Cywilizacja

Rudy szpieg, broń na ulicy, możni protektorzy, czeki i kanały w Cerkwi. Rosyjskie macki oplatają świat

Nasilenie wojen hybrydowych specsłużb to pierwszy efekt spotkania Putin – Trump. Toczone w stolicach europejskich i za oceanem gry szpiegowskie wchodzą w nową fazę. Dotychczas aktywność rozmaitego rodzaju fundacji, ośrodków naukowych, think tanków i powiązanych z nimi ekspertów traktowana była pobłażliwie. Moskwa stworzyła za ich pośrednictwem ogromną sieć wpływów, kontaktów i być może nieświadomych niczego „poputczików”.

W środę odbyło się pierwsze posiedzenie waszyngtońskiego sądu okręgowego w sprawie Marii Butiny, oficjalnie oskarżanej o niezarejestrowany lobbing (co w Stanach Zjednoczonych jest przestępstwem i to surowo karanym), a przez media nazywanej rosyjskim szpiegiem. Warto przypomnieć, że została zatrzymana na podstawie tego samego paragrafu, co aresztowana w 2010 roku Anna Chapman, chyba najsłynniejsza rosyjska kobieta – szpieg w XXI wieku.

Cała sprawa ma wymiar zarówno polityczny, bo Butinę zatrzymano dwie godziny przed tym, jak Donald Trump i Władimir Putin rozpoczęli w Helsinkach rozmowy twarzą w twarz, ale również obyczajowy, bowiem amerykańskie media bez ogródek piszą o erotycznych podbojach aresztowanej, a przynajmniej o jej relacjach. Tak na marginesie, to analitycy z FSB najprawdopodobniej doszli do wniosku, że największe wzięcie za oceanem mogą mieć rudowłose piękności (?), bo wydalona przed laty Anna Chapman też najczęściej nosiła taki kolor włosów.

Przechwalała się, że doprowadzi do spotkania Trump-Putin

Były ambasador Rosji w Waszyngtonie Siergiej Kisliak pytany, czy zbieżność w czasie spotkania w Helsinkach z aresztowaniem Butiny to przypadek, odparł: „Zbyt długo żyję, aby w takie przypadki wierzyć”.
Oskarżona obecnie rosyjska agentka Maria Butina, sfotografowana przez FBI w restauracji, gdy siedziała przy stoliku z podejrzanym rosyjskim operatorem firmy Intel. Zgodnie z dokumentami sądowymi, jest to zdjęcie z inwigilacji z 18 lipca 2018 r. Fot. FBI/materiały informacyjne za pośrednictwem REUTERS
W Rosji, przynajmniej w mediach, jednak trochę całą sprawę lekceważą. Można przeczytać wiele wypowiedzi poddających w wątpliwość, czy w ogóle mamy do czynienia z aferą szpiegowską. Bo przecież, jak się argumentuje, szpiedzy działają skrycie i niejawnie, a w przypadku Butiny było wręcz odwrotnie – przez lata zabiegała o rozgłos, chwaliła się swoimi wpływami na prawo i lewo, pisała tysiące maili. Jaki z niej szpieg – pytają retorycznie rosyjscy dziennikarze – skoro prokuratura przedłożyła w sądzie 12 terrabajtów danych wyciągniętych z jej komputerów?

Kreml skupuje dolary i gromadzi oszczędności. Czy już powinniśmy zacząć się bać?

Po co rosyjskim władzom tyle pieniędzy i dlaczego tak szybko dążą do odbudowania rezerw, że nie troszczą się ani o perspektywy wzrostu gospodarki, ani o nastroje społeczne?

zobacz więcej
Jednak sprawa wydaje się na tyle poważna, że temat jej zatrzymania podjął w telefonicznej rozmowie ze swym amerykańskim kolegą rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. A w tym samym czasie z Białego Domu napłynęła informacja, że zapowiadane na jesień spotkanie Putin – Trump z pewnością nie dojdzie do skutku. Być może zbieżność tych wydarzeń w czasie jest (znowu!) zupełnie przypadkowa, choć raczej bardziej byłbym skłonny wierzyć intuicji wieloletniego rosyjskiego dyplomaty.

Amerykańskie media każdego dnia uzupełniają wizerunek Butiny i informacje o jej amerykańskiej aktywności. Wyłania się z tego obraz niesłychanie ambitnej, przebojowej młodej Rosjanki, która wywodzi się z małej syberyjskiej mieściny i najwyraźniej postanowiła zrobić karierę w Stanach Zjednoczonych.

Ale wcześniej, jeszcze w Moskwie, była asystentką społeczną Aleksandra Troszina, formalnie wiceprezesa rosyjskiego Banku Centralnego, odpowiadającego za kontakty z władzami. Ale czym Troszin naprawdę się zajmuje, nie do końca wiadomo. Na pewno nie bankowością, bo – jak informują rosyjscy dziennikarze – w biurach banku w Moskwie nie jest widywany.

