Cywilizacja

Chce zostać Sorosem prawicy. Czy rozpali konserwatywną rewoltę w Europie?

Widmo krąży nad Europą, widmo Steve’a Bannona. Były główny strateg prezydenta Donalda Trumpa, szef jego kampanii wyborczej i architekt zwycięstwa z listopada 2016 r. chce wspierać prawicowych populistów. I stworzyć w Unii Europejskiej populistyczno-nacjonalistyczną międzynarodówkę, która będzie zdolna namieszać w polityce już w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r.

Medialna bomba wybuchła ponad tydzień temu, gdy amerykański portal internetowy The Daily Beast opublikował materiał pod tytułem „Inside Bannon's Plan to Hijack Europe for the Far-Right”. Już podtytuł i pierwsze zdanie materiału dawało zapowiedź politycznego trzęsienia ziemi: „Bannon przenosi się do Europy, aby założyć Ruch (The Movement), fundację dla populistów rywalizującą z tą, założoną przez George’a Sorosa, której celem jest wzniecenie prawicowej rewolty na kontynencie. Bannon planuje iść krok w krok za Sorosem, aby rozpalić prawicową rewolucję w Europie”.

Artykuł można uznać za wiarygodny, przynajmniej co do planów samego Bannona, gdyż chętnie wypowiada się on dla mediów. Prawie rok od odejścia z Białego Domu, architekt wyborczej wiktorii Donalda Trumpa nie ukrywa, że teraz widzi swoją przyszłość w Europie.

Od Le Pen do polskich populistów

Jak do tego doszło, że główny ideolog populistycznego ruchu „Po pierwsze Ameryka”, nagle zakochał się w Starym Kontynencie? Jak sam opowiedział w The Daily Beast, olśnienie przyszło w czasie wystąpienia na zjeździe francuskiego Frontu Narodowego w Lille. Marine Le Pen poprosiła go, aby powiedział ze sceny coś w stylu „nie jesteście sami”.

Wtedy Bannon wygłosił znamienne słowa: „Walczycie o swój kraj i nazywają was rasistami. Ale dni, kiedy tego typu obelgi działały, skończyły się. Media głównego nurtu są psami tego systemu. Z każdym dniem wy stajecie się silniejsi, a oni słabsi. Niech was nazywają rasistami, ksenofobami, kimkolwiek, noście te obelgi niczym odznaczenia”.

Atmosfera sali udzieliła mu się na tyle, że postanowił połączyć siły wszystkich prawicowych populistów w Unii Europejskiej. „Prawicowy populistyczny nacjonalizm (…) będzie rządził. Będziemy mieli oddzielne państwa narodowe, z własnymi tożsamościami i własnymi granicami” – wyznał Bannon, wyrażając przekonanie, że czas integracji europejskiej wkrótce się skończy.
Medialna bomba wybuchła, gdy amerykański portal internetowy The Daily Beast opublikował materiał pod tytułem „Inside Bannon's Plan to Hijack Europe for the Far-Right”. Fot. The Daily Beast/printscreen
Optymizm Bannona wynika z sukcesu akcji na rzecz Brexitu. A właściwie śmiesznie niskiej ceny, jaką za kampanię na rzecz wyjścia z UE, zapłacili jej inicjatorzy. – Kiedy powiedzieli mi, że budżet na wydatki wynosi 7 milionów funtów, odpowiedziałem: „chyba 70 milionów, k…, za siedem milionów funtów nic nie kupisz, żadnej bazy danych z Facebooka, żadnych reklam, nic”. Stary, okazało się, że wyrwali piątą gospodarkę świata z Unii Europejskiej za 7 milionów funtów – mówił Bannon. Świadom przecież, że do wyboru prezydenta USA potrzebne są wydatki rzędu kilkuset milionów, jeśli nawet nie ponad miliarda dolarów.

