian też coś dać. Różnica między bankomatem a sponsorem jest taka, że ten pierwszy wypłaca na pin i bez gadania, a ten drugi tylko wtedy, gdy zostaje przekonany. Cele sportu i cele biznesu nie spotykały się w jednym punkcie, raczej się mijały.

Piszę o tym dlatego, że w takim właśnie klimacie narodził się pomysł Tour de Pologne po nowemu. Wyścig zawodowców, na wysokim poziomie sportowym, oparty o pieniądze sponsorów, z międzynarodowymi aspiracjami. W czasach, gdy większość dyscyplin chciała po prostu mieć na przeżycie, ktoś chce wydać światowe przyjęcie na parę tysięcy osób licząc, że na tym nie straci, a nawet trochę zarobi.


Telewizyjnym partnerem Tour de Pologne jest TVP.
❶ Sygnał telewizyjny z wyścigu dociera do 100 krajów
❷ Transmisje są prowadzone w 20 wersjach językowych


Dlatego w środowiskach ówczesnych działaczy, także kolarskich, Lang uchodził za gościa, który porywa się z motyką na słońce. Dla wielu był wtedy tylko byłym kolarzem, bez wiedzy i doświadczenia, których wymaga taki projekt. Zresztą skoro nie udaje się ludziom, którzy zęby zjedli w zarzadzaniu sportem, dlaczego jemu ma się udać? Tymczasem jemu udało się właśnie dlatego, że dokładnie wiedział, dlaczego im się nie udaje.

Dostajesz, oddajesz

Po powrocie z Włoch, Lang zabrał się - jak wielu Polaków w tamtym czasie - za własną działalność gospodarczą i zrobił to z przytupem. Jednak nieco przesadził z rozmachem, bo po latach nie ogarniał wszystkich swoich interesów, wtedy zdecydował, że postawi na kolarstwo.
Czesław Lang i Ryszard Szurkowski przed Mistrzostwami Europy w kolarstwie torowym w lipcu 1998. Fot. PAP/Adam Urbanek
Było to kolejne ważne doświadczenie. Ono mu przypomniało parę prostych zasad. Ruszaj głową, zanim zaczniesz obracać pieniędzmi. Nie trzymaj pięciu srok za ogon. Zaczynaj od fundamentów, gdy stawiasz dom. Poczekaj aż wyschnie beton, nim zaczniesz budować ściany. Z taką wiedzą podjął nowe wyzwanie.

Od początku nie miał wątpliwości, że będzie to projekt biznesowy, oparty na sporcie jako swoistym napędzie zwrotnym – dostajesz, oddajesz! Doskonale wiedział, co znaczy „radź sobie sam”. Ale w tym przypadku radzenie sobie samemu nie oznaczało działania w pojedynkę, wręcz przeciwnie. Musiał zebrać grupę partnerów, którzy zainwestują swoje pieniądze we wspólny projekt.

Nigdy nie myślał o sponsorach jako darczyńcach. Myślał jak o partnerach w biznesie, który musi się opłacać obu stronom. Bez zerwania z typową mentalnością naszego sportu, Lang nie odniósłby sukcesu. Bez tego i bez swej stoickiej cierpliwości, wynikającej z doświadczeń.

Nic na hurra..! Nic natychmiast. Krok po kroku. Takie założenia przyjął dyrektor upadającego wyścigu, który miał rozkwitnąć. Lang się nie spieszył, nie szarżował z finansami, nie zastawił domu pod hipotekę, żeby natychmiast sprowadzić największe, a więc i najdroższe gwiazdy peletonów. Budował ten tour stopniowo z jasno wytyczonym już od startu celem. Tour de Polgone miał stać się jednym z najlepszych, najbardziej prestiżowych kolarskich wyścigów świata. I tak się stało: od najniższej kategorii zawodowej w klasyfikacji UCI – 2.5 w roku 1996, poprzez kolejne awanse w latach 1997, 1999, 2001 wszedł w roku 2005 do cyklu UCI Pro Tour jako jedyny wyścig w tej części Europy, dołączając do takich firm jak Giro d’Italia, Tour de France, Vuelta a Espana i wielkich klasyków kolarskich.