W Ameryce Rosjanka obracała się w kręgach republikańskich, działała w niesłychanie wpływowym National Rifle Association (grupa lobbystyczna propagująca prawo do posiadania broni palnej i samoobrony za jej pomocą oraz bezpieczeństwo jej użytkowania).

Butina była jedną z przewodniczek i tłumaczek rosyjskiej delegacji na modlitewne śniadanie z Trumpem, organizowane przez członków Kongresu, i przechwalała się, że doprowadzi do spotkania na szczycie prezydentów obydwu krajów.

Rosyjscy oligarchowie na amerykańskich salonach

Miała też możnych i wpływowych protektorów. Jej działalność wiązana jest z Konstantynem Nikołajewem, rosyjskim miliarderem inwestującym w amerykańską energetykę. Ostatnio pojawiły się doniesienia, że dzięki jej pośrednictwu republikański gubernator stanu Wisconsin Scott Walker dostał na potrzeby swej kampanii wyborczej czek o wartości 250 tysięcy dolarów. Co ciekawe, podarek miał być wręczony po spotkaniu z Walkerem, w którym brał również udział Troszin. Czyżby zainteresowania rosyjskich bankierów związane były również z amerykańską polityką wewnętrzną?

Ale żarty na bok, bo teraz sprawa robi się poważna. Pierwszy czek dla Walkera wystawiła amerykańska firma kontrolowana przez Lena Bławatnika. Był też i drugi czek, opiewający aż na 1,5 miliona dolarów, wystawiony przez tę samą firmę. Bławatnik jest biznesowym partnerem mieszkającego w Szwajcarii Wiktora Wekselberga, miliardera z pierwszej dziesiątki rosyjskiej listy Forbes, który objęty został niedawno amerykańskimi sankcjami za próby mieszania się w wybory prezydenckie w USA. W obliczu sankcji, imperium Wekselberga znalazło się w trudnościach, ale pomocną rękę podał mu rosyjski rząd, pożyczając ponad 1,2 miliarda dolarów, aby oligarcha mógł spłacić zachodnie banki.
Afera z pewnością będzie się rozkręcać, te terabajty danych trzeba przecież wykorzystać, ale w całej sprawie istotne jest co innego. A mianowicie to, że służby – i, jak się zaraz przekonamy, nie tylko amerykańskie – rozpoczęły walkę z rosyjskimi agentami wpływu, których działalność finansowana jest przez rosyjskich oligarchów i powoływane przez nich fundacje.

Rosyjska siatka w USA – histeria i fakty

Jeszcze do niedawna uznawano to za urojenia ludzi, którzy rzekomo z nostalgią patrzą na lata konfrontacji z Moskwą podczas zimnej wojny. W grudniu 2017 r. Ameryka zdaje się być w środku szpiegomańskiej histerii, w której powtarzane są słowa: Rosja, Putin, wpływy Kremla, kontakty Trumpa.

zobacz więcej
Warto zwrócić uwagę, że działają one również w Polsce i organizują, choćby na Uniwersytecie Warszawskim, sympozja naukowe poświęcone kwestiom bezpieczeństwa europejskiego. Ta aktywność, do tej pory tolerowana, zaczyna być teraz zwalczana.

Mikk Marran, szef estońskiego kontrwywiadu, poinformował przed trzema dniami, że podległe mu służby zdemaskowały rosyjską sieć agentów wpływu utworzoną w jego kraju. Przez lata, jak powiedział, Moskwa budowała swe wpływy, wspierając organizacje społeczne, religijne, lokalnych polityków i miejscowych dziennikarzy.

Służby z „republiką mnichów”

