Felietony

Krótki kurs latania na miotle. Dla feministek

Ludzie, którzy zwykli oskarżać Kościół katolicki o obskurantyzm, o zacofanie, sami wpadają w sidła okultyzmu, a więc czegoś znacznie bardziej odległego od racjonalizmu. I jak tu nie zgodzić się z opinią angielskiego pisarza Gilberta Keitha Chestertona: „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko”?

Wydaje się to niewiarygodne. Jeden z portali przypomniał w mijającym tygodniu rozmowę Magdy Mołek z prof. Magdaleną Środą z roku 2008. W programie „W roli głównej” na antenie TVN Style znana filozof wyznała, że na feministyczną konferencję w latach 90. w Domu Pracy Twórczej „Mądralin” Polskiej Akademii Nauk w Otwocku przybyła „pewna czarownica prosto z Salem”, która wtajemniczała uczestniczki tego wydarzenia w rozmaite rytuały.

Prof. Środa nie chciała zdradzać szczegółów, zasłaniała się złożoną przysięgą, że nie ujawni tego, co się tam działo. Niemniej z jej ust padły też i takie słowa: – W Noc Walpurgii albo w głęboką noc bogini Hekate spotykamy się i gry i wtajemniczenia trwają do samego rana. Efekty tego, oczywiście widać potem w życiu politycznym.

Kiedy coś takiego mówi osoba, która publicznie funkcjonuje jako orędowniczka oświeceniowego dziedzictwa, racjonalizmu, walki z ciemnogrodem, to zakrawa to na oczywisty zgryw. Zwłaszcza, że prof. Środa powiedziała w programie również o nauce latania na miotle.

Kłopot w tym, że poczyniła ona swoje wyznanie ze śmiertelną powagą. Czyżby cechowało ją po prostu specyficzne poczucie humoru? A może fantastyczne wątki zostały wplecione w prawdziwą opowieść, by zakpić z oponentów prof. Środy, których bądź co bądź nie brakuje?
Magdalena Środa i Agnieszka Holland podczas Gali Nagród Lewiatana w kwietniu 2017 roku. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Pozostawię te pytania bez odpowiedzi i przywołam inne świadectwo. Otóż we wspomnianym wyżej zlocie uczestniczyła także pisarka i publicystka Kinga Dunin. Można o tym przeczytać w jej tekście „Mądralińskie baby, czyli przechadzka feministyczna dla czytelników płci obojga”, który ukazał się na łamach czasopisma „Teksty Drugie” w roku 1993. Dunin wspomina tam o „wyciu do Księżyca w Noc Walpurgii”, co sprawiło, że uznała ona konferencję za „rozkoszną”.

Związki feminizmu z neopogaństwem, z szeregiem zjawisk określanych terminem „New Age”, nie są czymś nadzwyczajnym. Tak jest choćby w przypadku ruchu Wicca. Narodził się on w połowie XX wieku. Wiccanki oddają najwyższą cześć tak zwanej Wielkiej Bogini – którą utożsamiają z Księżycem, Ziemią, Wenus lub Izis – i praktykują czary, magię. Chrześcijaństwo uważają za religię patriarchalną, swoimi nakazami i zakazami krępującą żywioły przyrody i tkwiący w nich pierwiastek kobiecy.

Być może Magdalena Środa i Kinga Dunin potraktowały praktyki Wicca alegorycznie, jako pewną niewinną igraszkę kodami kulturowymi czy coś w rodzaju psychoterapii. Niemniej ewidentnie widać, że idea postępu – pojętego jako zwycięski pochód rozumu strącającego w niebyt przesądy – te panie zawiodła. Łakną one czegoś, czego „mędrca szkiełkiem i okiem” poznać nie sposób. Odczarowanie świata, wypędzenie duchów z lasów i pól się nie powiodło.

Swoją drogą Magdalena Środa i Kinga Dunin przypominają pod pewnym względem wczesnych endeków z przełomu XIX i XX wieku. Oni będąc światopoglądowo pozytywistami – jak Roman Dmowski – traktowali katolicyzm instrumentalnie – jako narzędzie umacniania polskości. Niewykluczone, że Środa i Dunin tak właśnie potraktowały Wicca – instrumentalnie – tyle że jako narzędzie walki z polskim patriarchatem, z władzą Polaków katolików.

Bóg jednak nie da się instrumentalizować ludziom. Dmowski pod koniec życia szczerze nawrócił się na katolicyzm. Młode pokolenie endeków lat 30. afirmowało już nie pozytywizm, ale żywą wiarę chrześcijańską.

