Cywilizacja

Kreml skupuje dolary i gromadzi oszczędności. Czy już powinniśmy zacząć się bać?

Władimir Putin zamierza grać twardo. Poniedziałkowe spotkanie z Donaldem Trumpem nie przyniesie przełomu. Żadnego resetu nie będzie.

Kiedy Rosja przegrywała swe marzenia o półfinale Mundialu po serii rzutów karnych w meczu z Chorwacją, wysiłkom Sbornej kibicował premier Dmitrij Miedwiediew. Zszedł później do szatni, dziękując sportowcom za postawę i za to, że zaszli tak daleko, na co przecież nikt przed turniejem nie liczył.

Ale gdzie był Władimir Putin? Zadzwonił co prawda do trenera Stanisława Czerczesowa, dziękując mu za dobrą pracę, ale to jednak, zdaniem obserwatorów, nie to samo. I zaraz pojawiły się spekulacje, że jeśli nie chory, bo o poważnych kłopotach ze zdrowiem rosyjskiej głowy państwa od miesięcy krążą plotki, to przynajmniej ta nieobecność świadczy o jakimś zadziwiającym stępieniu „politycznego węchu” i nieumiejętności zdyskontowania znakomitej okazji poprawienia notowań.

Notowań, które miast rosnąć w przyspieszonym tempie, ostatnimi czasy spadają. Nawet ośrodki badania opinii publicznej uznawane za związane z Kremlem zauważają, że popularność Putina osiągnęła najniższy od lat poziom, a liczba Rosjan zadowolonych z sytuacji kraju dziś to tylko 14 proc., podczas gdy jeszcze rok wcześniej było ich 31 proc.

Wyższe podatki, oszczędności na emeryturach

A przyszłość nie rysuje się różowo. Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego, którego prognozy uznawane są w Rosji za hiperoptymistyczne, musiało w ostatnich dniach korygować swe zapowiedzi. Zdaniem rządowych analityków tegoroczne i przyszłoroczne perspektyw wzrostu rosyjskiego PKB będą niższe niźli pierwotnie uważano (odpowiednio zmniejszono je z 2,1 proc. do 1,9 proc. w 2018 oraz z 2,2 proc. do 1,4 proc. w 2019).
Święta wojna Rosjan
W jeszcze większym stopniu obniżono prognozy wzrostu realnych wynagrodzeń. Pierwotnie ministerstwo szacowało, że wyniesie on w tym roku 6,3 proc., dziś już jest skłonne przyjmować, że raczej będzie to 1 proc. Przy czym, na co zwracają uwagę sceptycy, zapowiadane przez Władimira Putina, jeszcze w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej, większe wydatki na bardzo w Rosji zaniedbane sfery, takie jak edukacja czy ochrona zdrowia w świetle oficjalnych rządowych dokumentów jawią się jako obietnice odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość.

W obszernym, oficjalnym dokumencie (120 stron), jaki rząd na początku lipca złożył w Dumie, opisującym zasady polityki gospodarczej i budżetowej na lata 2018 – 2021, co prawda pojawiają się slogany o poprawie poziomu edukacji i ochrony zdrowia, ale pieniędzy na ten cel projekt budżetu nie przewiduje. A nawet więcej, udział nakładów na cele społeczne(dodatkowo na naukę, nowe technologie, demografię, opiekę społeczną etc.) w relacji do rosyjskiego PKB ma spaść.

Opinia Jarosława Kuzminowa, rektora Wyższej Szkoły Ekonomii obrazuje, jak wielkie są w tych dziedzinach w Rosji zaniedbania. Otóż, jego zdaniem dopiero w 2021 roku uda się, w świetle prognoz budżetowych rządu, osiągnąć wskaźniki wydatków na naukę z roku 2011, w innych dziedzinach też nie jest lepiej.

