Felietony

Polska – Chorwacja, wspólna sprawa? Szkodliwy mit jedności słowiańskiej

Nasze narody łączy przede wszystkim kultura łacińska i katolicyzm, które w ciągu tysiąclecia kształtowały ich tożsamość. Bez tych czynników mit słowiańskości staje się siłą ciążącą ku Wschodowi.

Piłkarska reprezentacja Chorwacji podbiła serca polskich kibiców. Śledząc serwisy społecznościowe można było momentami dojść do wniosku, że biało-czerwona drużyna z Bałkanów zastąpiła na Mundialu w Rosji naszych biało-czerwonych, którzy w odróżnieniu od przyszłych wicemistrzów świata, zakończyli przygodę z turniejem już w fazie grupowej.

Oczywiście chorwaccy zawodnicy zaimponowali w każdym zakątku globu widowiskową i zarazem skuteczną grą. Ale nad Wisłą w kwestii kibicowania Luce Modriciowi i jego kolegom doszły do głosu też pozasportowe argumenty.

Chorwacja może się po prostu Polakom dobrze kojarzyć. Nie żywimy wobec niej jakichś resentymentów czy uprzedzeń, bowiem wzajemne stosunki między naszymi narodami na przestrzeni dziejów ich nie dostarczyły. Postrzegamy ją przede wszystkim jako miejsce słonecznych wakacji nad Adriatykiem. Ale nie tylko.

Od kilku lat w polskich mediach obecny jest temat Trójmorza. Chodzi o koncepcję zacieśnienia współpracy regionalnej (głównie o charakterze gospodarczym), zainicjowaną w roku 2015 przez prezydentów: Chorwacji – Kolindę Grabar-Kitarović i Polski – Andrzeja Dudę. Można byłoby pomyśleć, że przywódcom obydwu państw NATO i Unia Europejska już nie wystarczą.

Pojawił się jednak także argument, przy którym należy się zatrzymać. To rozpowszechnione przekonanie o tym, że Polaków i Chorwatów łączy słowiańskość.

Wydawałoby się nie ma o czym dyskutować, sprawa jest oczywista. Słowiańskość obydwa narody na tyle zbliża, że w XIX wieku, gdy pozbawione one były własnych państw, poeta chorwacki Ljudevit Gaj, pisząc tekst pieśni „Još Hrvatska ni propala” („Jeszcze Chorwacja nie zginęła”) aż nawiązał do słów „Mazurka Dąbrowskiego”.

A jednak – gdy mowa o słowiańskości – mamy do czynienia z mitem… szkodliwym.
Po meczu z Rosją chorwacki piłkarz Domagoj Vida zadedykował to zwycięstwo Ukrainie. Na zdjęciu Vida podczas finału Mundialu 2018, Francja - Chorwacja. Fot. REUTERS/Michael Dalder
Cofnijmy się do mundialu w Rosji. W pewnym sensie enfant terrible wicemistrzów świata okazał się ich obrońca Domagoj Vida. Po wygranej Chorwacji z Rosją do internetu trafił film, w którym ów piłkarz wołał, że dedykuje to zwycięstwo Ukrainie i kolegom z Dynama Kijów, a więc klubu, w barwach którego w latach 2013-2018 występował.

Po opublikowaniu tego nagrania Vida stał się w Rosji niemal wrogiem publicznym. Wytykano mu, że z jego ust padło hasło: „Chwała Ukrainie!”, wznoszone na kijowskim Majdanie w latach 2013-2014. W narracji, która w Rosji dominuje, slogan ten kojarzony jest tylko z ruchami kultywującymi Stepana Banderę, bo i samemu Majdanowi przypisuje się wyłącznie szowinistyczny charakter. Skądinąd Vida jako zawodnik Dynama był naocznym świadkiem dramatycznej sytuacji na Ukrainie ponad cztery lata temu.

Chorwatów zatem zaatakowali rosyjscy politycy. Lider koncesjonowanych nacjonalistów z Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimir Żyrinowski oraz członek prezydenckiej rady do spraw rozwoju społeczeństwa obywatelskiego Siergiej Markow postanowili przypomnieć ciemną kartę z historii narodu chorwackiego – ustaszy. Gdy III Rzesza okupowała Jugosławię, formacja ta kolaborowała z Niemcami, biorąc udział w masowych zbrodniach popełnianych na Serbach i Żydach. Tak więc po Ukraińcach postanowiono się rozprawić z kolejnym narodem, oskarżając go o „faszystowską” tożsamość, a w Rosji to zarzut najcięższego kalibru.

Z kolei Franc Klincewicz, członek Rady Federacji, izby wyższej parlamentu rosyjskiego, nazwał wprost Chorwatów „zdrajcami słowiańskiego świata”. Ta retoryka powinna być już znana Polakom.

