Cywilizacja

Czy zmiany w Sądzie Najwyższym doprowadzą do zakazu aborcji?

Amerykańska lewica wie, jakim zagrożeniem może być konserwatywny sędzia Brett Kavanaugh dla jej planów budowy nowego wspaniałego świata.

Prezydent Donald Trump realizuje jedną po drugiej swoje wyborcze obietnice. Po rozruszaniu gospodarki do tempa 4 proc. PKB poprzez ograniczanie regulacji i obniżkę podatków, częściowego rozmontowania obowiązkowego systemu opieki medycznej Obamacare, zaostrzenia polityki wobec nielegalnych emigrantów (choć bez obiecanego muru na granicy z Meksykiem), przeniesienia do Jerozolimy ambasady USA w Izraelu, przyszedł czas na Sąd Najwyższy.

W drugim roku prezydentury lokator Białego Domu staje przed szansą obsadzenie już drugiego stanowiska w dziewięcioosobowym składzie sędziowskim. Zgodnie z wyborczą obietnicą wybór padł na konserwatywnego sędziego, 53-letniego Bretta Kavanaugha, który znajdował się na liście kilkunastu prawników, z których Trump obiecał wybierać kandydatów będąc na wyborczym szlaku.

Biorąc pod uwagę, że sędziowie Sądu Najwyższego są wybierani dożywotnio, decyzja Trumpa ma kolosalne znaczenie dla przyszłości Ameryki. Jeśli, czego wymaga Konstytucja, wybór zaakceptuje Senat, oznacza to solidną większość 5-4 raczej konserwatywnych sędziów. I to na długie lata, może nawet 20-30 biorąc pod uwagę wiek kandydatów Trumpa: 53 lata Kavanaugha i zaledwie 50 lat zatwierdzonego jeszcze w zeszłym roku i urzędującego już Neila Gorsucha.

A przewaga może być większa, albowiem dwójka bardziej lewicowych sędziów jest po osiemdziesiątce, co oznacza że Trump – zwłaszcza jeśli zostanie wybrany na drugą kadencję – może mieć okazję do wybory kolejnych sędziów SN.

Decyzja o historycznych konsekwencjach

O ile nominacja wywołała entuzjazm wśród konserwatystów i wyborców Trumpa, to dla polityków Partii Demokratycznej to nieomal Apokalipsa i „koniec świata, jaki znają”. Częściowo odgrywana na potrzeby mobilizacji elektoratu przed listopadowymi wyborami do Kongresu, częściowo autentyczna histeria Demokratów wcale nie dziwi.

Decyzja Trumpa stanowić może wielkie zagrożenie dla sposobu działania Partii Demokratycznej i generalnie amerykańskiej lewicy. Obecnie bowiem istotne głębokie zmiany prawne są wprowadzane nie poprzez zmianę ustaw (w Kongresie i jego stanowych odpowiednikach), ale za pomocą interpretacji lewicujących sędziów.

Po nominacjach Trumpa w odwiecznym sporze konserwatywnych „oryginalistów” (twierdzących, aby czytać Konstytucję dokładnie tak, jak została napisana) a lewicowych „kontekstualistów” (zwolenników szukania kontekstu i współczesnej interpretacji XVIII-wiecznego dokumentu), na długie lata Sąd Najwyższy mogą zdominować ci pierwsi. A to może oznaczać choćby obalenie precedensowych orzeczeń o konstytucyjnie zagwarantowanej dopuszczalności aborcji (1973 r.) czy tzw. małżeństw jednopłciowych (z 2015 r.), które dla współczesnej Partii Demokratycznej są niczym religijne credo.