Można powiedzieć, że Tour de Pologne dogonił w czasie i przestrzeni starsze rodzeństwo. Lecz na tym nie koniec, gdyż od 2009 roku był już w cyklu UCI World Ranking, a od 2011 należy do UCI World Tour. Tak więc idąc krok po kroku Lang doszedł z TdP do elity kolarskich wyścigów, osiągając wyznaczony cel. Moim zdaniem z tej przyczyny zasługuje na przydomek „pozytywisty biznesu”.

Ten sposób działania, stopniowo i solidnie, obejmował wszystkie elementy wyścigu, tak dobrane i dopracowane, żeby tworzyły harmonijną całość.

Ludzie czekają na kolarzy, lecz widzą ich tylko przez moment, gdyż peleton przelatuje jak huragan. Za kolarzami pomyka kolumna samochodów, które trąbią albo nagle przyspieszają. Skok adrenaliny, zastrzyk emocji to dostają widzowie.
TVP jest telewizyjnym partnerem Tour de Pologne, więc do 3,5 mln widzów zgromadzonych przy trasach, należy dodać widownię telewizyjną. Na zdjęciu konferencja prasowa przed wyścigiem w 2014 roku z udziałem Włodzimierza Szaranowicza, polskiego kolarza Michała Kwiatkowskiego i Czesława Langa. Fot. PAP/Leszek Szymański
Tyle, że trzydzieści sekund silnego pobudzenia nie może być nagrodą za długie czekanie. Oprawa wyścigu jest równie ważna jak sam wyścig, bo najważniejsi są widzowie. Przejazd przez miasteczko czy rundy w mieście etapowym powinny być dla mieszkańców czymś w rodzaju święta.

I takie możliwości daje właśnie oprawa wyścigu: kolorowe ogródki dla publiczności, namioty, banery, komentarze spikerów. Element zabawy nakłada się na funkcje promocyjne, kolejny klocek w układance. To wszystko ma znaczenie i wszystko kosztuje.

Najpierw koncepcja, potem pieniądze

Całkowity koszt organizacji Tour de Pologne wynosi dziś około 20 mln złotych. Pieniądze trzeba zebrać od partnerów i tym zajmuje się dyrektor. Kto go zna, ten wie, że jest to urodzony negocjator. Łatwo przełamuje lody, w czym mu pomaga niezwykle przyjazny sposób bycia.

W biznesie ważne są kontakty osobiste, wrażenia towarzyskie, choć nie one przesądzają o wynikach. W biznesie liczą się zyski oraz argumenty, które potrafią przekonać sponsora na etapie negocjacji.

Sponsorzy TdP się zmieniają, lecz zwykle są to duże, znane firmy, z ugruntowaną pozycją na rynku, ponieważ Lang jest wiarygodnym partnerem. A taka wiarygodność nie spada z nieba. Należy na nią solidnie zapracować wykazując efekty współpracy oraz obopólne korzyści. W przypadku tej imprezy są na to konkretne dowody.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Sygnał telewizyjny dociera do 100 krajów. Transmisje prowadzone są w 20 wersjach językowych. TdP rozpoznawalny jest na całym świecie, co stanowi oczywisty bonus dla sponsorów, w dodatku w wersji rozwojowej.

TVP jest telewizyjnym partnerem Tour de Pologne, więc do 3,5 mln widzów zgromadzonych przy trasach, należy dodać widownię telewizyjną, a wielkość widowni ma znaczenie. Sportowe dla wyścigu. Handlowe dla partnerów finansowych.

W dorocznym plebiscycie „Przeglądu Sportowego” Tour de Pologne aż pięciokrotnie otrzymał główną nagrodę za najlepszą organizację imprezy sportowej. Sponsorzy najchętniej trzymają z najlepszymi, a nagrody potwierdzają, że warto być partnerem TdP.