Najciekawszy fragment tekstu w Daily Beast nie dotyczy odpowiedzi na pytania: co i jak Steve Bannon chce tworzyć, ale z kim. „Przez ostatni rok Bannon prowadził rozmowy z prawicowymi grupami na całym kontynencie: od Nigela Farage’a i polityków Frontu Narodowego Marine Le Pen (który zmienił ostatnio nazwę na Zjednoczenie Narodowe) na zachodzie, aż po Viktora Orbana na Węgrzech i polskich populistów na wschodzie”.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Z tekstu wynika, że koalicja ma być szeroka: od partii Le Pen, poprzez włoską Ligę (która współtworzy rząd włoski, a której lider – znany z nieprzejednanej postawy wobec imigrantów - Matteo Salvini jest wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych), niemiecką Alternatywę dla Niemiec (AdF) czy wręcz węgierski Fidesz.

Aby ten, kto usłyszy nazwisko Clinton, chciał zwymiotować

Plan jest prosty – zdobyć wspólnie jak najwięcej głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 r., aby uzyskać wpływ nie tylko na polityczny kierunek UE, ale być może nawet – ze względu na wyrównane siły socjaldemokratów i chrześcijańskich demokratów – na wybór Komisji Europejskiej.

Rok – dokładnie tyle trwała kariera Stephena Kevina Bannona jako najbliższego współpracownika najpierw kandydata, a potem 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Początkowo był szefem jego kampanii wyborczej, później – głównym strategiem Białego Domu. W tym czasie stał się chyba najbardziej, obok samego Trumpa, znienawidzonym człowiekiem przez mainstreamowe elity Ameryki.

Jak napisał dziennikarz Joshua Green, który Bannonem interesował się od 2011 r., „miał lepsze wyczucie niepokojów amerykańskich wyborców niż ktokolwiek na politycznej arenie, może z wyjątkiem Donalda Trumpa”. Wierzy, że „twarde nacjonalistyczne przekonania wyniosą odpowiednią osobę do Białego Domu”. Najpierw postawił na Sarah Palin, potem na Donalda Trumpa.
To ten człowiek doprowadził do szokującego zwycięstwa Donalda Trumpa w listopadzie 2016 r. Na zdjęciu prezydent USA ze Stevem Bannonem w czasie ceremonii zaprzysiężenia w styczniu 2017 roku. Fot. REUTERS/Carlos Barria
Bannon uważa politycznych reporterów za idiotów, którzy nie rozumieją, o czym piszą. Kiedy zarobił miliony na rynkach finansowych i show-biznesie, poświęcił się polityce. Wygląda jak abnegat – nosi na zmianę kilka koszulek polo, luźne spodnie, ma niechlujną fryzurę – koledzy w czasie kampanii wyborczej żartowali, że jest gotów do tego, by zawsze móc spędzić noc jako bezdomny na parkowej ławce. Ale to ten człowiek doprowadził do szokującego zwycięstwa Trumpa w listopadzie 2016 r. Co – jak uważa sam Bannon – nie było aż tak skomplikowane: „moje zadanie polegało na tym, aby 8 listopada «dzień po wyborach» każdy, kto usłyszy nazwisko Clinton, chciał zwymiotować”.

Odszedł od Trumpa w sierpniu 2017 r. w atmosferze skandalu. Skłócił się z najbardziej obecnie wpływowym małżeństwem w Waszyngtonie – córką Trumpa Ivanką i jej mężem Jaredem Kushnerem – których nazywał prześmiewczo „Jarvanką”. Naraził się Trumpowi także ciągłymi przeciekami do prasy. Choć głośno mówił, że „media mainstreamu są partią opozycyjną” oraz „wrogami ludu amerykańskiego”, to nie unikał z nimi kuluarowych rozmów, racząc je kompromitującymi szczegółami na temat swoich konkurentów w otoczeniu prezydenta.

Krytykował też samego Trumpa, którego oskarżał o zdradę ideałów „gospodarczego nacjonalizmu” Ameryki i o uleganie „frakcji globalistów”. To Bannon był głównym narratorem krytycznej wobec prezydenta USA książki Michaela Wolffa „Ogień i furia”. Wielkie ego Donalda Trumpa najbardziej nie mogło jednak znieść sugestii, iż to jego doradca jest prawdziwym „mózgiem prezydentury”.