Ale jak nastroje rosyjskiej opinii publicznej mają nie spadać, jeśli od wyborów prezydenckich częstowana jest ona wyłącznie złymi wiadomościami? Rząd podniósł podatek VAT (z 18 do 20 proc.), jednocześnie dość znacznie redukując listę towarów, a były to głównie artykuły pierwszej potrzeby, które objęte są stawkami preferencyjnymi. Rosjanie musieli zmierzyć się z jednorazowym, skokowym wzrostem cen paliw. A perspektyw, że ceny spadną brak, bo rząd wprowadził reformę opodatkowania sektora paliwowego.
Jesienią 2017 roku 152. Gwardyjska Brygada Rakietowa z Czerniachowska w obwodzie kaliningradzkim oficjalnie została wyposażona rakiety Iskander-M, które swoim zasiegiem obejmują praktycznie cały teren Polski i mogą być uzbrojone w głowice jądrowe. Na zdjęciu prezentacja Iskandera podczas międzynarodowego forum w Kubince pod Moskwą w czerwcu 2015 r. REUTERS/Sergei Karpukhin
Dotychczas firmy wydobywcze płaciły podatek od kopalin i drugi raz uiszczały na granicy „nawiązkę”, jeśli chciały eksportować ropę. Teraz podniesiono podatek, zlikwidowano opłatę eksportową, co zdaniem specjalistów musi w dłuższej perspektywie spowodować wzrost cen na chronionym do tej pory rynku wewnętrznym. Od 1 lipca weszła w życie kolejna, delikatnie sprawę nazywając, niepopularna decyzja, bo o kilkanaście procent rosną ceny usług komunalnych, czyli w górę idą czynsze. Ale wszystko przebija zapowiedziana reforma emerytalna, w myśl której wydłużono wiek odchodzenia na emeryturę mężczyzn o 5 lat (do 65 roku) a kobiet o 8 lat (do 63). Krytycy propozycji, a jest ich w Rosji zdecydowana większość – badania opinii publicznej informują, że 80 proc. ankietowanych wypowiada się przeciw, argumentują, że jedynym celem zaplanowanej operacji jest załatanie dziury w rosyjskim odpowiedniku Funduszu Ubezpieczenia Społecznego.

Obliczono jednocześnie, że oszczędności dla finansów publicznych, bo reforma w gruncie rzeczy, w świetle rosyjskich trendów demograficznych sprowadza się do tego, że emerytury wypłacane będą krócej; wyniosą, i to tylko licząc na jedną osobę, odpowiednio 800 tysięcy rubli (mężczyźni) i 1,3 mln rubli (kobiety). W Rosji średnio w każdym roku kończy swą zawodową aktywność 2 mln osób, ale w związku z przechodzeniem na emerytury pokolenia boomu końca lat 50. i początku 60. liczba ta będzie rosnąć.

Hat-trick Władimira Putina. Znamy najlepszego zawodnika mundialu

Rosja w trakcie piłkarskich mistrzostw świata wygrała propagandowy pojedynek.

zobacz więcej
Rosyjski budżet ma nadwyżkę

Zapowiedziane zmiany wywołały sprzeciw nie tylko tzw. opozycji pozasystemowej, ale również oficjalnych związków zawodowych, partii obecnych w Dumie, a ostatnio docierają informacje, że fala niezadowolenia ogarnia władze lokalne. Znakomita większość władz rosyjskich regionów kontestuje lub jest otwarcie wrogo nastrojona do propozycji rządu.

Jak informują rosyjskie media, niezadowolonych nie brak również w izbie wyższej rosyjskiego parlamentu, a nawet wśród wysoko postawionych kremlowskich doradców. To jeszcze nie bunt, ale też nie szemranie po kątach. Mówi się nawet, że w obliczu nadspodziewanie silnego sprzeciwu, który zaczyna też obejmować rosyjskie elity, Kreml zdecyduje się na ustępstwa i np. kobiety będą odchodziły na emeryturę nie po ukończeniu 63 roku życia, a po 60.

Nie zmienia to jednak faktu, że, jeśli nastąpi, to krok taki będzie odczytywany jako ustępstwo. A tego bardzo rosyjska władza nie lubi, bo uważa, że ustępstwa pod presją opinii publicznej uznane zostaną za oznakę słabości, a słaba władza to władza, której ludzie przestają się bać i tylko to może uruchomić lawinę.