Stąd tak wielki wrzask i sprzeciw wobec nominata Trumpa, choć snując swoje apokaliptyczne wizje Demokraci nie mówią jednego: nawet (co na razie wygląda na wysoce mało prawdopodobne) gdyby Sąd Najwyższy uchyliłby swoją wcześniejszą decyzję w sprawie aborcji, nie oznaczałoby to jej prawnego zakazu, a jedynie oddawałoby decyzję w tej sprawie na poziom poszczególnych stanów.
Pierwszym sędzią Sądu Najwyższego nominowanym przez prezydenta Donalda Trumpa był Neil Gorsuch. Na zdjęciu z małżonką Louise, czerwiec 2017. Fot. REUTERS/Joshua Roberts
Jak przystało na prawdziwego mistrza marketingu oraz telewizyjnego show, Donald Trump rozegrał kwestię nominacji nowego sędziego do Sądu Najwyższego niemal perfekcyjnie. Przez kilkanaście dni, jakie minęły od rezygnacji udającego się na emeryturę sędziego Anthony’ego Kennedy’ego (nominowanego w roku 1987 przez Ronalda Reagana), do ogłoszenia nazwiska kandydata, prezydent USA eskalował napięcie. Co prawda podano krótką listę czworga kandydatów, ale do końca nie wiadomo było kto, uzyska nominację, co w nieszczelnym informacyjnie jak durszlak Białym Domu, graniczyło z cudem.

Ale Trump wiedział co robi: chciał aby jego decyzja „być może o największych konsekwencjach historycznych ze wszystkich dotychczasowych” (jak ujmowało to wielu komentatorów), uderzyła niczym grom z jasnego nieba w poniedziałek, w czasie wieczornego telewizyjnego prime time’u, tuż przed wtorkowym porannym wylotem prezydenta na szczyt NATO w Brukseli i spotkanie z Władymirem Putinem w Helsinkach.

I Trump – aktor, ale i telewizyjny producent i reżyser w jednej osobie – nie zawiódł. W poniedziałek o godz. 21:01 ukazał się na we wcale nie krótkim korytarzu wiodącym do Pokoju Wschodniego w Białym Domu… sam. – Mówię do Was z Pokoju Wschodniego, aby poinformować o najważniejszej decyzji jaką może, obok decyzji o wojnie i pokoju, podjąć prezydent: obsadzie Sądu Najwyższego, którego zadanie jest stanie na straży „klejnotów koronnych” naszej republiki, Konstytucji USA – mówił już z podium Trump.

Po czym podziękował sędziemu Kennedy’emu, wszystkim gościom (z podkreśleniem urzędników z czasów prezydentury Ronalda Reagana – bohatera dla wszystkich konserwatystów), pochwalił sędziego Gorsucha jako sędziego „wiernego Konstytucji takiej, jaką została ona napisana”. – Z przyjemnością pragną poinformować, że nominuję sędziego Bretta Kavanaugha Sądu Najwyższego - powiedział wreszcie o 21:06 Trump po pięciominutowym występie solo.



Po czym przy podium ukazał się nominowany z żoną i dwoma córkami. Nastąpiły dwie minuty aplauzu, co – znany ze swojego konfrontacyjnego stylu Trump – skwitował pół żartem, pół serio: „dawno nie słyszeliście tylu oklasków w Białym Domu”.

Orzekać, a nie wymyślać

Samo przemówienie kandydata Kavanaugha – tradycyjnie pierwsza salwa w walce o zatwierdzenie kandydatury przez Senat – również było idealnie skrojone, aby sprzedać go opinii publicznej jako wyważonego, kierującego się „zdrowym rozsądkiem” i literą prawa, prawnikiem.

– Jako sędzia, kieruję się bardzo jasną filozofią: sędzia musi być niezależny i musi interpretować prawo, a nie ustanawiać nowe prawa. Musi on interpretować prawa, Konstytucję tak, jak zostały one napisane, odwołując się do historii, tradycji oraz prawa precedensu – powiedział Kavanaugh, przez ostatnie 12 lat sędzia Sądu Apelacyjnego dla stołecznego Dystryktu Kolumbii, drugiego najważniejszego po SN sądu federalnego. – Bardzo cenię Konstytucję. Wierzę, że niezależne sądownictwo jest rodowym klejnotem naszej konstytucyjnej republiki. Jeśli zostanę zatwierdzony przez Senat, będę rozpatrywał każdą sprawę z otwartym umysłem i zawsze będę czynił wszystko, aby strzec Konstytucji oraz amerykańskiego systemu prawnego” ¬– stwierdził kandydat.