Wolę królować w piekle, niż służyć w niebie

Trump nie tylko zwolnił swego najbliższego doradcę i współpracownika, ale też postanowił go dobić, wymuszając na bogatych sponsorach odcięcie „niechlujnego Steve’a” (taki przydomek mu nadał) od środków na dalszą działalność. Bannon musiał zrezygnować z zarządzania wpływowym konserwatywnym portalem Breitbart.com, a o milionach dolarów na wspieranie wytypowanych przez niego kandydatów na polityczne stanowiska mógł tylko pomarzyć.

Genialny analityk czy szarlatan? Oto właściwe pytanie o Bannona i jego europejski projekt. Steve Bannon, którego osobisty majątek w gotówce i nieruchomościach waha się pomiędzy 10 a 50 milionów dolarów mógłby spokojnie spocząć na laurach, a jednak wciąż próbuje działać. – Wolę królować w piekle, niż służyć w niebie – nieco buńczucznie, w swoim charakterystycznym kwiecistym stylu, parafrazując słowa z Miltona z „Raju Utraconego”, powiedział reporterowi The Daily Beast.

Jego Ruch ma mieć siedzibę w Brukseli i przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 r. zatrudniać do dziesięciu pracowników, a gdy wszystko się powiedzie, nawet 25. Sam Bannon, tuż po listopadowych wyborach do Kongresu USA chce połowę swego czasu spędzać w Europie, głównie spotykając się z ludźmi „w terenie”. Jego cel jest jasny: doprowadzić do czołowego zderzenia pomiędzy „partią z Davos (od miejsca spotkań globalistycznej elity – przyp. red.) a populistami”.
Czy europejska populistyczna prawica odwzajemni sympatie Steve'a Bannona? Na zdjęciu z maja 2014 r. od lewej Matteo Salvini (włoska Liga Północna), Harald Vilimsky (austriacka Partia Wolności), Marine Le Pen (francuski Front Narodowy - dziś Zgromadzenie Narodowe) i Geert Wilders (holenderska Partia Wolności). Fot. REUTERS/Francois Lenoir
Już teraz ekscytuje się przykładem Włoch i ich nowego rządu, będącego wynikiem porozumienia populistów z prawej i lewej strony. – Spójrz na Ruch Pięciu Gwiazd i Ligę. Oni używali własnych kart kredytowych. I przejęli kontrolę nad siódmą gospodarką świata, używając własnych kart kredytowych. To szaleństwo. Ale Włochy to dzisiaj bijące serce nowoczesnej polityki. Jeśli to udało się tutaj, uda się wszędzie – zachwycał się w rozmowie z The Daily Beast Bannon, który z Mateo Salvinim spotykał się wielokrotnie.

Bannon chce zbudować Ruch jako think-tank będący jednocześnie platformą wyborczą, dysponującą środkami na pogłębioną analizę elektoratu i tworzenie strategii pozwalających najbardziej efektywnie docierać do wyborców. W Ameryce tego typu instytucje są bardzo sprawne i rozbudowane, w efekcie czego sztaby kandydatów są w stanie prawie bezbłędnie przewidywać zachowania wyborców. Dysponują techniką kreowania popularnych przekazów wyborczych, gromadzenia danych o zwyczajach głosujących, potrafią przeprowadzić operacje zachęcające do oddania głosu lub zniechęcające zwolenników rywali.

Zbudowanie tego typu instytucji wymaga jednak sporych pieniędzy. Skąd Bannon zamierza je wziąć? To na razie zagadka, choć wiadomo, że próbuje swoich sił na rynku kryptowalut. Kiedy indziej mówi o „masowych, małych datkach” z Ameryki i z Europy. I zarzeka się, że „nie weźmie ani centa” od Rosjan, gdyż uważa że Putin stoi na czele „imperium klepotokratów”.

Kto odwzajemni uściski

Portal BuzzFeed News donosi, że Bannon jest w stałym kontakcie z Borisem Johnsonem, który - po spektakularnej rezygnacji z funkcji szefa brytyjskiej dyplomacji - ma wielkie ambicje, aby jako zwolennik „twardego Brexitu” zostać kolejnym premierem Wielkiej Brytanii. Amerykanin już zdążył go nazwać pojętnym „uczniem Churchilla”. Wcześniej spotykał się z posłem do Izby Gmin, konserwatywnym torysem Jacob Rees-Mogg, silnym stronnikiem Johnsona.