Od rozpadu bloku wschodniego w Rosji daje o sobie znać frustracja spowodowana utratą mocarstwowej pozycji, jaką miał ZSRS. Spośród dawnych satelitów Związku Sowieckiego w Europie, szczególny zawód Rosjanom tęskniącym za czasami sprzed rozpadu czerwonego imperium sprawia państwo polskie ze swoim dążeniem do wzmacniania sojuszu z USA. W ten sposób tworzy się podatny grunt pod oskarżanie Polaków o bycie zdrajcami Słowiańszczyzny.

Rodzi się tylko pytanie, czy ów przedmiot zdrady jest czymś realnym. Rozważania nad tożsamością słowiańską są bowiem zjawiskiem stosunkowo młodym. Pojawiły się dopiero w XVIII wieku zwiastując rozwój językoznawstwa i etnografii w kolejnych stuleciach.

Przed wyłonieniem się na Starym Kontynencie nowoczesnych narodów, słowiańskość nie istniała jeśli chodzi o źródło tożsamości, która mogłaby jednoczyć środkowo- i wschodnioeuropejskie ludy. Wtedy więzi wytwarzały inne czynniki – choćby kultura łacińska i katolicyzm. Przecież polska szlachta postrzegała swoje państwo jako przedmurze nie Słowiańszczyzny, lecz chrześcijaństwa.

W tym kontekście należy wspomnieć o XVII-wiecznym poecie z Raguzy (Dubrownika), Ivanie Gunduliciu. Jest on autorem perły chorwackiej poezji barokowej – epopei „Osman”. Opiewał w niej zwycięstwo obrońcy wiary katolickiej, którym był polski królewicz – panujący potem jako Władysław IV – nad tureckimi muzułmanami w bitwie pod Chocimiem w roku 1621.
Afirmacja słowiańskości ma określone konotacje historyczne i polityczne. Uzasadnia ona wizję świata, w której miejsce Polski bynajmniej nie jest na Zachodzie. Na zdjęciu wielki herb Imperium Rosyjskiego. Fot. Wikimedia
Natomiast w XIX wieku na arenę dziejów wkroczył panslawizm. Ten powstały w Czechach ruch postulował zjednoczenie Słowian pod berłem cara Rosji. Nic dziwnego zatem, że stał się poręcznym narzędziem dynastii Romanowów w rywalizacji z Niemcami i Austro-Węgrami o wpływy w Europie.

W XX stuleciu ruch ów zniknął, ale przecież teza o „braterstwie Słowian” żywa była po drugiej wojnie światowej w bloku wschodnim. Napędzała ona choćby antyniemiecką propagandę w PRL. Nawet opowiadana dzieciom w szkole niewinna legenda o Lechu, Czechu i Rusie mogła być wprzęgnięta w dzieło utrwalania „przyjaźni polsko-radzieckiej”.

Trzeba zatem mieć świadomość, że afirmacja słowiańskości ma określone konotacje historyczne i polityczne. Uzasadnia ona wizję świata, w której miejsce Polski bynajmniej nie jest na Zachodzie.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Rzecz jasna nie można zaprzeczyć, że i Polacy, i Chorwaci, to Słowianie. Tyle że są ważniejsze wspólne punkty odniesienia dla obydwu narodów.

To właśnie wspomniane już kultura łacińska i katolicyzm, które w ciągu tysiąclecia kształtowały tożsamość Polaków i Chorwatów. I nawet jeśli dziś są one w odwrocie, to bez tych czynników słowiańskość jako synonim prymitywnie pojętej swojskości staje się siłą ciążącą w kierunku wschodnim – tam, dokąd rzymska forma nie dotarła, w otchłań żywiołów Wielkiego Stepu.

– Filip Memches
Lech, Czech, Rus
Zdjęcie główne: Skąd bierze się wielka sympatia Polaków do Chorwatów? Prezydent RP Andrzej Duda i prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović w Pałacu Prezydenckim w Warszawie 7 lipca 2017. Fot. PAP/Paweł Supernak
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Hodowanie posłusznych Europejczyków. Co na to Witkacy?
Propaganda mainstreamowych mediów jest jak pastylki chińskich najeźdźców.
Felietony Najnowsze wydanie
Uważał Marksa za wybitnego myśliciela, polemizował z PZPR
A ponieważ marksiści traktują teksty Marksa jak religijne, i on, i żona zostali odsunięci od nauczania.
Felietony Najnowsze wydanie
Więcej Prometeuszy!
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zapadł na tajemniczą chorobę. Nie rozpoznali jej nawet we Francji
Dowieziony na uniwersytet, niemal leżąc w fotelu, przerywając zdania wygłosił swój ostatni wykład. Wskazał, jakie powinni zrobić badania.
Felietony Najnowsze wydanie
Zlikwidować
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.