Z jego słów, zwłaszcza o czytaniu Konstytucji tak, „jak została napisana” oraz poglądzie, że sędziowie „powinni orzekać, a nie wymyślać” nowe prawa można jasno wnioskować, że należy do obozu „oryginalistów”, w duchu konserwatywnych sędziów SN: zmarłego niedawno Antonina Scalii (zastąpił go Gorsuch) oraz Clarence’a Thomasa.
Kandydaturę Bretta Kavanaugha popiera National Rifle Association (Krajowe Stowarzyszenie Strzeleckie) dla którego sędzia jest gwarantem utrzymania Drugiej Poprawki do Konstytucji, dającej powszechny dostęp do broni palnej. Na zdjęciu konwencja NRA w Dallas w maju 2018. Fot. REUTERS/Lucas Jackson
Dodatkowe elementy biograficzne miały też ocieplić wizerunek-łatkę, jaką od razu przyszyli mu polityczni rywale Trumpa: kolejnego członka uprzywilejowanej kasty białych konserwatywnych mężczyzn, próbujących narzucać swoje staroświeckie poglądy w nowoczesnym, metroseksualnym i kosmopolitycznym XXI wieku.

Dowiedzieliśmy się więc, że sędzia pochodzi ze skromnej rodziny, jego matka była nauczycielką w waszyngtońskiej szkole publicznej (gdzie uczyła czarnoskórą biedotę), aby po odbyciu nocnych kursów, stać się jedną z pierwszych kobiet-prokuratorów. Podkreślał, że ma „dwie uduchowione córki”, które trenuje jako trener-wolontariusz szkolnej drużyny koszykówki, a większość pracowników jego biura kobiety.

Do tego jest członkiem żywej waszyngtońskiej wspólnoty katolickiej, gdzie zajmuje się – on, jeden z najważniejszych sędziów w Ameryce – „rozdawaniem darmowych posiłków dla bezdomnych”. Dodatkowe plusy – sędzia Kavenaugh jest absolwentem wydziałów prawa dwóch najbardziej prestiżowych uniwersytetów Ameryki: Harvard i Yale.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Teraz zgodnie z wymogiem Konstytucji, nominację Kavenaugha musi zatwierdzić Senat, gdzie Republikanie mają nikłą przewagę 51-49. Trump i jego stronnicy chcą, aby sędzia dołączył do składu orzekającego SN przed październikiem, kiedy sąd wznawia pracę pod wakacyjnej przerwie. Oznacza to iście ekspresowe tempo rozpatrywania nominacji, zbliżone do 66 dni, jak w przypadku sędziego Gorsucha.

Republikanie chcą głosowania jeszcze przed listopadowymi wyborami do Kongresu, aby zwiększyć presję na 10 senatorów z Partii Demokratycznej, którzy ubiegają się o reelekcję w tzw. czerwonych stanach, które wybrały Trumpa na prezydenta przewagą kilkunastu procent. Liczą na to, że przynajmniej kilkoro z nich wyłamie się i zagłosuje na Kavanaugha, aby być powtórnie wybranym do wyższej izby Kongresu.

Histeryczna retoryka

Dla Demokratów z kolei to walka nieomal na śmierć i życie. Liderzy partii w Senacie już niemal zażądali dyscypliny partyjnej, swoistego „ani kroku wstecz” (co dla części senatorów z tzw. czerwonych stanów jest de facto aktem wyborczego samobójstwa) i użycia „wszelkich, możliwych środków”, aby nominacja nie została zatwierdzona.