Ale najciekawsze, szpiegowsko – polityczne wydarzenie ostatnich dni miało miejsce nie w Rosji, nie w Stanach Zjednoczonych, ale w Atenach, z których wydaleni zostali czterej Rosjanie. Oficjalnie podano, że to dyplomaci, ale Moskwa dementuje tę wiadomość twierdząc, że nie było ich w składzie rosyjskiej misji dyplomatycznej w tym kraju. Już po ich wydaleniu greckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wdało się w publiczną polemikę z rzeczniczką rosyjskiego MSZ Mariją Zacharową, argumentując, że Moskwa nie szanuje i podważa suwerenność ich kraju. A później rosyjski poseł powiedział w Atenach, że planowana na wrzesień wizyta Ławrowa w Grecji przy obecnym stanie relacji traci sens. Jednym słowem: kryzys. Na całego.
Posunięcie rządu Aleksisa Tsiprasa jest tym ciekawsze, że Grecja uchodzi, tradycyjnie, za kraj najbliższy Rosji, chyba obok Cypru, spośród państw Unii Europejskiej. Trzeba pamiętać, że Ateny nie przyłączyły się do ostatniej tury repulsji rosyjskich dyplomatów ze stolic europejskich po zamachu na Siergieja Skripala, oficera putinowskiego wywiadu, a właściwie podwójnego agenta brytyjskich służb, który po skazaniu w Rosji za zdradę stanu został wymieniony za dziesięciu moskiewskich agentów i osiadł w Wielkiej Brytanii.
Ateńska gazeta „Kathimerini” ujawniła nazwisko jednego z wydalonych ostatnio Rosjan i okazuje się, że jest to człowiek blisko związany z grecką cerkwią prawosławną, a szczególnie z „republiką mnichów na górze Athos”. Igor Jakowlew, bo takie personalia rzekomego dyplomaty podała gazeta, był powiązany z utworzonym jeszcze w XIX wieku, a po upadku komunizmu ożywionym Imperatorskim Prawosławnym Towarzystwem Pielgrzymkowym. Na czele tej organizacji stoi były rosyjski premier Sergiej Stiepaszyn, wieloletni oficer rosyjskich służb specjalnych. Jego kandydaturę na to stanowisko, jeszcze w 2007 roku, zgłosił osobiście Putin.

Bałkański kocioł w drodze do NATO

Zmartwychwstanie Arkadija Babczenki.
Czy mistyfikacja służb specjalnych była niezbędna?

Zabójcy, który wykona wyrok, podobno miano oferować 30 tys. dolarów. W sumie planowano zamachy na trzydziestu przedstawicieli ukraińskiego świata mediów i polityki.

zobacz więcej
Lewicowy rząd Tsiprasa, który zalegalizował małżeństwa jednopłciowe i wyrzucił ze szkół modlitwę, nie ma dobrych relacji z duchowieństwem. Cerkiew w sposób dość otwarty wspiera opozycyjne, prawicowe i nacjonalistyczne formacje, które kontestują zawarty ostatnio kompromis w sprawie nazwy Macedonii. Porozumienie otworzyło północnemu sąsiadowi Grecji drogę do NATO, z czego Moskwa jest wyraźnie niezadowolona i robi wszystko, aby to storpedować.

Jesienią w Macedonii ma być przeprowadzone referendum zatwierdzające nową nazwę państwa. Jeśli przegra w nim obecnie rządząca owym krajem koalicja, która składa się z formacji lewicowych i reprezentujących mniejszość albańską, może to nie tylko zdestabilizować Macedonię, ale również skutecznie zablokować jej drogę do Paktu Północnoatlantyckiego.

W poniedziałek macedoński premier Zoran Zaew oskarżył niewymienionego z nazwiska greckiego biznesmana, powiązanego z Rosją, o inspirowanie i finansowanie antynatowskich protestów. Media zaraz ustaliły, że może chodzić o właściciela ateńskiego klubu piłkarskiego PAOK Ivana Savvidiego, znanego również i z tego, że ma powiązania z ultrasami klubu Vardar Skopje, będącymi nie tylko uczestnikami, ale i organizatorami demonstracji i zamieszek. Savvidi jest osiadłym w Grecji rosyjskim biznesmanem, który ostatnio wywołał skandal tym, że w trakcie meczu z lokalnym rywalem wtargnął na boisko z bronią. A w Grecji nawet policja nie ma prawa chodzić z bronią podczas wielkich imprez sportowych.
Sytuacja w nieodległej Czarnogórze też jest daleka od stabilności, mimo że kraj ten jest już członkiem NATO. Ale Rosjanie, którzy w grudniu 2015 zorganizowali tam próbę zamachu stanu, aby udaremnić akces tego państwa do Sojuszu, o czym przypomniał ostatnio w specjalnym raporcie amerykański think tank FPRI, nie rezygnują. Nadal, wykorzystując sieć powiązań i wpływy w serbskiej Cerkwii, dążą do odwrócenia koła historii.

Samotność w Cerkwi

– Powód do kajania się jest jeden: onanizm. Innych grzechów jakby nie było – mówi moskiewski teolog i diakon Andriej Kurajew o rosyjskim prawosławiu, które „upaja się władzą i unika rozliczeń”.

zobacz więcej
Macedońska cerkiew, podobnie jak i ukraińska, zabiegają w Konstantynopolu o uzyskanie statusu autokefalii, czyli samodzielności. Rosjanie blokują całą sprawę jak mogą, powołując się przy tym – jak powiedział niedawno w wywiadzie dla Agencji Interfax metropolita Ilarion, odpowiadający za relacje międzynarodowe rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej – na zawarte jeszcze w 1993 roku porozumienie w sprawie trybu uzyskania przez kościoły lokalne statusu autokefalii.