Czy analogiczny mechanizm – tylko że w przeciwnym kierunku (demony też nie dadzą się instrumentalizować ludziom) – nie zadziała w przypadku współczesnych polskich feministek, które mają się za światłe Europejki, ale próbują uczynić kulturowy, nie religijny, użytek z Wicca? Jeśli tak, to nawet nie zauważą, jak staną się szczerymi wiccankami i zaczną uprawiać czary.
A wtedy miałyby z kim znaleźć wspólny język. W ubiegłym tygodniu na Facebooku pisarka Maria Nurowska oznajmiła, że zrobiła laleczkę polityka, którego nienawidzi, i wbija w nią szpileczkę. W komentarzu pod tym wpisem reżyser Agnieszka Holland przyznała się do tego, że w młodości czyniła to samo – dwa razy ze skutkiem śmiertelnym. I dodała: „Obiecałam sobie i mojej córce, ze juz nigdy żadnego voo doo nie wykonam. Jestem przeciwna karze śmierci!” [pisownia oryginalna].

Wyjaśnienie obecności tego neopogańskiego trendu wśród Polek kojarzonych mniej lub bardziej z feminizmem można znaleźć w tekście, który się ukazał w 2017 roku na łamach „Guardiana”. Brytyjski dziennik zainteresował się „Pokotem” Agnieszki Holland, uhonorowanym wtedy Nagrodą im. Alfreda Bauera na Berlinale. W filmie mamy następujący przekaz: gdzieś w Sudetach kobieta, która z czcią odnosi się do zwierząt (traktuje je wręcz, jak ludzi), walczy z kłusującymi mężczyznami, czyli pozbawionym respektu dla przyrody, polskim, katolickim patriarchatem.

Satanizm dla lemingów. Czy zaspokoi religijne potrzeby klasy średniej?

Mroczna, gęstniejąca atmosfera. Leśny krajobraz, w tle słychać niepokojące dźwięki. Czy w okalającym domostwo lesie drzemią jakieś tajemnicze siły? Duchy, ufoludki? – zastanawia się Filip Memches

zobacz więcej
Reżyser powiedziała „Guardianowi”, że główna bohaterka „Pokotu” reprezentuje kobiety w wieku około 55 lat – bardzo racjonalne, będące inżynierami lub uczonymi – odrzucające oficjalną religię, bo ta „stała się politycznie skorumpowana i ma mało wspólnego z Jezusem Chrystusem”. Ale – kontynuowała Holland – w jakimś momencie u tych kobiet dochodzi do głosu potrzeba zaangażowania się w coś w rodzaju astrologii, jogi czy zen. Zdaniem reżyser, to pokolenie wierzyło w postęp i wolność, która nadeszła po upadku komunizmu, i w to, że może wziąć wszystko w swoje ręce, ale tę nadzieję straciło.

I tak Agnieszka Holland skonstatowała bankructwo oświeceniowego projektu. Słusznie. Samodzielny i samotny rozum, pozbawiony oparcia w transcendencji, okazuje się bezradny wobec rzeczywistości duchowej, a ta przecież nie jest bajką o żelaznym wilku.

Znamienne jednak, że ludzie, którzy zwykli oskarżać Kościół katolicki o obskurantyzm, o zacofanie, sami wpadają w sidła okultyzmu, a więc czegoś znacznie bardziej odległego od racjonalizmu. I jak tu nie zgodzić się z opinią angielskiego pisarza Gilberta Keitha Chestertona: „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko”?

–Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie główne: Zdalnie sterowana czarownica lecąca na miotle widziana była w październiku 2017 na niebie nad Kalifornią. Fot. REUTERS/Mike Blake
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Drożdżówki
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zabij!
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Wyjmuje stal z brzucha potwora
Łukasz Orbitowski: Był to amstaff, pies rasy bojowej, obcy i zagubiony. Włożyła mu rękę. Do gardła.
Felietony Poprzednie wydanie
Myślozbrodnia transfobiczna. Orwell tu i teraz
Pranie mózgu to zjawisko znane również w zachodniej demokracji liberalnej. Nie musi ono przecież oznaczać tortur w sowieckim łagrze. Równie dobrze może to być subtelna reedukacja, którą prowadzą anonimowe autorytety poprzez kulturę masową i media.
Felietony Poprzednie wydanie
Już się nie boję Shazzy
Łukasz Orbitowski: Gwiazda disco polo i pictorialu „Playboya” okazała się artystką samoświadomą.