Zresztą wszyscy grają tutaj znaczonymi kartami. Zaledwie minuty po ogłoszeniu nominacji – czas potrzebny do wstawienia nazwiska Kavanaugha do materiałów agitacyjnych, przygotowanych zawczasu dla wszystkich czworga, możliwych kandydatów – ruszyły liczone w milionach dolarów kampanie propagandowe „za” i „przeciw”.

Politycy obu partii nie mogą przepuścić takiej gratki: to najlepszy sposób mobilizacji najtwardszych elektoratów przed wyborami do Kongresu, które w latach gdy nie jest jednocześnie wybierany prezydent, nie cieszą się jakąś szczególną popularnością.

Po stronie Republikanów już działają grupy konserwatystów oraz NRA – Krajowe Stowarzyszenie Strzeleckie – dla których Kavanaugh to gwarancja utrzymania Drugiej Poprawki do Konstytucji, gwarantującej powszechny dostęp do broni palnej.
W 1987 roku Demokraci zablokowali nominata Ronalda Reagana do SN sędziego Roberta Borka. Fot. Wikimedia
O wiele większe emocje panują u Demokratów, zapowiadających delegalizację aborcji, tzw. małżeństw jednopłciowych czy ograniczenie dostępu do opieki medycznej. Na sali Senatu można się spodziewać nie lada fajerwerków. Niektórzy mówią, że może być gorzej niż podczas procedury zatwierdzania obecnego sędziego Thomasa na początku lat 90-tych, które sam sędzia – czarnoskóry konserwatysta – nazwał „elektronicznym linczem” na sobie.

Są tacy, którzy twierdzą że poziom retoryki totalnej opozycji Demokratów osiągnie poziom histerii z końca lat 80-tych, gdy zablokowali oni nominata Ronalda Reagana do SN sędziego Roberta Borka. – Ameryka Roberta Borka to kraj, gdzie kobiety będą zmuszone robić aborcje gdzieś w zaułkach ulic, czarnoskórzy będą jedli w wydzielonych częściach restauracji, bezkarna policja będzie mogła łomotać do mieszkań obywateli w czasie nocnych najazdów, dzieci w szkołach nie będą się uczyły o teorii ewolucji, a rząd będzie cenzurował pisarzy i artystów ¬– krzyczał wtedy na sali plenarnej lew Lewicy, sen. Ted Kennedy. W najbliższych tygodniach możemy spodziewać się podobnie histerycznej retoryki: amerykańska lewica wie, jakim zagrożeniem może być sędzia Brett Kavanaugh dla jej planów budowy nowego, wspaniałego świata dla wszystkich Amerykanów, nawet wbrew ich woli.

– Jeremi Zaborowski z Chicago
Zdjęcie główne: Donald Trump i Brett Kavanaugh w Pokoju Wschodnim Białego Domu 9 lipca 2018 r. Fot. REUTERS/Leah Millis
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy potomkowie chłopów nadal jęczą pod butem panów?
Warto się zdecydować, czy polski lud niósł ze sobą błogosławione egzorcyzmowanie kultury szlacheckiej czy naganną brutalność.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geny kreatywności. Co nas różni od szympansa i neandertalczyka?
Stał się być może bardziej kreatywny w swoich prapraprawnukach. W nas.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sto lat podzielonej Irlandii. Czy skutkiem brexitu będzie terror?
Partie katolickie odrzuciły propozycję udziału w zespole przygotowującym obchody rocznicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Otworzyli albumy i pudła ze starymi gazetami, odkryli rodzinne...
Miałam nadzieję, że nowi mieszkańcy zobaczą, że to miejsce ma swoje życie, swoją tożsamość i historię, z której można być dumnym – mówi autorka wystawy.
Cywilizacja wydanie 23.04.2021 – 30.04.2021
Panie i panowie w sporcie. A co z transseksualistami?
Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.