Przewiduje ono m.in. konieczność uzyskania przed wydaniem tomosu, czyli postanowienia, jednomyślności wszystkich Cerkwii. Sprzeciw kościołów prawosławnych greckiego i rosyjskiego może całą sprawę utrudnić, a przynajmniej spowolnić. 1 lipca zakończył się w Konstantynopolu synod, na którym miały, jak się spodziewano, zapaść jakieś postanowienia. Ale nic takiego się nie stało, choć patriarcha Bartłomiej I wypowiedział się publicznie w taki sposób, że odczytano to jako zapowiedź zgody.

Kijów pod rękę z Erdoganem

Rosyjscy obserwatorzy zwracają uwagę, że wydanie postanowienia o samodzielności cerkwi macedońskiej i ukraińskiej, i to w obliczu sprzeciwu Moskwy oraz Aten, wzmacnia pozycję Konstantynopola, który do tej pory był raczej primum inter pares niźli głową kościoła. Jednocześnie przywołują niepokojące ich zdaniem fakty. Otóż prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan spotkał się z Bartłomiejem I i poszerzył dość znacznie jego uprawnienia. Z kolei Kijów rozpoczął prześladowania antyerdoganowskiej emigracji na swoim terytorium. Zdaniem ukraińskiego portalu Страна.ua jest to wynik osobistego porozumienia prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki z Erdoganem. W zamian Kijów może liczyć na wsparcie w kwestii autokefalii.
Prezydenci USA Donald Trump i Turcji Recep Tayyip Erdogan uczestniczą w kolacji w Muzeum Sztuki i Historii w Parc du Cinquantenaire podczas Szczytu NATO w Brukseli, Belgia 11 lipca 2018 r. Fot. Benoit Doppagne / Pool via REUTERS
Ale rywalizacja na tym polu ma szerszy wymiar. Przede wszystkim dlatego, że Rosjanie wykorzystują „kanały kościelne” również do wpływania na współwyznawców w Syrii. Jeśliby pozycja Patriarchy Konstantynopola uległa wzmocnieniu, to z politycznego punktu widzenia dałoby to Ankarze jeszcze jedno narzędzie oddziaływania – tym razem w basenie Morza Czarnego i na Bliskim Wschodzie, o Bałkanach już nie wspominając.

Toczone w stolicach europejskich i za oceanem gry szpiegowskie wchodzą w nową fazę. Dotychczas aktywność rozmaitego rodzaju fundacji, ośrodków naukowych, think tanków i powiązanych z nimi ekspertów traktowana była pobłażliwie. Moskwa stworzyła za ich pośrednictwem ogromną sieć wpływów, kontaktów i być może nieświadomych niczego „poputczików”.

Rosyjski politolog Iwan Timofiejew napisał w komentarzu, że aresztowanie Butiny jest wyraźnym sygnałem wysłanym przez Amerykanów, iż każdy aktywny w Stanach Zjednoczonych Rosjanin może znaleźć się za kratami. Dodał, że blokowanie eksperckiej aktywności i naukowych kontaktów źle wróży. Trzeba jednak wiedzieć, że tenże Timofiejew jest w ścisłym kierownictwie Klubu Wałdajskiego, organizacji hybrydowej, w której działalność jawna, półjawna i całkowicie tajna są tak ze sobą splecione, że trudno odróżnić, czy mamy do czynienia z firmą badawczą, grupą lobbującą na rzecz rosyjskiego widzenia porządku świata czy jeszcze czymś innym. Może to i dobrze, że tak zaprojektowany dialog zostanie nieco wstrzymany.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rosyjski prezydent Władimir Putin wręczył piłkę prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi podczas wspólnej konferencji prasowej po spotkaniu w Helsinkach, Finlandia 16 lipca 2018 roku. Fot. REUTERS / Grigory Dukor
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Włochy zawiodły Kreml. Sankcje przeciw Rosji będą trwały długo
W Europie nawet formacje występujące przeciw Brukseli wolą Biały Dom niż Kreml.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Macron abdykuje. „Żółte kamizelki” tworzą nowy ustrój
Mistrz uroku osobistego, który chciał być „królem” Francji. Okazał się okrutnym narcyzem mszczącym się za brak współczucia po śmierci babci.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tańce ze śmiercią świetnie się sprzedają
Oblodzone stoki, ciasne zakręty, sztuczny śnieg, skoki dochodzące do 80 metrów na wielkiej prędkości potęgują ryzyko.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Grożą śmiercią, korumpują, kompromitują. Pozostają bezkarni
Czy rosyjscy sportowcy stracą prawo uczestniczenia w światowych imprezach, a Rosja nie będzie mogła organizować międzynarodowych zawodów? Dowiemy się za kilka dni.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Terapia „szyta na miarę”
Wszystkie choroby są genetyczne. A każdy z nas to genetyczny unikat. Indywidualnie dobrane kuracje nadchodzą więc wielkimi krokami.