W tym wszystkim najbardziej zastanawia nie niekonsekwencja władz, które np. nie zdecydowały się na reformę emerytalną służb mundurowych i nadal w Rosji można stać się emerytem w wieku 35 lat, pod warunkiem wszakże, że pracuje się w FSB. Pytanie, po co Kremlowi dodatkowe pieniądze.
Władimir Putin zamierza grać twardo i nie będzie rezygnował z poszerzania strefy swoich wpływów. Na zdjęciu rosyjski żołnierz uruchamiajacy drona podczas wspólnych rosyjsko-serbskich manewrów pod kryptonimem "Braterstwo słowiańskie" w listopadzie 2016 roku nieopodal Belgradu. Fot. REUTERS/Marko Djurica
Po raz pierwszy od kilku lat rosyjski budżet będzie miał w tym roku nadwyżkę. To efekt wyższych, niźli planowano cen ropy naftowej.

Teraz ten wymiar sytuacji na międzynarodowym rynku paliw wzmocniony jeszcze zostanie wzrostem wydobycia. To z kolei skutek antyirańskich sankcji Waszyngtonu i zapaści sektora naftowego Wenezueli. Te dwa kraje w najbliższej przyszłości będą sprzedawać mniej ropy, zaś z technicznych powodów więcej mogą pompować właściwie dwa państwa – Rosja i Arabia Saudyjska.

Dodatkowo rosyjski rząd podniósł stawki podatku od kopalin, a także, tak jak to miało miejsce w ostatnich dniach w przypadku Gazpromu wprowadza specjalne regulacje tylko dla jednej firmy.

Ale zawsze do tej pory miały one jeden wymiar – wyższe podatki. Wszystkie te dodatkowe pieniądze, które trafiają do rosyjskiego budżetu nie idą jednak na wzrost wydatków, nie pobudzają gospodarki pozostającej w stagnacji, tylko służą odbudowie rezerw. Nie zrezygnowano z zasady, mimo fali krytyki, w myśl, której nadwyżki z opodatkowania węglowodorów, jeśli cena przekracza 40 dolarów za baryłkę (dziś jest to 77) nie trafiają do budżetu i nie są wydawane, ale powiększają rosyjskie rezerwy. Kreml na taką skalę skupuje w ostatnich miesiącach dolary, że musiał w czerwcu nieco przyhamować po protestach przedstawicieli sektora bankowego, którzy alarmowali, że nie są po prostu w stanie, wobec braku walut na rynku, rozliczać transakcji. Warto też przypomnieć, że w ostatnich dwóch miesiącach Moskwa wycofała większą część swoich rezerw ze Stanów Zjednoczonych.

Sankcje Moskwie niestraszne

Powtórzmy jeszcze raz pytanie - po co rosyjskim władzom tyle pieniędzy i dlaczego tak szybko dążą do odbudowania rezerw, że nie troszczą się ani o perspektywy wzrostu gospodarki, ani tym bardziej o stan nastrojów społecznych?

Niektórzy obserwatorzy są zdania, że Kreml przygotowuje się na nową falę kryzysu i skokowe osłabienie rubla w związku z wojnami handlowymi zainicjowanymi przez Trumpa. Rubel straci wartość i trzeba będzie ratować słaby i chwiejny rosyjski system bankowy. I to jest scenariusz pozytywny.

Scenariusz negatywny, a przynajmniej niepokojący jest taki, że w ten sposób Moskwa szykuje się do zaostrzenia sytuacji międzynarodowej. Dlaczego? Bo Putin zamierza grać twardo. Zapowiedziane na poniedziałek 16 lipca spotkanie z Trumpem w Helsinkach nie przyniesie przełomu. Żadnego resetu nie będzie. Rosjanie zresztą wcale tego nie chcą. Badania opinii publicznej wyraźnie wskazują, że antyamerykańskie nastroje w rosyjskim społeczeństwie wcale nie słabną.

Jedyne, czego się oczekuje to potwierdzenia, że jest się szanowanym. Ale taki efekt daje już sam fakt odbycia spotkania. Zaproponowana przez rosyjskich dyplomatów wspólna deklaracja, której podpisaniem ma się zakończyć szczyt w Helsinkach, nie skłania ku tezie, że Moskwa w czymkolwiek chce Zachodowi ustąpić. Chce rozmawiać, chce, aby jej zdanie się liczyło.