Niektóre wizje Steve’a Bannona to jednak niewiele więcej niż fantazje. Weźmy chociaż plany współpracy z węgierskim Fideszem - partią w Europie uważaną za kontrowersyjną, ale równocześnie będącą wiernym członkiem Europejskiej Partii Ludowej (EPL). Także trudno zidentyfikować polskich zwolenników wspólnego działania z byłym współpracownikiem Trumpa – ponoć liczy on na współpracę ze środowiskami narodowców. Wiceprezes Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak podkreśla, że na razie bardzo niewiele wiadomo o szczegółach europejskiego projektu Bannona, dlatego trudno ocenić te zamierzenia. Dodaje, że polityka w Europie jest zupełnie inna niż w USA, dlatego przenoszenie metod z Ameryki nie musi przynieść widocznych efektów. – 10 lat temu o głębokie różnice pomiędzy narodami europejskimi rozbił się eurosceptyczny projekt Libertas i tym razem może być podobnie. Natomiast sama obecność konserwatywno-narodowych Amerykanów w debacie europejskiej może być ożywcza i wyjść nam na dobre – mówi Tygodnikowi TVP Bosak.

Antychryst nie będzie podobny do Hitlera czy Stalina. To raczej ktoś w typie George’a Sorosa

Filip Memches: Warto przypominać słowa Benedykta XVI: „Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła”.

zobacz więcej
Brukselski portal politico.eu uważa, że „europejska skrajna prawica wcale nie odwzajemnia” mocnych uścisków Steve’a Bannona. Europejskie media cytują anonimowych polityków, którzy sceptyczni są wobec wielkich planów Amerykanina wobec Europy. Jeden z poważniejszych liderów niemieckiej AfD miał zapytać o to, czy „rzeczywiście nam potrzeba kogoś, kto nas połączy?”, a poza tym „co Breitbart ma wspólnego z Europą?”. Jeden z posłów populistycznych i antyimigranckich Szwedzkich Demokratów miał potwierdzić, że do spotkania doszło, ale partia „nie jest zainteresowana” polityczną działalnością Bannona.

Podobne głosy słychać z partii Marine Le Pen. – Bannon jest Amerykaninem i nie należy do europejskiej partii. Odrzucamy wszelkie ponadnarodowe instytucje i nie uczestniczymy w tworzeniu czegokolwiek z Bannonem – powiedział Jérôme Rivière, jeden z głównych doradców pani Le Pen. Jak widać opowieści Steve’a Bannona to jedno, a polityczna rzeczywistość to zupełnie co innego.

– Jeremi Zaborowski z Chicago
Zdjęcie główne: Olśnienie przyszło w marcu 2018 w czasie wystąpienia na zjeździe francuskiego Frontu Narodowego w Lille, gdy Marine Le Pen poprosiła Steve'a Bannona, aby powiedział ze sceny coś w stylu „nie jesteście sami”. Fot. REUTERS/Pascal Rossignol
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy przyszłego prezydenta Ukrainy wybrała Moskwa?
Niebezpieczne związki. Faworyt wyborów powiązany z oligarchą, oligarcha używający argumentów Kremla.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Niemcy skłócone i podzielone. Hulajnoga niezgody
Nie chcą jej piesi, bo boja się o swoje zdrowie. Nie chcą rowerzyści, bo ścieżki będą jeszcze bardziej zatłoczone. Nie chcą wreszcie kierowcy, bo mają dość uważania na rowerzystów i pieszych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wszystkie grzechy obrońców życia
Polskie ruchy pro life mają rację, ale nie potrafią do niej przekonać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Inaczej się ubierają, jedzą i myślą. Religijni frustraci kontra...
Blisko 60 procent wyborców Hillary Clinton nie odczuwa szacunku wobec zwolenników Trumpa.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Piewca seksualnych dewiacji. Jego teorie wpisano do standardów...
Uważał, że traumę u gwałconych dzieci wytwarza histeria dorosłych wobec pedofilii, a nie same działania pedofilów.