Poza sport

Tour de Pologne był pierwszą sportową imprezą po transformacji ustrojowej, która połączyła biznes i sport w udany, trwały projekt. Na tym przykładzie inne dyscypliny uczyły się nowych realiów, niektóre z nauk skorzystały, chociaż nie ma ich zbyt wiele. Żużlowe Grand Prix, Liga Światowa Siatkówki (ewidentnie polska inspiracja), zawodowe ligi w grach zespołowych poszły śladem TdP.
W Łodzi podczas 13 etapu Wyścigu Pokoju w 1981 roku (jazda indywidualna na czas) Czesław Lang zajął 8 miejsce. W całym wyścigu był 17. Fot. PAP/Andrzej Zbraniecki
W sportach indywidualnych kojarzenie biznesu ze sportem udaje się okazjonalnie, przeważnie przebiega chaotycznie. Na pieniądza sponsora często czeka się jak na kroplówkę ratującą życie. Umowy dopychane są kolanem na ostatnią chwilę. A przede wszystkim rzadko udaje się zbudować stabilny układ partnerski.

Zwykle sponsor występuje w roli łaskawego wujaszka, a organizator imprezy jako ubiegający się o względy w nadziei, że wujcio będzie miał dobry humor. Chyba tylko konkurs skoków Zakopanym ma to poukładane od lat. Większość dyscyplin nadal działa na wyrwę: co się wyrwie, to się ma oraz stąd dotąd i na dziś. I to jest podstawowa przyczyna licznych niepowodzeń.

Nie da się stworzyć trwałych związków sportu z biznesem myśląc wyłącznie i doraźnie o pieniądzach. Do tego potrzebny jest rozmach, potrzebny jest plan z finalnym, czasem niestety odległym celem, a jest nim stworzenie produktu nazywanego sportowym widowiskiem, który będzie atrakcyjny dla widzów, więc i dla sponsorów.


Tegoroczny Tour de Pologne jest jubileuszowy:
❶ W 100-lecie odzyskania niepodległości nazwany został „Wyścigiem Niepodległości”
❷ Odbywa się po raz 75
❸ Po raz 25 jest organizowany przez Czesława Langa


By się powiodło, plan musi być drobiazgowy, ogarniać wszystkie składowe imprezy: promocje, telewizję, scenariusz, logistykę, oprawę. Dopiero na końcu pieniądze, które idą za spójną koncepcją. Krótko mówiąc – najpierw koncepcja, potem pieniądze, a nie na odwrót.

Tour de Pologne dowodzi, że taki plan jest wykonalny. A przecież wyścig kolarski nie jest imprezką kameralną. To karawana ludzi, maszyn, wszelkiego sprzętu. Wędrowny teatr na kółkach, który daje spektakle codziennie, każdego dnia w innym miejscu. Ludzie muszą gdzieś spać, coś jeść i pić. O potężną trupę aktorów i uczestników wyścigu dba równie wielka gromada specjalistów. Oni codziennie rozstawiają i zwijają scenę. Budują ogródki, wytaczają i chronią trasy.

Skrócić, co się da, uprościć, co możliwe.
Romans sportu z telewizją

Połączył je wspólny cel: stworzenie produktu, który będzie się dobrze sprzedawał na rynku.

zobacz więcej
Podczas wyścigu kolarze wypijają 9 500 litrów wody, zjadają 800 kg makaronu, zużywają 14 000 bidonów, trasę przygotowuje i zabezpiecza 20 000 osób, które muszą rozstawić 14 km barierek, a cały ten majdan wozi 20 tirów.

Dodając do tego ludzi, którzy jeżdżą przed peletonem lub za peletonem w samochodach albo na motocyklach, a jest to 1200 jeźdźców, można rzec, że Tour Pologne to strefa liczb dużych. A ten najbliższy będzie także celebrowaniem liczb ważnych. W 100-lecie odzyskania niepodległości przyjął nazwę „Wyścigu Niepodległości”. W chronologii historycznej ma numer 75. Czesław Lang poprowadzi TdP po raz 25. Zatem będzie to wyścig jubilat, który w dodatku wystartuje z Krakowa, a więc dawnej stolicy Polski.

Kolorowy peleton Tour de Pologne przypomni wszystkie ważne daty i wydarzenia, które obrazują związki tradycji ze współczesnością, co będzie mieć wymiar nie tylko sportowy. I to się dobrze komponuje, bo historia tego wyścigu, ta dawna i ta najnowsza, też niesie ze sobą ciekawe inspiracje i przesłania, które daleko wykraczają poza sport.

– Marek Jóźwik
27.07.2018
Zdjęcie główne: Były kolarz, dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang podczas uroczystej premiery autobiografii ,,Zawodowiec”, październik 2016. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.