Bojkotujesz mundial, bo zorganizował go Putin?
Jesteś hipokrytą

Filip Memches: Jedni życzą Polakom porażek, bo liczą, że wywoła to frustrację społeczeństwa skierowaną przeciwko obozowi władzy. Innych futbol nie interesuje, więc łatwo im twierdzić, że turnieju nie należy oglądać, bo Rosja łamie prawa człowieka.

zobacz więcej
Gotowa jest do negocjacji w sprawie kończących się porozumień o rakietach balistycznych średniego zasięgu, a nawet, na czym ponoć najbardziej zależy Waszyngtonowi, na przyznaniu, że nie będzie ingerowała w zbliżające się wybory do Kongresu. Biały Dom mógłby z takiej deklaracji wywieść, że stanowi to pośrednie przyznanie się Kremla do ingerencji w przeszłości, czemu w komentarzach rosyjskie władze będą zaprzeczać.

Może, jakaś formuła porozumienia w sprawie syryjskiej, również będzie dyskutowana. O takiej ewentualności świadczyłaby niedawna wizyta izraelskiego premiera w Moskwie, a także deklaracje rosyjskiego MSZ wzywające wszystkie siły zewnętrzne (w tym i Irańczyków) do wycofania się z Syrii. A co w sprawie Ukrainy? Tu przełomu nie będzie. Moskwa nie ustąpi. I właśnie po to gromadzi rezerwy. Chce pokazać Ameryce i całemu światu, że sankcje jej nie straszne, a gotowa jest nawet, jeśli uzna to za celowe, do zaostrzenia konfliktu.

Licytacja ze słabymi kartami

I tu wracamy do pytania, dlaczego Putin nie przyszedł gratulować swoim piłkarzom. Kilka miesięcy temu szef Sztabu Generalnego rosyjskiej armii powiedział, że prezydent dwa razy dziennie odbiera meldunki o tym, jak rozwija się sytuacja na syryjskich frontach. A przynajmniej raz w tygodniu, a jeśli zachodzi taka potrzeba to i częściej, minister obrony Szojgu jeździ na Kreml składać mu osobiście raporty.

Te informacje potwierdzają tylko wcześniejsze doniesienia, że np. decyzja o aneksji Krymu zapadła w bardzo wąskim gronie najbliższych Putinowi doradców, a kropkę nad i, rosyjski prezydent postawił osobiście. Polityka zagraniczna Rosji, w ostatecznym kształcie i w swych najważniejszych obszarach, jest wynikiem decyzji jednego człowieka.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Człowieka, o którym Madeleine Albright, była amerykańska Sekretarz Stanu, napisała w skierowanym na ręce Trumpa specjalnym liście – przestrodze przed spotkaniem w Helsinkach, że jest wytrawnym graczem, który „nawet mając bardzo słabe karty w rękach”, potrafi wysoko licytować i twardo rozgrywać, a gratulować piłkarzom nie poszedł, być może, dlatego, że ćwiczy scenariusze znacznie poważniejszej rozgrywki.

– Marek Budzisz
Zdjęcie główne: Nowe rosyjskie czołgi T-14 Armata zostały publicznie zaprezentowane podczas moskiewskiej defilady z okazji zakończenia II wojny światowej 9 maja 2015 roku. FOt. REUTERS/Alexander Zemlianichenko/Pool
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Maszyny i… klapki japonki. Czym Chińczycy podbijają Afrykę
Pracownicy z Chin odmawiali siadania przy wspólnym stole podczas lunchu z Afrykanami i obrażali ich dając do zrozumienia, że źle wykonują swoją pracę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wzywał arcybiskupów do dymisji, będzie uczyć kleryków w Holandii
Po zakonniku kolejne upomnienia, kary, zakazy wypowiedzi spływały jak po kaczce.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Partia związana z antybrytyjskimi terrorystami wraca na salony
W ciągu 40 lat zginęło 3500 osób. Połowa to ofiary IRA. Do dzisiaj mnóstwo jest spraw niewyjaśnionych: kto i dlaczego zginął, kto wydał rozkaz, kto go wykonał, gdzie spoczywają ofiary skrytobójczych morderstw?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Do czego Putinowi są potrzebni „terroryści” z Sieci?
W Rosji zaczyna się rodzić zapotrzebowanie na lewicową alternatywę wobec obecnej władzy, która postrzegana jest jako ultraliberalna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Obserwujmy anglikanów. Bo Kościół katolicki idzie ich śladem
Wielka Brytania dokonała brexitu. Ale metody funkcjonowania Kościoła Anglii nadal podbijają europejski katolicyzm.